Dariusz D. siedzi już ponad 20 lat za zabójstwo podczas napadu na kantor. Jego sprawa budzi jednak pewne wątpliwości

Krzysztof Strauchmann
Krzysztof Strauchmann
Archiwum
Dariusz D. mieszka w Nysie, tak dokładnie przy Kościuszki 4A. Zajmuje jedną z cel, bo to adres zakładu karnego. Za kratami spędził połowę swojego życia, a zostało mu z wyroku jeszcze kilka lat do odsiadki. Dostał 25 lat za udział w napadzie na właściciela kantoru i strzelanie do ofiary, która zginęła w wyniku ran.

Pierwszego dnia po świętach Bożego Narodzenia 1995 roku małżonkowie Zdzisław i Elżbieta S. skończyli pracę około godziny 18. Zamknęli kantor w centrum Warszawy, wsiedli do pożyczonego akurat poloneza (zazwyczaj jeździli własnym mercedesem) i ruszyli w drogę do domu w Raszynie. Tego dnia nie było z nimi ochroniarza, który od kilku dni nie przychodził do pracy. Zauważyli natomiast, że przez chwilę towarzyszyła im toyota, która potem znikła wśród ulic stolicy. Elżbieta położyła pod swoim siedzeniem torbę z pieniędzmi. Cały dzienny utarg wynosił 330 tysięcy nowych wtedy złotych.

Około godziny 19 wjechali na ulice Raszyna.

Polska na przełomie roku 1995 i 1996, to był zupełnie inny kraj niż teraz. Kraj rodzącego się kapitalizmu, upadających państwowych zakładów, tureckich swetrów, kwitnących bazarów i kantorów walutowych. Polska gangów, osiedlowych albo tych bardziej zorganizowanych i niebezpiecznych. Polska wychodząca z hiperinflacji, kraj dwóch walut: starej i nowej złotówki.

Śmierć frajerom, dolce vita gangom

Kiedy polonez małżonków S. skręcił w Raszynie w uliczkę, gdzie mieszkali, drogę zablokował im niespodziewanie terenowy wóz nissan terrano. Zdzisław S. wrzucił wsteczny i ruszył do tyłu, ale zza zakrętu wyjechał nissan sunny i zajechał mu drogę ucieczki. Z aut wyskoczyli mężczyźni w kominiarkach. Ktoś wybił boczną szybę, strzelił do kierowcy. Zdzisław S. też miał pistolet, wyskoczył z auta i zaczął strzelać do napastników. Wywiązała się regularna strzelanina, obserwowana w świetle latarni przez sąsiadów przez okna.

- Elka, życie jest ważniejsze niż pieniądze – powiedział do żony Zdzisław S.

Elżbieta S. zapamiętała te słowa i przytoczyła je na rozprawie sądowej. To były ostanie słowa jej męża. Oboje leżeli wtedy ranni na asfalcie. Ona dostała tylko w nogę, a on w szyję i klatkę piersiową.

Napastnicy wskoczyli do terenowego terrano i z piskiem opon odjechali, zabierając ze sobą torbę z pieniędzmi. Na asfalcie pozostali tylko małżonkowie S., podziurawiony kulami polonez i nissan sunny, który nie chciał zapalić po napadzie. Bandyci pozostawili go na miejscu, zresztą dzień wcześniej został skradziony z jednego z warszawskich parkingów. W stacyjce ciągle tkwił tzw. łamak, proste urządzenie do otwierania drzwiczek i uruchamiania stacyjek, w czasach kiedy nie było jeszcze centralnych zamków.

Zdzisław S. nie ocalił ani życia, ani pieniędzy. Umarł w szpitalu kilka dni później.

Uczestnicy napadu też spotkali się kilka dni później w Warszawie, żeby podzielić łupy. Podobno spodziewali się kosztowności, pieniędzy miało też być więcej i się trochę posprzeczali. Ostatecznie „żołnierze” za śmierć Zdzisława S. dostali po 50 tysięcy złotych. Ten najmłodszy pojechał potem z dziewczyną na dwa tygodnie do hotelu pod Warszawą na wypoczynek. Dariusz D. kupił sobie za 32 tysiące samochód alfa romeo. Kolejny ukrył 39 tysięcy w komórce u swoich rodziców. Już po jego aresztowaniu matka znalazła torbę z pieniędzmi i odniosła ją na policję.

Dwa zgubione pistolety

Dwa lata później przed Sądem Okręgowym w Warszawie rozpoczął się proces czterech młodych mężczyzn (w 1995 roku mieli po 21 – 24 lata), oskarżonych o udział w napadzie w Raszynie oraz 37-letniego Mirosława J. oskarżonego o zaplanowanie i zorganizowanie napadu i dostarczenie broni napastnikom.

Dzisiejszemu lokatorowi Zakładu Karnego w Nysie Dariuszowi D. prokurator przeczytał w akcie oskarżenia kilka zarzutów: udział w zorganizowanej grupie przestępczej, napad rabunkowy, kradzież nissana sunny, nielegalne posiadanie broni oraz oddanie strzałów w kierunku Zdzisława S. W praktyce to zarzut zabójstwa.

Z zabezpieczonych na miejscu śladów policja ustaliła, że napastnicy mieli dwa pistolety. Strzelały dwie osoby z dwóch stron poloneza. Broń zginęła. Przestępcy uciekali z Raszyna nissanem terrano bocznymi drogami, aż wjechali w jakiś przepust. Porzucili uszkodzone auto i dalej pobiegli przez pola, pieszo do drogi na Warszawę. Po drodze zgubili albo wrzucili pistolety i dwa telefony komórkowe. Telefony policjantom udało się potem odnaleźć.

Zarzut strzelania usłyszał także Rafał F.

Rafał F. przyznał się do tego, że raz lub dwa razy strzelił w górę krzycząc: „na ziemię, nie ruszać się!”. Twierdzi, że nie celował do ludzi. Sąd nie uwierzył w te wyjaśnienia i ostatecznie skazał go za zabójstwo z karą łączną 25 lat więzienia.

Rafał F. w czasie napadu też dostał kulkę w klatkę piersiową. Trafił go broniący się właściciel kantoru. Następnego dnia po strzelaninie zgłosił się do Szpitala Czerniakowskiego w Warszawie. Pomocy udzieliło mu dwóch lekarzy. Żaden nie zawiadomił policji, że ma rannego z postrzałem.

Napad? Tak. Strzelanie? Nie

Dariusz D. przyznał się do udziału w napadzie i do kradzieży samochodu. Nie przyznał się do użycia broni. Żaden z dwóch pozostałych skazanych uczestników napadu też nie przyznał się do strzelania.

- Za udział w napadzie dostałem 500 milionów (starych złotych, czyli 50 tysięcy nowych) – mówił na rozprawie Dariusz D. – To były pieniądze za zajechanie drogi właścicielom kantoru. W czasie napadu ja siedziałem w aucie, bo napadnięty się bronił.

Elżbieta S. właścicielka kantoru, która przeżyła napad, nie była w stanie rozpoznać żadnego zamaskowanego napastnika. Było nerwowo, akcja trwała bardzo szybko, strzelano do niej. Nikt z sąsiadów, widzących napad przez okno, również nie był w stanie nikogo zidentyfikować.

Aby ustalić kto strzelał, sądowi pozostała analiza wyjaśnień samych podejrzanych i żmudne porównywanie ich ze śladami. Oskarżeni nie ułatwiali dojścia prawdy, co innego mówili w śledztwie, co innego na rozprawie, co innego opowiadali kolegom w celi tymczasowego aresztu.

Sąd oparł się w tej sprawie na wyjaśnieniach najmłodszego uczestnika napadu Jarosława B. To on powiedział, że strzelali Rafał F. i Dariusz D. Rafał F. wybił szybę obok kierowcy, a potem strzelił w głowę siedzącego w aucie. Dariusz D. strzelał z drugiej strony. Poza nim nikt nie wskazał w wyjaśnieniach strzelającego. Nie chcieli obciążać kolegów.

Za strzelanie do ofiary i udział w napadzie Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Dariusza D. i Rafała F. na 25 lat więzienia. Pozostałych oskarżonych sąd potraktował trochę łagodniej. Piotr J. który dopuścił się napadu w warunkach recydywy usłyszał wyrok 14 lat więzienia. Jarosław B. najmłodszy z nich wszystkich, bo w chwili zdarzenia 19-latek, dostał karę 8 lat za kratami. Przed sądem powiedział, że poszedł na napad nie dla pieniędzy, ale dlatego, że nie chciał, żeby koledzy uznali go za tchórza.

