Namysłów w teledysku kapeli Centrala 57

Jarosław StaśkiewiczZaktualizowano 
"Małe miasteczka" to najnowszy utwór dolnośląskiej rockowo-bluesowej kapeli Centrala 57. Klip do piosenki, który można obejrzeć w internecie, został nakręcony w Namysłowie.

Zdjęcia zostały nakręcone podczas warsztatów filmowych z udziałem studentów Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego.

- To pomysł naszego wykładowcy - redaktora Bronisława Bubiaka - mówi Paweł Tur, student dziennikarstwa, a zarazem wokalista Centrali 57. - Mówił nam, że w Namysłowie nie brakuje fajnych miejsc do pokazania, ludzie na ulicach nie boją się kamery, przychylne są też władze miasta.

- To wszystko się potwierdziło i tylko żałuję, że nie wszystkie zdjęcia nam wyszły, ale z tego materiału udało się złożyć chyba ciekawy teledysk - dodaje Tur. - Myślę, że następny clip też nakręcimy w Namysłowie, ale wrócimy tu już z profesjonalną firmą.

Tur napisał muzykę do utworu, a autorem słów jest Adam Polański, poeta i tekściarz z Kotliny Kłodzkiej. Tytuł piosenki mówi wszystko o jej treści, a nakręcone w Namysłowie zdjęcia doskonale oddają klimat małych miasteczek, jakich wiele na Dolnym Śląsku i w całej Polsce.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 25

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

z
zainteresowana
Wydajcie książkę, zróbcie stronę www. Przecież tylko idiota nie widzi, że to jest autoreklama

Tomcio niewiele ale ma. Ma storne www i pare broszur. Ale nie lubi sie pokzywac. Po co mu reklama? Przecie to nie artysta
G
Gość
Mnie najbardziej rozbraja to. Ten sam autor. Niejaki Tomasz H.:

RANNY DO WROCŁAWIA
Jedyna słuszna regularna droga z Namysłowa do Wrocławia wiedzie przez tory, co najbardziej zapada w pamięć, bo większość z tego co się pamięta, miłe nie jest. Brudne i cuchnące kible, obskurne przedziały, pomazane ściany i szyby, co skutecznie uniemożliwia umilanie sobie podróży obserwowaniem przeskakującego za oknem krajobrazu, a także niemiła obsługa PKP. Dlatego też to, co ostatnio ukazało się moim oczom na peronie nie dość, że przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania (choć fakt, iż wygórowane nie były), to jeszcze zaowocowało ogromnym szokiem.
Spodziewałem się bowiem jakiegoś szaro-burego pojazdu, całego osprejowanego przez ulicznych „artystów”, a tu zonk! Gdyby nie szarpnięcie kumpeli, skierowałbym swe kroki w kierunku całkowicie odmiennym od tego cacka, które czekało na torach. Z niedowierzaniem skonstatowałem, że „mój” pociąg to czerwona perełka zapraszająca lśnieniem, czystością i ciepełkiem. Aby drzwi stanęły otworem należało nacisnąć spory przycisk po prawej stronie. To Ci dopiero technika! W środku było jeszcze lepiej. Czystość, pustka i ciepło. Tak, ciepło. Pod oknami były bowiem zamontowane spore kaloryfero-grzejniki, ba nie dość, że zamontowane to jeszcze działające!!! Koniec z jazdą w kurtce i termoforem na kolanach. Ale najlepsze było dopiero przede mną. Pobiegłem bowiem od razu do kibelka, (mimo, iż wcale potrzeby nie odczuwałem) aby i jego stan techniczny obadać. I co? I znowu szok. Muszla czysta i zapraszająca świeżością, szary papier toaletowy pyszni się tuż obok, a z kranu – cud – leci woda. I to w dodatku ciepła!!! Już podejrzewałem jakiś układ: może żeśmy wsiedli z Kasią do Intercity, albo co? Przychodzę i obwieszczam jej to przypuszczenie, a ona mi ze śmiechem, iż wszystko w jak najlepszym porządku, a ja zachowuję się jak dziecko ze wsi, które pierwszy raz widząc pociąg, podnieca się dosłownie wszystkim.
Moje oszołomienie ściągnęło mnie na ziemię dopiero dzień później, kiedy zobaczyłem znów te same obskurne przedziały, w dodatku bez ogrzewania i z nie domykającymi się oknami przy minusowych temperaturach jak zwykle. Ach więc to tak – pomyślałem. No i dobrze. Przynajmniej znów całkiem normalny jestem.

Wydajcie książkę, zróbcie stronę www. Przecież tylko idiota nie widzi, że to jest autoreklama
G
Gość

Mnie najbardziej rozbraja to. Ten sam autor. Niejaki Tomasz H.:

RANNY DO WROCŁAWIA
Jedyna słuszna regularna droga z Namysłowa do Wrocławia wiedzie przez tory, co najbardziej zapada w pamięć, bo większość z tego co się pamięta, miłe nie jest. Brudne i cuchnące kible, obskurne przedziały, pomazane ściany i szyby, co skutecznie uniemożliwia umilanie sobie podróży obserwowaniem przeskakującego za oknem krajobrazu, a także niemiła obsługa PKP. Dlatego też to, co ostatnio ukazało się moim oczom na peronie nie dość, że przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania (choć fakt, iż wygórowane nie były), to jeszcze zaowocowało ogromnym szokiem.
Spodziewałem się bowiem jakiegoś szaro-burego pojazdu, całego osprejowanego przez ulicznych „artystów”, a tu zonk! Gdyby nie szarpnięcie kumpeli, skierowałbym swe kroki w kierunku całkowicie odmiennym od tego cacka, które czekało na torach. Z niedowierzaniem skonstatowałem, że „mój” pociąg to czerwona perełka zapraszająca lśnieniem, czystością i ciepełkiem. Aby drzwi stanęły otworem należało nacisnąć spory przycisk po prawej stronie. To Ci dopiero technika! W środku było jeszcze lepiej. Czystość, pustka i ciepło. Tak, ciepło. Pod oknami były bowiem zamontowane spore kaloryfero-grzejniki, ba nie dość, że zamontowane to jeszcze działające!!! Koniec z jazdą w kurtce i termoforem na kolanach. Ale najlepsze było dopiero przede mną. Pobiegłem bowiem od razu do kibelka, (mimo, iż wcale potrzeby nie odczuwałem) aby i jego stan techniczny obadać. I co? I znowu szok. Muszla czysta i zapraszająca świeżością, szary papier toaletowy pyszni się tuż obok, a z kranu – cud – leci woda. I to w dodatku ciepła!!! Już podejrzewałem jakiś układ: może żeśmy wsiedli z Kasią do Intercity, albo co? Przychodzę i obwieszczam jej to przypuszczenie, a ona mi ze śmiechem, iż wszystko w jak najlepszym porządku, a ja zachowuję się jak dziecko ze wsi, które pierwszy raz widząc pociąg, podnieca się dosłownie wszystkim.
Moje oszołomienie ściągnęło mnie na ziemię dopiero dzień później, kiedy zobaczyłem znów te same obskurne przedziały, w dodatku bez ogrzewania i z nie domykającymi się oknami przy minusowych temperaturach jak zwykle. Ach więc to tak – pomyślałem. No i dobrze. Przynajmniej znów całkiem normalny jestem.

P
Pinezka

A ile w tym zyciowej prawdy:

Bo nie mają co robić...
Wraz z dwoma stałymi kolegami i czasami kimś na doczepkę odwiedzają regularnie stary i nieczynny PGR zwany przez nich żartobliwie „Graciarnią”. Skaczą tam po czym się da, wspinają się od czasu do czasu na tamtejszy kilkunastometrowy komin albo łażą po dachach. Ogólnie nie przekraczają jednak granic czegoś, co można by nazwać „dobrym smakiem”. Czas jakiś temu naszła mnie niespodziewanie taka refleksja: po co Oni to właściwie robią? Bo zamiast łapać te rozcięcia, zadrapania i siniaki, mogliby spędzać czas tak jak reszta ich zaznajomionej osiedlowej subkultury, tzn. pić piwo dla szpanu, jarać fajki czy łazić bez celu i wysyłając bzdurne SMSy do wszystkich z listy numerów, do czasu kiedy na koncie jest kasa „of course”. I kiedy się tak nad tym głębiej zastanowiłem, znalazłem odpowiedź: bo nie mają co robić. Spróbujmy zapytać Ich o to samo pytanie i z pewnością uzyskamy odzew dokładnie pokrywający się z moją tezą.
Najlepsze jest to, że ja wcale nie przesadzam - choć mamy w miastach niby jakąś wioskową świetlicę, to stoi ona zawsze zamknięta. Wiele wsi ma tam komputery lub chociaż stoły do „pingla” ufundowane przez gminę. A Oni nic... Boiska szkolne są, ale jakoś tak wyszło, iż wszystkie są popołudniami pozamykane na cztery spusty, część trenerów poszła do domu, albo nie chce im się nic... A to może by korty tenisowe albo basen? To akurat to przesada: za drogo, bo matka na zasiłku, bo tata alkoholik, bo sąsiedzi złodzieje, bo... A może jakieś rozrywki artystyczne? Sprejować po murach nie wolno, w NOKu ostatnio nic się nie dzieje, a szkoła muzyczna jest płatna. To może chociaż jakiś skatepark, lodowisko, tanie kino albo galerie handlowe? Jest tu coś takiego w mieście latem? Nie ma żadnych aktywnych alternatyw.
Więc jedyną alternatywą od tępego siedzenia w domu, czy dłubania słonecznika pod blokiem jest dla Nich ta „Graciarnia”. Kilkakrotnie bywają przyłapywani na przebywaniu na terenie prywatnym, bo ktoś niestety wykupił ostatnio Ich małą oazę, ale zbytnio się tym nie przejmują. Sęk w tym, że Ich tłumaczenia, iż robią to z nudów, bo nie ma lepszych zajęć, a Oni nie chcą zaczepiać przechodniów, czy gnić w domu, niczego nie zmieniają. Zawsze tylko tyrady: „Gówniarze, w domu siedzieć, a nie ludziom po włościach chodzić!!!”, albo „Jeszcze raz was złapię to do rodziców pójdę!!!”
Tak ciężko dojść do wniosku: a może Oni rzeczywiście tam łażą, BO NIE MAJĄ CO ROBIĆ?

