Historia Piotra Chałupki z Ksawerowa. Z uczciwego człowieka zrobili przestępcę. Trafił na 14 miesięcy do aresztu

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
archiwum Dziennika Łódzkiego
45-letni Piotr Chałupka z Ksawerowa pod Łodzią nie może zapomnieć czterech lat koszmaru, który zafundowały mu organy ścigania - śledztwa, oskarżenia, procesu oraz trwającego 14 miesięcy aresztu.

Strach, niepewność i bezsilność. Nie wierzył, że jego, uczciwego człowieka, może spotkać taka historia… Piotr Chałupka siedzi przy stole. Żona Agnieszka częstuje upieczoną niedawno szarlotką. Po domu biega pies.

Powinniśmy się cieszyć, bo w końcu zapadł prawomocny wyrok, który mnie uniewinnił, ale do końca nie jestem spokojny - mówi Piotr Chałupka. - Nie powinienem tak myśleć, ale z tyłu głowy siedzi, że prokurator może wnieść kasację. On jest zdolny do wszystkiego.

Koszmar zaczął się 1 października 2018 roku. Była godzina 6 rano. Agnieszka Chałupka wyszła już do pracy. Piotr jeszcze spał, kiedy ktoś zapukał do drzwi.

- Byłem jeszcze w piżamie - wspomina Piotr Chałupka. - Przyszło trzech panów. Powiedzieli, że są z policji. Nie wiedziałem zupełnie o co chodzi. Pomyślałem, że chcą coś wyjaśnić. A oni na stole położyli kartkę z zarzutami. Okazało się, że jestem wielkim handlarzem narkotyków!

Nawet nie przeszukali mieszkania. Powiedzieli tylko, że musi jechać z nimi do Warszawy. Sprawą zajmowała się Prokuratura Krajowa.

- Zapytali czy ma kto się zająć dzieckiem, córka miała wtedy 12 lat - mówi Piotr. - Potem powiedzieli, że muszą mi założyć kajdanki, bo takie są procedury...

Do mieszkania przyszła siostra Agnieszki. Potem mama Piotra. Widziała jak syn wsiada z policjantami do auta i odjeżdża.

- Mąż jeszcze zdążył do mnie zadzwonić i powiedzieć, że jedzie do Warszawy, by coś wyjaśnić - Agnieszka Chałupka jeszcze dziś nie może spokojnie mówić o tej sprawie. - Szybko przyjechałam do domu. Zobaczyłam na stole pismo. Zupełnie nie wiedziałam o co chodzi…Mąż miał wrócić w ciągu 48 godzin. Czekałam na niego 14 miesięcy...

Chwyciła pismo i pobiegła do najbliższego adwokata. Ten uświadomił jej, że zarzuty są bardzo poważne. Jej mąż miał przemycać z Niemiec narkotyki i być członkiem zorganizowanej grupy przestępczej…

- Polecił mi adwokata z Warszawy - wspomina Agnieszka. - Zgłosiłam się do niego, ale nie było mnie stać na jego usługi. Ten warszawski adwokat polecił mi z kolei mecenasa Bartłomieja Trętowskiego i to on prowadził naszą sprawę…

Kredyt na adwokata

Piotr Chałupka, absolwent Politechniki Łódzkiej, nigdy nie był karany. Po studiach przez 13 lat pracował w pabianickim Philipsie. Potem znalazł zatrudnienie na Politechnice Łódzkiej. Nagle okazało się, że w oczach prokuratury stał się członkiem zorganizowanej grupy przestępczej. Narkotyki miał przemycać w pudełkach po proszku do prania. Został aresztowany. Trafił do warszawskiej Białołęki, potem do aresztów w Płocku i Łodzi.

- Przez pierwsze pół roku w areszcie byłem jak kołowaty - opowiada. - Nie chciałem żyć…

Załamanie przeszła też żona Piotra. Nie rozumiała co się stało. Mąż miał rzekomo wyjeżdżać za granicę, handlować narkotykami.

- A ja go codziennie widziałam w domu - dodaje. - Nie rozumiałam o co tu chodzi...Byłam załamana…

Agnieszka Chałupka była już pełna samobójczych myśli. Pilnowała ją córka. Wyprowadziła się z domu z którego tak się cieszyli i budowali z mężem.

- Znowu zamieszkałam z mamą, ja na ten dom patrzeć nie mogłam - mówi dziś, a w jej oczach pojawiają się łzy.

45-letniego dziś Piotra Chałupkę pomówił Damian Sz., człowiek którego nawet nie znał. Pamięta, że podczas konfrontacji poprosił go, by powiedział, gdzie mieszka, czym się zajmuje.

- Przestań mi mącić w głowie! - usłyszał wtedy z ust Damiana.

Damian Sz. to człowiek na którym ciąży wyrok za oszustwa na tzw. wnuczka. Został skazany na 4,5 roku więzienie. Kiedy był w areszcie powiedział, że na podstawie przepisów o tzw. małym świadku koronnym chce powiedzieć o gangu, który przerzucał z Berlina marihuanę i heroinę. Piotr Chałupka miał być jego ważnym członkiem. Kurierem, który własnym samochodem, czarnym volkswagenem polo, miał przemycać narkotyki. Na dodatek miał jeździć z Damianem Sz., którego nie znał...
Piotr Chałupka wciąż przebywał w areszcie. Rodzina zaciągnęła kredyt, by opłacić adwokata. Przed Bożym Narodzeniem 2019 roku usłyszeli, że może wyjść na wolność, gdy wpłaci 60 tysięcy zł kaucji.

