Blokada autostrady A2 odsunęła w cień sejmowe wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego, który w środę ubiegał się o wotum zaufania. Wśród wściekłych kierowców, którzy stali w długim korku pod Brwinowem, niewielu było takich, którzy solidaryzowali się z równie wściekłymi rolnikami. Lub chociaż próbowali zrozumieć, o co im chodzi. Relacje spod Warszawy poszły w całą Europę, bo to był protest antyrządowy, a protestujący na dodatek mieli na sobie odblaskowe, żółte kamizelki na podobieństwo tych, które noszą o wiele bardziej radykalni buntownicy podpalający samochody w Paryżu.

A na czele blokady stał Michał Kołodziejczak, 30-letni rolnik spod Błaszek, lider Unii Warzywno-Ziemniaczanej i AGROunii.

- Czy zna pan decyzję Głównego Lekarza Weterynarii, że od 1 grudnia na pół roku zezwolił na przywóz świń z Litwy, z czerwonej strefy ASF, do Polski? Te świnie są ubijane w polskich zakładach - mówił przed kamerami Kołodziejczak do ministra rolnictwa Jana Ardanowskiego, który przybył na rozmowy z rolnikami blokującymi A2.

Protest rolników na autostradzie A2 między Łodzią a Warszawą. Pas w kierunku Warszawy zablokowany. Uwaga na utrudnienia!

Pytań zresztą było więcej. Rolników trafia szlag, bo choćby hodowca w Niemczech dziś zarabia 87 zł na tuczniku, a rolnicy w Polsce do takiego samego tucznika dokładać muszą 47 zł.

AGROunia domaga się odszkodowań za świnie „wybite urzędowo” w ramach walki z wirusem afrykańskiego pomoru świń (ASF). Rolnicy chcą też „realnych i skutecznych” działań w walce z wirusem, znakowania produktów flagą państwa, z którego zostały do Polski sprowadzone, ochrony rodzinnej produkcji rolnej, prowadzenia przez rząd polityki międzynarodowej, która zaprzestanie finansowania polityki rolnej w krajach, które konkurują z Polską (m.in. Ukraina), powrotu eksportu na Wschód, a nawet wycofania się rządu z popierania rozwiązań mających ograniczyć swobodę wypowiedzi w internecie. Zestaw bogaty. Jak widać, rolnicy żyją nie tylko problemami rolnictwa. I głośny, bo relacje i potyczki z Ardanowskim pokazały wszystkie telewizje, łącznie z publiczną. Pod petycją widnieje nazwisko Kołodziejczaka z dopiskiem „lider ruchu AGROunia”.

Michał Kołodziejczak wizualnie przypomina bardziej hipstera niż rolnika. To zdaje się być przemyślanym elementem jego wizerunku. Paweł Gołąb

Młody rolnik przed kamery nie trafił znikąd. Co ciekawe, Kołodziejczak był radnym PiS w gminie Błaszki, a dziś otwarcie - i trzeba przyznać, że skutecznie medialnie - występuje przeciw rządowi PiS. Nie ma tu niekonsekwencji, bo z PiS Kołodziejczak wyleciał w 2015 r., niespełna rok po wyborach.

- Jest odważny, ale przy tym bardzo wyrywny. Na spotkaniach wszczynał awantury, wszystko nagrywał - mówi z niechęcią polityk PiS, który prosi o niepodawanie jego nazwiska. - Jako radny PiS bezpardonowo atakował burmistrza z PiS Karola Rajewskiego. To ironia losu, bo burmistrz też niedługo potem z PiS wyleciał, ale wtedy to była szanowana postać w naszej partii. Kołodziejczak umiał już wtedy zjednywać sobie ludzi. Stworzył grupkę radnych. Miał ambicje, żeby zostać burmistrzem. Teraz widzę, że sięgają już o wiele dalej, pewnie Sejmu. Rolnik po prostu szuka sławy.