G
Gość
myślałam że młodych ludzi ogarnął wszechobecny materializm a Oni mają "duszę"to króciutkie opowiadanie czyta się z przyjemnością, brawo.

A ja mam inne mondre przemyslenia tego artysty. Podam fragmenty i tytuly jego duchowych powiastkow które się podobaja:

POD KASZTANAMI
Uwielbiam przechadzać się ciepłym rankiem po mokrej alei wzdłuż kasztanowych drzew. Czuje się wtedy symbiozę naszej duszy z naturą. Czuć zapach deszczu i wilgotny smak powietrza. Chcesz się o tym przekonać? Spróbuj któregoś ciepłego ranka przejść się po nocnym deszczu między drzewami z ukochaną osobą właśnie tam gdzie kończy się młyn a zaczyna namysłowski zamek, a poczujesz zapach jesieni w środku wiosny, albo na odwrót: zapach wiosny w środku jesieni...

BY SPEŁNIŁA SIĘ BAJKA
Mimo osobistych problemów sercowych zrobiłem wszystko by dzisiejszy niedzielny dyżur w szpitalu był wyjątkowy. Rozdawałem jak zawsze pacjentom kwiaty. Tym razem dałem ich więcej, a na dodatek wspomagały mnie ciepłe promyki wiosennego słońca. Postanowiłem więc, że spełni im się bajka. Przecież teraz tak niewiele mają z życia. Wszyscy chorzy, kalecy, starzy. W ich oczach maluje się ból. Dlaczego? Dlatego, że rzadko kwitną dla nich kwiaty. A przecież nie muszą to być drogie kwiaty. Wystarczą zwyczajne, zwykłe kwiaty: uśmiech, dobre słowo, drobny gest, moc dotyku. To także kwiaty! Czy tak wiele pragną? Nawet najmniejszy kwiat podarowany z całego serca opowiada tym, którzy go otrzymują, piękną historię. Cudowną bajkę o kawałku nieba na ziemi, gdzie dla każdego cierpienia i dla każdej łzy jest pociecha. Gdzie ludzie kwitną dla siebie jak kwiaty.
Każdego dnia słyszymy ten sam krzyk dochodzący z ust tysięcy chorych, kalekich, starych i samotnych: „Przynieś mi kwiaty, zanim umrę”. Nie czekaj aż umrą. Zrób coś by spełniła się ta bajka. Dziś!

MOJA MISS Z KAŁUŻY
Wyszedłem dziś na spacer po mieście. Przystanąłem chwilkę nad kałużą. Spojrzałem w głąb tego małego oceanu i dostrzegłem czyjeś odbicie. Oj! Chyba mi się zdawało. Oderwałem wzrok. Pomyślałem o Kimś, a raczej o Jej oczach i znów spojrzałem w tę głębinę. Dalej mam tylko jedno odbicie, obok mnie kamienie. No tak. Nie zgubiłem Twojego zdjęcia, mam je głęboko schowane. Tak głęboko, że żadne inne nigdy tam nie trafi. Popatrzyłem przed siebie optymistycznie. Wiosna już, a ja pluskam się w tej dziwacznej kałuży koło ronda i śmieję się jak wariat. Obok dom starców, firanka niewyraźnie zamajtała w powietrzu i opadła na parapet. oddalam się z buro-szarą walizką na ramieniu. Jeszcze tylko jeden podskok i koniec. Kończy się powódź, zaczyna się życie...

