Czeka nas katastrofa klimatyczna? Rafał Maszewski: "Świat się obudzi, kiedy naprawdę zacznie się źle dziać"

Anita CzuprynZaktualizowano 
Rafał Maszewski: Niestety, nawet niektórzy politycy nie do końca biorą na serio problemy związane z klimatem
Rafał Maszewski: Niestety, nawet niektórzy politycy nie do końca biorą na serio problemy związane z klimatem pixabay
Każdy może snuć w swojej głowie różne teorie spiskowe, ale wystarczy spojrzeć na fakty: klimat wyraźnie się ociepla, temperatury są coraz wyższe i temu nie da się zaprzeczyć - mówi klimatolog Rafał Maszewski.

Czeka nas katastrofa klimatyczna?
Zależy, jaki okres bierzemy pod uwagę. Myślę, że jeszcze nie w najbliższych latach, ale patrząc na to, co dzieje się obecnie, jak szybko ociepla się Arktyka, jak szybko znika tam morski lód, przy takiej emisji dwutlenku węgla, faktycznie źle to wygląda.

Na to wskazuje właśnie Raport Międzyrządowego Panelu do spraw Zmian Klimatu przy ONZ. Naukowcy podają nawet datę - za 12 lat czeka nas katastrofa. Dlaczego?
Przyjęto, że średnia temperatura Ziemi nie powinna wzrosnąć powyżej 1,5 stopnia w porównaniu z okresem przedprzemysłowym. Obecnie wzrosła do 1 stopnia i niestety, ta temperatura wciąż rośnie. Jeśli przekroczy 2 stopnie, to niewiele już będziemy mogli zrobić; klimat tak się rozreguluje, nastąpi dużo większe ocieplenie i to niezależnie od działalności człowieka. Słowem, klimat wyrwie się spod kontroli, a przyczyną będą tak zwane sprzężenia zwrotne, o których więcej za chwilę. Ale trzeba też zauważyć, że i dzisiaj klimatu nie mamy pod kontrolą. Czy tak się więc faktycznie stanie? To są założenia, ale nikt tego do końca nie wie, czy wzrost temperatury o 2 stopnie będzie tą granicą czy może o 3 stopnie.

Wciąż pokutuje w nas myślenie, że jeśli sąsiedzi palą w piecach, czym popadnie, to co zmieni, jeśli ja tego nie będę robić?

Co da dzisiaj ograniczenie dwutlenku węgla?
Z pewnością ograniczy wzrost temperatury, chociaż gdybyśmy nawet w tej chwili w ogóle przestali dostarczać dwutlenek węgla do atmosfery, to klimat i tak będzie się ocieplał. Wolniej, ale temperatura nieuchronnie będzie rosnąć, bo tego dwutlenku węgla nagromadziło się dużo. To gaz cieplarniany, który jest mocno antropogeniczny. Oczywiście przyroda też go dostarcza, ale dzieje się to w miarę stabilnie, natomiast człowiek dodatkowo dorzuca swoją część. Dwutlenek węgla działa jak przysłowiowa szklarnia czy samochód pozostawiony w słoneczny dzień na parkingu - będzie się nagrzewać bardzo szybko, promieniowanie słoneczne (krótkofalowe) szybko przenika do środka, ale zamieniając się w promieniowanie długofalowe (cieplne) nie może się z niego wydostać. Szyby powodują, że to ciepło nie może wypromieniować w górę atmosfery, stąd temperatura gwałtownie wzrasta. CO2 ma podobne właściwości - promieniowanie słoneczne zamienia się w ciepło, ale duża jego część nie może wypromieniować w górę atmosfery i zostaje. Gdyby to ciepło nie było zatrzymywane przez gazy cieplarniane i bez przeszkód wypromieniowało, też nie byłoby dobrze, bo średnia temperatura na poziomie 18 stopni sprawiłaby, że życie na Ziemi byłoby praktycznie niemożliwe, a zamiast błękitnej planety mielibyśmy kulę śnieżną. A zatem efekt cieplarniany, dwutlenek węgla i wszystkie inne gazy są też dla nas korzystne, bo pozwalają na życie na Ziemi. Tyle że działalność człowieka powoduje, że dokładamy coraz więcej szyb do tej szklarni, one są coraz grubsze, więc coraz mniej ciepła ucieka w górę atmosfery, w kosmos, a coraz więcej gromadzi się go przy ziemi, podnosząc nam temperaturę powietrza.

