Strzelanina pod Opolaninem. Adwokat napadniętego właściciela...

    Strzelanina pod Opolaninem. Adwokat napadniętego właściciela kantoru przedstawia jego wersję wydarzeń

    fot. Krzysztof Świderski

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Według plotek bandyta zginął trafiony kulą w głowę. W rzeczywistości zmarł od postrzału w pierś.

    Według plotek bandyta zginął trafiony kulą w głowę. W rzeczywistości zmarł od postrzału w pierś. ©fot. Krzysztof Świderski

    Rozmowa z adwokatem Sławomirem Wojciechowskim, pełnomocnikiem właściciela kantoru z Opola, który - napadnięty - zastrzelił bandytę.
    Według plotek bandyta zginął trafiony kulą w głowę. W rzeczywistości zmarł od postrzału w pierś.

    Według plotek bandyta zginął trafiony kulą w głowę. W rzeczywistości zmarł od postrzału w pierś. ©fot. Krzysztof Świderski


    - Jak to jest, że człowiek, którego napadnięto i który broniąc się, zastrzelił napastnika, najpierw wylądował w areszcie, a teraz musi korzystać z pana usług, ponosząc, jak się domyślam, niemałe koszty?
    - Ja tego nie rozumiem do końca. Może chodzi o to, że komuś coś nie wyszło i teraz trzeba koniecznie znaleźć winnego.

    - W amerykańskim filmie wyglądałoby to tak, że zaraz po napadzie właściciel kantoru, okryty kocem termicznym i pojony kawą przez policyjną panią psycholog, złożyłby zeznania w radiowozie, po czym szeryf oddałby mu broń, pogratulował, poklepał po ramieniu i kazał odwieźć do domu. I byłoby po sprawie. Dlaczego więc napadniętym interesuje się prokurator.
    - Bo zginął człowiek.

    - Chcącemu nie dzieje się krzywda. Ten człowiek dokonał zamachu na cudzą własność i życie. Był bandytą.
    - Owszem, pytanie tylko brzmi: czy musiał zginąć. A ponieważ cała akcja była nadzorowana przez służby państwowe, trzeba ją dokładnie wyjaśnić. Stąd śledztwo w aż trzech wątkach: napadu, obrony koniecznej i zaniedbanie obowiązków przez policję.

    - Co tak naprawdę stało się 7 stycznia pod "Opolaninem"?
    - Mój klient dostał informację od policji, że najprawdopodobniej szykowany jest na niego napad.

    - Jak dostał tę informację?
    - Przyszedł do niego policjant, wywołał go z kantoru i poinformował. Potem jeszcze kilka razy dzwoniono do mojego klienta, potwierdzając informację i dając różne wskazówki. Taki telefoniczny ping-pong, który go tylko nakręcał, wpędzał w stres.

    - Jakie wskazówki?
    - Na przykład, żeby robił wszystko to, co zaplanował na ten dzień. Żeby wyszedł do banku, żeby załatwiał sprawy na mieście.

    - Chciano sprawdzić, czy ma za sobą ogon?
    - Nie, raczej chciano, żeby przestępcy, którzy śledzili mego klienta, doszli do przekonania, że on się niczego nie domyśla, że wszystko idzie po ich myśli.
    - To by sugerowało, że policji bardzo zależało na ich złapaniu. Dlaczego nie zrobiła tego przed napadem?
    - Bo w Polsce za samo spiskowanie i planowanie rozboju nic nie można człowiekowi zrobić. Dopiero jak się go złapie na gorącym uczynku. Opowiem panu krótką historię. No więc kiedyś policja dowiedziała się swoimi kanałami, że grupa pewnych bandziorów z okolic Głubczyc chce napaść na jakiś kantor. Policja nie czekała, aby ich złapać na gorącym uczynku, lecz interweniowała od razu. No, ale niczego nie udało się udowodnić, mimo że sprawa wyglądała poważnie, bo oprócz broni u spiskowców znaleziono jeszcze wodę królewską.

    - A co to takiego?
    - To mieszanka kwasów, która doskonale rozpuszcza zwłoki i metale.

    - Za spiskowanie się nie karze, ale za udział w grupie przestępczej już tak.
    - Ale grupa przestępcza musi spełniać pewne warunki. Musi być struktura, szef, kierownictwo i jakaś jej historia...