STRACH MYŚLEĆ
Między ludźmi powstały granice. Nie wiem, czy zawsze były. Za krótko tu jestem, by móc porównać jak było kiedyś, a jak jest teraz. Wiem tylko, że dzisiaj są. Nie potrafimy nawiązać kontaktu z obcymi. Wszyscy są dla nas potencjalnym zagrożeniem. Zaczęliśmy się bać. Ale tak naprawdę, to czego się boimy? Gazety i telewizja robią swoje. „Ta dziewczyna pod sklepem, pewnie chce mi ukraść portfel. Wredny nastoletni chuligan. Zamknąć takich. Czemu ten facet tak idzie? Pewnie pijak. Skąd się biorą tacy ludzie? A ta….”. Ja tak nie myślę. Inni chyba tak...

MAGICZNA MOC UŚMIECHU
Lubię jak czasem ktoś spojrzy w oczy i jego uśmiech odpowie mojemu. Czasem jest to starsza pani, innym razem dziewczyna mijana na korytarzu w szkole lub w pracy. Nieważne. Miło jest być powodem czyjejś radości. I taki jeden uśmiech daje siłę na cały dzień. To co, że zdarza się coraz rzadziej. Ważne, że się zdarza.

TA, KTÓREJ SKRADZIONO WZROK
Nie widzi, ale wierzy. Czuje zapach deszczu zanim spadnie, ale nie może zobaczyć jak pada. Czuje słońce padające jej na twarz, ale nie może zobaczyć wschodu czy zachodu. Chciałaby widzieć świat jak wszyscy inni, by zobaczyć słońce, deszcz i muzykę. Muzyka z pewnością wygląda wspaniale. Ale… ja wiem, że ona nie potrzebuje oczu, by zobaczyć to co ważne...

WENUS Z SIÓDMEGO NIEBA
Ludzkie ciało jak modelina przelewa się tonami przez wąskie uliczki mojego miasta. Tonę w nim i wcale mi to nie przeszkadza. Tłuszcz zarasta mi oczy, a mrok wydaje się czymś niezwykle atrakcyjnym. Czuję się jakbym płynął na ostatkach powietrza w granatową otchłań jeziora. Mrok, smaczny niczym czekolada, mrok gorący jak rany pozostawione przez siarczysty mróz.
Ludzkie ciała jak modelina przesuwają się przed moimi oczami. Jedne piękne, drugie brzydkie, trzecie niegodne uwagi. Tym, którym warto było się przyjrzeć zapamiętywałem i wydawałem ocenę niczym nauczyciel z pogardliwym wyrazem twarzy. Wszystko było by szare. Cenny czas płynąłby na tej zabawie delikatnie rysując wskazówkami tarczę zegarka. Wszystko byłoby szare, gdyby nie przyjechała jedna osoba. Charakterystyczna w moim mieście. Poszliśmy na pizze do Siódmego Nieba...

Z ROZMYŚLAŃ O CODZIENNOŚCI
Wyszedłem wieczorem na spacer po mieście. Uwielbiam przechadzki wąskimi uliczkami Dubois i Podwale. Fascynuje mnie światło odbijające się od murów starych budynków, , delikatne światło ulicznych latarni, o ileż bardziej subtelne od brutalnego i bezwzględnego słońca. Spaceruję nocą, bo tylko wtedy miasto wydaje się być moim odbiciem. Tylko o tej porze miasto jest ponure i smutne zupełnie jak bywam sam. W tych przechadzkach próbuję odnaleźć coś mistycznego, pewien rodzaj kontemplacji duszy. Zastanawia mnie każdy szczegół, wszyscy ludzie, których sylwetki osnute w cieniu wyłaniają się ledwie kilka metrów przede mną.
d
dr_em

masakkra, młodzi powiedzieli by
- szacun
a od siebie - masz styl.

Ty piszesz, ja czuję.

dziekuje.

G
Gość
myślałam że młodych ludzi ogarnął wszechobecny materializm a Oni mają "duszę"to króciutkie opowiadanie czyta się z przyjemnością, brawo.

Ukęło mnie to za serce, popłakałem się, ścisnęło mi jelita... aż wyleciał cichy bąk
Widzisz, ja też mam duszę
n
namysłowianka

myślałam że młodych ludzi ogarnął wszechobecny materializm a Oni mają "duszę"to króciutkie opowiadanie czyta się z przyjemnością, brawo.

n
namysłowianka
a lookaliscie pesudo-pisanki Tomka? to dopiero poesia. MI SIE PODOBAJA TAKIE JEGO CUDACNE MYSLI:

- Przemierzyłem wczorajszej, chłodnej nocy pół miasta dopóki nie zatrzymałem się Pod Aniołami. Rzuciłem Bolka Chrobrego na blat i patrząc uważnie w piwną źrenicę barmana zamówiłem szklaneczkę brandy z colą.

