Pieniądz i kultura

Witold GłowackiZaktualizowano 
"Wypędzenie kupców ze świątyni", Carl Heinrich Bloch, 1885r. Archiwum
Dobrze jest być sławnym, ale jednak pewniejsze jest mieć pieniądze – aforyzm Seneki skutecznie wywraca stereotyp klasycznej filozofii i literatury oderwanej od kwestii tak przyziemnych, jak: zysk, strata i stan posiadania. Nie miejmy złudzeń – pieniądz jest jednym z najważniejszych tematów kultury od jej zarania.

Nawet na Stary Testament możemy spojrzeć jak na obsesyjnie spisywaną przez kolejnych autorów kronikę stanu posiadania kolejnych patriarchów – precyzyjnie są nam wyliczane stany ich inwentarza, areały winnic i pól uprawnych, mierzona kruszcem wartość ich życia.

Życiowe powodzenie jest zawsze darem od Jahwe, mąż sprawiedliwy zawsze zostaje nagrodzony nie tylko życzliwością niebios, lecz odpowiednim pogłowiem owiec i wielbłądów – ba, nawet gdy załamujemy ręce nad ponurym losem Hioba, nie umyka naszej uwadze, że na równi bolesna z utratą żon i pierworodnych jest dlań zagłada jego pięknych stad.

W greckim panteonie za stan portfela wyznawców odpowiada gigantyczna grupa bogów – bynajmniej nie sam Hermes. O finansowe powodzenie w zamian za odpowiednią ofiarę mogą zadbać również Apollo i Hera, o bogate zbiory i ich dobry zbyt – niezawodna Demeter. Warto pamiętać, że bez monety na drogę nie mamy czego szukać nawet w greckich zaświatach – brak głupiego obola oznaczać będzie wieczne błąkanie się u bram Hadesu.

W świecie rzymskim jest jeszcze lepiej – do Merkurego, Febusa, Ceres i Junony dołączy jeszcze Westa – nie mówiąc o licznych bóstwach rodzinnych i opiekuńczych, których zadaniem jest dbanie o zdrowie, bezpieczeństwo i dostatek Rzymian. W czasach Cesarstwa na każdej monecie zobaczymy zaś wizerunek władcy, który niemal zawsze już za życia obwoływany był oficjalnie bogiem. W Nowym Testamencie delikatnie wytyka to Rzymianom Jezus – z monetą w ręku mówiący, że cesarzowi odda co cesarskie, a Bogu co boskie.

Majątek jest wyznacznikiem społecznego statusu, pochodną każdego rodzaju pracy, biletem do przyjemności i zarazem przepustką ze świata nędzy do względnego choćby dobrobytu. Właśnie dlatego jest wszechobecny w literaturze i sztuce od jej pierwszych dni aż po dziś dzień.

W średniowiecznych kronikach określeniem statusu każdego władcy i feudała są skrupulatne wyliczenia posiadanych przez niego kosztowności, godne liczykrupy rejestry prezentów wręczanych innym możnym – stan posiadania określa potęgę króla czy cesarza w nie mniejszym stopniu niż liczba zwycięskich bitew, kampanii wojennych i rycerskich czynów.

Wiersze i tomy poetów renesansu i baroku są poprzedzane rozbudowanymi dedykacjami na rzecz możnych mecenasów – sponsorów. Bałwochwalcza bezpośredniość takich inwokacji przyprawiać może o mdłości, ale bez niej poeta nie zarobiłby na byt – wszak bycie utrzymywanym miesiącami na dworze swoje kosztuje.

Z kolei możny mecenas zaspokaja w ten sposób swoją potrzebę prestiżu – wydatki na poetę są mu poczytywane za chlubę, być może uspokajają też sumienie magnata wracającego z przejażdżki przez unurzane w błocie wsie.
W wielkich powieściach dziewiętnastowiecznego realizmu pieniądz jest wszechpotężną siłą – budującą zarówno losy bohaterów, jak i całe fabuły. Historia Juliana Sorela, bohatera „Czerwonego i czarnego” Stendhala, to przetykana księgowymi wręcz wyliczeniami posagów, rent i dożywotnych pensji opowieść o młodym prowincjuszu, który buduje swą pozycję w wielkim świecie, dochodząc stopniowo do majątku.

Eugeniusz Rastignac pojawia się w sporej części 130 tomowego monumentalnego cyklu Balzaka „Komedia ludzka” – najpierw jako wylękniony studencina prawa, na koniec jako bogacz i potentat – motorem jego działania jest przez cały czas gromadzenie pieniędzy. Stanisław Wokulski – bohater „Lalki” Prusa – zdobywa wielki majątek tylko po to, by wejść na szczyt drabiny społecznej i spróbować zdobyć obsesyjnie uwielbianą kobietę. Nawet madame Bovary z powieści Flauberta próbuje zaspokoić swe marzenia o lepszym, pełniejszym życiu tyleż w ramionach kochanka, co wydając pieniądze uciułane przez męża.
Jeszcze potężniejszą siłą jest pieniądz w pisarstwie naturalistów przełomu wieków. W „Germinalu” Zoli dosłownie determinuje on los bohaterów – w tym świecie każdy działa dokładnie tak, jak dyktuje mu jego stawka godzinowa – godniejsze zarobki są nadzieją na społeczny awans, te najgorsze skazują na degenerację.

