Garaże w Opolu okradał... żołnierz zawodowy, ale poszkodowana od miesiąca nie może złożyć zawiadomienia

Mirela Mazurkiewicz
Mirela Mazurkiewicz
Sprawa kradzieży z garaży przy ul. Koszyka w Opolu skomplikowała się, gdy okazało się, że stoi za nimi zawodowy żołnierz. - Od miesiąca nikt nie chce nawet przyjąć ode mnie zawiadomienia, że zostałam okradziona - mówi pani Joanna.
Sprawa kradzieży z garaży przy ul. Koszyka w Opolu skomplikowała się, gdy okazało się, że stoi za nimi zawodowy żołnierz. - Od miesiąca nikt nie chce nawet przyjąć ode mnie zawiadomienia, że zostałam okradziona - mówi pani Joanna.
Mężczyzna wpadł dzięki bezsenności opolanki, która wypatrzyła go przy garażu sąsiada. Następnego dnia okazało się, że tej samej nocy ona również została okradziona. Problem w tym, że choć od zdarzenia minęło ponad 5 tygodni, nikt nie chce przyjąć zgłoszenia. Policja odsyła do żandarmerii, a żandarmeria… na razie sprawy nie prowadzi.

W nocy z 3 na 4 grudnia 2020 r. pani Joanna, mieszkanka bloku przy ul. Koszyka w Opolu, nie mogła spać. W pewnym momencie usłyszała metaliczny brzęk. Podeszła więc do okna, żeby sprawdzić, co się dzieje.

– Zobaczyłam, że ktoś idzie wzdłuż garaży i latarką oświetla ościeżnice. Była pierwsza w nocy, więc dość nietypowa godzina na prace przy aucie – wspomina pani Joanna. – Mężczyzna wszedł do jednego z garaży i zamknął się w środku.

Pani Joanna odczekała chwilę, bo myślała, że może to któryś z sąsiadów w nocy musiał wyjechać. Mijały jednak kolejne minuty, a mężczyzna ze środka nie wychodził. Wtedy postanowiła zadzwonić na policję. Obudziła też ojca.

– Gdy nadjechali mundurowi, ten mężczyzna – jakby nigdy nic – wyszedł z garażu. W pierwszej chwili myślałem, że zgłupiał, skoro poddaje się bez walki, ale on widocznie czekał na wspólnika, który miał podjechać autem po łupy. Zdziwił się, bo zamiast niego trafił na policjantów – wspomina pan Tadeusz, ojciec opolanki. – Później opowiadał im bajki, że to był garaż jego mamusi.

Mężczyzna sprawdził swój garaż, ale był nienaruszony. Okazało się jednak, że uszkodzone zostało wejście do garażu córki.

– Chcieliśmy sprawdzić, czy coś zniknęło, ale policjanci kazali czekać na techników. Nie pozwolili nam wejść do środka, żebyśmy nie pozacierali śladów. Sprawa przedłużała się, więc w końcu machnęliśmy ręką i poszliśmy spać – relacjonuje pan Tadeusz. – Rano okazało się, że śladów w garażu córki nikt nie zabezpieczył, choć do kradzieży faktycznie doszło.

- Dzień wcześniej odstawiałam samochód i wszystko było na miejscu, więc mam podejrzenie graniczące z pewnością, że to sprawka tego samego złodzieja – mówi pani Joanna.

Z relacji właścicielki wynika, że w garażu były roczne, oryginalne koła z felgami aluminiowymi oraz torba z elektronarzędziami. Wartość ukradzionych przedmiotów wyceniła na ponad 7 tys. złotych.

– Na policji usłyszałam, że zgłoszenia przyjąć nie mogą, bo mężczyzna jest wojskowym i sprawę będzie prowadziła żandarmeria. Tego samego dnia zadzwoniłam więc do żandarmerii, ale tam też nic nie wskórałam. Powiedzieli mi, że żołnierz poszedł na chorobowe – relacjonuje rozżalona. - Mija miesiąc od kradzieży, a mi nie udało się nawet złożyć zawiadomienia. Nikt nie zabezpieczył śladów, a ja cały czas korzystam z tego garażu, więc nawet jeśli jakieś ślady były, to już dawno zdążyliśmy je zadeptać. To jest absurd.

Policja potwierdza, że do zdarzenia doszło. - Kryminalni zatrzymali podejrzewanego w pościgu. W trakcie czynności okazało się, że jest to żołnierz zawodowy, a w takiej sytuacji mamy obowiązek powiadomić żandarmerię wojskową – mówi mł. asp. Agnieszka Nierychła z Komendy Miejskiej Policji w Opolu. – Żandarmeria poprosiła nas o wsparcie i wykonanie czynności w niezbędnym zakresie. Funkcjonariusze zabezpieczyli dowody i przesłuchali świadków, a mężczyzna usłyszał zarzut. Okazało się też, że tej nocy ofiarami kradzieży padły również inne osoby, dlatego poinformowaliśmy je, że powinny zgłosić się do żandarmerii wojskowej.

Wojsko tłumaczy, że policja skierowała sprawę do prokuratury, ale żandarmeria nie otrzymała jeszcze postępowania do prowadzenia.

- Pokrzywdzona zadzwoniła do Placówki Żandarmerii Wojskowej w Opolu, gdzie została poinformowana, że na ten moment wiedzę na temat prowadzonego postępowania posiada wyłącznie policja. Żandarm poinformował pokrzywdzoną, że w przypadku otrzymania postępowania do dalszego prowadzenia zostanie ona o tym fakcie powiadomiona i wezwana na przesłuchanie, o ile policja tego wcześniej nie uczyniła - wyjaśnia ppłk Artur Karpienko, rzecznik prasowy Komendanta Głównego Żandarmerii Wojskowej.

Żandarmeria zapewnia też, że jeśli otrzyma postępowanie do prowadzenia "podejmie wszelkie działania zmierzające do pociągnięcia sprawcy włamania do odpowiedzialności karnej oraz do zapewnienia prawnie chronionych interesów pokrzywdzonych ujawnionych w postępowaniu".

Galerie handlowe otwarte od 1 lutego?

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Malarz

Piękne wojsko PiS-u!!!!

G
Gość

Z policji zostałby wyrzucony od razu.

P
Plutonowy Marucha
12 stycznia, 8:25, srutek:

znaczy się, nie jest ten żołnierz zawieszony w służbie a nawet zwolniony dyscyplinarnie mimo złapania na gorącym uczynku?

No , też coś ! Żołnierz ogłosił na osiedlu mobilizację , a z mobilizacją konfiskatę mienia. Wszystko z zasadami prawa i sprawiedliwości.

W LWP taki żołnierz zostałby wywalony na zbity pysk . Chyba.

s
srutek

znaczy się, nie jest ten żołnierz zawieszony w służbie a nawet zwolniony dyscyplinarnie mimo złapania na gorącym uczynku?

Dodaj ogłoszenie