- Zaczęła się z Jej inicjatywy kolejna banalna i zbyt za krótka rozmówka po skończeniu której odprowadziłem ją wzrokiem, bo niby czym? Słyszeliście kiedyś, żeby kogoś lub coś odprowadzać węchem albo smakiem?

- bo sam banał jest w swojej banalności piękny.

- Bo każde miasto jest takie samo - piękne, nęcące, seksowne. Powoduje permanentny wzwód umysłu (o namyslowie)

- Gitara sprawia, że zaczynam lepiej rozumieć swoją osobowość, a miasto w którym mieszkam kształtuje mój charakter.

- Moje plany nie są oparte na żadnych logicznych podstawach. Są kolorowe, pachnące szarlotką i konwaliami, a w dotyku przypominają kocie futerko.

- Na miejskim targowisku można kupić wszystko: kulkowe łożyska do rowerów, niepotrzebne nikomu blaszki, gumki-recepturki, latarki, najkrócej działające baterie paluszki. Czego tylko umysł, dusza i potrzeba zapragnie. Nawet sprężynę do dzwonka rowerowego mają. Na flanelowej płachcie szmaty walają się zegarki Made In USSR – doskonałe imitacje arcydzieł Antoniego Patka. Obok nich wojskowa latarka i peryskop – podstawowy zestaw ratunkowy typowego miejskiego podglądacza. W prawym górnym rogu: trybiki, żyłki, haczyki i kołowrotki wędkarskie. Nawet instrukcja obsługi kapiszonów do pistoletów, których na ladzie nie ma. Stoiska naszych sąsiadów ze wschodu to swoisty balejaż mieniący się barwami kiczowatości. Pachnie z lekka oldskulem, ale może mi się wydaje.

- Masz wolny weekend? Chwilę wolnego czasu? Przejdź się namysłowskim chodnikiem. Czy znasz któregoś z tych ludzi? Nie? Spróbuj z którymś porozmawiać. Hmm... Kiepsko nie? Dlaczego oni nie chcą z tobą porozmawiać? Mają zły dzień? Może są zajęci? Przecież oni wszyscy korzystają z telefonów komórkowych, komunikatorów i innych - dlaczego nie chcą z tobą porozmawiać? ... Czy naprawdę na chodniku nie można już poznać ciekawych ludzi?

- Podszedłem do lustra. Przyjrzałem się sobie. Niebieskie oczy i ciemne włosy. Ciekawe jak widzą mnie inni? Próbowałem spojrzeć na siebie jak na obcą osobę. Odbicie przyglądało mi się ze zdziwieniem, bo zawsze uważało że to dziwne połączenie: niebieskie oczy i ciemne włosy. Zawsze odczuwało właśnie zdziwienie patrząc na mnie. Coś jest nie tak? Nie… Widocznie bezwiednie robię taką minę. Moje odbicie patrzyło na mnie jak na zupełnie obcą osobę, z dystansem. Odwróciłem się i wracając do kuchni, obejrzałem się. Moje odbicie zrobiło to samo. Nie zwróciłem na to specjalnej uwagi, najwyżej grymas zdziwienia na mojej twarzy nieznacznie się pogłębił. Podszedłem do lustra. Przyjrzałem się sobie. Tym razem lustrzane odbicie wiszące w przedpokoju zobaczyło tylko moje oczy.

- Ciach! I już spadają pierwsze kępki naszej czuprynki. Ciach! I już wyrównana zostaje w idealnym poziomie grzywka nad naszymi brwiami. Co prawda bez poziomicy, ale dzięki sokolemu oku wytrawnego mistrza trzech stylów współczesnej lecz tradycyjnej zarazem sztuki operowania akcesoriami metalowymi: strzyżenia, golenia i podcinania. Tak kontempluje swą sztukę krawiec w małej klice umieszczonej po przekroczeniu ledwie 3 stopni schodów zabytkowej żydowskiej budowli pamiętającej czasy niemieckiego dwudziestolecia międzywojennego. W środku atmosfera nieziemska. W powietrzu unosi się zapach przemieszanych między sobą: drogich perfum Armaniego, klasyki Hugo Bossa, młodzieńczej pasji Adidasa, sportowego zapachu Rexxona for men oczywiście i taniego badziewia rodem z Tesco aczkolwiek pachnącego w miarę przyzwoicie. Całość doprawiona nutką specyficznego zapachu octu utrwalacza uwalniającego się z lakieru do włosów Hair Style, czasami powieje korzenny zapach naftaliny uwalniający się spod płaszczów co niektórych bywalców tego muzeum. Muzeum? Tak, tak, to nie pomyłka. Całość tworzy dość oryginalny klimat lat przedwojennych. Dość dodać że dwa fotele, niezdolne już ani do obrotu ani podwyższenia, czy obniżania uruchamianego nożnie, utwierdzone na stałe niezmiennie od ponad 40 lat utrzymują wciąż ten sam styl i charakter. Masywne, na potężnym okrągłym cokole, podtrzymują wciąż różnorakie męskie cielska, czasami jakiegoś maluszka z pierwszych lat szkoły podstawowej, czasami nawet młodą damę, wyrównującą końcówki swej chłopackiej fryzurki. Ciach! I nowa czuprynka wróciła dziś do domu.

- Ludzie mówią, że mam światełko w oczach. Nie wiem. Lustro nigdy dobrze nie odbija. Bo gdy patrzymy w lustro, widzimy nie tak, jak powinniśmy. Wszystko jest zniekształcone. Nigdy nie zobaczysz siebie, takim jakim jesteś naprawdę. Chociaż nie, jest jedno odbicie, które jest prawdziwe. Odbicie w oczach drugiej osoby. Więc patrzę innym w oczy. Staram się nie uciekać wzrokiem. Nie uciekać… przed sobą.
a myślałam że młodych ludzi ogarnął wszechobecny materializm a Oni mają "dusze" to króciutkie opowiadanie czyta się z przyjemnością,brawo.
i na koniec czaderskie slowa jednej z jego piosenek:

And remember your friends
Love Mom and Dad
Don’t let experience
Rob what you had
Rescue the child
Inside of you
Remember Namslau
This piece of you

Koles jest albo świr albo naprawde artysta
G
Gość
- Ciach! I już spadają pierwsze kępki naszej czuprynki. Ciach! I już wyrównana zostaje w idealnym poziomie grzywka nad naszymi brwiami. Co prawda bez poziomicy, ale dzięki sokolemu oku wytrawnego mistrza trzech stylów współczesnej lecz tradycyjnej zarazem sztuki operowania akcesoriami metalowymi: strzyżenia, golenia i podcinania. Tak kontempluje swą sztukę krawiec w małej klice umieszczonej po przekroczeniu ledwie 3 stopni schodów zabytkowej żydowskiej budowli pamiętającej czasy niemieckiego dwudziestolecia międzywojennego. W środku atmosfera nieziemska. W powietrzu unosi się zapach przemieszanych między sobą: drogich perfum Armaniego, klasyki Hugo Bossa, młodzieńczej pasji Adidasa, sportowego zapachu Rexxona for men oczywiście i taniego badziewia rodem z Tesco aczkolwiek pachnącego w miarę przyzwoicie. Całość doprawiona nutką specyficznego zapachu octu utrwalacza uwalniającego się z lakieru do włosów Hair Style, czasami powieje korzenny zapach naftaliny uwalniający się spod płaszczów co niektórych bywalców tego muzeum. Muzeum? Tak, tak, to nie pomyłka. Całość tworzy dość oryginalny klimat lat przedwojennych. Dość dodać że dwa fotele, niezdolne już ani do obrotu ani podwyższenia, czy obniżania uruchamianego nożnie, utwierdzone na stałe niezmiennie od ponad 40 lat utrzymują wciąż ten sam styl i charakter. Masywne, na potężnym okrągłym cokole, podtrzymują wciąż różnorakie męskie cielska, czasami jakiegoś maluszka z pierwszych lat szkoły podstawowej, czasami nawet młodą damę, wyrównującą końcówki swej chłopackiej fryzurki. Ciach! I nowa czuprynka wróciła dziś do domu.