Literaturą wielkiego realizmu oczywiście również współrządzi pieniądz – co możemy obserwować nawet w jej dwudziestowiecznych arcydziełach. Siedem tomów „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta to także siedem ksiąg historii awansu społecznego bohatera, w którym pieniądze odgrywają zasadniczą rolę. W sanatorium Berghof w „Czarodziejskiej górze” Tomasza Manna stan majątku określa nawet miejsce przy stole – nie mówiąc już o wolności życiowych wyborów. Choć każdy w Berghofie cieszy się statusem pozwalającym na kurowanie się latami w szwajcarskim sanatorium, to jednak i w tym świecie są równi i równiejsi, a różnice klasowe, choć trudne do jednoznacznego zdefiniowania, bywają niezwykle mocno odczuwalne.

Także wielka saga Manna „Buddenbrookowie” to nie tylko portret północnoniemieckiego mieszczaństwa i zmian zachodzących w jego mentalności, lecz także zapis procesów ekonomicznych, którym podlega i cała klasa społeczna, i tytułowa rodzina. Upadek rodu nieodłącznie wiąże się tu z kłopotami rodzinnej firmy, kluczowa zmiana ma miejsce wtedy, gdy artystyczne skłonności kolejnej głowy rodziny przeważają nad tradycjami kupieckiej solidności.

Tyle powieści, ale sami pisarze bynajmniej nie są ponad kwestiami finansowymi. Henryk Sienkiewicz doskonale zarabiał na kolejnych publikacjach, skrupulatnie notując dochody i prognozując przyszłe zyski. Władysław Reymont marzył o majątku – genialna „Ziemia obiecana” jest w jakiejś mierze wyrazem jego własnych aspiracji. Paradoksalnie pisarzowi pod koniec życia udało się spełnić to marzenie – ale nie dzięki biznesowi, lecz literaturze.

Po Nagrodzie Nobla za „Chłopów” i licznych zagranicznych przekładach naprawdę stał się bogaczem. Ale wszystkich przebija Arthur Rimbaud – jeden z najwybitniejszych „poetów przeklętych” paryskiego fin de siec­le’u, młodzieńczy artysta gardzący społeczeństwem i drobnomieszczańskim dorobkiewiczostwem, który nagle rzuca wszystko i zostawia paryskich przyjaciół ze swym niedawnym mentorem i kochankiem Paulem Verlaine’em na czele. Rimbaud znika w Afryce – resztę swego niedługiego życia poświęci na skrajnie niebezpieczne próby zrobienia wielkiego majątku na handlu bronią i diamentami.

W literaturze i sztuce belle époque pojawia się jednak także nowy, nieznany dotąd motyw ostentacyjnej pogardy wobec kwestii materialnych. Stanisław Przybyszewski biega po Krakowie w czarnej pelerynie, upiwszy się uprzednio na kredyt, i wyzywa statecznych mieszczan od filistrów – wzorem swych paryskich poprzedników, w tym wzmiankowanego Rimbauda. Tak się jednak składa, że w dekadenc­kiej literaturze końca XIX w. na demonstracyjne i konsekwentne okazywanie braku zainteresowania pieniędzmi mogą sobie pozwolić na ogół wyłącznie bogacze. Jak bohater „Na wspak” Huys­mansa – wydający fortunę na inkrustowanie złotem i kamieniami szlachetnymi skorupy żywego żółwia – ot tak, dla kaprysu i zaspokojenia niezrozumiałych nawet dla siebie pragnień.

W kolejnej „pięknej epoce” – tym razem odgraniczonej dwiema wojnami światowymi – z kart powieści i kadrów pierwszych filmów przeziera niekiedy przeświadczenie, że pieniądze szczęście jednak dają. „Pieniądze to wytłoczona w metalu wolność” – pisał Erich Maria Remarque. Choć autor „Na zachodzie bez zmian” kojarzy nam się najczęściej z mrocznymi opisami życia w błotnistych okopach I wojny światowej, po ich opuszczeniu zarówno żył, jak i pisał tak, by znaleźć się jak najdalej od świata brutalnej walki o przetrwanie. Właśnie w luksusie i bon­vivanckich przyjemnościach szukał Remarque ucieczki od wojennych wspomnień.

