Festiwal Książki 2018. Jerzy Stuhr: "Kofta wziął serwetkę ze stołu, a po chwili wyliśmy do fortepianu "Śpiewać każdy może" w Hotelu Opole

Anna Konopka
Anna Konopka
Jerzy Stuhr był gościem 3. Festiwalu Książki w Opolu.
Jerzy Stuhr był gościem 3. Festiwalu Książki w Opolu. Anna Konopka
O swoich korzeniach, życiu na prowincji, studiowaniu, pierwszych teatralnych rolach i o autorskiej definicji aktorstwa i o tym, dlaczego Patryk Jaki nie byłby dobrym aktorem, opowiadał w sobotę (16 czerwca) Jerzy Stuhr, jeden z najpopularniejszych polskich aktorów, żywa legenda kina, a także reżyser, profesor sztuk teatralnych i pisarz. Na placu Wolności, na blisko dwugodzinnym spotkaniu z wybitnym gościem Festiwalu Książki pojawiły się tłumy. Kto przyszedł, z pewnością nie żałował.

Spotkanie z Jerzym Stuhrem pełne było soczystych opowieści, przezabawnych anegdot i sentymentalnych wspomnień, które gość festiwalu zawarł m.in. w swojej książce "Moje smoki na dobre i złe".

Jedna z nich związana była z festiwalem piosenki w Opolu w 1977 roku i narodzinach utworu "Śpiewać każdy może", do której słowa napisał pod wpływem impulsu Jonasz Kofta.

"Śpiewać każdy może" na festiwalu w Opolu

- Siedzieliśmy z Koftą w hotelu Opole. Druga w nocy, Syrewicz [kompozytor, red.] coś brzdąkał na fortepianie. Mówię do Jonasza, że jutro muszę coś na końcu zapowiedzieć, że fajnie chcę zakończyć, a on wziął serwetkę ze stołu, mówi "chwileczkę" - opowiadał Jerzy Stuhr.

- No i za chwilę już wyliśmy "Śpiewać każdy może" do fortepianu w hotelu Opolu. Na drugi dzień wyłem to też w amfiteatrze i chcieli mi za to grand prix dać - śmiał się, a z nim cała publiczność spotkania.

Aktor podkreślił, że dzięki tej piosence stał się "wesołkiem PRL-u".

Podobnych opowieści odtwórca kultowej roli Maksa Paradysa w "Seksmisji" w sobotę opolanom nie żałował. Opowiadał o swoich przodkach, którzy do Krakowa przyjechali z Austrii w 1879 roku, a także o młodości spędzonej w Bielsku-Białej.

A Kiepura to był taki cham z Sosnowca...

- Aura artystyczna w naszym domu panowała zawsze, dbała o nią babcia, która w młodości była śpiewaczką. Na przełomie XIX i XX wieku studiowała w szkole prywatnej sopran dramatyczny, czyli mogła śpiewać np. "Halkę" - mówił Jerzy Stuhr.

- Babcia uczyła się razem z Janem Kiepurą. Gdy ją o niego dopytywałem, to ona machnęła ręką i mówiła: "A to był taki cham z Sosnowca! Podszczypywał nas, klepał po pupie...". No takie miała zdanie o największym polskim tenorze - opowiadał Jerzy Stuhr, na co wśród publiczności wybuchły salwy śmiechu.

Zobacz też:Festiwal Książki 2018 w Opolu. Tłumy na spotkaniu z Remigiuszem Mrozem [DUŻO ZDJĘĆ]

- Ona rozpoczynała karierę, potem wyszła za mąż za oficera wojska polskiego, przedtem austriackiego. Mąż powiedział: "O nie, żeby żona polskiego oficera artystką była... To niemożliwe, proszę przestać". Babcia miała też wykształcenie pedagogiczne, była też bardzo dobrą nauczycielką, nawet na emeryturze.

- To ona pierwsza zaprowadziła mnie do jednego z najstarszych kin w Krakowie. A gdy dziadkowie jeździli co sobotę do Wiednia, bo z Bielska-Białej to było tak blisko jak do Krakowa, to ja z mamą byłem co sobotę albo w teatrze albo w operze. Bielsko było bardzo prowincjonalne wtedy - wspominał.
"Zawsze chciałem być aktorem"

- Byłem dość nieśmiałym dzieckiem. Moja nauczycielka zadawała dużo nauki na pamięć, np. wiersze. Pani zobaczyła, że przy całej mojej nieśmiałości, gdy zaczynam mówić wierszyk staję się pewniejszy, mądrzejszy i się już nie boję. Trzeba dodać, że pracowała co prawda w komunistycznej szkole, ale była wykształcona przed wojną. I ona to we mnie podsycała, w tym kierunku popychała. Często zaglądałem do teatru w Bielsku i akurat potrzebowali dzieci na statystów do "Dziadów" Mickiewicza. No i tak się zaczęło, złapałem bakcyla - mówił.

