Maria Rotkiel: Brakuje nam determinacji. Musimy walczyć o siebie

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
27.03.2018 warszawa pge narodowy konferencja prasowa narodowa gala boksu boks sztuki walki nz maria rotkielfot. szymon starnawski / polska press
27.03.2018 warszawa pge narodowy konferencja prasowa narodowa gala boksu boks sztuki walki nz maria rotkielfot. szymon starnawski / polska press Szymon Starnawski /Polska Press
To, że jest nam ciężko i że będzie nam trudno w związku z utrudnieniami, jakie mogą z nami na długo zostać, to nasza rzeczywistość. Mamy prawo, żeby się chwilę na to pozłościć, można chwilę ponarzekać, bo narzekanie rozładowuje napięcie, natomiast nie ma sensu robić tego długo, bo narzekanie i złoszczenie się w dłuższej perspektywie nie jest konstruktywne. Ono nam zabiera energię. A to, co mamy teraz najcenniejszego i co jest naszą jedną z największych broni, to właśnie nasza energia – mówi Maria Rotkiel, psycholog

To kolejne święta, które są trochę inne: trochę samotne, trochę smutne. Jak w tym wszystkim odnaleźć radość życia?
Szczęściem w nieszczęściu jest to, że my już takie święta znamy. To powinno być dla nas pomocne. Z jednej strony jesteśmy smutni i przygnębieni, bo po raz drugi spędzamy takie święta Wielkiej Nocy, podobne były zresztą święta Bożego Narodzenia. Natomiast fakt, że już taką rzeczywistość poznaliśmy i część z nas wypracowała jakieś schematy radzenia sobie, powinien nam pomóc. Co to znaczy? Wiemy, że można spędzić święta w mniejszym gronie, a na przykład poprzez komunikatory, nawet poprzez rozmowę przez telefon, kontaktować się i mieć poczucie mentalnej bliskości z pozostałymi członkami rodziny. Wiemy, że można sobie coś przesłać. Wiemy, że ten kontakt w rozumieniu tego, że myślimy o bliskich, że jesteśmy na bieżąco z tym, co u nich słychać, że często do siebie dzwonimy, jest możliwy. Dzięki nowym technologiom możemy się zobaczyć online – to nam trochę łagodzi poczucie i osamotnienia i przekonania, że te święta są uboższe. Przypomnijmy sobie, jak to było i postarajmy się skorzystać z tego, co się sprawdziło. To powinno nam pomóc.

Tylko mam wrażenie, że jesteśmy coraz smutniejsi, że jakoś się w sobie zapadamy. Pandemia i wszystko, co z nią związane trwa już bardzo długo.
Tak, jesteśmy zmęczeni. Fakt, że my tę rzeczywistość już znamy, niestety, zaczynamy znać ją dość dobrze, ma swoje plusy i minusy. Plusem jest to, że jakieś strategie wypracowaliśmy, wiemy, na co warto uważać. Minus jest taki, że ta sytuacja długo trwa. Kiedy zaczynała się epidemia, mówiłam, że pomocna powinna być dla nas perspektywa czasu. Niestety, ten argument traci już trochę na znaczeniu, ponieważ walka z pandemią trwa, ile trwa. Psychologiczna perspektywa, że przed nami czas, który nie będzie bardzo długi, który się skończy, perspektywa, która jest bardzo pomocna w sytuacjach kryzysowych, traci na znaczeniu.

Kiedy brak perspektywy szybkiego końca, znacznie trudniej się żyje, prawda?
Dokładnie, jak mówiłam, rok temu można się było odwołać do takiej perspektywy, która jest bardzo ważna w interwencji kryzysowej, czyli w zarządzaniu kryzysem, wspieraniu osób w sytuacji kryzysowej. Kiedy jesteśmy w stanie wybiec trochę w przyszłość i zwizualizować sobie koniec, powrót do normalności, na pewno jest o wiele łatwiej. Niestety, teraz trudno to zrobić, ponieważ ta konkretna sytuacja jest z nami: po pierwsze - dłużej, niż się spodziewaliśmy, po drugie – może z nami dłużej zostać. I to faktycznie powoduje zmęczenie, powoduje takie poczucie bezradności. To, co obserwuję, to jest oczywiście smutek, bo jako specjalista obserwuję smutek, ale on jest wtórny do poczucia bezradności i rezygnacji, czujemy się po prostu bezradni. Pytamy sami siebie: Kiedy to się skończy?

Mam wrażenie, że niektórzy doszli do wniosku, że to się nigdy nie skończy.
To nie prawda. Ostra faza kryzysu skończyć się na pewno, skończy. Niestety, pewne komponenty tej sytuacji z nami pozostaną. Stosowanie się do zasad, które mają nas chronić, ten wirus z nami zostanie, będzie mutował, trzeba będzie powtarzać szczepienia, przestrzegać zasad higieny i bezpieczeństwa – to może z nami zostać. Pomyślmy o tym, że pewne utrudnienia będą trwały, ale nie na taką skalę. Moim zdaniem, odwoływanie się cały czas do tego, że sytuacja będzie się uspokajała jest ważna, ja bym jednak na to zwróciła uwagę. Druga rzecz – to, co z nami zostanie, nie musi być tak uciążliwe, jak nam się wydaje. To, że część pracy, czy innych aktywności przeniosła się do tej strefy online, nie jest dużym utrudnieniem. Bo fakt, że nie będziemy się tak daleko i tak często przemieszczać, ma także swoje plusy. Konkluzja, z mojej strony, jest taka: to że jest nam ciężko i że będzie nam trudno w związku z utrudnieniami, jakie mogą z nami na długo zostać, to nasza rzeczywistość. Mamy prawo, żeby się chwilę na to pozłościć, można chwilę ponarzekać, bo narzekanie rozładowuje napięcie, natomiast nie ma sensu robić tego długo, bo narzekanie i złoszczenie się w dłuższej perspektywie nie jest konstruktywne. Ono nam zabiera energię. A to, co mamy teraz najcenniejszego i co jest naszą jedną z największych broni, to właśnie nasza energia. Trzeba bardzo, bardzo dbać o energię psychofizyczną.

Tylko jak o nią dbać?
Przede wszystkim musimy bardzo dbać o swoje zdrowie. Uważam, że dużo trudności psychicznych bierze się stąd, że my się po prostu zaniedbaliśmy. Kiedy moje koleżanki i koledzy po fachu, ale też lekarze i specjaliści, czyli fizykoterapeuci do znudzenia powtarzali: „Ćwiczmy w domu, na ogródku, na balkonie”, to mam wrażenie, że część osób traktowało te zalecenia z przymrużeniem oka. Kiedy dietetycy mówili o zasadach odżywiania się, o tym, że fakt, iż mamy teraz biuro w domu, krok od lodówki, nie oznacza, że mamy sobie co 10 minut robić przerwę na przegryzkę i wsadzać głowę do tej lodówki, to też mam wrażenie, że cześć osób traktowała te rady z przymrużeniem oka. Kiedy osobiście mówiłam o tym, jak ważne jest zarządzanie przestrzenią w domu, zarządzanie czasem, zarządzenie rytmem dnia, to miałam wrażenie, że było to traktowane jak nie do końca użyteczne porady. Wiele osób wszystkie te kwestie zaniedbało, a to poważny błąd. Nasz sposób zarządzania rzeczywistością i bardzo drobnymi jej elementami, jest podstawą naszego dobrego funkcjonowania. Oczywiście, mamy też rzeczy, które są mniej wymierne i trudniejsze do zarządzenia, choćby utrzymywanie relacji z innymi, ale to, że nie możemy się z kimś fizycznie spotkać, nie może oznaczać, że nie mamy z tą osobą kontaktu.