- Nie mieliśmy takich pieniędzy - mówi Agnieszka Chałupka. - Mieliśmy mało czasu, by je zdobyć. Pożyczaliśmy od rodziny, znajomych. Mama Piotrka wzięła kredyt…

Tuż przed Bożym Narodzeniem Piotr Chałupka wrócił do domu. Wydawało się, że wszystko zmierza ku szczęśliwemu końcowi. Wcześniej była żona Damiana Sz., także jedna z oskarżonych, powiedziała że nie ten Chałupka powinien siedzieć na ławie oskarżonych. Okazało się, że w Ksawerowie i pobliskich Pabianicach mieszka jeszcze dwóch Piotrów Chałupków. Jeden z nich był motorniczym i jeździł czarnym volkswagenem... Damian Sz. dobrze go znał, choć temu zaprzeczał. Jak powiedziała żona małego świadka koronnego razem jeździli na wakacje.
Liczyli, że sprawa się szybko zakończy. I zakończyła się, ale inaczej niż sądzili. Sąd Okręgowy w Łodzi skazał Piotra Chałupkę na siedem lat i cztery miesiące więzienia. Do tego miał zapłacić grzywnę i zwrócić korzyści jakie miał rzekomo uzyskać z przemytu narkotyków, czyli dwa i pół miliona złotych…
Znów zawaliło się życie Piotra Chałupki i jego rodziny. Nie mogli uwierzyć, że to znów się dzieje. Zderzyli się ze ścianę, której nie mogli rozbić.

- Zgłaszaliśmy dowody, które wydawały się oczywiste, ale były odrzucane - żalą się Agnieszka i Piotr Chałupka. - Damian Sz i Piotr Chałupka tramwajarz mieli się nie znać. Tymczasem żona małego świadka koronnego zeznała, że jeździli razem na wczasy. A sąd tego nie uwzględnił…

Szybko złożyli apelację... Przed Sądem Apelacyjnym wszystko wyglądało już inaczej. Nie odrzucano oczywistych dowodów. Podczas rozprawy odwoławczej na ławie oskarżonych zasiadły jeszcze trzy inne osoby. Piotr Chałupka został uniewinniony! Tak jak Marcin B., który też odpowiadał w tym procesie. Kolejną osobę sąd uniewinnił od części zarzutów.

- W mowie końcowej przed Sądem Apelacyjnym prokurator stwierdził, że to ja kradnę tożsamość Piotra Chałupki, tramwajarza - wspomina pracownik Politechniki Łódzkiej. - Wtedy nie wytrzymałem i powiedziałem do niego: Człowieku spójrz w lustro i zobacz kim jesteś! Po tych słowach zwrócił się do sądu, by mnie ukarać.

Jak wrócić do życia

Po wyroku uniewinniającym odetchnęli z ulgą. Wciąż jednak pozostaje pytanie, jak to możliwe, że niewinnego człowieka wpakowano do aresztu i skazano na więzienie.

Zgodnie z tym do mówił sąd w ustnym uzasadnieniu wyroku , na początku postępowania nie zweryfikowano imion i nazwisk osób, których mogłaby dotyczyć sprawa - wyjaśnia mecenas Trętowski. - Ten pierwotny błąd zadecydował, że kolejne czynności były wadliwe. Mam wrażenie, że w Polsce mamy do czynienia z systemowym obniżeniem poprzeczki organom ścigania. Nie można akceptować, że osoba niewinna, wzorowo funkcjonująca w społeczeństwie, może znaleźć się w takiej sytuacji. Podczas postępowania pan Piotr zgodził się na autolustrację. Nigdy nie byłem świadkiem sytuacji, by oskarżony zgodził się na tak dokładne prezentowanie wszystkich możliwych do ustalenia faktów z jego życia. Dostarczył wszystkie dokumenty dotyczące kwestii budowlanych, rachunków bankowych, imprez rodzinnych.

Agnieszka Chałupka wspomina, że siedziały z siostrą po nocach i przeglądały wszystkie dokumenty. Chciały też udowodnić, że Piotr nigdzie nie jeździł…
Te cztery lata zmieniły ich życie. Agnieszka dopiero niedawno odstawiła tabletki, ale pojawiły się kłopoty z tarczycą. Piotr nadal je bierze. Ich 16-letnia dziś córka przeszła szybki kurs dorosłości. Starają się wrócić do normalnego życia. Piotr znów pracuje na Politechnice Łódzkiej. Ale jeszcze do niedawna, mimo uniewinniającego go wyroku, meldował się na komisariacie policji.

- Bałem się, że gdy tego nie będę robił, to nie oddadzą nam kaucji - wyjaśnia. - Nie zwrócili nam jeszcze tych 60 tysięcy. Podobno z powodów problemów technicznych.

Po wyroku uniewinniającym w ich domu zebrało się około trzydziesty osób. Byli sąsiedzi, znajomi, rodzina. Polały się szampany.

- Najważniejsze, że w tych trudnych chwilach nikt się od nas nie odwrócił! - dodają Agnieszka i Piotr Chałupka.

Na pewno będą się ubiegać o odszkodowanie. Ta sprawa za dużo ich kosztowała. Choć pewnych rzeczy nie wynagrodzą im żadne pieniądze...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Stanisław Żaryn o ruchach prorosyjskich

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na nto.pl Nowa Trybuna Opolska
Dodaj ogłoszenie