    - A tych czterech napastników spod "Opolanina" to były, jak słyszałem, jakieś drobne żule.
    - Niekoniecznie. Nie chcę się bawić w plotki i domysły, ale w końcu, jak podają media, policja podsłuchiwała ich telefony, to czy rzeczywiście to były, jak się pan wyraził, drobne żule? Kwestia do dyskusji, a przynajmniej do postawienia kilku pytań.

    - Które zada pan na rozprawie, jeśli do niej dojdzie? Jakie to pytania?
    - Pan rozumie, że ja się przed panem nie mogę zdradzać z mojej taktyki w tej sprawie. Nie mogę się teraz wystrzelać...

    - ... jakkolwiek by to brzmiało w kontekście sprawy. Co to za ludzie te bandziory?
    - Nie wiem dokładnie. Dwóch spod Wałbrzycha, dwóch spod Opola. Zginął jeden z tych spod Wałbrzycha.

    - Wróćmy zatem do tamtego dnia. Pana klient dostaje od policji informację, że będzie napad. Czy policja jakoś go do tego przygotowuje?
    - Nie za bardzo. Wie pan, mój klient odegrał rolę przynęty, której nie zabezpieczono ani fizycznie, ani psychicznie. Nikt go nie przygotował psychologicznie, nie porozmawiał twarzą w twarz. Jakoś mu mogli humor poprawić. Daliby mu przynajmniej dla pokrzepienia kamizelkę kuloodporną...

    - Przecież napastnicy byli nieuzbrojeni.
    - Po pierwsze, byli uzbrojeni, tyle że nie w broń palną. A po drugie, okazało się to dopiero po fakcie. Gdyby policja wiedziała na sto procent, że oni nie będą uzbrojeni, toby nie posyłała na zasadzkę funkcjonariuszy uzbrojonych po zęby. Policjanci mieli najnowocześniejsze automatyczne pistolety maszynowe ze specjalnymi celownikami, wyższa szkoła jazdy.

    - A w co byli uzbrojeni napastnicy?
    - W paralizator i gaz obezwładniający.

    - A pana klient powiedział policji, że ma broń?
    - Tak.

    - I co?
    - I nic. Przecież policja nie mogła mu jej odebrać, bo na jakiej podstawie? Ja uważam, że miał prawo posiadać broń. Ma na nią zresztą legalne pozwolenie.

    - Wcale nie twierdzę, że mu miała odebrać. Ostrzegać kogoś przed napadem, a potem go rozbrajać byłoby skrajną głupotą. Jest zatem 7 stycznia. Kantor w "Opolaninie", zbliża się fajrant…
    - Mój klient bierze torbę i wychodzi. Idzie w kierunku swojego samochodu.

    - Czy widział bandytów? Albo policjantów? Czuł, że jest obserwowany?
    - Nie. Dopiero po fakcie przypomniało mu się, że widywał pod domem to audi A8, którym sprawcy podjechali na napad. Widywał je często, gdzieś tak w przeciągu miesiąca.

    - A co miał w torbie, pieniądze?
    - Nie, jakieś śmieci. Tak mu kazała zrobić policja.

    - I teraz prokurator powie, że w obronie śmieci zastrzelił człowieka.
    - Nie w obronie śmieci, lecz w obronie swego życia i zdrowia. Gdy doszedł do swojego auta i usiadł za kierownicą, do samochodu wtargnął napastnik. Objął mojego klienta za szyję i zaczął dusić. W tym czasie z drugiej strony podbiegał do auta inny napastnik, ten miał w ręku paralizator. I wówczas padł strzał. Ten, który dusił mojego klienta, wyszedł jeszcze z samochodu, zanim upadł.

    - Wyszedł z samochodu z przestrzeloną głową? Ponoć wypłynął mu mózg przez dziurę.
    - To bzdura, kolejna plotka, która ustawia mojego klienta w złym świetle. Bo skoro ktoś strzela w głowę, to pewnie w nią wycelował i nie miał skrupułów. Otóż nie, kula trafiła przestępcę w klatkę piersiową. A tego drugiego złapał i skuł policjant, który wyskoczył z zasadzki.

    - A potem policjanci zatrzymali ofiarę napadu.
    - To smutne, bo zrobili to ci sami ludzie, którzy wcześniej namawiali mojego klienta do współpracy. Ja rozumiem, że było nerwowo, że padł strzał, zginął człowiek, ale można było obejść się z kantorowcem jakoś przyzwoiciej. Przecież mało kto by poszedł na taką współpracę. Ktoś inny spuściłby roletę w kantorze, pozamykał drzwi na cztery spusty i wyjechał na urlop.

    - A potem zadzwonił ktoś chociaż, żeby powiedzieć: "dziękujemy, panie Józku"?
    - Nie. Ani nie podstawiono radiowozu pod dom, choć interweniowałem. Ani nie pojawił się u mojego klienta psycholog. W przypadku, gdyby tego rodzaju zdarzenie dotknęło policjanta, zyskałby on szeroką pomoc.

    - A był potrzebny psycholog?
    - Nie wiem, ale należało pomóc. Inna rzecz, że mój klient jest zdruzgotany po tym, co się stało. Na początku nie dało się z nim porozmawiać, teraz dochodzi do siebie. Nie jest łatwo mieć człowieka na sumieniu.

    - Pan, zanim został adwokatem, był prokuratorem śledczym. To pan wsadził posłankę Jakubowską.
    - Nie wsadziłem, tylko wystąpiłem o areszt. A dlaczego pan pyta?

    - Bo chciałbym się dowiedzieć, co pan by zrobił, gdyby, będąc jeszcze prokuratorem, dostał tę sprawę. Umorzyłby pan czy czepiałby się?
    - Gdybym to dostał, tobym się postawił w roli tego człowieka. Prokurator ściga osobę za konkretny czyn dokonany w konkretnym stanie psychicznym. Czynem była tu obrona, a stan psychiczny to był jeden wielki stres i nerwy, podkręcone oczekiwaniem na napad i świadomością, że gdy następuje napad na kantor, to trup ściele się gęsto. Przecież wszystkie tego typu doniesienia prawie zawsze mówią o ofiarach. Rannych i zabitych pracownikach kantorów. Tak bym patrzył jako prokurator. A jako adwokat, uważam, że nie doszło do przekroczenia granic obrony koniecznej. Mój klient został napadnięty w swoim aucie, miał prawo się bronić wszelkimi sposobami. Nie można wywodzić negatywnych skutków prawnych wobec osoby, która nie ze swojej winy znalazła się w takiej sytuacji.

    - Czy winna śmierci bandyty jest zatem policja?
    - Przede wszystkim śmierci przestępcy jest winien sam przestępca. Każdy szuka teraz winy po jednej albo po drugiej stronie, to znaczy albo po stronie policji, albo po stronie mego klienta. A wina jest przede wszystkim po stronie przestępców! Rozmawiałem z tymi policjantami, są naprawdę przybici tym, co się stało. Ale nieporozumieniem jest oskarżać ich ad hoc, kiedy nie zna się specyfiki takich akcji. To jest życie, a życia nie można okiełznać, nie można na wszystko wypracować gotowych procedur. A gdyby odebrali memu klientowi przed akcją broń, a ten napastnik zabiłby go potem ciosem karate, to co? To by była awantura pod tytułem: dlaczego policja zabrała mu broń. Praca policji to nie fabryka, tu się zdarzają rzeczy, jakich nikt by nie wymyślił. Wiem coś o tym, bo jako śledczy długo z policją współpracowałem. Ja rozumiem, o co im chodziło.

    - O co?
    - Żeby złapać sprawców na gorącym uczynku, a potem wyeliminować ich ze społeczeństwa długimi wyrokami. I to trzeba docenić.

    - A musi teraz państwo polskie ciągnąć tę sprawę? Nie może jej zamknąć i dać pana klientowi złoty zegarek albo wysłać go na wczasy?
    - Nie musi. Kodeks postępowania karnego przewiduje, że można ją umorzyć. A co do wczasów, to kto by poszedł w takie koszta..., ech... Wie pan, boję się, żeby ten człowiek, który z sojusznika stał się ofiarą, nie stał się jeszcze przeciwnikiem wymiaru sprawiedliwości. To znaczy, żeby nie został potraktowany jak przeciwnik porządku prawnego, którego przecież bronił. Będę go bronił, wykorzystując w pełni moją wiedzę. Ale liczę, że prokurator zakończy sprawę użycia broni przez mojego klienta umorzeniem.

    - Dziękuję za rozmowę.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (45)

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się
    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (45) forum.nto.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Warto zobaczyć

    Rewolucja w rozliczaniu podatków

    Rewolucja w rozliczaniu podatków

    Już w marcu koncert Julii Pietruchy!

    Już w marcu koncert Julii Pietruchy!

    Hakerzy kradną dane ze smartfonów, zabezpiecz je.

    Hakerzy kradną dane ze smartfonów, zabezpiecz je.

    Nagroda Karola Wielkiego. Zgłoś się!

    Nagroda Karola Wielkiego. Zgłoś się!