Terytorialny Puchar Polski. Krzysztof Stodoła: bramkarski obieżyświat wrócił do domu

Łukasz BalińskiZaktualizowano 
Krzysztof Stodoła w barwach MKS-u Kluczbork. Sławomir Jakubowski
Swego czasu współtworzył złote czasy kluczborskiej piłki i ocierał się o ekstraklasę, teraz ma szansę awansować do klasy okręgowej i zdobyć Terytorialny Puchar Polski. Przy okazji też przygotowuje swoich następców.

Krzysztof Stodoła o którym tu mowa swoją przygodę z piłką zaczynał ponad ćwierć wieku temu w Metalu Kluczbork, który był wtedy dość naturalnym wyborem, choćby dlatego, że mieszkał w tym mieście, a MKS-u jeszcze wtedy nie było. I co ciekawe szybko zdał sobie sprawę, że wcale nie chce goli strzelać, tak jak większość jego kolegów z boiska, a woli do nich nie dopuszczać...
- Pewnie miałem to po tacie, który jak grał to też stał między słupkami - wspomina zawodnik, którego dość szybko wypatrzyli skauci Szczakowianki Jaworzno, która wówczas przymierzała się do ataku na ekstraklasę.

- Wzięli mnie na trzeciego bramkarza i awansowaliśmy do ekstraklasy, zdarzało się czasem, że siadałem na ławce, ale to były takie czasy, że i tak potem okazało się, że większość meczów rozstrzygano poza boiskiem... tak czy inaczej nie było zbytnio możliwości grania - nie kryje Stodoła, który szybko wrócił na Opolszczyznę, gdzie był już MKS, ale on spróbował swoich sił także w pobliskim Hetmanie Byczyna.

Nie mogła nie zwrócić uwagi na niego także pierwsza siła regionu czyli opolska Odra z małym przystankiem na sąsiednią Swornicę Czarnowąsy. Jako, że jednak wciąż był stosunkowo młodym bramkarzem to cały czas szukał dla siebie miejsca.

- Jeździłem na testy na swój koszt, próbowałem się gdzieś "zaczepić" i na pewno nie był to łatwy czas - zaznacza dodając, iż postanowił zaryzykować znowu i tym razem udał się nieco na zachód od Opolszczyzny czyli na Dolny Śląsk, gdzie grał w Miedzi Legnica i Orle Ząbkowice Śląskie, ale po pewnym czasie znowu wrócił w rodzinne strony i był to "strzał w dziesiątkę", gdyż znalazł się w MKS-ie Kluczbork z którym najpierw awansował na zaplecze elity, a następnie biało-niebiescy zajęli tam szóste miejsce. Do tego po rundzie jesiennej został wybrany najlepszym bramkarzem rozgrywek. A razem z nim występowali tacy piłkarze jak m. in. Patryk Tuszyński czy przede wszystkim Waldemar Sobota.

- Czułem się jak u siebie, na swoich włościach, to był chyba złoty czas kluczborskiej piłki - mówi z rozrzewnieniem. - Przyszła także pierwsza poważna propozycja. Tym razem to nie ja szukałem klubu, a jakiś klub chciał mnie i to Górnik Łęczna, który montował wtedy skład na awans do elity i dawał spore pieniądze, ale stwierdziłem, że jeszcze poczekam. I potem to się jakoś tak "rozeszło", a wiem, że byłem wysoko na ich liście, jako druga opcja. Numerem trzy był Sergiusz Prusak, który skorzystał z propozycji i został na lata. Grał z nimi w ekstraklasie. Więc trochę myślenia "co by było gdyby" gdzieś tam we mnie czasem jest - przyznaje.

To jednak nie był koniec jego swoistego rodzaju piłkarskiej wędrówki, bo potem udał się mocno na północ i przez pewien czas grał w Olimpii Elbląg.