Kiedy słucham znajomych, to wydaje mi się, że to, czego nam brakuje najbardziej, to właśnie takiego fizycznego kontaktu z drugim człowiekiem: spotkań na kawie, na spacerach. Brakuje nam nawet kolegów i koleżanek z pracy.
Tak, tylko można poszukać adekwatnej do rzeczywistości, zgodnej z zasadami i obostrzeniami form tych spotkań. To o czym mówię, dotyczy każdej sfery naszego funkcjonowania – przez fakt, że jest trudniej, trochę się rozleniwiliśmy i mam wrażenie, że część osób się poddała. Tak, nie możemy się przytulić i dać sobie buziaka na „dzień dobry”, ale to nie oznacza, że mamy się nie spotykać. Można wychodzić na spacery trzymając dystans i mając na twarzy maseczkę, można się ze sobą kontaktować przez komunikatory. Formy kontaktu społecznego są bardzo różne, mamy cały wachlarz możliwości. Oczywiście, będzie nam brakowało tego, że kogoś nie weźmiemy za rękę, że się nie przytulimy, ale, powtarzam, to nie znaczy, że mamy się nie spotykać. Zarządzania czasem, przestrzenią, naszą energią, kontakty społeczne, to kluczowe sprawy, ale ponieważ jest nam trudno, ponieważ mamy w sobie dużo trudnych emocji, jesteśmy zmęczeni, mamy poczucie bezradności – dlatego się poddaliśmy. Mam wrażenie, że trochę zabrakło nam takiej determinacji, walki o siebie. Nie możemy się spotkać ze znajomymi? To robimy sobie wieczór: otwieramy laptopy i organizujemy sobie spotkanie online, rozmawiamy przy kubku herbaty. Ja się ze swoimi przyjaciółkami od roku tak spotykam. Regularnie, więcej rozmawiamy dzisiaj niż przed pandemią. Dziadków nauczyłam obsługi kilku aplikacji, dzięki czemu mogą się widzieć z wnukiem. I naprawdę, mam wrażenie, że ich relacja jest bliższa w tym znaczeniu, że syn im naopowiada, co u niego słychać, oni mu naopowiadają, co u nich. Więcej o sobie wiedzą w ciągu tego roku, niż wiedzieli wcześniej. Bo wcześniej wiedzieliśmy, że raz, czy da razy w miesiącu pojedziemy do dziadków i ten kontakt nie był tak troskliwie pielęgnowany. A teraz bardzo go pielęgnujemy.

Myśli pani, że naprawdę za mało mamy w sobie determinacji?
Zdecydowanie tak. Jesteśmy w stanie kryzysu, w którym musimy o siebie walczyć. Za wszelką cenę walczyć, nie poddawać się. Brakuje mi kontaktów? Dzwonię, umawiam się na spacer, na regularne wideo konferencje. Czuję się zmęczona? Zastanawiam się, co zaniedbałam. To, że tyjemy, pijemy więcej alkoholu, to, że jesteśmy fizycznie słabsi wynika z tego, że się poddaliśmy, nie dbamy o własne zdrowie. Ja także wolałabym pójść do siłownię, ale biegam po domu z ciężarkami. Gdyby mnie tak ktoś zobaczył, byłby pewnie rozbawiony, bo to czasami wygląda komicznie, prowizoryczną siłownię mam w kilku miejscach w domu, ale nie wolno się poddawać.

Wiele kobiet ma problem z tym, że wciąż chodzi w powyciąganych dresach, że o siebie nie dba, bo i po co, że nawet ust nie może pomalować czerwoną szminką, bo w domu nie warto, a spod maseczki i tak nic nie widać, można co najwyżej tę maseczkę pobrudzić.
Ale to jest ta walka, to jest to, o czym cały czas mówimy! Przecież można umalować usta czerwona szminką i sobie napstrykąć sobie sweet foci, a potem je wrzucić do mediów społecznościowych. Nawet jak mamy w nich pięciu znajomych. Można sobie zrobić tele konferencje z koleżanką i pogadać o ciuchach i makijażu. Nie wolno się poddawać! Malujmy usta czerwoną szminką nawet, jeśli nas widzi tylko nasz kot. Dlaczego nie? Kotu też warto się podobać.

