Dwa tygodnie przed decyzją o zakończeniu produkcji syndyk Froteksu odrzucił propozycję wydzierżawienia zakładu funduszowi inwestycyjnemu.

Ta propozycja była niepoważna - tak zdawkowo komentuje Tomasz Zimkowski, syndyk ZPB Frotex. Ale wśród zwolnionych pracowników opinie są odmienne.

- Syndyk powiedział nam, że dawali za zakład śmieszne pieniądze - mówi Bogdan Kacprowicz. - Ale przecież produkcja by dalej szła, ludzie by mieli pracę, zakład by płacił podatki. Coś by się działo w mieście.

Fundusz inwestycyjny z Górnego Śląska, który wcześniej wydzierżawił elektrociepłownię Froteksu, zaproponował syndykowi, że na rok wydzierżawi część zakładu, w której prowadzona jest produkcja ręczników. W tym czasie nowa firma miała sprawdzić swoje możliwości na rynku i zdecydować, czy chce kupić zakład (w liście intencyjnym wnioskowali o prawo pierwokupu), czy się wycofać.

- Szczegółów tej oferty nie znam, nie mogę więc tego komentować - powiedział nam Josel Czerniak, w latach 90. dyrektor ZPB Frotex, który został przez śląski fundusz zaproszony do współpracy. Po zawarciu umowy z syndykiem miał pokierować zakładem i zabiegać o rynki zbytu. - Z grupą osób zaczęliśmy się jednak przygotowywać do wznowienia produkcji. Mieliśmy zamówienia na marzec o wartości ok. 1,2 mln zł. Byliśmy gotowi zatrudnić 70 osób, z możliwością zatrudniania kolejnych, gdyby firma się rozwijała.

Zdaniem Josela Czerniaka, prudnicki zakład mógł znaleźć dla siebie niszę na rynku, nawet przy dużej konkurencji podobnych wyrobów z Chin czy Turcji.

- Moglibyśmy robić ręczniki reklamowe, w przypadku których zamawiającym zależy na czasie i wolą to zrobić w kraju - podaje przykład Czerniak. - Nadchodzi sezon na ręczniki plażowe.

Nikt nie sprowadza do Polski ręczników kolorowo tkanych, bo są za drogie w imporcie. Szereg takich produktów miał szansę zaistnieć na rynku, ale trzeba zabiegać o ich zbyt, jeździć na giełdy i targi.

Daliśmy sobie perspektywę trzech miesięcy, żeby nowy zakład przestał przynosić straty. Przez ten czas oferent był gotowy dokładać do tego. Żałuję, że Frotex przestaje istnieć. Na markę tej firmy pracowały pokolenia ludzi.

Fundusz proponował syndykowi niewielką kwotę za dzierżawę obiektów i maszyn. Oddając jej najcenniejszą część zakładu, syndyk miałby problem nawet z zapłaceniem odpraw dla pozostałych stu pracowników, którzy nie znaleźliby miejsca w nowym zakładzie. Tymczasem głównym zadaniem syndyka, ustanowionego przez sąd, jest dbanie o interes wierzycieli, którym Frotex zalega ponad 20 mln zł.

- Sprawa wydzierżawienia zakładu miała trafić w połowie lutego na radę wierzycieli, ale syndyk wycofał to z obrad - potwierdza burmistrz Franciszek Fejdych. - Wyjaśnił tylko, że warunki oferenta są nie do zaakceptowania. Nie byłem w grupie osób oceniających tę ofertę, nie miałem dostępu do szczegółowych danych. Nie mogę tego oceniać, ani komentować. Mogę tylko ubolewać, że pomysł dzierżawy upadł.