Tomek cos sie chyba na Tesco uwziol albo robi im darmowo reklame bo ja w szmatlawcu StudentNEWS w ktorym Tomek opisywal swieto 1 listopada wyczytalem takie cos:
... pełni właściwej temu świętu zadumy zastanawiają się właśnie, ile kosztują takie ładne znicze, jakie zobaczyli obok. Ktoś musiał kochać swoich bliskich, skoro kupił im piękne, drogie latarnie, a nie jakieś badziewie z Tesco...
M
Maskara
"Namysłów to nie zaścianek, to nie szare miasteczko. To miasto może tylko zrobić nas na szaro, ale i tak najwięcej zależy od nas samych. Tylko w Namysłowie można bezkarnie oglądać pod mikroskopem życie sąsiadów i po twarzach przechodniów wzrok przesuwać spokojnie jak po wytartych grzbietach wyczytanych książek.
Tylko tutaj można na festynach poczuć smak i zapach kultury (dziwnie bliski zapachowi piwa), a wszystko co potrzebne i niepotrzebne do szczęścia kupić na ruskim bazarze. Tutaj można zamknąć oczy dzieckiem, otworzyć staruszkiem
pomiędzy kupowaniem ziemniaków i codziennej gazety. Tylko tu można spędzić życie zupełnie niechcący. To miasteczko nie zrobi nikogo na szaro." - z fragmentu monografii Tomka (mam to na honorowym miejscu w bibliotece). Tomek mówił że tych egzemplarzy jest tylko kilkanaście.

a lookaliscie pesudo-pisanki Tomka? to dopiero poesia. MI SIE PODOBAJA TAKIE JEGO CUDACNE MYSLI:

- Przemierzyłem wczorajszej, chłodnej nocy pół miasta dopóki nie zatrzymałem się Pod Aniołami. Rzuciłem Bolka Chrobrego na blat i patrząc uważnie w piwną źrenicę barmana zamówiłem szklaneczkę brandy z colą.

- Zaczęła się z Jej inicjatywy kolejna banalna i zbyt za krótka rozmówka po skończeniu której odprowadziłem ją wzrokiem, bo niby czym? Słyszeliście kiedyś, żeby kogoś lub coś odprowadzać węchem albo smakiem?

- bo sam banał jest w swojej banalności piękny.

- Bo każde miasto jest takie samo - piękne, nęcące, seksowne. Powoduje permanentny wzwód umysłu (o namyslowie)

- Gitara sprawia, że zaczynam lepiej rozumieć swoją osobowość, a miasto w którym mieszkam kształtuje mój charakter.

- Moje plany nie są oparte na żadnych logicznych podstawach. Są kolorowe, pachnące szarlotką i konwaliami, a w dotyku przypominają kocie futerko.

- Na miejskim targowisku można kupić wszystko: kulkowe łożyska do rowerów, niepotrzebne nikomu blaszki, gumki-recepturki, latarki, najkrócej działające baterie paluszki. Czego tylko umysł, dusza i potrzeba zapragnie. Nawet sprężynę do dzwonka rowerowego mają. Na flanelowej płachcie szmaty walają się zegarki Made In USSR – doskonałe imitacje arcydzieł Antoniego Patka. Obok nich wojskowa latarka i peryskop – podstawowy zestaw ratunkowy typowego miejskiego podglądacza. W prawym górnym rogu: trybiki, żyłki, haczyki i kołowrotki wędkarskie. Nawet instrukcja obsługi kapiszonów do pistoletów, których na ladzie nie ma. Stoiska naszych sąsiadów ze wschodu to swoisty balejaż mieniący się barwami kiczowatości. Pachnie z lekka oldskulem, ale może mi się wydaje.

- Masz wolny weekend? Chwilę wolnego czasu? Przejdź się namysłowskim chodnikiem. Czy znasz któregoś z tych ludzi? Nie? Spróbuj z którymś porozmawiać. Hmm... Kiepsko nie? Dlaczego oni nie chcą z tobą porozmawiać? Mają zły dzień? Może są zajęci? Przecież oni wszyscy korzystają z telefonów komórkowych, komunikatorów i innych - dlaczego nie chcą z tobą porozmawiać? ... Czy naprawdę na chodniku nie można już poznać ciekawych ludzi?

- Podszedłem do lustra. Przyjrzałem się sobie. Niebieskie oczy i ciemne włosy. Ciekawe jak widzą mnie inni? Próbowałem spojrzeć na siebie jak na obcą osobę. Odbicie przyglądało mi się ze zdziwieniem, bo zawsze uważało że to dziwne połączenie: niebieskie oczy i ciemne włosy. Zawsze odczuwało właśnie zdziwienie patrząc na mnie. Coś jest nie tak? Nie… Widocznie bezwiednie robię taką minę. Moje odbicie patrzyło na mnie jak na zupełnie obcą osobę, z dystansem. Odwróciłem się i wracając do kuchni, obejrzałem się. Moje odbicie zrobiło to samo. Nie zwróciłem na to specjalnej uwagi, najwyżej grymas zdziwienia na mojej twarzy nieznacznie się pogłębił. Podszedłem do lustra. Przyjrzałem się sobie. Tym razem lustrzane odbicie wiszące w przedpokoju zobaczyło tylko moje oczy.