Dwudziestowieczną nowością jest natomiast motyw wielkiego skoku – czyli błyskotliwego napadu na bank czy też konwój z pieniędzmi opowiedzianego ze szczegółami od A do Z – i bynajmniej nie zawsze kończącego się zwycięstwem sprawiedliwości. To już nurt, w którym złodziej lub bandyta mogą się stać postaciami jednoznacznie pozytywnymi – to z nimi, a nie z okradanymi bankowcami czy stróżami prawa, utożsamia się widz, to za powodzenie ich akcji ściska kciuki, choć z całą pewnością bliżej mu do klienta rabowanego banku niż jego rabusia.

Do arcydzieł gatunku należą tu „Złoto dla zuchwałych” z roku 1970 czy „Ocean’s Eleven” z roku 1960, a później cała współczesna seria „Ocean’s” inspirowana filmem sprzed 50 lat. Warto zauważyć, że w obu wypadkach z rabowanym trudno jest się utożsamić – w „Złocie dla zuchwałych” sprytni żołnierze przejmują złoto po Niemcach, w „Ocean’s Eleven” obrobiony zostaje gangsterowaty właściciel kasyn.

Ta sama bezpieczna konstrukcja zostaje zastosowana przez Juliusza Machul­skie­go w polskim „Vabanku” – tam właściciel banku jest postacią na tyle paskudną, że chyba nawet zawodowy prokurator po cichu sprzyjałby Kwincie. Warto jednak pamiętać, że pomysł na fabułę komedii wziął się z autentycznej – choć nieudanej – próby skoku opracowanej przez słynnego „Szpicbródkę”. Jej celem był jednak oddział przedwojennego Banku Polskiego SA w Częstochowie – a zatem banku centralnego.

Ale pieniądze to nie tylko literatura i kino. Tytuł „Money” noszą co najmniej trzy muzyczne superprzeboje. „Money, money, money/Must be funny/In the rich men’s world” – marzenie o świecie bogaczy, w którym jest „fajnie”, buduje piosenkę Abby i zarazem jeden z setów musicalu „Mamma Mia”. Utwór „Pink Floyd” to z kolei przewrotny portret konsumpcjonisty – przewrotny o tyle, że bynajmniej niezostawiający jednoznacznej odpowiedzi na zawarte w treści pytanie o to, czy „kasa to przestępstwo”. A w piosence śpiewanej przez Lizę Minnelli w „Kabarecie” pieniądze po prostu „sprawiają, że świat się kręci”.

Najnowszym chyba motywem, który możemy dostrzec w kulturowych wyobrażeniach pieniądza, jest tematyka zamkniętego świata „czystych” finansów – giełdy, operacji walutowych, spekulacji na wielką skalę. Choć przez dekady reżyserzy nie do końca potrafili sobie radzić z tak mało filmową tematyką, w ostatnich latach pojawiło się co najmniej kilka pozycji, które – przedstawiając świat instytucji finansowych – budują napięcie na miarę filmów akcji.

Tak jest choćby z paradokumentalną momentami „Chciwością” z 2011 r. – przedstawiającą ostatnie chwile banku Lehman Brothers, tego samego, którego upadek zapoczątkował ostatni wielki kryzys finansowy. Widzimy tam traderów i brokerów różnego szczebla, którzy – mając świadomość nadchodzącej katastrofy – szukają wyłącznie albo szansy na gigantyczny zarobek, albo też sposobu na uniknięcie osobistej odpowiedzialności za krach.

Na uwagę zasługuje także „Wilk z Wall Street” Martina Scorsese, w którym Leonardo DiCaprio wciela się w Jordana Belforta, postać autentyczną, utalentowanego brokera instrumentów finansowych, który jednak szybko stracił zainteresowanie legalnymi i etycznymi drogami inwestowania. W latach 90. fundusz, który prowadził Belfort, doprowadził do bankructwa dziesiątków inwestorów i firm. Ale zanim to nastąpiło, Belfort – w prywatnym życiu nieprawdopodobnie rozrzutny – pławił się w bogac­twie, czy raczej nowo­bo­gac­twie. W telegraficznym skrócie – chodzi o człowieka, który potrafił zapłacić rachunek hotelowy na 700 tys. dol.

***

„Wszyscy wiedzą, że pieniądze szczęścia nie dają. Ale każdy musi sprawdzić to na własny sposób” – napisał Stefan Kisielewski. Wszech­obecność motywu pieniądza w historii kultury jest najlepszym dowodem na to, że publicysta się nie mylił.

Jeżeli przeczytałeś artykuł z cyklu "Twoje Finanse" dotyczący historii pieniądza, odpowiedz na kilka pytań. Odpowiedzi należy nadsyłać na adres tf@polskatimes.pl. Pobierz ankietę Link do ankiety

Projekt "Twoje Finanse" realizowany jest z Narodowym Bankiem Polskim w ramach programu edukacji ekonomicznej.

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3