Wybór szkoły teatralnej wydawał się być naturalną drogą. Dlaczego wybitny dziś aktor najpierw trafił na polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim?

To uniwersytet mnie ukształtował

- Przed maturą ojciec wziął mnie na rozmowę: "Synu, jest taka tradycja w naszej rodzinie, że mężczyźni studiują na Uniwersytecie Jagiellońskim. Bardzo cię o to proszę. Wydział wybierz, jaki chcesz". I to był koniec rozmowy, nie było dalszej dyskusji - mówił.

- Ojciec mi powiedział, że zawód zdobędę gdzie chcę, ale uniwersytet da mi wykształcenie. Do dziś jestem mu za to wdzięczny. Uniwersytet mnie ukształtował - dodał.

Bohater spotkania opowiadał o metodach nauczania swoich profesorów, m.in. o Jerzym Jarockim.

- Szkoła teatralna u Jarockiego, trzeci rok. Zmagałem się z monologiem Henryka w "Ślubie" Gombrowicza. Przetrudne! Nie idzie mi, Jarocki siedzi wykrzywiony, pali papieros za papierosem i nagle mówi: "Wie pan co, skreślmy ten monolog. Pan go nigdy dobrze nie powie... Pan nie ma tego typu wrażliwości" - wspomina.

Dobrze znoszę hejt, on towarzyszył mi całe życie

- Boże, jak to zabolało! Ja chciałem być przecież artystą! Jarocki jednak wiedział, do kogo mówi. Poprosiłem o jeszcze jedną próbę, a w oczach miałem mord... On to widział, że mówi do człowieka, który taką uwagę przekuje w zwycięstwo. Tak nas wtedy wychowywali. Uwagi były tylko negatywne. Oni wiedzieli, że my pójdziemy w życie i już zawsze będziemy na cenzurowanym. Co wieczór będziemy oceniani, co wieczór każdy będzie mógł wszystko o nas napisać - dobre i złe. To złe musimy znieść i przekuć w zwycięstwo. To dlatego dobrze znoszę hejt, on towarzyszył mi całe życie: te złe recenzje, brak wrażliwości... Ja to dobrze znoszę, ale mój syn już gorzej, może dlatego, że za bardzo się wystawia- żartował

- Pedagog jest po to żeby zwracać uwagę, ale widzę, że młode pokolenie źle to znosi - ocenił.

Czym jest aktorstwo dla Jerzego Stuhra?

- Chwalę się tą definicją, wymyśliłem ją po latach - zaznaczył aktor na wstępie. - To umiejętność zapamiętywania w sobie i u innych pewnych stanów nerwowych i odtworzenia ich na zawołanie. Każdy z elementów tego zdania ma znaczenie. Umiejętność zapamiętywania emocji lub ich efektów nie jest łatwa. Podpatruję więc ludzi, ich reakcje, chcę je zapamiętać i potem umieć je "zmałpować" i otworzyć na zawołanie. A to gdzieś w końcu odbije się na zdrowiu - mówił.

- Bycie artystą na zawołanie dużo kosztuje. Ja wciąż mam niesłychaną chęć wypowiedzenia. Chcę mówić do ludzi: mądrzej, głupiej, śmieszniej. To mnie trzyma przy życiu. Chcę być dla was, ale kosztem najbliższych. To nie jest tak, że miłością można się podzielić. Nawet jak byłem w domu, byłem nieobecny.

Patryk Jaki to nigdy w oczy nie spojrzy

- W filmie nie przygotowuję się wcale do roli. Wystarczy, że nauczę się tekstu, pogadam z reżyserem, przychodzę na plan, raz muszę zobaczyć przestrzeń. Drugi bodziec to jest partner lub partnerka. Jeśli ma odwagę głęboko spojrzeć mi w oczy i zacząć mówić tą fikcją i mocno w to wierzy, to ja zaczynam być artystą, również patrzę głęboko w oczy. Wiemy, że to fikcja, ale wierzymy w nią jak dzieci.

- Ta umiejętność wejścia w świat fikcji w 12., 13. czy 14. roku życia człowieka zanika. Zaczynamy się wstydzić. A aktor to ten ktoś, który się nie wstydzi. Iluż miałem partnerów, z którymi nie zagrałem, bo nie patrzyli w oczy. Politycy też mają z tym problem. Patryk Jaki na przykład to nigdy w oczy nie spojrzy - dodał, a publiczność wybuchnęła śmiechem.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie