Zuzanna Wartenberg: Nie jestem bohaterką [wideo]

Mirosław Dragon
Mirosław Dragon
Zuzanna Wartenberg w rozmowie z prowadzącą spinkową galę Karolinką, czyli Magdaleną Szybińską.
Zuzanna Wartenberg w rozmowie z prowadzącą spinkową galę Karolinką, czyli Magdaleną Szybińską.
Udostępnij:
Rozmowa z Zuzanną Wartenberg, laureatką Diamentowej Spinki nto.

- Leczy pani ludzi od 58 lat! Służy im, jeździ do chorych na raka...
- Ja się w życiu nie przepracowałam. Zawsze robiłam to, co lubię. Tylko wypełniania dokumentacji lekarskiej nie lubię, a muszę to robić. Na dodatek ta dokumentacja jest coraz głupsza. Lekarze muszą udowadniać, że nie są złodziejami ani oszustami, zamiast skupić się na pacjencie. Kiedyś wypisywałam tylko receptę, teraz muszę wypełnić cały stos dokumentów.

- Tuż przed galą Złotych Spinek wróciła pani z przychodni.
- Przyjmuję w ośrodku w Oleśnie, żeby mieć kontakt z pacjentami. Ale przyjmuję tam tylko raz w tygodniu przez dwie godziny, więc jeśli pacjenci nie chcą do mnie chodzić, nie muszą.

- Słyszałem raczej, że wielu chce się leczyć wyłącznie u pani doktor.
- Miałam w życiu to szczęście, że spotykałam tylko dobrych ludzi. W ciągu jednego życia nie dam rady wszystkim odpłacić za dobro. Potrzebowałabym drugiego życia, czyli już nie odpłacę.

- Przecież jako polska Żydówka przeszła pani piekło. Przez kilka lat musiała się pani ukrywać, cudem ocalała z Holocaustu.
- Ale nawet wtedy spotykałam dobrych ludzi. Dzięki nim ukrywałam się. Uratowała mnie moja niania Aniela. Ukrywała mnie na strychu.

- Zgodziła się pani na przyjęcie Diamentowej Spinki, ale przyznała, że nagrody traktuje z dystansem. Dlaczego?
- Niektórzy bardzo cieszą się z nagród, motywują one ich do jeszcze lepszej pracy. Takich osób trzeba szukać, bo ja do nich nie należę. Diamentowa Spinka jest dla mnie bardzo niespodziewaną nagrodą. Ja nigdy nie byłam żadną bohaterką. Bardzo ucieszyłam się z nagrody Żar Serca, którą kilka lat temu przyznali mi jezuici. Ucieszyłam się dlatego, że jezuici mnie ochrzcili, dali mi ślub, a na koniec jeszcze nagrodzili.

- Ten chrzest odbył się tuż po wojnie.
- Jestem Żydówką, ale moja rodzina nigdy nie była ortodoksyjna. Już przed wojną chodziłam do kościoła razem z nianią Anielą. Po wojnie w 1945 roku chciałam się ochrzcić, ale jezuici postąpili uczciwie. Powiedzieli, że jestem niepełnoletnia i ochrzczą mnie dopiero wtedy, kiedy wróci moja rodzina i zgodzi się na to. Zgodę dał wuj, który został ojcem chrzestnym, oraz babcia.

- Oleśnianie mówią, że chcieliby, by wszyscy lekarze byli tacy jak pani.
- Różni są ludzie, to i różni są lekarze. Jedna z pacjentek powiedziała mi, że była w Opolu na badaniach. Wyniki wyszły dobrze i lekarz powiedział jej: „No, to zrobiła pani sobie wycieczkę do Opola". Powiedział to pewnie żartobliwie, ale ona poczuła się dotknięta.
Kilka miesięcy temu zadzwonił do mnie pacjent. Powiedział: „50 lat temu pani mnie wyleczyła". Odpowiedziałam mu, że ja nikogo nie wyleczyłam, ja tylko pomagam się wyleczyć. Nikomu nie umiem przecież dać życia. A on przypomniał, że przed 50 laty wyleczyłam go z gruźlicy. Nadużywał alkoholu, a ja chodziłam wtedy po knajpach za moimi pacjentami, żeby brali leki. Teraz na szczęście nie mam już tego zwyczaju. I on mi mówi: „50 lat temu wyleczyła mnie pani, teraz też proszę uratować mi życie. Dam pani za to wszystko, co mam". Notabene wiedziałam, że nic nie ma, jest biedny, więc poszłam do niego. Zbadałam, okazało się, że ma dużą niewydolność krążenia. „Przyrzekam, że od jutra rzucam palenie" - powiedział. Ja mu zapowiedziałam, że nazajutrz skieruję go do szpitala, a jeśli w nocy gorzej się poczuje, ma wezwać pogotowie. Zmarł tej samej nocy, nie wezwał karetki. Dlatego mówię, że ja nikomu nie umiem dać życia.

- Co to znaczy być dobrym lekarzem?
- W ostatnim „Przeglądzie Lekarskim" jest dekalog lekarza. Pierwszy punkt radzi, by pytać pacjenta o jego życie rodzinne. No, to ja nigdy nie dochowałam tego przykazania. Zawsze pytam chorego, co mu dolega, a nie o życie rodzinne. Nie lubię pojęcia etyka lekarska, ponieważ etyka jest jedna i albo człowiek postępuje etycznie, albo nie. Nieważne, kim jest. Powinno się żyć tak, by być w miarę zadowolonym z siebie, ale także bez obaw móc spojrzeć innym ludziom w oczy.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Jest Wielka. Największa jaką znam wśród Lekarzy. Mąż też był wspaniałym lekarzem. Dziś Ich syn ciężko pracuje aby i o Nim za 20 lat powiedzieć jak o rodzicach.
Żeby tylko Władza nie była ,,dziedziczona" jak talenty naszych j.w. doktorów.
J
Jaaaa
Bylem kiedyś u Pani Doktor tylko z bólem gardła a zostalem przebadany na wszelkie mozliwe sposoby Szacun dla Pani
o
oleśnianin
Pani Doktor to oleski doktor Judym. Osoba, która nie boi się pacjenta, ani go nie ignoruje. Kobieta o Wielkim Sercu, dla której pacjent jest najważniejszy. Niech nam Pani żyje jak najdłużej.
a
anna
Pani Wartenbeg to naprawdę lekarz z powołania- tacy powinni być lekarze i z takich osób powinno brać przykład nowe pokolenie lekarskie.Synów też P. Wartenberg wychowała na dobrych ludzi- BARDZO wielkia szkoda, że nie pracują w Oleskim szpitalu. Gratulacje dla Pani!
p
pacjent z ul Krasickiego
Pani DOKTOR jest naprawde bohaterka - bohaterka samego, naszego ciezkiego zycia. Znam ja i Ona mnie pewno jeszcze zna. To wspanialy czlowiek. Jak przyszla pani Doktor Wartemberg - to zaraz bylem zdrowszy i niczego sie nie balem - nawet zastrzyku. Odemnie - !! Medal of Honor !! - dla pani Doktor. Pozdrowienia i wyrazy szacunku // Ch. G.
Dodaj ogłoszenie