Weterynarz z Olesna skończył 100 lat. Zenon Voelkel pamięta, jak miasto wyglądało po wojnie [WIDEO]

Mirosław Dragon
Mirosław Dragon
Zenon i Monika Voelkelowie dzisiaj fot. Materiały prywatne
Zenon Voelkel skończył 100 lat. Dzisiaj mieszka w Poznaniu, ale najlepiej wspomina swoje lata spędzone w Oleśnie. Ciekawostką jest, że jego syn jest jednym z najbogatszych Polaków.

Zenon Voelkel jest lekarzem weterynarii. W czerwcu czerwcu skończył 100 lat i ciągle cieszy się dobrym zdrowiem oraz świetną pamięcią.

Pochodzi z wielkopolskiego Kobylina, ale po studiach dostał nakaz pracy w Oleśnie. Został kierownikiem lecznicy dla zwierząt.

Dzisiaj mieszka w Poznaniu, ale najlepiej wspomina swoje lata spędzone w Oleśnie.

- Czas w Oleśnie to najpiękniejszy okres w moim życiu! To przede wszystkim czas pięknych przyjaźni, z których niektóre trwają do dzisiaj, jak z lekarką Zuzanną Wartenberg, która nigdy nikomu nie odmówiła pomocy - mówi Zenon Voelkel.

- Ciocia Zula Wartenberg to taki oleski doktor Judym. Cudowny, skromny, wspaniały człowiek! - dodaje Marzanna Kondratowicz, córka lekarza weterynarii z Olesna.

Oleska lekarka Zuzanna Wartenberg
Oleska lekarka Zuzanna Wartenberg fot. Materiały prywatne

Zenon Voelkel mieszkał i pracował w Oleśnie w latach 1950-62. Kiedy przyjechał, trwały jeszcze trudne powojenne czasy. Wprawdzie miasto zdążono już odgruzować (szacuje się, że Sowieci w styczniu 1945 r. zniszczyli Olesno w 75 procentach, oleski rynek leżał w gruzach), ale w mieście było dużo wolnych placów i przestrzeni, dopiero powoli rozpoczynano budowę nowych budynków i bloków.

- Dostałem kawalerkę koło cmentarza, na piętrze, a lecznica dla zwierząt mieściła się w stolarni, obok której była stajnia - wspomina Zenon Voelkel. - Na dole był warsztat stolarski, do góry było biuro. Poza pracownikiem administracji, panem Adamczykiem, nie było tam nikogo. Nie było też leków. Musiałem jeździć do Katowic, żeby zdobyć leki dla zwierząt.

- Kiedy przyszedłem w pierwszym dniu do pracy, przywitała mnie pani Pawlikowa, żona dozorcy. Z ogromnym biustem, wywalona w oknie, zapytała: „Czego pan tu sobie życzy?". Odpowiedziałem, że mam tu pracować. „Nie ma potrzeby, mąż wszystko załatwia!" Dozorca Pawlik był siłaczem, miał ogromne zdolności w poskramianiu ogierów, a wtedy wiele koni było naprawdę narowistych.

Zenon Voelkel od podstaw budował nową lecznicę dla zwierząt przy ul. Krasickiego w Oleśnie (poradnia istnieje tam do dzisiaj!).

- Pewnego razu zgłosiła się do mnie elegancka pani w kapeluszu, z apaszką. Przedstawiła się: „Jestem lekarzem stomatologii, nazywam się Krzyczkowska. Mój mąż kończy weterynarię. Mam prośbę, żeby pan go przyjął do pracy, bo inaczej dadzą mu nakaz pracy w Olsztynie! - opowiada 100-letni lekarz weterynarii. - Rozwinęła się z tego cudowna przyjaźń z moim zastępcą Leszkiem Krzyczkowskim!

Wkrótce grono przyjaciół się powiększyło: Krzyczkowscy, Wartenbergowie, Zawilscy, Gołdzińscy, Foltynowiczowie, Poźniakowie.

- To były ciężkie czasy PRL-u, ale stworzyliśmy swój własny sympatyczny świat. Co sobotę spotykaliśmy się na imprezach towarzyskich z potańcówką przy gramofonie i z poczęstunkiem! Jesienią królowały grzyby i żurek - wspomina Zenon Voelkel.

Olesno w latach 50. i 60.
Olesno w latach 50. i 60. fot. Materiały prywatne

- Praca była bardzo ciężka. Czasami pracowałem wręcz całą dobę. Ludzie wzywali mnie, żeby ratować zwierzęta gospodarskie, zwłaszcza że zwierząt było wtedy mało. W gospodarstwie każda krowa czy koń były na wagę złota - mówi 100-letni lekarz weterynarii.

Gospodarstwa głównie prowadziły kobiety. Ich mężowie zginęli na wojnie lub byli jeszcze w niewoli.
- Wiele Ślązaczek nie znało polskiego. Mówiłem z nimi po niemiecku, więc wezwano mnie do Urzędu Bezpieczeństwa! - dodaje Zenon Voelkel.

Ciekawostką jest, że jego syn lekarza weterynarii z Olesna Piotr Voelkel jest jednym z najbogatszych Polaków. Urodził się w Oleśnie i doskonale pamięta swoje dzieciństwo.

- Mieszkaliśmy w budynku lecznicy dla zwierząt przy ul. Krasickiego. Na dole była przychodnia, na pierwszym piętrze mieszkaliśmy my, a na drugim dozorca. Przy lecznicy była stajnia, w której ojciec leczył zwierzęta - wspomina Piotr Voelkel. - Kiedy byłem dzieckiem w latach pięćdziesiątych, pamiętam już nie gruzy, ale wiele placów budowy, na których bawiliśmy się z kolegami. Koło naszego domu powstawały domy bliźniaki i bloki.

- Pamiętam naszą gosposię, starą Ślązaczkę, która chodziła w tradycyjnym śląskim stroju ludowym i nauczyła mnie nie tylko gwary śląskiej, ale także całej mszy świętej po łacinie! Pamiętam też, że mieliśmy kierowcę SS-mana! Tata jako dyrektor lecznicy dla zwierząt dostał samochód służbowy. Ale to były czasy, kiedy służbowy samochód mógł prowadzić tylko zawodowy kierowca. W Oleśnie nie było nikogo z takimi kwalifikacjami i w końcu władze znalazły w więzieniu byłego kierowcę zawodowego z SS. Został kierowcą w przychodni weterynaryjnej. Z drugiej strony sekretarzem w lecznicy był były polski żołnierz, czołgista z dywizji pancernej generała Stanisława Maczka - dodaje Piotr Voelkel.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie