Prof. Dorota Simonides: - Dziś nie trzeba za Polskę umierać

fot. Paweł Stauffer
fot. Paweł Stauffer
Rozmowa z prof. Dorotą Simonides, byłą senator ziemi opolskiej: - Boli mnie, kiedy słyszę, jak ktoś oblicza, choćby teraz w kontekście 11 Listopada, że jak się dobrze zakręci, to biorąc cztery dni urlopu, będzie miał blisko dwa tygodnie wolnego.

- Pani profesor, wróćmy na chwilę do Nikiszowca i do pani dzieciństwa. Jak w domu rodzinnym wyglądało wychowanie patriotyczne?
- Dla nas, dzieci, patriotyzm znaczył bycie odpowiedzialnym za swoje czyny. Nawet jak mieliśmy bałagan, matka uderzała w nuty patriotyczne. Mówiła: Słuchaj, jak chcesz być w przyszłości porządnym obywatelem, to musisz się od małego uczyć dobrej roboty. A odkąd skończyłam siedem lat, wstąpiłam do zuchów, a potem do harcerzy. I dzięki temu 11 Listopada kojarzył mi się z tabliczką czekolady. Bo umiałam i lubiłam recytować z okazji święta wiersze patriotyczne. Mówiłam je w kopalnianej cechowni, kiedy miałam siedem, osiem i dziewięć lat. Potem już przyszli Niemcy. A dzieci, które recytowały, w nagrodę dostawały czekoladę od Amerykanina, właściciela kopalni "Giesche", sztygarów i proboszcza, ks. Dudka.

- Pamięta pani profesor te wiersze z dzieciństwa?
- Zaczynałam pewnie od "Katechizmu polskiego dziecka": "Kto ty jesteś? Polak mały". Potem pewnie przychodził czas na ambitniejsze teksty, ale tych już nie pamiętam. Może dlatego, że święto 11 Listopada nałożyło mi się na urodziny mojego dziadka. Do południa zawsze szło się na mszę świętą za ojczyznę. Dla małego dziecka długą i nudną, bo po łacinie, chociaż ze sztandarami.

- W patriotycznym wychowaniu na razie wyraźnie brakuje ojca.
- Jego patriotyzm był najbardziej pragmatyczny. Najmłodszy brat mojej mamy popełnił samobójstwo - w wieku 17 lat - gdy w 1939 weszli Niemcy. To babcia - matka Polka, bardzo emocjonalna i uparta - wychowała go w takim patriotyczno-romantycznym duchu. Tato wtedy powiedział - słyszę go dziś jeszcze - że umrzeć nie sztuka. Sztuka zwyciężyć i nie dać się zaprzedać. Jego patriotyzm był zupełnie nieromantyczny. Kiedy w 1939 roku polski nadzór wycofywał się z kopalni, została ona zaminowana. Wtedy ojciec wziął górników i poszli ją rozbroić, bo to był ich warsztat pracy, ich życie, chleb ich dzieci. Uratowali kopalnię. A w 1944 - po Niemcach - rozminowywali ją raz jeszcze.

- Po wojnie też świętowało się 11 Listopada?
- Po wojnie w Opolu to święto kojarzyło mi się z powstaniem warszawskim. Przyjechałam tu do seminarium dla wychowawczyń przedszkoli, przy dzisiejszej ul. Katowickiej, wtedy Le Ronde'a 48. Dyrektorka była warszawianką, a połowę słuchaczek stanowiły sieroty z powstania warszawskiego. I one właśnie 11 Listopada mówiły wiersze o powstaniu i wspominały swoich bliskich. Moje wiersze patriotyczne też szybko się na nowo zaktywizowały. Poczułam się dumna. Mówiłam o niepodległości, o legionach i o Piłsudskim. Ale "ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie", śpiewaliśmy nieśmiało.
- Zawsze czuła się pani profesor Polką?
- Tak. Nigdy nie miałam kłopotów z tożsamością. Przed wojną kształtowało mnie harcerstwo, po wojnie środowisko "Gościa Niedzielnego", gdzie pracowałam. Ale w PRL-u - muszę to przyznać - o patriotyzmie mówiliśmy mało. Już prędzej o tym, jak zachować własny system wartości przeciw komunizmowi.

- Co to znaczyło w praktyce? Bo brzmi bardzo patetycznie.
- Już jako studenci, a zaczęłam studia w czasach najgorszego stalinizmu - w roku 1951 - spieraliśmy się o to, że trzeba kochać ojczyznę, ale nie partię. Więc tę ojczyznę próbowaliśmy zdefiniować.

- I co wam wyszło z tej definicji?
- Że to jest nasza wspólnota, wspólnota wyobrażona, nasze godło, hymn "Jeszcze Polska nie zginęła", a nie "Wyklęty powstań ludu ziemi". Odkąd do konstytucji wpisano przyjaźń ze Związkiem Radzieckim, o takim wychowaniu patriotycznym nie chcieliśmy słyszeć. Więc wtedy formą patriotyzmu było spotykać się ze znajomymi, tworzyć poza sferą oficjalną swego rodzaju towarzyskie getta. Myśmy w Kędzierzynie - gdzie mieszałam - założyli Klub Inteligencji Katolickiej otwarty na ekumenizm. Nie wiedzieliśmy, że jesteśmy nagrywani i podsłuchiwani przez SB. Staraliśmy się podtrzymywać polskie wartości: piękny język, tradycję, religię. Ale ciągle w naszym patriotyzmie przejawiał się pragmatyzm. Tworzyliśmy taką grupę z profesorami Kokotem, Borkiem, Brożkiem. Rozumieliśmy, że uczyć się trzeba, ale że na żadne funkcje jako Ślązacy, bezpartyjni i wierzący nie mieliśmy co liczyć. I ten pragmatyzm ułatwiał sprawę, bo uwalniał od rozczarowań.

- Ma pani profesor receptę na patriotyzm na dzisiejsze czasy?
- Gdyby dziś mnie młodzież o to zapytała, powiedziałabym, że jego formą jest bardzo solidna praca. Gdziekolwiek jesteś: czy jako kolejarz, czy jako sprzątaczka, dyrektor, poseł, premier czy prezydent, musisz solidnie pracować dla dobra ojczyzny. Nie jest na dzisiejsze czasy potrzebny partriotyzm walki i przelewanie krwi. Ale praca, praca i jeszcze raz praca dla ojczyzny, tak.

- A nie wystarczyłoby pracować dla siebie?
- Jak będę naprawdę solidnie pracować, efektów wystarczy i dla ojczyzny, i dla mnie. Boli mnie, kiedy słyszę, jak ktoś oblicza, choćby teraz w kontekście 11 Listopada, że jak się dobrze zakręci, to biorąc cztery dni urlopu, będzie miał blisko dwa tygodnie wolnego. Mam wątpliwści. Dlaczego ten człowiek nie pomyśli, ile mógłby zrobić. Niekoniecznie w pracy. Niechby odwiedził kogoś chorego. Zrobił coś dobrego dla innych. To też jest forma patriotyzmu. Czasem ważniejsza niż udział w pochodzie czy w uroczystości państwowotwórczej. Drugą - obok pracowitości - cechą niezbędną patriotyzmu jest odpowiedzialność. Za ojczyznę, za państwo, za region.
- Według tej definicji mamy patriotów niezbyt wielu, a wśród polityków jest to gatunek kompletnie ginący.
- Jeśli społeczeństwo wybiera jakiegoś polityka tylko dlatego, że nazywa się podobnie jak inny polityk, to czemu się tu dziwić? Nieodpowiedzialność społeczeństwa związana z polityką ujawnia się bardzo prosto. Przykład z ostatnich dni. Gliwice trzęsły się z oburzenia, bo w mieście zlikwidowano tramwaje. Na prezydenta miasta narzekali wszyscy, od taksówkarza, który mnie wiózł, począwszy. Ale na referendum w sprawie jego odwołania poszła garstka. Parę procent mieszkańców i ich obecność nie miała żadnego znaczenia. To gdzie tu jest patriotyzm i odpowiedzialność? To dotyczy w systemie demokracji wszystkich wyborów. Kto nie bierze udziału, traci moralne prawo do otwierania gęby i do krytykowania. A skoro politycy się nie sprawdzają, wobec tego wartości trzeba inwestować w młodzież i z uporem mówić jej, że patriotyzmu bez odpowiedzialności nie ma.

- Bez czego jeszcze patriotyzm jest niemożliwy?
- Bez tolerancji. Kiedy komuś przeszkadza, że u nas są nabożeństwa po niemiecku, odpowiadam, że we Lwowie odprawia się msze święte po polsku. A, to co innego - słyszę - tam są nasi. Wtedy tłumaczę, że skoro kochamy Polskę i wszystkich Polaków, gdziekolwiek by żyli, to musimy akceptować to, że inne narodowości chcą i mają prawo korzystać z tych samych standardów.

- Trudno Ślązaczce być patriotką w Polsce? Skoro od dawna Śląsk jest ziemią drugiej kategorii, niezbyt cenioną przez rządzących?
- Nie jest trudno, bo patriotyzmu ogólnopolskiego nie ma bez zakorzenienia we własnym regionie. Abstrakcyjnej ojczyzny kochać nie można. Ale dostrzegam, że Śląsk zawsze był wykorzystywany, i w niemieckich, i w polskich czasach. Bo była to dzielnica ludzi pracowitych, spokojnych, potulnych, legalistów przestrzegających prawa, zatem łatwych do rządzenia. Ale jedno zwraca uwagę. Młodzi na Śląsku już nie są tacy sami. Żądają - i ich krzyk jest uzasadniony - by skoro Warszawa cały czas brała od nas, teraz dała trochę Śląskowi. Nie tylko pieniędzy. Niech tu umieści kilka inwestycji, niech bardziej zadba o kulturę. Bo to też do ojczyzny należy. Więc jak ktoś znajdzie czas, żeby poczytać dziecku, to poniekąd też wykonuje czyn patriotyczny. Słowacki pisał, że ojczyzną jest język, kiedy pod zaborami ojczyzny realnej nie było.

- Dziś zabory nam nie grożą, ale do języka wielu Polaków chybaby się Słowacki nie przyznał.
- Też mi się tak chwilami zdaje. Część Polaków mówi strasznie. To niepokojące, że zatraciliśmy potrzebę spotykania się przy poezji, przy lekturze historii Polski. Przecież nie można być patriotą, nie można się utożsamiać z tradycją i kulturą, której się nie zna. Tracimy poczucie kontynuacji w obrębie ojczyzny i to jest niesłychanie niebezpieczne. Więc 11 listopada jest dobrym dniem do refleksji nad własną tożsamością, do postawienia sobie raz jeszcze pytania: kim jestem? Samo oglądanie seriali to za mało, by na nie odpowiedzieć. Bo do patriotyzmu należy też samowiedza: Z jaką ojczyzną chcę się utożsamić? Jaką Polskę kocham? Bo kiedy dziś patrzy się na nasze życie polityczne, na nieustanny spór między PiS i PO, przypomina się tytuł eseju Jana Józefa Lipskiego: "Dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy". Wygląda na to, że nam jedna ojczyzna nie wystarczy. Każdy chce mieć swoją. Za to naszą wielką zaletą jest to, że kiedy państwo jest w potrzebie, wtedy odkładamy konflikty na bok. To ujawniło się najsilniej w okresie pierwszej "Solidarności", do ktorej zapisało się - jak pamiętamy - 10 mln ludzi, od prawa do lewa sceny politycznej. Młodzi i starzy, biedni i bogaci spotkali się razem i chcieli tego samego. Ale kiedy wolność została już wywalczona, znów woleliśmy mieć różne programy polityczne, różne modele patriotyzmu i podziały drążące społeczeństwo. Cóż, tacy jesteśmy.

Wideo

Komentarze 22

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
SUGA3
bylo w Polityce...

aha, to przepraszam, w takim razie musi byc to prawda

ale tak na powaznie: wojna zakonczylaby sie w momencie zdobycia Berlina i tyle...
g
global
Nie podniecaj sie to nie jest bzdura, bylo w Polityce chyba i chodzi o czas ktory
Rosja musiala spedzic pod Warszawa ze wzgledu na Powstanie!

global
S
SUGA3
W dniu 13.11.2009 o 18:19, global napisał:

Haimat czy Vaterland moze moja pomylka dla mnie bez znaczenia.Polska racja stanu: ja bym nie podwazal wynikow tego powstaniai nie robil sobie jaj z tego, tutaj dlaczego.(...)


jezeli Powstania by nie bylo to Rosjanie zatrzymali by sie we Francji? w zyciu nie slyszalem wiekszej bzdury - mysle ze Niemcy mieliby jeszcze wtedy cos na ten temat do powiedzenia, a wojska i rzady zachodnioeuropejskiej czesci koalicji tym bardziej: slyszales o lend lease?

biorac pod uwage caloksztalt wydarzen (chociazby Katyn), to uwazam ze doprowadzenie do Powstania przy zalozeniu ze Ruscy beda walic drzwiami i oknami zeby pomoc swojemu wrogowi bylo w najlepszym przypadku nieodpowiedzialne: nie tylko dalismy sobie wytluc cokolwiek zostalo z inteligencji, to jeszcze doprowadzilismy do wykonania 'prac rozbiorkowych' pod nowa socjalistyczna stolice - pieknie, nie?

ironiczne jest to, ze byc moze byloby lepiej dla nas jezeli Ruscy doszliby do tej Francji, bo wtedy nie byloby innego wyjscia i nalezaloby ich cisnac do konca - kilka grzybow tu i tam zrobiloby szybko robote i swiat wygladalby nieco lepiej, a tak to najwiekszym beneficjentem Powstania byla pozniejsza RFN...

przy okazji: Niemcy robily to co agresor robi z definicji, a co masz do powiedzenia na temat naszych 'sojusznikow'? lipny sojusz zawiazany na szybko zeby nie dopuscic do sojuszu Rzeszy z Polska (co moim zdaniem byloby swietnym wykorzystaniem polozenia geopolitycznego i w dodatku zrobilibysmy z ZSRR do spolki z Japonia to co stalo sie z nami - pierwotna nazwa Osi to Pakt Antykominternowski) i durne pobrzekiwanie szabelka wynikajace z tego - obejrzyj wspolczesne newsy, widzisz jakies analogie?

aha, roznica miedzy Heimatem a Vaterlandem to roznica miedzy patriotyzmem lokalnym a panstwowym - jak dla mnie ten pierwszy jest podstawa...
S
Silo
W dniu 13.11.2009 o 19:19, global napisał:

Niedawno czytalen ze jezeli by nie bylo tego powstania to Rosijaniezatrzymali by sie we Francji. Jaka bysmy mieli teraz Europe?Tak wiec nie ma prostej odpowiedzi na temat Powstania Warszawskiego!Jedno jest pewne duzo zginelo w czasie i po nim z rak Niemcow!global



To co czytałes to mogły być jakies dywagacje historyka lub dziennikarza szukającego sensacji.
Fakty sa takie że Rosjanie zostali na Wisle zatrzymani. Czerwony walec po letniej kampanii 1944 i poniesionych stratach musiał
złapać nowy oddech. Rozgrywały się też ważne kampanie na Bałkanach, w Rumunii i na Węgrzech. Gdyby mogli ruszyć dalej, toby ruszyli już jesienią z przyczółka Warecko-Magnuszewskiego (Studzianki).
Powstańcy w Warszawie nie mieli tu zadnego znaczenia strategicznego, bo równie dobrze to miasto mogło być obsadzone przez Wehrmacht i ogłoszone twierdzą.
Dzis trudno oceniac ludzi odpowiedzialnych za wybuch powstania. Ale zawsze jak o tym mysle, to zastanawia mnie, jak mozna było potężnemu wrogowi wydac bitwę w tak duzym mieście pełnym ludności cywilnej i na dodatek uparcie walczyć przez 63 dni, choc było juz wiadomo że to niema sensu, a sama ludność była już nieprzychylnie nastawiona do powstania (oczym się nie mówi).
Potępia się Stalina zato że nie pozwolił na ewakuację ludności Leningradu i Stalingradu. A w Warszawie bodajże 200 tysięcy ofiar
to tylko kolejny dowód martyrologii narodowej, bez refleksji o bezwzgledności dowództwa i rządu londyńskiego.
g
global
Haimat czy Vaterland moze moja pomylka dla mnie bez znaczenia.

Polska racja stanu: ja bym nie podwazal wynikow tego powstania
i nie robil sobie jaj z tego, tutaj dlaczego.

Ostatnio duzo sie pisze o tym dokladnie w ten sposob jak ty to opisales.
Wiec widze skad sie to wzielo.
Kiedy Powstanie Warszawskie wybuchlo, co by sie stalo jezeli Niemcy
by sie wycofali poza Warszawe i wtedy nie wiadomo jak by Polska
wygladala, nikt nie pisze o tym a moglo tak byc,
Niedawno czytalen ze jezeli by nie bylo tego powstania to Rosijanie
zatrzymali by sie we Francji. Jaka bysmy mieli teraz Europe?

Tak wiec nie ma prostej odpowiedzi na temat Powstania Warszawskiego!
Jedno jest pewne duzo zginelo w czasie i po nim z rak Niemcow!

global
S
SUGA3
nie, moj drogi, 'Heimat' to nie ojczyzna (Vaterland), tylko ojcowizna, a to jest roznica - samo slowo Heimat pochodzi od slowa okreslajacego dom rodzinny o ile pamietam...

Powstanie Warszawskie z polska racja stanu nie mialo nic wspolnego - dalej sie na ten temat rozwodzic nie mam zamiaru, juz sie dosc naprodukowalem na ten temat na tym forum, wystarczy ze powiem ze byla to decyzja nieprzemyslana i zle skalkulowana (nie bylo najmniejszej szansy na pomoc ze strony Ruskich - patrzac z ich perspektywy, byloby to niejako hodowanie sobie wroga)...
g
global
W dniu 12.11.2009 o 02:20, Dr. Ch. napisał:

Każdy ma prawo do tej narodowości, do której się poczuwa. ...


Wszyscy maja prawo byc czym chca. Calkowita racja. Krytyka Slazakow,
nie wiem ilu czuje sie Niemcami ale napewno sa w mniejszosci. Wiekszosc
z nich nalezy MN a ta liczy ... Wiec napewno nie jest to tak duzy problem
w skali woj opolskiego! Dzialalnosc MN w Polsce jest dozwolona, ja nie
wiem o czym ty piszesz.

global

prof. Simonides jedynie usiluje przekazac ze tu nie chodzi o umieranie za kraj, tylko o ZYCIE dla kraju - czy to wazne czy jestes Polakiem/Niemcem/Slazakiem?
(...)

Najpierw Polska racja stanu potem spotkanie z powstancami warszawskimi,
ciekawe jak bys spiewal wtedy.
O powstaniu warszawskim nie bede pisal ale za duzo ludzi nacierpialo sie od
niemcow po tym zrywie ludnosci przeciwko okupantowi!

Haimat jest po niemiecku Ojczyzna. Dla mnie Polaka Hitler zawsze byl najlepszym
wodzem jakiego Polacy kiedykolwiek mieli!!... czlowieku opamietaj sie, nie badz
wslizgiwaczem!

global
"§"
Szkoda, ze niektore wpisy tutaj usunieto. No coz, nie kazdy byl na temat. Zgadzam sie. Ubolewam jednak, ze moj tekst o patriotyzmie i co dla mnie jest patriotyzm tez zostal usuniety. Nie wiem czym zlamalem w tym wypadku regulamin. a moze do pracy przyszedl ten moderator, ktory nie "darzy" mnie zbyt sympatia?

Pozdrawiam wszystkich moderatorow NTO, a szczegolnie tych ktorzy zanim wpisy usuwaja sami je czytaja!
~MARC~
" dziegiel " dobrze , ze wkleiles te wszystkie teksty , ale z tego co widze jest tu malo osob ktore moga ze zrozumieniem ten tekst przeczytac .Przeciez kazdy uczen na Slasku powinien wiedziec, ze byli i sa Slazacy pochodzenia polskiego , niemieckiego, czeskiego . Jedynie ci tego nie wiedza ktorzy nawet tabliczki mnozenia nie znaja a szkole podstawowa skonczyli , tylko gdzie maja te podstawy ??.Uczcie sie ludzie i przekazujcie swoja wiedze dzieciom , aby nie byly takimi zapyzialymi nieukami jak Wy. Ja jetem tym polskim Slazakiem i nigdy nie uczylem dzieci nienawisci do innych , kazdy ma prawo byc innym , miec swoje poglady , ale nie moze ublizac innym i wypowiadac publicznie swoje idiotyczne zdanie.
S
SUGA3
zgadzam sie ze wszystkim powyzej, nie chodze tylko na wybory - ostatnie byly wyborem pomiedzy dzuma a cholera, wiec stwierdzilem ze sobie daruje: jestem dyplomowanym specjalista od PR i przejrzalem fasadke pana premiera - jak mowilem ze to taka sobie dziamdziaramdzia bez wyrazu to mi nikt nie wierzyl...

ostatnie wybory byly dziwne: nie glosowalo sie NA, tylko PRZECIWKO, a to nigdy nie jest dobra opcja...
S
SUGA3
prof. Simonides jedynie usiluje przekazac ze tu nie chodzi o umieranie za kraj, tylko o ZYCIE dla kraju - czy to wazne czy jestes Polakiem/Niemcem/Slazakiem?

niestety w polskich szkolach uczy sie jedynie hurrapatriotyzmu i tego ze 'wojne wygrali Polacy' (co jest wierutna bzdura, btw) - przykladem jest rozwodzenie sie nad romantyzmem i ledwie dotykanie pozytywizmu na lekcjach jezyka polskiego...

na historii zas gloryfikuje sie bezsensowne hekatomby w rodzaju Powstania Warszawskiego - zawsze myslalem ze historii uczy sie po to zeby nie powtarzac tych samych bledow, a jak patrzy sie na obecna polska, pozal sie Boze, 'klase polityczna' to analogie do demokracji szlacheckiej i tzw. klasy rzadzacej w 1939 nasuwaja sie same...

moja rodzina pochodzi ze wschodu (Zbaraz, Stanislawow, itp.), moja mama urodzila sie juz w Namyslowie a ja w Opolu - sam czuje sie Slazakiem bo sie tutaj urodzilem: w moim domu nie mowilo sie gwara, ale ja rozumiemy i szanujemy ludzi, ktorzy chca pielegnowac swoja tradycje, chyba o to chodzi, prawda?

kilka miesiecy temu przyjechalem do Polski na urlop - milo bylo porozmawiac sobie z 'miejscowymi' sasiadami o tym jak wszyscy kochamy nasza slaska ziemie, nasz 'Heimat' (tak, Heimat, nie trzeba byc Niemcem zeby rozumiec to okreslenie i sie pod nim podpisywac) - czy ktos widzi w tym cos zlego?
"§"
Dzieki za ten obiektywny wpis. Mysle, ze wiekszosc Polakow i Niemcow na Slasku tak czuje i dzieli z Toba zdanie. Nacjonalisci, po obu stronach zachodniej granicy Polski krzycza glosno, bo jest ich bardzo malo i tylko poprzez "krzyk" moga(chca) zwrocic na siebie uwage.
D
Dr. Ch.
W dniu 12.11.2009 o 08:07, GoBo napisał:

Trzeba sobie czasem jednak uświadomić, że nie zjedliście wszystkich rozumów i nie macie monopolu na śląski patriotyzm,


Każdy ma prawo do tej narodowości, do której się poczuwa. Krytykowanie Slązaków za to że czują się Niemcami-Slązakami odpowiada odmawianiu Polakowi prawa do własnej narodowości. Wczoraj świętowaliście uwolnienie się od zaborów, gdzie przez 150 lat polska tożsamość zniknęła przynajmniej z mapy. I słusznie, że dzisiaj Polak cieszy się z niepodległości. Ale ten sam Polak już z tej właśnie racji nie może innym odmawiać ich narodowości. Narodowość to nie paszport, to coś subjektywnego. Są Niemcy na Sląsku, ale obok nich i Slązacy, ale i Niemcy-Slązacy i Polacy-Slązacy. Dlaczego nie można pogodzić się z tą różnorodnością. Tylko fanatycy i niedouczeni nie potrafią tego zaakceptować. Przykład: była NRD: tam największa ciemnota i hołota bez pracy i z butelką piwa w ręce goni za wszystkim co inne, by to inne zatłuc. Takich stosunków na Górnym Sląsku nie chcemy. Ale tony w ty kierunku idą przede wszystkim ze strony polskich nacjonalistów na forach m.i. NTO.
"§"
W dniu 12.11.2009 o 08:06, ~Dzięgiel~ napisał:

zupełnie jak u naszego Tuska.


Co ty? Przeciez Tusk to nie Slazak.
G
GoBo
W dniu 12.11.2009 o 06:09, Gość napisał:

W kazdym Slazaku bija dwa serca....kto jest temu winny????



Nie w każdym. Pani Profesor Simonides prezentuje czysto propolskie sentymenty. Nie ma w niej serca niemieckiego i polskiego (zaraz pewnie powiecie, że chodziło o serce śląskie i polskie, a w niej bije jedno serce - śląskie, czyli polskie). Jest przykładem na to, co większości Ślązaków na tym forum nie mieści się w głowie, że można być Ślązakiem-Polakiem. Bo wg was i wg tutejszych gazetek jak "NTO" i opolskie "GW", to ewidentnie utożsamiacie Ślązaka z Niemcem, albo "niewiadomoczym" - naradowością śląską, byle nie z Polakiem, a polskie obywatelstwo widać was niektórych mocno uwiera. Trzeba sobie czasem jednak uświadomić, że nie zjedliście wszystkich rozumów i nie macie monopolu na śląski patriotyzm, tak samo jak PiS nie ma monopolu na polski patriotyzm, a Radio Maryja nie ma monopolu na katolicyzm.
Dodaj ogłoszenie