Weto albo śmierć, czyli w czyje łapy pchają nas Ziobro z Kaczyńskim. Komentarz Krzysztofa Zyzika, redaktora naczelnego nto

Krzysztof Zyzik
Krzysztof Zyzik
Marek Szawdyn
Wbrew kłamstwom rządowej propagandy, władza doprowadziła polski system zdrowia do głębokiej zapaści. Jesteśmy jednym ze światowych liderów w umieralności na COVID. Ogłaszanie przez premiera i ministra zdrowia sukcesu w walce z pandemią w sytuacji, gdy robi się coraz mniej testów, jest prymitywną manipulacją. Ale problemem naszego systemu zdrowia jest nie tylko dziurawa opieka nad chorymi na COVID.

Dramatyczny jest poziom leczenia wszystkich innych poważnych chorób. Zamykane są setki oddziałów i przychodni, nie dochodzi do setek tysięcy badań, zabiegów i operacji. W efekcie, w ujęciu rok do roku, mamy w Polsce radykalny wzrost liczby zgonów.

W niektórych opolskich gminach oznacza to, że umiera tam dwa razy więcej mieszkańców niż w latach ubiegłych. To są twarde liczby z Urzędów Stanu Cywilnego, a nie propagandowe sztuczki i manipulacje.

W tak bezprecedensowej w powojennej historii Polski sytuacji, władza, zamiast jednoczyć naród w walce o ratowanie życia własnych obywateli, zamiast ściślej współpracować z sąsiadami, funduje nam światopoglądowe igrzyska i wojnę z Zachodem.

Najpierw podpalenie emocji kobiet, bo ktoś wpadł na chory pomysł, że szczyt pandemii to dobry moment na zaostrzanie prawa aborcyjnego. Jeszcze nie dogasły protesty kobiet, a rządząca koalicja wysyła nas na wojnę z Unią Europejską, którą współtworzymy. - Weto albo śmierć! – pohukują wilczki z Solidarnej Polski, których coraz trudniej odróżnić od prorosyjskich Konfederatów. Kto nie z Ziobrą, ten podobno przeciw polskiej suwerenności i przeciw Polsce w ogóle…

Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Jeśli Polska zastosuje weto, postawi się w jednym szeregu z operetkowymi Węgrami, krajem do szpiku skorumpowanym, w którym rządzą oligarchowie powiązani z autorytarnym przywódcą i w którym zniszczono wolne media.

Ale w przeciwieństwie do kieszonkowych Węgier, Polska jest dużym krajem. Jesteśmy od wieków areną konfliktu między Wschodem i Zachodem. Pokolenie moich rodziców większą część życia, nie z własnej woli, przebiedowało w obozie sowieckim. Dziś autorytarna władza znów sączy propagandę, że całe zło idzie z Zachodu, a Bruksela jest gorsza od Moskwy. Najgorsze zaś są oczywiście Niemcy, które chcą nas pozbawić suwerenności.

Niech zatem każdy z Was zważy, komu wierzyć. Utopionej w wewnętrznych wojnach polskiej prawicy, czy dwudziestu pięciu unijnym państwom, które w mechanizmie powiązania wypłat z unijnego budżetu z przestrzeganiem zasad praworządności nie widzą żadnego zagrożenia dla własnej suwerenności. A wręcz przeciwnie. Widzą szansę na wzmocnienie ich państw przed zalewem nacjonalistycznego populizmu, nierzadko finansowano z Moskwy. W tej grupie dwudziestu pięciu europejskich narodów są też Czechy, Słowacja, Rumunia, Bułgaria, Litwa, Łotwa, Estonia, a więc kraje, które, tak jak my, dopiero co wyszły spod sowieckiego buta.

Polska, grając w ostatnich latach na kontrze do Brukseli i Berlina, miała sojusznika w osobie prezydenta USA, który w zamian za miliardy dolarów dla amerykańskich firm zbrojeniowych przymykał oczy na demolkę praworządności w Polsce.

Ale obywatele USA właśnie wybrali na nowego prezydenta polityka, który w kampanii wyborczej stawiał nas i Węgry w jednym szeregu z Białorusią. Miejmy zatem świadomość, w jakim kierunku i w czyje łapy pchają nas Ziobro z Kaczyńskim, krzycząc: Weto albo śmierć!

Najnowsze oferty na Black Friday

Materiały promocyjne partnera

Osocze ozdrowieńców pod lupą badaczy

Wideo