- Ciach! I już spadają pierwsze kępki naszej czuprynki. Ciach! I już wyrównana zostaje w idealnym poziomie grzywka nad naszymi brwiami. Co prawda bez poziomicy, ale dzięki sokolemu oku wytrawnego mistrza trzech stylów współczesnej lecz tradycyjnej zarazem sztuki operowania akcesoriami metalowymi: strzyżenia, golenia i podcinania. Tak kontempluje swą sztukę krawiec w małej klice umieszczonej po przekroczeniu ledwie 3 stopni schodów zabytkowej żydowskiej budowli pamiętającej czasy niemieckiego dwudziestolecia międzywojennego. W środku atmosfera nieziemska. W powietrzu unosi się zapach przemieszanych między sobą: drogich perfum Armaniego, klasyki Hugo Bossa, młodzieńczej pasji Adidasa, sportowego zapachu Rexxona for men oczywiście i taniego badziewia rodem z Tesco aczkolwiek pachnącego w miarę przyzwoicie. Całość doprawiona nutką specyficznego zapachu octu utrwalacza uwalniającego się z lakieru do włosów Hair Style, czasami powieje korzenny zapach naftaliny uwalniający się spod płaszczów co niektórych bywalców tego muzeum. Muzeum? Tak, tak, to nie pomyłka. Całość tworzy dość oryginalny klimat lat przedwojennych. Dość dodać że dwa fotele, niezdolne już ani do obrotu ani podwyższenia, czy obniżania uruchamianego nożnie, utwierdzone na stałe niezmiennie od ponad 40 lat utrzymują wciąż ten sam styl i charakter. Masywne, na potężnym okrągłym cokole, podtrzymują wciąż różnorakie męskie cielska, czasami jakiegoś maluszka z pierwszych lat szkoły podstawowej, czasami nawet młodą damę, wyrównującą końcówki swej chłopackiej fryzurki. Ciach! I nowa czuprynka wróciła dziś do domu.

- Ludzie mówią, że mam światełko w oczach. Nie wiem. Lustro nigdy dobrze nie odbija. Bo gdy patrzymy w lustro, widzimy nie tak, jak powinniśmy. Wszystko jest zniekształcone. Nigdy nie zobaczysz siebie, takim jakim jesteś naprawdę. Chociaż nie, jest jedno odbicie, które jest prawdziwe. Odbicie w oczach drugiej osoby. Więc patrzę innym w oczy. Staram się nie uciekać wzrokiem. Nie uciekać… przed sobą.

i na koniec czaderskie slowa jednej z jego piosenek:

And remember your friends
Love Mom and Dad
Don’t let experience
Rob what you had
Rescue the child
Inside of you
Remember Namslau
This piece of you

Koles jest albo świr albo naprawde artysta
G
Gość
Idąc rynkiem zawsze w oknach czuwa kilka postaci, a ich sokole oczy dostrzegą każdy ruch.

"Namysłów to nie zaścianek, to nie szare miasteczko. To miasto może tylko zrobić nas na szaro, ale i tak najwięcej zależy od nas samych. Tylko w Namysłowie można bezkarnie oglądać pod mikroskopem życie sąsiadów i po twarzach przechodniów wzrok przesuwać spokojnie jak po wytartych grzbietach wyczytanych książek.
Tylko tutaj można na festynach poczuć smak i zapach kultury (dziwnie bliski zapachowi piwa), a wszystko co potrzebne i niepotrzebne do szczęścia kupić na ruskim bazarze. Tutaj można zamknąć oczy dzieckiem, otworzyć staruszkiem
pomiędzy kupowaniem ziemniaków i codziennej gazety. Tylko tu można spędzić życie zupełnie niechcący. To miasteczko nie zrobi nikogo na szaro." - z fragmentu monografii Tomka (mam to na honorowym miejscu w bibliotece). Tomek mówił że tych egzemplarzy jest tylko kilkanaście.
K
Kasia
Obecnemu czy byłemu rzecznikowi starostwa sprzedał swoją monografię? Chodzi o młodego chlopaka (może lekko po 30) - Tomka, ktory studiował pedagogikę we Wrocławiu?

Tak, na imie mu Tomek. Sympatyczny koleś kolo 25 lat. Po pedagogice i jeszcze jakims kierunku z Wroclawia.
A
Aga
Obecnemu czy byłemu rzecznikowi starostwa sprzedał swoją monografię? Chodzi o młodego chlopaka (może lekko po 30) - Tomka, ktory studiował pedagogikę we Wrocławiu?

To on jest już po 30-ce?
K
Karol

Idąc rynkiem zawsze w oknach czuwa kilka postaci, a ich sokole oczy dostrzegą każdy ruch.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3