reklama

Strzelecka 8. Katownia NKWD na warszawskiej Pradze

Jakub Szczepański
Kamienica przy Strzeleckiej 8
Kamienica przy Strzeleckiej 8 Google Maps
W latach 1944-1952 200 tys. Polaków padło ofiarą represji ze strony NKWD. Na Pradze północ znajdowała się główna katownia, do której radzieccy siepacze dręczyli zatrzymanych.

Jest zaledwie wrzesień 1944 roku. Po lewej stronie Wisły trwa jeszcze Powstanie. Ale na prawym brzegu buszują już funkcjonariusze NKWD. Wróg numer jeden: niepodległościowe polskie Państwo Podziemne, które może boleśnie krzyżować plany radzieckiego okupanta. Dlatego komunistyczni agenci muszą być wszędzie. I są wszędzie. Od Otwocka przez Legionowo, Karczew i Marki aż po samą Warszawę. Pechowcy, którzy mają nieszczęście wpaść w ich ręce są natychmiast zabijani albo odczuwają nieludzkie cierpienie. ,,Śmierć naszym wybawieniem” - wydrapują na ścianie w jednej z zatęchłych sowieckich cel.

Dookoła ciemność gęsta jak mgła. Czerń rozświetla jedynie słabe światło sączące się ze starej żarówki wiszącej na kablu wystającym z sufitu. W powietrzu kłęby papierosowego dymu. Nagi mężczyzna stoi po kolana w lodowatej wodzie. Drży. Wokół kilku facetów z metalowymi prętami owiniętymi grubym drutem. Bezceremonialnie przyglądają się swojej ofierze zadając kolejne pytania. Chcą przede wszystkim adresów i nazwisk. Ale AK-owiec ciągle milczy jak zaklęty. W końcu jeden z funkcjonariuszy sowieckiej bezpieki nie wytrzymuje. Łapie chłopaka za głowę. Inny, rutynowo zbliża ostro zakończony pręt na jakieś trzy centymetry od oka Polaka. Chodzi o to, żeby ofiara nie mogła się schylić. I wtedy wszystko się zaczyna. Razy spadają na nagie plecy, obijają nerki i wątrobę, masakrują kark oraz nogi. Aż do momentu, kiedy więzień traci przytomność.

Podobne metody należały do kanonu przesłuchań w sowieckim więzieniu politycznym na Pradze Północ, w piwnicach przy ulicy Strzeleckiej 10. A tylko w samej Warszawie podobnych miejsc było kilkadziesiąt.

Katownia w stanie idealnym
Strzelecka 8 (dawniej 10), Praga Północ. Popołudnie na zewnątrz robi się już szaro. Stoję przed bramą starej, obdrapanej kamienicy. Wygląda co najmniej przeciętnie. Jak na tutejsze standardy. To właśnie tego popołudnia, pracownicy IPN pokażą nienaruszone części piwnic, które w czasach szalejącego stalinizmu wykorzystywano jako katownie NKWD.

CZYTAJ TAKŻE: Mariusz Żebrowski: Wyzwolenie to był jeden, wielki zbiorowy gwałt. Sowieci czuli się bezkarni

Dziennikarze oczywiście wpychają się jako pierwsi, wyłudzając otwarcie drzwi od podstarzałego administratora kamienicy. Piwnice są ciemne, bo od lat nikt nie zajmował się piwniczną instalacją elektryczną. O oknach nawet nie ma co marzyć. Jeśli gdziekolwiek są, to pozasłaniano je metalowymi blaszkami. Wyświetlacze telefonów komórkowych niewiele dają, ale niektórzy mają ze sobą latarki. W końcu dołączam do dziennikarzy Polsatu. Mają kamerę, która pozwala na oświetlenie egipskich ciemności panujących w korytarzach przy Strzeleckiej 8. Dopiero teraz można się rozejrzeć.

Pierwszym co rzuca się w oczy jest karcer. Mieści się tuż przy schodach prowadzących do katowni. Nie brakuje tam napisów wyrytych w cegle, wszędobylskiego pyłu, brudu czy śmieci. Sufit pomieszczenia jest pochyły, a metraż może jedynie wzbudzać współczucie dla ludzi, których zamykano w tym miejscu. Z trudem mieszczą się tu trzy osoby. A to przecież dopiero początek zwiedzania.

Zaraz przy schodach korytarz dzieli się na dwie odnogi. Lewa jest ślepym zaułkiem, prawa łączy piwnice z resztą kompleksu. Na drewnianych drzwiach poszczególnych piwnic widać podpisy, w większości narysowane węglem. To głównie numery cel. Idąc trzeba cały czas uważać pod nogi, żeby przypadkiem się nie potknąć. Pomieszczenia do których mamy dostęp niewiele się od siebie różnią. Zazwyczaj stoją tam jakieś szafki, słoiki - słowem - to, co zazwyczaj trzyma się w piwnicy. Wyobraźnię rozbudzają otwory służące za judasze, przez które funkcjonariusze nadzorowali stłoczonych więźniów.
Przewodnik, który razem ze swoją latarką wyłania się z ciemności pokazuje kolejną celę. Na ścianach wydrapano napisy, kalendarze czy słowa modlitwy skierowane do Najwyższego. - To pierwsza wizyta dziennikarzy. Wcześniej byliśmy tu jedynie z prokuratorem. Te napisy zasłaniał regał ze słoikami, sami byliśmy zaskoczeni - mówi Jacek Pawłowicz z IPN, wskazując na kalendarz misternie wydrążony w cegle. - Mieszkania w tym budynku otrzymali później funkcjonariusze UB, niektórzy mieszkają tu do tej pory. W Warszawie były problemy lokalowe, a charakter tych piwnic w niczym nie przeszkadzał mieszkańcom budynku. To cud, że niczego tu nie zniszczyli, bo podobne sytuacje często miały miejsce w latach 90-tych - wtrąca przewodnik.

Z dokumentów i prac IPN wynika, że tylko w marcu 1945 r. dochodziło na warszawskiej Pradze do kilku egzekucji dziennie. Przynajmniej przez trzy tygodnie. Mordowano tuż nad ranem. W rzędzie wieszano siedmiu, ośmiu skazańców - wyroki wykonywano w więzieniu przy 11 Listopada, w tzw. „TOLEDO”. Na Strzeleckiej nie wykonywano wyroków śmierci, tam po prostu zamęczano ludzi na śmierć.

„Śmierć naszym wybawieniem” - to napis wyryty w jednej z piwnic. Powstał tam nie bez kozery. W swoich wspomnieniach, żołnierzy AK oraz innych działaczy podziemia niepodległościowego, którym udało się przeżyć często padają opisy wymyślnych tortur stosowanych przez NKWD. Znęty(?) były nieodłączną częścią składową każdego śledztwa. ,,Zaczynano od kilkuset przysiadów w czasie seansu przesłuchania, bicia, kopania, wykręcania i gniecenia palców u rąk i nóg, bicia pałką gumową od pasa w dół, prętem żelaznym od rezerwuaru ubikacji w pośladki /tzw. pióro/ i duszenia krtani” - wspomina Andrzej Leśniewski referent w Departamencie Spraw Zagranicznych Delegatury Rządu RP na Kraj, który odczuł reżim komunistyczny na własnej skórze.

Wbrew pozorom, brutalne bicie było jedną z łagodniejszych form stosowanych przez „śledczych”. Jeśli przemoc nie skutkowała aresztanta wysyłano do karceru, pomieszczenia mierzącego 120-140 cm wysokości. Podłoże było najczęściej gliniane i zanieczyszczone kałem. W takich warunkach nieszczęsnych, przemarzniętych żołnierzy pozostawiano nawet na dwie doby. Skuteczną i jak można się tylko domyślać, lubianą przez NKWD torturą było wychładzanie organizmu ofiary. Żołnierzy polewano zimną wodą i zamykano na mrozie, w celach bez okien. Na uwagę i odnotowanie zasługuje też zmuszanie do siadania kością ogonową na nodze odwróconego stołka (tzw. „pal Andersa”) z nogami opartymi nisko nad ziemią. Taka pozycja była niewiarygodnie trudna do utrzymania, co często owocowało ranami odbytu.

CZYTAJ TAKŻE: Mariusz Żebrowski: Wyzwolenie to był jeden, wielki zbiorowy gwałt. Sowieci czuli się bezkarni

Ale sowieccy agenci nie ograniczali się wyłącznie do tortur fizycznych. Na porządku dziennym były stugodzinne przesłuchania. Oczywiście były połączone z biciem, jednak podczas takich praktyk ofiary nie mogły spać, co prowadziło do totalnego wyczerpania psychicznego i fizycznego. Przesłuchiwani nie mieli pojęcia o czym tak naprawdę mówią i na jakie pytania odpowiadają. Zdarzali się jednak ludzie nieugięci. W takich uderzano najbardziej. NKWD wmawiało swoim ofiarom, że przetrzymują ich najbliższych. ,,Ponieważ wokoło słyszało się krzyki bitych i torturowanych kobiet, było to najcięższe przeżycie, które wielu przesłuchiwanych kompletnie załamywało” - wspomina „Duchnowski” Leśniewski.

Z relacji przetrzymywanych wynika, że często załamywali się ludzie pozornie silni fizycznie, a paradoksalnie dawali sobie radę ci słabsi. Jednak nie ma tu mowy o żadnej regule. Jak radzili sobie katowani i więzieni? W celach nie wolno było mieć ani mszalnika, ani książeczki do nabożeństwa. Kategorycznie zakazane były także głośne modlitwy i psalmy. Nie zmienia to faktu, że te zakazy notorycznie łamano, ponieważ prośby do Boga dawały skazańcom ukojenie. Podobne doniesienia potwierdzają zresztą napisy wydrapane w katowni przy Strzeleckiej 8.
Chociaż w wypadku tak okrutnego traktowania nie można mówić o zabijaniu wolnego czasu, to jednak więźniowie organizowali sobie krótkie chwilę w których mogli odetchnąć od tortur. Niektórzy recytowali fragmenty „Trylogii” Sienkiewicza, inni - podobnie jak w obozach koncentracyjnych III Rzeszy - robili sobie bierki szachowe z chleba. Skala tortur powodowała również, że dla własnego komfortu, jeżeli można użyć tutaj tego słowa, zgadzali się na podpisywanie kłamliwych ocen i faktów. Podobne „kompromisy” zależały od odporności fizycznej i psychicznej jednostki, jak również od rodzaju stosowanych tortur.

CZYTAJ TAKŻE: Mariusz Żebrowski: Wyzwolenie to był jeden, wielki zbiorowy gwałt. Sowieci czuli się bezkarni

Historycy IPN wyróżnili kilka kategorii ofiar represji systemu stalinowskiego. To ludzie aresztowani, przymusowo wcieleni do Armii Czerwonej lub „ludowego” Wojska Polskiego, zamęczeni podczas śledztwa, skazani na śmierć czy rozstrzelani bez sądu. Niemniej, informacje są nie do końca precyzyjne. - Na dobrą sprawę nie jesteśmy w stanie dojść do wszystkich ofiar. Dysponujemy danymi szacunkowymi. Dokładnie nie wiemy w ilu miejscach w Polsce pochowani są ludzie. Chodzi o takie akcje Sowietów jak chociażby obława augustowska. Właściwie każde miasto w Polsce ma takie miejsce - wyjaśnia Marcin Łaszczyński z IPN.

Łączną liczbę obywateli polskich, którzy padli ofiarą stalinizmu szacuje się na 1,8 mln ludzi, z czego 150 tys. osób straciło życie. Większość Sowieci gnębili w latach 1939-1941. Wówczas represje objęły 1,6 mln osób. Kolejne 200 tys. ludzi cierpiało od 1944 aż do 1952 roku.

Korzystałem z:

- „Żołnierze Komendy Głównej Armii Krajowej wspominają...”, Oficyna Wydawnicza POMOST, Warszawa 1994 r., pracowanie zespołowe pod red. Krystyny Wyczańskiej

- ,,Sowieckie represje wobec polskiego podziemia niepodległościowego w Warszawie i okolicach na przełomie 1944 i 1945 roku”, Sławomir Kalbarczyk w: Pamięć i Sprawiedliwość nr 2, 2002 r., wyd. IPN

- „Czerwona mapa Warszawy”, Tomasz Łobuszewski w: „Warszawa miasto w opresji”, wyd. IPN Warszawa 2010

***********************

TUTAJ - w serwisie prasa24.pl mogą Państwo już teraz kupić e-wydanie Naszej Historii: PRASA24.PL

Zapraszamy także na profil Naszej Historii na FACEBOOKU i do obserwowania naszego konta na TWITTERZE.

Tweety użytkownika @naszahistoria

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Materiał oryginalny: Strzelecka 8. Katownia NKWD na warszawskiej Pradze - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

s
spokojny

Zgodnie z polityczną poprawnością mówimy sowieci ale nie Rosjanie.
Mówimy Niemcy ale nie naziści.

Ż
Życzliwa

NKWD, MBP, a potem UB nigdy bez powodu nikogo nie zamykało i nie prześladowało. Oni pilnowali państwa przed zachodnią agenturą i polskimi sprzedawczykami za amerykańskie tenisówki. Nikt za darmo nie był poddawany śledztwom, a jakieś tortury to w sporym stopniu późniejsze wymysły. Funkcjonariusze UB to byli kumaci ludzie, którzy wiedzieli co i jak robić ze zdrajcami, nawet jeżeli czasem pomęczyli troszkę jakiś leśnych bandytów, upowców czy tych z werwolfu, to bardzo dobrze i ja wcale im się nie dziwię.

j
jan

Czy pismaki muszą tak zniekształcać rzeczywistość.Dlaczego nie są brane twarde dane np. z IPN ,który obliczył,iż w latach 1939-1956 z rąk radzieckich zginęło ok 150.0tys ludzi(biorac pod uwagę Katyń,wywózki na Sybir,operacje przyfrontowe w 1944/1945)Czyli tyle osób ile w ciągu okupacji niemieckiej ginęło w ciągu miesiąca.Wiem ,że każda śmierć jest tragedią,ale znajmy te liczby.Przedłużenie okupacji niemieckiej o kilka miesięcy spowodowałyby ogromne straty.Dlatego ponad 90 % Polaków witało Armię Czerwoną jako wyzwolicieli.

B
Bea

należało was szwabom zostawić

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3