Nie wszyscy się z tym zgadzają.
Oczywiście, zdania są podzielone, są tacy, którzy uważają, że człowiek nie ma na to żadnego wpływu, że inne czynniki naturalne są za to odpowiedzialne.

Ale zanim o tym porozmawiamy, to co się stanie, jeśli klimat ociepli się o 3 stopnie?
Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że przekroczymy wtedy kilka punktów krytycznych dla klimatu, który wywoła tak zwane sprzężenie zwrotne. Istotną rolę w chłodzeniu naszej planety ma lód w Arktyce. Arktykę można obrazowo porównać do klimatyzatora Ziemi - powoduje, że temperatura nie rośnie aż tak szybko, ponieważ lód odbija w przestrzeń kosmiczną promieniowanie słoneczne, dzięki temu woda pod nim nie nagrzewa się pod wpływem słońca. Jeżeli latem ten lód zniknie, a trwa tam dzień polarny, czyli słońce świeci przez kilka miesięcy całą dobę, to spowoduje, że zaczną się nagrzewać wody Oceanu Arktycznego, zaczną gromadzić ciepło, a to sprawi, że zimą te wody będą wolniej zamarzać, lodu będzie coraz mniej, aż w dłuższej perspektywie może zniknąć. Wówczas temperatura zacznie jeszcze bardziej rosnąć, bo nie będzie „chłodzenia” przez lód. Istnieje więc obawa, że ustąpienie pokrywy lodowej spowoduje dodatkowe przyspieszenie ocieplenia. Te obawy są uzasadnione, bo lód w Arktyce w ostatnich latach jest w coraz gorszym stanie; jest go coraz mniej. Mimo że tego roku były tam sprzyjające warunki ku temu, by ten lód się nie topił zbyt szybko - było pochmurno, a anomalie dodatnie temperatury powietrza były niezbyt duże. Z roku na rok wieloletni lód znika, jest go coraz mniej, pojawia się głównie lód sezonowy, który latem łatwo się topi. To wszystko sprawia, że ta arktyczna chłodnica Ziemi zaczyna szwankować, a zatem zmiany pogodowe, jakie za tym idą, dotyczą również Europy i Polski, ponieważ, obok Oceanu Atlantyckiego, Arktyka jest tzw. kuchnią pogodową dla naszego kontynentu. Prąd strumieniowy, który przebiegał z zachodu na wschód, obiega nas i zaczyna meandrować, tak jak meandruje rzeka. Przemieszcza się, zakręca, a kiedy odbije na północ, to z południa długo płynie ciepłe powietrze, przez co mamy taką anomalię, że przez kilka miesięcy utrzymuje się bardzo wysoka temperatura, nie ma opadów. W tym roku praktycznie od drugiej połowy kwietnia tego właśnie doświadczyliśmy.

Na czym konkretnie ma polegać ta klimatyczna katastrofa? Co się może wydarzyć?
Po pierwsze, wysokie temperatury powietrza, czyli fale upałów. Zjawisko groźne, szczególnie w dużych miastach; one już się zdarzają. Przypomnę, że w 2003 roku w Europie kilkadziesiąt tysięcy ludzi zmarło z powodu wysokiej temperatury. Fale gorąca będą coraz silniejsze, narażone są na nie szczególnie kraje południa Europy, północ Afryki, Bliski Wschód, Indie, Afganistan. Przy takim wzroście temperatury o 2-3 stopnie średniej globalnej - nam wydaje się to mało, ale w rzeczywistości oznacza bardzo dużo - może się okazać, że fale upałów będą tam dużo częstsze i dużo silniejsze. Życie przez dłuższy okres będzie tam utrudnione, a być może zupełnie niemożliwe. To spowoduje duże migracje ludzi w strefy chłodniejsze. Już teraz na tamtych terenach obserwujemy rekordowe temperatury. Problem więc polega na tym, że niektóre regiony świata, które już są gorące, staną się tak gorące, że ludzie będą zmuszeni się przenieść. A to oczywiście może uruchomić napięcia polityczne, konflikty, wojny, problemy z wodą. Dodatkowo będą rosły inne straty z tym związane, jak susze w rolnictwie, które już obserwowaliśmy w tym roku. Znaczne straty w niektórych regionach naszej planety generować będą również zjawiska takie jak powodzie, huragany i oczywiście zalania terenów przybrzeżnych spowodowane wzrostem poziomu wszechoceanu.