Gangi Warszawy

Za zorganizowanie napadu Mirosław J. dostał 14 lat więzienia. Ten mężczyzna o pseudonimie „Szczur” został w innych procesie karnym, toczącym się prawie jednocześnie przed warszawskim Sądem Okręgowym, uznany za szefa gangu z Żoliborza, który dopuścił się w latach 1993 – 1995 między innymi 20 napadów na TIR-y w całej Polsce oraz bardzo głośnego napadu na Jednostkę Wojskową na Bemowie w Warszawie w 1995 roku. Trzech napastników dostało się na teren jednostki i sterroryzowało oficera dyżurnego. Zabrali ze sobą 75 pistoletów i 148 magazynków. Część broni miała trafić potem do Mirosława J., być może to z niej strzelano do właścicieli kantora w Raszynie.

Mirosław J. został uznany przez sąd za winnego organizacji napadu w Raszynie. W tej sprawie uczestnicy zbrojnego rozboju też zmieniali zdanie, obciążając albo Mirosława J. ps. Szczur, albo jego bliskiego znajomego Artura G. ps. Księgowy. Wersję wybierali w zależności od tego, którego z nich się bardziej bali.

„Księgowy” został zatrzymany w wyniku szerokiego śledztwa po napaści na magazyny wojskowe na Bemowie. Poszedł na współpracę z ówczesnym Urzędem Ochrony Państwa, który prowadził wtedy najpoważniejsze śledztwa przeciwko zorganizowanej przestępczości. Zaczął sypać innych, między innymi swojego kolegę „Szczura”. Dawna przyjaźń też się posypała. Na rozprawie o napad w Raszynie „Księgowy” występował w charakterze świadka, który tylko skontaktował Mirosława J. z resztą grupy.

Ciąg dalszy następuje

Z czterech uczestników napadu w Raszynie dwóch jest już na wolności. Dwaj skazani za zabójstwo ciągle siedzą.
W 2021 roku adwokat Dariusza D. wystąpił do Sądu Najwyższego z nadzwyczajnym wnioskiem o wznowienie procesu karnego. Dowodził we wniosku, że Dariusz D. niesłusznie odbywa karę 25 lat pozbawienia wolności, bowiem nie jest winny zbrodni zabójstwa. Twierdził, że broń palną posiadał i używał w trakcie napadu inny jego uczestnik - Jarosław B., który jest synem ówczesnego policjanta z Komendy Stołecznej Policji, pracującego jako przewodnik psa tropiącego. Ojciec oskarżonego Jarosława B. miał uczestniczyć w pościgu za bandytami z Raszyna, a potem pobierał ślady osmologiczne – zapachowe z samochodów sprawców. Ślady zostały zresztą pobrane nieprawidłowo i nie przydały się w śledztwie.

Adwokat Dariusza D. wywodził dalej, że ojciec oskarżonego Jarosława B. wpływał na przebieg śledztwa, aby złagodzić odpowiedzialność karną syna. Nie zabezpieczył na miejscu broni napastników, którą „oficjalnie” zagubiono.

Na zlecenie adwokata biegły z Kielc opracował rekonstrukcję zdarzeń w czasie napadu i wykazał w niej, że Dariusz D. znajdował się w miejscu, skąd strzałów nie oddano.

Dwa lata temu, 22 lutego 2022 roku, Sąd Najwyższy oddalił wniosek obrońcy Dariusza D. jako bezzasadny. Zarzuty postawione przez obrońcę Dariusza D. Sąd Najwyższy uznał za hipotezy, a ekspertyzę biegłego za stronniczą, eksponującą korzystne wątki i pomijającą dowody przeciwne. Sąd Najwyższy znał, że w tej sprawie nie ujawniono żadnych nowych faktów ani dowodów, poza tym, co było już analizowane na rozprawie przez pierwszą i druga instancję.

Dariusz D. odsiedzi swój wyrok do końca.

od 7 lat
Wideo

Dzień pamięci - ZBRODNIA KATYŃSKA

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na nto.pl Nowa Trybuna Opolska