Dziesiątki Opolan miało spłacać kredyty, których nie brali. Po 10 latach Lidia K. i inni stanęli przed sądem

Mirela Mazurkiewicz
Mirela Mazurkiewicz
Proces Lidii K. i czwórki pozostałych oskarżonych rozpoczął się dziś (5.08) przed Sądem Rejonowym w Opolu. Na zdjęciu Lidia K.
Proces Lidii K. i czwórki pozostałych oskarżonych rozpoczął się dziś (5.08) przed Sądem Rejonowym w Opolu. Na zdjęciu Lidia K. Mirela Mazurkiewicz
Właścicielka biur kredytowych w Ozimku i Kluczborku, zdaniem śledczych, kradła tożsamość swoich klientów i brała pożyczki, o których oni nie mieli pojęcia. 50-letnia Lidia K. usłyszała 66 zarzutów. Na ławie oskarżonych zasiadło też czworo innych oskarżonych, w tym jej córka.

Śledztwo trwało blisko 10 lat, bo do zbadania były setki umów. Kwoty zaciągnięte na poszczególne osoby wahały się od kilkuset złotych do kilkudziesięciu tysięcy.

O sprawie po raz pierwszy pisaliśmy w 2012 roku, gdy o pomoc poprosiła nas 63-letnia wówczas emerytka.

Kobieta zaciągnęła w biurze Lidii K. kredyt w wysokości 5 tysięcy złotych, by pomóc dzieciom. Pół roku później do drzwi zapukał windykator, domagając się spłaty dwóch innych kredytów na ponad 35 tysięcy złotych. Emerytka nie miała o nich pojęcia.

Proces rozpoczął się w czwartek przed Sądem Rejonowym w Opolu

Na ławie oskarżonych, oprócz Lidii K., zasiadły jeszcze cztery inne osoby.

Czesław R., zdaniem śledczych, popełnił 71 przestępstw, a jego żona Agnieszka R. - 66. Córce Lidii K., Monice K., prokurator zarzucił 28 czynów, a byłej pracownicy socjalnej Izabela K. - 3.

- Oskarżeni, w różnych konfiguracjach osobowych, podejmowali szereg decyzji, w postaci pozyskiwania dokumentacji, podrabiania jej, składania fałszywych podpisów, tudzież przedstawiania tej dokumentacji instytucjom finansowym, w celu uzyskania środków pieniężnych - uzasadniał prokurator Marcin Wilk z Prokuratury Okręgowej w Opolu. - Oskarżeni wykorzystywali swoje uprawnienia, wynikające z prowadzonych przez siebie firm, które pośredniczyły w udzielaniu kredytów, składaniu wniosków kredytowych do instytucji finansowych albo też były w tych firmach zatrudnione.

Do przestępstw miało dochodzić od grudnia 2009 rok do sierpnia 2012 roku. Lidia K. oraz Czesław i Agnieszka R. wyrazili chęć dobrowolnego poddania się karze.

Izabela K. była pracownicą socjalną. Zdaniem śledczych, udostępniła współoskarżonym kserokopie dokumentów swoich podopiecznych, a te posłużyły do wyłudzenia kredytu.

Kobieta utrzymuje, że z przestępczą działalnością nie miała nic wspólnego. W odpowiedzi na akt oskarżenia obrońca relacjonował, że jego klientka poznała małżeństwo R. w szpitalu, gdy zmagała się z nowotworem nerki. Na leczenie poszły oszczędności życia, ale choroba generowała coraz to nowe koszty. Izabela K. zwierzyła się nowym znajomym z problemów finansowych, a oni - jak wynika z relacji obrońcy - zaproponowali pomoc w postaci pożyczki na korzystnych warunkach.

Po pewnym czasie Izabela K. zaczęła otrzymywać wezwania do spłaty kredytów, których nie brała. Wtedy zorientowała się, że R. nadużyli jej zaufania.

Kobieta zarzeka się, że nie udostępniła współoskarżonym danych swoich podopiecznych. Podejrzewa, że małżeństwo mogło je zdobyć bez jej wiedzy, przeszukując pod jej nieobecność teczki, które miała przy sobie, gdy przyjeżdżała do ich biura. Czesław i Agnieszka R., co podnosi obrońca Izabeli K., początkowo nie wspominali o roli jego klientki w procederze. "Przypomnieli" sobie o niej dopiero po kilku latach, co zdaniem obrony, było próbą poprawienia swojej sytuacji procesowej.

Do winy nie poczuwa się również córka Lidii K., Monika K. Obrońca oskarżonej zwracał uwagę, że jego klientka - gdy doszło do popełnienia zarzucanych czynów - miała zaledwie 18 lat, założenie firmy i świadczenie usług kredytowych odbywało się pod nadzorem jej matki, a ona nie miała świadomości popełniania przestępstw. W ocenie obrony Monika K. była tylko figurantem, a za przestępstwa odpowiadała jej matka i małżeństwo R.

Śledztwo trwało blisko 10 lat, m.in. ze względu na ponad tysiąc osób, które należało przesłuchać. Ostatecznie banki zawiesiły oszukanym spłaty, dlatego pokrzywdzonymi w tej sprawie są podmioty udzielające kredytów.

Prokurator uznał, że Lidia K. oraz państwo R. uczynili sobie z przestępstwa stałe źródło dochodu, dlatego grozi im do 15 lat więzienia. W przypadku pozostałych osób jest to od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.

Jeśli oskarżeni zostaną skazani, będą musieli też naprawić szkodę, czyli oddać wyłudzone pieniądze.

Mistrz Błachowicz liczy na nokaut!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
czarek
Wyrok nie wyższy niż 3 lata , potem kolejne zaświadczenia lekarskie o złym stanie zdrowia który uniemożliwia odbycie kary a o zwrocie ukradzionych pieniędzy instytucje mogą zapomnieć! Oto klasyczny scenariusz w takich sprawach!
p
pawel Dud
Jak można mieć jakiekolwiek zaufania do kobiet
Dodaj ogłoszenie