Co istotne, niemal to samo powiedział Kołodziejczakowi na A2 minister Ardanowski. Choć akurat mógł to zrobić po to, by dyskusję transmitowaną na żywo przez telewizje sprowadzić do ambicji politycznych Kołodziejczaka. - Pan chce stworzyć organizację polityczną w tej chwili i to jest jedyny cel - zarzucił młodemu liderowi rolników minister rolnictwa.

- Tak, oczywiście, żeby pan miał z kim rozmawiać - rzucił mu w odpowiedzi Kołodziejczak. Lider AGROunii nie tylko opanował sztukę riposty. Jego wypowiedzi są przemyślane, dobrze zaplanowane. Potrafi przewidzieć, o co zapyta oponent lub dziennikarz.

Dlaczego zdecydował, że najskuteczniejszym miejscem protestu będzie autostrada? „Bo ta droga jest tak ważna jak rolnictwo w Polsce. Brak dobrego rolnictwa będzie generował porównywalne problemy do braku dostępnej autostrady”.

Trzeba przyznać, że nawet wśród politycznych starych wyjadaczy wywodzących się ze środowisk rolniczych jeszcze takiego nie było, który użyłby tak obrazowej i dość sensownej - z punktu widzenia rolników - metafory.

Wygląda na to, że Kołodziejczak kreuje się na zupełnie nowy typ rolnika - trybuna ludowego, który diametralnie odstaje od stereotypu prostego chłopa tłumaczącego jak krowie na granicy, o co mu chodzi. Szczerej chłopskiej twarzy też mu brakuje. To typ dobrze ubranego inteligenta, który wie, jak się zachować przed kamerą, nie tracąc zresztą przed nią nerwów.

Gdy w maju rolnicy z Unii Warzywno-Ziemniaczanej przed starostwem w Sieradzu topili unijną flagę w kapuście, na którą - jak mówili - nie ma zbytu, Kołodziejczak zasiadł w traktorze ubrany w garnitur i pod krawatem. Wyglądał bardziej na hipstera niż rolnika. A ma gospodarstwo warte 1 mln zł, dochód który przyniosło w 2016 r. to 30 tys. zł, Kołodziejczak ma też do spłaty 130 tys. zł kredytu inwestycyjnego.

Sam mówi o sobie, że jest Justinem Bieberem polskiego rolnictwa. Odwołanie się do przesłodzonej gwiazdy pop może świadczyć o sporym dystansie do samego siebie, ale z drugiej strony rolnik rzeczywiście fizycznie przypomina idola nastolatek.

Porównań z Andrzejem Lepperem i jego metodami nacisku, nie lubi. Fakt, Lepper był jednym z najzdolniejszych chłopskich polityków. Metody socjotechniki wchłaniał jak gąbka i umiał tę wiedzę skutecznie wykorzystywać. Ale musiał się uczyć, zaś Kołodziejczak zachowuje się tak, jakby się z tym urodził. Lepper miał jednak tę szczerą, chłopską twarz, Kołodziejczak nie.

Twarz Leppera bez pytań kupowali rolnicy, ale rolnicy czasu bolesnej transformacji ery Balcerowicza i późniejszej. Ale Kołodziejczak mówi już chyba do innych rolników, nie tych o szczerych wiejskich twarzach, a młodych i rzutkich jak on, europejskich - powiedzmy. I tą Europą, a może raczej tym, ile obiecał, a ile nie zrobił jeszcze dla nich polski rząd, są rozczarowanych.

Unia Warzywno-Ziemniaczana to małe stowarzyszenie rolników trzech gmin w pow. sieradzkim. AGROunia, która się tworzy, ma być czymś więcej nie tylko ze względu na zasięg, ale i pewnie ambicje polityczne liderów albo lidera. Ten ruch rozwija się głównie w centralnej Polsce. Najbliższe spotkanie awizowane jest w pow. łęczyckim.

Kto wie, na co jeszcze wpadnie „nowy Lepper”? Zapowiada kolejne protesty. Porównań z Lepperem nie lubi, ale nie wiadomo, czy jest w tym szczery.