Kiedyś susze też się zdarzały.
Nikt tego nie neguje, zdarzały się. Różnica polega na tym, że teraz zdarzają się częściej, są bardziej dotkliwe i długotrwałe. Nie pojawiają się zjawiska, których nigdy wcześniej nie było, tylko się nasilają. Utrudniona będzie produkcja, a to też można uznać za sygnał katastrofy. No i gwałtowność pogody, czyli cyklony, ulewne deszcze, naprzemienne z suszą. Dużo energii w atmosferze w niektórych częściach świata będzie przyczyniać się do wzrostu gwałtowności tych zjawisk i większych strat, w tym zagrożenie życia ludzkiego.

Jak zmieni się krajobraz przyrodniczy? Niektóre tereny w Polsce będą pustynnieć?
Największym problemem będzie susza. Przy szybkim ociepleniu przyroda może mieć problem z dostosowaniem się do klimatu, bo gatunki, które teraz istnieją, przy długotrwałych suszach, będą się stopniowo wycofywać w kierunku północnym. Rośliny już teraz mają problem z przezimowaniem, przez susze nie zdążą uzupełnić wilgoci i zimy mogą nie przetrwać. Zarówno fauna jak i flora dłużej się dostosowuje do takich zmian, niż człowiek, który ma większą możliwość adaptacji do tego rodzaju zmian. Znikanie lodu już powoduje groźne konsekwencje dla niedźwiedzi polarnych, bo mają utrudniony dostęp do pożywienia. Wciąż jeszcze mamy zimy, ale jest już problem z oziminą, która zamiast przezimować, rusza z wegetacją. W Polsce ten problem polega na tym, że wegetacja szybko rozpoczyna się wiosną, ale potem przychodzą przymrozki, powodując wymarznięcie roślin. To w najbliższych przynajmniej kilkunastu latach może stać się dużym problemem.

Szczyt klimatyczny ONZ odbędzie się w tym roku w grudniu w Katowicach. Przyniesie decyzję o tym, że zrezygnujemy ze spalania węgla?
To pytanie do polityków, nie naukowców. Ale te wszystkie założenia mówiące o tym, że należy ograniczyć dwutlenek węgla, to, że mamy kwoty emisyjne CO2, które są bardzo kosztowne, sprawi, że będzie coraz drożej, jeśli będziemy się opierać głównie na węglu - jest to tak skonstruowane, żeby pod względem ekonomicznym zniechęcić do produkcji energii opartej na węglu. Drugą sprawą jest to, że te założenia nie są realizowane, więc wydaje mi się, że bardzo ciężko będzie osiągnąć to, że do 2050 roku węgiel powinien pozostać pod ziemią i nie powinniśmy go spalać. W wielu państwach na świecie na tę chwilę jest to niemożliwe, a dla rządzących niewyobrażalne. Wszystko można ograniczyć, ale jakim kosztem?

Jeśliby porównać, jakie koszty i jak kosztowne skutki niesie wydobywanie i spalanie węgla, to mogłoby się okazać się, że energia odnawialna w efekcie byłaby tańsza.
Zgadza się. Nawet gdyby odrzucić argumenty dotyczące klimatu, to dla powietrza i naszego zdrowia lepiej by było, gdybyśmy nie palili węglem, zwłaszcza w gospodarstwach domowych. Zbliża się zima, a z nią okres grzewczy i znów będziemy bić na alarm, że jest smog i lepiej nie wychodzić z domu. Ale jak powinniśmy działać, w jaki sposób to ograniczać, jeśli wśród niektórych polityków i opinii publicznej panuje przekonanie, że globalne ocieplenie to mit, wymysły i oszustwo? Bo takie głosy również się pojawiają. Każdy może snuć w swojej głowie różne teorie spiskowe, ale wystarczy spojrzeć na fakty: klimat wyraźnie się ociepla, temperatury są coraz wyższe i temu nie da się zaprzeczyć. Możemy jedynie dyskutować, kto się do tego przyczynia i jak temu zjawisku zapobiegać.

Są już przecież takie możliwości, technologie, aby pochłaniać z atmosfery dwutlenek węgla.
Są, ale bardzo drogie i wykorzystanie ich na masową skalę jest dziś praktycznie niemożliwe. Wspomniałem już o tym sprzężeniu zwrotnym - stopi się lód w Arktyce, to ocieplenie się nasili. Morza, oceany będą coraz cieplejsze, a to oznacza, że coraz mniej będą mogły gromadzić w sobie dwutlenku węgla. I to znów przyniesie ocieplenie, które z topiącej się wieloletniej zmarzliny uwolni dużo metanu i dwutlenku węgla, a co za tym idzie - ocieplenie znów przyspieszy. Gra więc bardziej toczy się o to, aby nie uruchomić takiego sprzężenia zwrotnego, kiedy to różne inne czynniki zaczną napędzać ocieplenie klimatu, bo to faktycznie może doprowadzić do katastrofy, którą ciężko będzie opanować. O to chodzi, by nie doprowadzić do przekroczenia punktu krytycznego.

Czy globalne ocieplenie wynika bezsprzecznie z działalności człowieka?
Fakty są takie, że temperatura rośnie, a większość badań jednoznacznie wskazuje, że to człowiek dokłada tę cegiełkę w postaci głównie dwutlenku węgla. Nie bez znaczenia jest również silny gaz cieplarniany, jakim jest metan, a wytwarzany m.in. przy produkcji rolnej.

Ale przecież klimat zawsze się zmieniał, od początku istnienia Ziemi.
Oczywiście. Niektórzy mogą powiedzieć, że to wszystko już było, cieplej też już było. Tyle że, po pierwsze, klimat zmieniał się dużo wolniej, a po drugie, nie było takiej cywilizacji, z jaką mamy teraz do czynienia. Przyroda wtedy miała czas dostosować się do zmian. Ale teraz żyjemy w innych czasach, zmiany następują szybciej. Nie ma więc znaczenia, że w przeszłości klimat się zmieniał. Ważne, że zmienia się teraz i będzie dla nas coraz bardziej niekorzystny. Naturalnym wydaje się więc przeciwdziałanie tym zmianom.

Co w polskiej aurze staje się już normą? Jeśli od ponad 20 lat każde następne lato jest cieplejsze?
Już od 24 lat nie było w Polsce chłodnego lata. To statystyczny ewenement, bo powinno się takie lato trafić (nie obserwujemy tego chociażby podczas zim). Przybywa dni gorących, upalnych, kiedy temperatura przekracza 25 i 30 stopni Celsjusza. Ten rok przyniósł rekordy gorących dni. Fale upałów mogą być niebezpieczne, tym bardziej że starzejemy się jako społeczeństwo, a osoby starsze najbardziej są narażone na wysokie temperatury powietrza. Nie każdy ma klimatyzację, ale z kolei, gdyby miał ją każdy, to pojawiłyby się problemy z prądem. W naszym kraju jesteśmy w niekorzystnym położeniu, bo musimy być przygotowani zarówno na brak opadów i długotrwałe susze, ale też będą się zdarzać - rzadziej - lata, w których będziemy mieć nadmiar opadów i powodzie. Musimy więc się przygotować zarówno na susze, jak i powodzie. Niewykluczone, że przyszły rok będzie ekstremalnie mokry i to wcale nie będzie czymś zdumiewającym, bo przepływy na rzekach są bardzo niskie, stosunkowo długo nie było fal powodziowych, a w przyrodzie jest tak, że tego typu zjawiska co 3-4 lata się powtarzają. Z każdym rokiem wzrasta więc ryzyko, że znów pojawi się większe zagrożenie powodziowe. Co gorsza, te powodzie mogą mieć gwałtowniejszy przebieg, niż kiedyś. Powietrze jest coraz cieplejsze, zawiera więcej pary wodnej, a to oznacza, że ilość wody z deszczu może być zdecydowanie większa niż kiedyś. Powinna być więc przygotowana strategia zarówno na zagrożenie powodziowe, jak i radzenie sobie z suszą, która też może być dotkliwa. Dodatkowo ocieplenie klimatu w Polsce nie oznacza, że od razu znikną zimy, że będą one tylko ciepłe. Mogą się też pojawiać bardzo mroźne zimy, czego przykładem są Stany Zjednoczone, które niedawno doświadczyły takiej właśnie wyjątkowo mroźnej zimy. Zmiany w cyrkulacji m.in. powodowane topnieniem lodu w Arktyce, wraz z wzrastającą temperaturą stają się coraz głębsze, więc kto wie, czy nie zanotujemy tej czy przyszłej zimy minus trzydziestu stopni. Jeszcze przez kilkadziesiąt lat zimy w Polsce będą się pojawiać, mimo że ostatnio przewaga cieplejszych zim jest coraz większa. Ale będą one przeplatane coraz rzadszymi zimami mroźnymi. Na to też musimy być przygotowani. Te słowa kieruję zwłaszcza do osób, które przy każdej mroźniejszej i bardziej śnieżnej zimie starają się udowodnić, że globalne ocieplenie to mit.

Nie powiedzieliśmy jeszcze o edukacji, która jest istotna, zwłaszcza w uświadomieniu, że Ziemia jako planeta, jest wspólna dla wszystkich, ważne jest więc to wspólnotowe myślenie.
Wiadomo, trzeba zacząć od siebie, ale wciąż pokutuje w nas myślenie, że jeśli sąsiedzi wokół palą w piecach, czym popadnie, to co zmieni, jeśli ja tego nie będę robić? Ważne jest też podejście systemowe, programy, które zmuszą ludzi do tego, aby przechodzili na bardziej bezpieczne dla środowiska paliwo. Wśród najmłodszych ta edukacja już się dzieje, świadomość dzieci i młodzieży wzrasta, a to one bardzo często edukują w domu rodziców. Nie jest to więc problem, gorszym jest to lekceważące podejście do ocieplenia klimatu i widzę to nawet na naukowych forach internetowych. Jeśli w tym roku przyjdzie sroga zima, to u takich ludzi może wzmocnić to podejście: „Jakie globalne ocieplenie, przecież jest zimno”. Niestety, nawet niektórzy politycy nie do końca biorą na serio problemy związane z klimatem.

Wierzy pan w to, że powstrzymanie zmian klimatycznych jest możliwe i człowiek pójdzie po rozum do głowy?
Szczerze mówiąc, a żyję już prawie 40 lat i widzę, co się dzieje, mam duże wątpliwości i duże obawy, czy uda nam się ograniczyć wzrost temperatury do 1,5 stopnia względem okresu przedprzemysłowego. Zbyt dużo interesów poszczególnych państw i polityki wchodzi tu w grę. Każde państwo chce się rozwijać i może mieć słuszne pretensje, że wiele państw rozwinęło się dzięki węglu, a biedniejszym każe się teraz korzystać z droższych „ekologicznych” technologii. Jeżeli jednak wszyscy nie zaczniemy współdziałać, to może to być skazane na porażkę. Stany Zjednoczone, Chiny, Indie to główni gracze, którzy dostarczają dwutlenek węgla, Europa jest tu wyjątkiem, traktując te sprawy poważniej. Dobrze to wygląda na konferencjach, szczytach, wszyscy są zaniepokojeni klimatem, wszyscy będą chcieli go chronić, podpiszą zobowiązania, ale jeśli chodzi o realizację, to już niekoniecznie jest się czym chwalić. Świat się obudzi, kiedy zacznie się naprawdę źle dziać, a wtedy odwrócenie tego może okazać się już niemożliwe.

Rafał Maszewski
Klimatolog. Jest autorem popularnego serwisu internetowego PogodawToruniu.pl, który średnio na dobę odwiedza kilka tysięcy internautów. Pojawiają się tam również ogólnopolskie informacje. Portal działa od lutego 2009 roku.

Wideo

Materiał oryginalny: Czeka nas katastrofa klimatyczna? Rafał Maszewski: "Świat się obudzi, kiedy naprawdę zacznie się źle dziać" - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

G
Gość

hahaha bogaci duchem bo nie jesteśmy bandziorami.

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3