- Faktycznie rzuciło mnie daleko od domu, ale też nie chciałem opuszczać 1. ligi, czułem się na siłach żeby w niej grać, a do tego trafiłem tam na naprawdę fajne miasteczko, ciekawą ekipę, bo byli jeszcze m. in. ze Sławomir Szary, Mariusz Muszalik i Bartosz Iwan, ale jakoś tak nie było nikogo, kto by to poprowadził i nie osiągnęliśmy dobrego wyniku - zauważa dodając, iż szybko też zmienił otoczenie na również odległy Pelikan Łowicz choć był blisko powrotu do Kluczborka, ale w ostatniej chwili coś nie "zatrybiło". I to na tyle, że ledwo po przekroczeniu trzydziestki zdecydował się zawiesić buty na kołku.

- W drodze była moja pierwsza córeczka i chyba nie miałem wtedy ochoty jeździć z rodziną po całej Polsce i stwierdziłem, że chce na chwilę zwolnić - tłumaczy, aczkolwiek dość szybko pojawiła się oferta z 3. ligowego wówczas WKS-u Wieluń czyli niedaleko domu, a w dodatku zespół ten prowadził doskonale znany w Kluczborku Ryszard Okaj.

- Nawet nie musiałem nadrabiać zaległości, bo cały czas gdzieś tam dbałem o siebie, ruszałem sie, tak że szybko znowu było dobrze - nie kryje Stodoła, który potem jeszcze dwa lata grał w Swornicy i półtorej sezonu w Małejpanwi Ozimek, zanim uznał, że codzienne dojazdy po 40-50 km również zaczynają go nieco nużyć, dlatego chciał znaleźć klub bliżej domu, tym bardziej, że cały czas ciągnęło go jednak na boisko. Dlatego związał się z LZS-em Gronowice, który z nim w bramce okazał się wtedy rewelacją wiosny na Opolszczyźnie i awansował do 4. ligi, a w międzyczasie dotarł do finału wojewódzkiego Pucharu Polski.

- Przychodząc tam w przerwie zimowej drużyna była za podium, ale ze sporą stratą do ścisłej czołówki, jednak i tak zaznaczyłem, że ja gram zawsze o najwyższe cele i tak się stało - cieszy się. - Do tego namieszaliśmy w PP, wyeliminowaliśmy paru fajnych rywali [m. in. Polonię Głubczyce i Po-Ra-Wie Większyce - przyp. red]. Potem jednak poczułem, że już się "wypalam" i trzeba było poszukać nowych wyzwań - nie kryje Stodoła w związku z czym trafił do nieodległej Praszki, choć sam przyznaje, iż początkowo miał mieszane uczucia.

- Gdy dostałem propozycję stamtąd to Motor występował w klasie B, a ja jeszcze gdzieś tam czułem, że mogę pograć wyżej, walczyłem z tym mocno, ale prezes i trener przekonali mnie swoją wizją - przyznaje Stodoła. - Ja też grę tutaj traktuje poważnie, do każdego meczu staram się podchodzić jak za czasów gry w 1. lidze. Długo pracowałem na swoje nazwisko i teraz nie będę go szargał - obrazuje sytuację. - Tym bardziej, że cały czas mi się chce, jest ciekawe ekipa i fajna odskocznia od codzienności.

Co ciekawe jednak Stodoła pomału szuka sobie innego zajęcia, tak żeby po tym - gdy już zakończy karierę - nie rozstawać się na dobre z piłką. W związku z tym niedawno został trenerem bramkarzy w MKS-ie Kluczbork czyli robi to samo co poziom wyżej jego były rywal do obsady tej pozycji w MKS-ie Grzegorz Świtała, który prowadzi golkiperów w 2. ligowej Skrze Częstochowa.

- Teraz w tygodniu mam dwa treningi w Praszce i dwa w Kluczborku, tak że wszystkie popołudnia zajęte, ale nie narzekam, tym bardziej, że chyba chciałbym na poważniej spróbować sił w tym fachu - zaznacza.

polecane: Łukasz Fabiański: Mam nadzieję, że najlepsze przede mną

Wideo

Materiał oryginalny: Terytorialny Puchar Polski. Krzysztof Stodoła: bramkarski obieżyświat wrócił do domu - Nowa Trybuna Opolska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3