Schronisko w Pępicach potrzebuje pomocy

Jarosław Staśkiewicz
Jarosław Staśkiewicz
– Wszyscy wiemy o kłopotach, jakie ma schronisko, bo tutaj jest jak w rodzinie – nikt tego przed nami nie ukrywa – mówi Grzegorz, który mieszka w Schronisku im. Brata Alberta od trzech lat.
– Wszyscy wiemy o kłopotach, jakie ma schronisko, bo tutaj jest jak w rodzinie – nikt tego przed nami nie ukrywa – mówi Grzegorz, który mieszka w Schronisku im. Brata Alberta od trzech lat. Jarosław Staśkiewicz
- To gorzka prawda, ale pomaganie takim ludziom jak my, splendoru nie przynosi - mówią mieszkańcy schroniska w Pępicach.

Pan Grzegorz , w Pępicach od trzech lat, ani myśli narzekać: - Mam wszystko, co potrzeba.

To "wszystko" sprowadza się do jedzenia, miejsca do spania i środków czystości. - Ale wiem, że brat Ryszard ma na głowie same kłopoty, że brakuje pieniędzy. Tutaj nie mamy przed sobą tajemnic - dodaje pan Grzegorz.

Kłopoty z pieniędzmi na utrzymanie schroniska to nic nowego. Przytułek dla bezdomnych mężczyzn bracia Winiarzowie utworzyli w swoim rodzinnym domu przed blisko trzema dekadami. I co roku, kiedy chwytają przymrozki, zaczyna się - jak to mówi brat Ryszard - lekki horror. Bo bezdomni zaczynają szukać schronienia, a gospodarze pieniędzy na utrzymanie.

- Na koncie mamy 18 tys. zł, wystarczy na dwa tygodnie działalności - wylicza brat Ryszard Winiarz, kierownik schroniska. - Możemy mieć pełne magazyny jedzenia, choćby z Opolskiego Banku Żywności, ale jakby skończyły się pieniądze, to musielibyśmy chyba porozwozić ludzi do innych noclegowni.

Bo wbrew temu, co wielu ludzi myśli, problemem schroniska nie są pieniądze na żywność. One są potrzebne, żeby kupić paliwo i mieć czym zawieźć bezdomnych do lasu, skąd biorą drzewo na opał. Żeby pojechać z chorymi do lekarza. Żeby zapłacić za prąd i wodę. Żeby zawieźć brygadę bezdomnych na zarobek na budowę. Żeby kupić środki czystości. Żeby zapłacić najniższą krajową pracującym tu opiekunom.

- Dzisiaj takie czasy, że trzeba zacisnąć pasa, a tu na człowieku nie da się oszczędzać - tłumaczy ojciec Zbigniew Winiarz. - Trzeba go nakarmić, a jak trafił tu z drogi, to zje za czterech. Trzeba go ogrzać, czasem odwszawić, dać koc, wyleczyć. To nie kwestia dobroczynności, tylko - jak mówił brat Albert - sprawiedliwości. To ludziom się należy.

Zakonnicy najbardziej liczą na Opatrzność Bożą. Dopiero w dalszej kolejności na prywatnych darczyńców i urzędy.

- To jest smutne, bo państwo, które przecież wyręczamy w jego funkcji opiekuńczej, nie zapewnia żadnych stałych pieniędzy - mówi brat Ryszard. - A bez tego nic nie możemy zaplanować. I nie wiemy, kiedy konto nam się wyzeruje - tak jak dwa lata temu.

Podczas największych kryzysów urzędnicy ratują bezdomnych, przekazując jednorazowe dotacje. Np. w ub.r. po 10 tys. zł przyszło z Urzędu Marszałkowskiego, od wójta Skarbimierza i burmistrza Brzegu. Ale to doraźna pomoc.

- Generalnie możemy też liczyć na gminne ośrodki pomocy społecznej, które przekazują częściową odpłatność za bezdomnych pochodzących z poszczególnych gmin - mówi brat Ryszard. - Zawiedliśmy się za to na odpisach 1 procentu z podatku dochodowego: rok temu otrzymaliśmy 40 tysięcy, więc teraz liczyliśmy na około 60. A przyszło zaledwie 27 tysięcy złotych. To było przykre zaskoczenie.

W tym roku stowarzyszenie napisało też wnioski o dwie dotacje. Otrzymało pieniądze tylko na remont swojego wiekowego budynku, przepadł za to projekt w konkursie ogłoszonym przez wojewodę.

- Pisanie takich wniosków to dla nas niełatwa rzecz, wystarczy, że ktoś popełni błąd, nie napisze projektu tak, jak trzeba i pieniądze przepadają - wzdychają zakonnicy.

Nikt jednak nie zwolni ich z zasady obowiązującej w Towarzystwie Pomocy im św. Brata Alberta, która nakazuje przyjąć wszystkich potrzebujących. Tymczasem już dziś w schronisku jest komplet - ponad 40 osób. Kiedy pojawią się kolejni, trzeba będzie zagęścić, czyli dołożyć materacy.

- Ale schronisko nie jest z gumy, nie można tego robić w nieskończoność, choćby z powodów bezpieczeństwa - mówi pan Henryk, od dwóch lat mieszkaniec domu w Pępicach. - Gdyby coś się stało, to potem nikt nie będzie szukał przyczyn, tylko winnych. A te kłopoty to właśnie przez nas - bo pomaganie bezdomnym żadnemu biznesmenowi czy politykowi splendoru nie przyniesie.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
komornik
Jak odwiedzisz kiedyś do takiego schronisko to sie dowiesz skąd jest opał, leki, jedzenie, papier toaletowy, czyste prześcieradło i wiele innych podstawowych rzeczy co potrzebne jest w życiu codziennym. Teraz przelicz ile kosztuje utrzymanie 5-cioosobowej rodziny na miesiąc, gdzie dwoje przykładowo jest chorych, dodaj opłaty za prąd, paliwo, utrzymanie samochodu, wodę gaz, opał, leki i pomnóż to przez 10 albo 15
d
dyzio
o czym wy piszecie w tym artykule na jaką budowę wozicie tych ludzi do jakiego lasu chyba jakiś kit!!!oczywiście nie mam nic do braci że pomagają jak mogą ale to że jest brak pieniędzy w schronisku to tylko i wyłącznie przez tych nierobów prowadzę działalność i potrzebowałem ludzi do pracy pojechałem do schroniska w pępicach siedziało na zewnętrznym około 30 facetów zaoferowałem im prace za 10 złotych na godzinę to ani jedna osoba nie poderwała się ze stołka że jest chętna bo po co dla mnie to nieroby darmozjady bo jak poszli by do roboty to i oddali do schroniska po 300 zlotych to od tych trzydziestu osób którym proponowałem prace rocznie mieli by spokojnie te 40 50 tysięcy
Dodaj ogłoszenie