Dr Paweł Grzesiowski powiedział mi kiedyś, że nie warto się na koronawirusa obrażać, złościć, że trzeba się po prostu nauczyć z nim żyć. I chyba coś w tym jest, prawda?
To, o czym pan doktor mówi, to drugi etap. Bo my teraz, mam takie poczucie, wciąż jesteśmy na wojnie. My jeszcze walczymy. Spacyfikujemy sytuacje, ale ona z nami zostanie. Taka partyzantka będzie nam towarzyszyła przez lata, będziemy od czasu do czasu mocniej atakowani przez koronawirusa, rzeczywistość będzie inna. Pan doktor mówi, ja to tak rozumiem, o drugim etapie. Mówi coś bardzo ważnego: że ta rzeczywistość się zmieniła, pytanie jak bardzo się zmieni, bo wiemy, że się zmieni, i trzeba się do niej dostosować. To o czym mówi dr Grzesiowski jest adekwatne do tego, co przed chwilą mówiłam. Nie ma co cały czas tupać nogami, nie ma co na złość koronawirusowi odmrażać sobie uszu, zrywać maseczek, ryzykować zarażenie i robić inne rzeczy niebezpieczne dla nas i innych, trzeba się dostawać do nowej sytuacji. W tym dostosowaniu może być bardzo wiele nowych adaptacyjnych schematów. Zawsze to podkreślam: „Zobaczcie państwo, ile pozytywów wynikło z tej nowej sytuacji.” Jesteśmy bardziej obeznani z nowymi technologami. Wielu seniorów jest dzisiaj w stanie brać udział w wideo konferencjach. A praca zdalna, która pewnie teraz będzie takim hybrydowym rozwiązaniem, też ma bardzo dużo plusów, o których już mówiłam. Musimy zwrócić uwagę na to, co jest znośne, co jest plusem, wypracowywać nowe schematy i przystosowywać się do tej sytuacji, bo inaczej całą energie stracimy na złość i frustrację. Mówię o tym pierwszym etapie, który, moim zdaniem, cały czas trwa, bo mam wrażenie, że cały czas walczymy, dlatego mówię: „Zawalczmy o siebie i przystosujmy się do nowej rzeczywistości, która nie jest już taka nowa, bo jest z nami rok i z nami zostanie”.

I na czym ta walka ma polegać?
Na wypracowaniu bardzo szybko zmian w naszym funkcjonowaniu. Potem wdrożeniu ich w życie i utrwaleniu.

Zauważyła pani, że już dzisiaj ludzie zaczęli się cieszyć z małych rzeczy? Z tego, że można pójść z kim na spacer, z tego, że mamy słoneczny dzień, z wizyty w kinie, jeśli tylko to jest otwarte. Zaczęli po prostu doceniać to, co kiedyś uważali za oczywiste i dane raz na zawsze.
Tak i to jest ten plus pandemii, o którym psychologowie, mówili od początku. To jest o tyle trudna refleksja, że w każdej fazie kryzysu, niezależnie czego on dotyczy, bardzo trudno o takie refleksje. Wypieramy fakt, że dzieje się coś złego albo się na to złościmy. I taka refleksja, jakie wynikają z tego plusy jest dla nas zbyt trudna – rozumiem to jako psycholog. Robiłam specjalnie ten falstart, aby przygotować grunt pod to, o czym mówi dr Grzesiowski i o czym powiem teraz ja. Żeby przygotować grunt pod refleksje: Co wynieśliśmy i czego nauczyliśmy się w czasie pandemii? Bo na każdym kryzysie człowiek się czegoś uczy i może wyjść z niego silniejszy. To jest absolutnie prawda, pod którą się podpisuję. To, co wynieśliśmy z tego czasu, czego się nauczyliśmy, czym nas ten czas wzbogacił, jest warunkiem koniecznym, żeby się do tej sytuacji przystosować, przetrwać ją we względnie dobrej kondycji psychofizycznej. Inaczej frustracja, złość, poczucie bezradności nas dosłownie zeżrą. Mówię tu o różnych chorobach, które nas dopadają przez stres i przez trudne emocje.

To dostrzeżenie dobrych rzeczy, które niesie ze sobą, wydawałoby się beznadziejna sytuacja jest aż tak ważne?
Bezsprzecznie, to podstawa. Podczas rozmów i wywiadów o takiej, czy innej trudniej sytuacji zawsze zalecam, żeby wypisać sobie plusy, które ta sytuacja ze sobą niesie, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie: co się w moim życiu zmieniło na plus? Na pewno mniej czasu tracimy na dojazdy, nabyliśmy nowych umiejętności, nowych kompetencji, no i to, o czym pani mówi, okazuje się, że zaczęliśmy myśleć i pielęgnować w swojej świadomości pewne wartości, które nam na co dzień umykały. Chociażby fakt, że można się spotkać z zaszczepionymi dziadkami i z teściową, której się nie widziało od roku – dzisiaj człowiek się cieszy z tych spotkań. Doceniamy wartość pójścia na spacer, doceniamy fakt, że można się spotkać w pracy, czy będzie się można spotkać – drobne rzeczy, ale, moim zdaniem, to jest ogromna wygrana. To jest jedna z bitew, którą wygraliśmy. To bitwa o poczucie sensu życia, o nasze wartości. Pamiętajmy, że jakąś bitwę możemy przegrać: straciliśmy pieniądze, jest nam dużo trudniej finansowo. Ale jakieś bitwy też wygraliśmy. I tak bitwa o poczucie sensu życia, o system wartości, o takie docenianie tego, co w życiu jest najważniejsze - absolutnie nam to umykało, a moim zdaniem, to ogromna, ogromna wygrana.

Co zrobić, aby te święta były radosne? One są szczególnie ważne dla katolików, ale nawet dla osób niewierzących, to czas dość symboliczny: czas odrodzenia, budzenia się do życia. Jak te święta dobrze, fajnie przeżyć?
Celebrować to, co celebrować możemy. Zastanówmy się, co w te święta jest dla nas ważnego, co w nich lubimy, co cenimy. Tej warstwy duchowej, szczególnie, jeśli chodzi o osoby wierzące naprawę żaden wirus nam nie zabierze. Więc taka celebracja duchowa, religijna – jest, nikt nas jej nie pozbawił. Jeżeli jest to dla nas obszar mniej ważny, bo nie jesteśmy osobami wierzącymi, ale te święta lubiliśmy, bo były dla nas pewną symboliką odrodzenia, wiosny, słońca, to zastanówmy się, co robiliśmy i co miało dla nas znaczenie: chodziliśmy na spacer, kiedy była ładna pogoda? Mam nadzieje, że będziemy mogli pójść na spacer i w tym roku. Bardzo wiele osób robi w tym czasie porządki. Mówię teraz zupełnie poważnie: symbolika porządkowania swojej przestrzeni, w psychologii ma ogromną wartość. Często też towarzyszy ostatniej fazie kryzysu: kiedy już z sytuacji kryzysowych wychodzimy, kiedy otwieramy się na nowy rozdział mamy bardzo często potrzebę sprzątania, czyszczenia, wyrzucania rzeczy, które nam się źle kojarzą, porządkowania rzeczywistości. Więc wszystko, co było dla nas ważne wypiszmy sobie na kartce i zastanówmy się, co możemy zrobić. I okaże się, że jakieś dwie trzecie rzeczy z nami zostaje. Porządki? Robimy porządki. Celebrowanie w postaci dobrego jedzenia? Siadamy do pięknie przystrojonego stołu, na którym jest to, co lubimy. Mieliśmy jakiś swój rytuał związany z tymi świętami? Zastanówmy się, czy możemy go zachować, jeśli nie jest związany ze spotkaniami, tylko z jakąś celebracją. To wszystko jest wpisane w to, co nazywam walką: trzeba zawalczyć, żeby te święta były też dla nas przyjemne, żeby nie stracić poczucia przyjemności, bo warstwa duchowa, celebracja są ważne, natomiast, moim zdaniem, ważna jest również taka przestrzeń przyjemności: dobre jedzenie, posprzątany dom, świeże kwiaty w tym domu, przystrojony świątecznie stół. Nawet jeśli jesteśmy sami w tym domu, ale z jedną osobą – zróbmy to! Dajmy sobie poczucie celebracji i przyjemności.

Jak bardzo psychicznie może nam pomóc wiosna: przyroda, która budzi się do życia, ptaki, kwiaty, coraz więcej słonecznych dni?
Na pewno nam pomoże, bez dwóch zdań! Będziemy mieć problem, aby uczestniczyć w przestrzeni miejskiej, czy społecznej, ale przeniesiemy się na balkony i ogródki. W tamtym roku byłam wzruszona, zakręciła mi się łezka w oku, kiedy widziałam, jak ludzie pięknie wykorzystują każdy skrawek przestrzeni, jak pięknie zakwitły nasze balkony. Czasami ludzie maja balkoniczki metr na metr, a pojawiły się na nich kwiaty, karmniki dla ptaszków, krzesełka, stoliczki. Czasami na balkonach paliły się świeczki. Idąc z psem na spacer, lubiłam patrzeć, jak ludzie siedzą na balkonach, jedzą na nich kolacje. To było dla mnie naprawdę wzruszające, bo było dowodem na to właśnie, jak bardzo walczymy. Wiosna ma w sobie symbolikę, która absolutnie nam pomoże. Ona nie rozwiąże naszych problemów finansowych, czy zdrowotnych, ale da nam energię, której tak potrzebujemy. Przełożymy ją najpierw na drobne rzeczy, na posadzenie tych przysłowiowych kwiatów na balkonie, wystawnie na nim krzeseł i stolika, ale potem łatwiej będzie nam zarządzać rzeczami, które są trudniejsze i wymagają większego zaangażowania. Tylko musimy pamiętać, że energię do rzeczy trudniejszych musimy skądś brać, a bierzemy ja z tych drobnych gestów, aktywności. Wiosna jest naszym ogromny sprzymierzeńcem. Musimy łapać tę energie zachłannie, łapać ile jej się da.

Polacy najaktywniejsi w Europie

Wideo

Materiał oryginalny: Maria Rotkiel: Brakuje nam determinacji. Musimy walczyć o siebie - Polska Times

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Buhahahahaha, pszyholok.... Z nejmane....

G
Gość

Z całym szacunkiem dla pani psycholog ale nie przekonują mnie jej słowa.

Przekonują mnie natomiast "teorie spiskowe" mówiące o celowym osłabieniu chrześcijaństwa (czy w ogóle religii jako takiej, którejkolwiek).

I wcale nie jestem zwolennikiem jakiejkolwiek religii, uważam tylko, że spowoduje to rozluźnienie norm moralnych, społecznych, kulturowych.

Już hrabia Kalergii w swojej "Paneuropie" nakreślił schemat przyszłego społeczeństwa- wymieszanie ras, kultur, zniszczenie tożsamości narodowej.

Spowoduje to powstanie społeczeństwa wielokulturowego, bez tożsamości narodowej, bez tradycji, korzeni.

Taka powstała masa (prekariat) będzie już podatna na irracjonalne decyzje swoich decydentów, które stoją w jawnej sprzeczności z jej interesem szeroko rozumianym.

Dodaj ogłoszenie