Barbara i Mikołaj. Tych grudniowych świętych znamy głównie z pobożnej legendy

KOG
Ikona św. Mikołaja autorstwa Aleksandra Pietrowa (1294).
Ikona św. Mikołaja autorstwa Aleksandra Pietrowa (1294). Wikipedia
Świętą Barbarę ze świętym Mikołajem łączy nie tylko bliskość w grudniowym kalendarzu. Oboje pochodzą z czasów, gdy Kościół nie był podzielony, więc są czczeni i popularni zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Do tego o obojgu bardzo mało wiemy z historii, a znacznie więcej z legendy.

Nie wiemy dokładnie, ani kiedy, ani w jakich okolicznościach święta Barbara z Nikomedii poniosła śmierć. Przypuszcza się, że zapewne ok. roku 305, kiedy nasilenie prześladowań za panowania cesarza Maksymiana Galeriusza (305-311) było największe - nie ukrywa autor tekstu, jaki został umieszczony w brewiarzowej „Godzinie czytań” przeznaczonej na dzień wspomnienia św. Barbary, czyli 4 grudnia. Nie znamy również miejscowości, w której święta żyła i oddała życie za Chrystusa. Jej żywot jest utkany legendą.

Według owych legend Barbara była piękną córką bogatego poganina Dioskura z Heliopolis w Bitynii w Azji Mniejszej, czyli w dzisiejszej Turcji (z tej samej części starożytnego świata pochodzi również św. Mikołaj).

Ojciec wysłał ją na naukę do Nikomedii. Tam zetknęła się z chrześcijaństwem. Miała prowadzić korespondencję z wielkim filozofem i pisarzem, wybitnym badaczem i komentatorem Pisma Świętego Orygenesem z Aleksandrii. Rzekomo pod jego wpływem przyjęła chrzest i złożyła ślub czystości.

Taka przyszłość dla młodej kobiety nie była ani trochę w smak jej ojcu. Chciał koniecznie wydać córkę za mąż. Więc żeby złamać jej opór, uwięził ją w wieży. Właśnie wieżę można zobaczyć na wielu obrazach świętej w różnych czasach. Zwykle z trzema okienkami, które patrzącemu na portret mają przypominać jej niezłomną wiarę w Trójcę Świętą.

Świętą Barbarę zabił własny ojciec

Barbara mimo uwięzienia zostaje przy swoim. Zagniewany ojciec zaczyna od głodzenia i pogróżek, domagając się i zgody na małżeństwo, i wyrzeczenia się wiary. Kiedy to nie poskutkowało, ojciec zaprowadził ją do sędziego i oskarżył. Sędzia rozkazał najpierw Barbarę biczować, jednak chłosta - jak głosi legenda - wydała się jej jakby muskaniem pawich piór. W nocy po egzekucji miał ją odwiedzić anioł, zaleczyć jej rany i udzielić Komunii św. Stąd na wielu portretach trzyma w ręku pawie pióra i towarzyszy jej anioł z kielichem.

Sędzia okazał się równie nieustępliwy jak ojciec. Kazał Barbarę bić maczugami, przypalać ogniem, a wreszcie obciąć jej piersi. Kiedy chciał ją w takim stanie pognać ulicami miasta, raz jeszcze zjawił się anioł i okrył jej ciało białą szatą. Sędzia zrozumiał, że torturami niczego nie osiągnie. Wydał więc wyrok, by ściąć Barbarę mieczem. Wykonawcą uczynił ojca dziewczyny. Podobno ledwie kat odłożył miecz, zginął rażony piorunem.

Tyle legenda równie pobożna, co okrutna. Chrześcijanie w kolejnych wiekach wiązali postać św. Barbary z przeświadczeniem, że jest ona patronką dobrej śmierci. Prawdopodobnie wpłynęły na to tak drastyczne okoliczności końca jej życia. Uważano, że uchroni ona od nagłego i niespodziewanego odejścia z tego świata. Wierzono także, iż jej wstawiennictwo pozwala zakończyć życie pojednanym z Bogiem.

Jako patronkę dobrej śmierci czcili św. Barbarę przede wszystkim ci, którzy na śmierć nagłą i niespodziewaną są najbardziej narażeni: górnicy, hutnicy, marynarze, rybacy, żołnierze, kamieniarze, więźniowie itp. Polecali się jej wszyscy, którzy chcieli sobie uprosić u Pana Boga śmierć szczęśliwą. W Polsce istniało nawet bractwo św. Barbary, patronki dobrej śmierci. Należał do niego m.in. św. Stanisław Kostka. Nie zawiódł się.

Górników do związania swoich zawodowych losów z opieką św. Barbary mogła skłonić kolejna legenda. Zgodnie z nią, kiedy dziewczyna kolejny raz uciekała przed ojcem (lub z więzienia), rozstąpiła się przed nią skała i udało się przecisnąć przez szczelinę. Ta opowieść z czasem zyskała ciąg dalszy. Barbarze udało się schronić na jakiś czas w kamieniołomie. Tam spotkała górników. Dzieliła z nimi trudy życia, pielęgnowała ich i opiekowała się nimi. Tak samo jak teraz opiekuje się nimi z nieba.
Oczywiście dzisiejsze barbórkowe obchody górnicze mają w sobie więcej elementów zabawowych niż religijnych. Co nie zmienia faktu, że rozpoczynają się one często mszą św. za żyjących i zmarłych górników. W wielu kopalnianych cechowniach wciąż stoją figurki patronki. A do jej przypuszczalnego wieku w chwili śmierci nawiązuje liczba guzików - 29 - przy galowym górniczym mundurze.

Nietypowa śmierć, zadana ręką własnego ojca, rozsławiła cześć św. Barbary na Wschodzie i na Zachodzie. Żywoty jej ukazały się w wielu językach starożytnego świata: greckim, syryjskim, koptyjskim, ormiańskim, chaldejskim, a w wiekach średnich we wszystkich językach europejskich.

W wieku VI cesarz Justynian sprowadził relikwie świętej Barbary do Konstantynopola. Stąd zabrali je Wenecjanie w 1202 roku do swojego miasta, by przekazać je z kolei pobliskiemu Torcello, gdzie znajdują się do dziś w kościele św. Jana Ewangelisty.
Również w Polsce kult św. Barbary był zawsze bardzo żywy. Już w modlitewniku Gertrudy, córki Mieszka II (żyła w XI wieku), wspominana jest ona pod datą 4 grudnia.

Pierwszy w Polsce kościół ku jej czci wystawiono w 1262 r. w Bożygniewie koło Środy Śląskiej. Poza Polską św. Barbara jest darzona czcią także w Czechach, Saksonii, Lotaryngii, południowym Tyrolu, a także w Zagłębiu Ruhry. W Nadrenii uważana jest także za towarzyszkę św. Mikołaja - warto wiedzieć, że w wielu miejscach to właśnie ona obdarowuje dzieci prezentami.

Świętą Barbarę często przedstawia się wraz z wieżą, koniecznie z trzema okienkami.
Świętą Barbarę często przedstawia się wraz z wieżą, koniecznie z trzema okienkami. Wikipedia

Święty Mikołaj jest z północy czy z południa

Mikołaja wielu dorosłych i dzieci sytuuje raczej w mroźnej Laponii niż w niebie. Do świata komercji został wessany z całą siłą, kiedy w roku 1931 ubrana w czerwony strój i czapę dobroduszna, uśmiechnięta postać - dzieło Huddona Sundbloma - stała się reklamą Coca-Coli.

W kulturze popularnej - Mikołaj był w niej zresztą obecny już przed wiekami - początkowo Święty Mikołaj przybywał z południa. W średniowiecznym, zwłaszcza wczesnorenesansowym Amsterdamie przypływał żaglowcem z dalekich ciepłych mórz, a wór z prezentami niósł za nim ciemnoskóry sługa.

Ale człowiek z ciepłych krajów nie bardzo pasował do zaśnieżonego zimowego pejzażu. Toteż gdy w roku 1823 Clement Clarke Moore napisał wiersz „Noc wigilijna” św. Mikołaj przybywa w nim saniami zaprzężonymi w renifery z bieguna północnego. O autorze ani o wierszu mało kto dziś pamięta, ale tradycja sięgająca Laponii trwa w najlepsze.

Postać świętego Mikołaja bez biskupich atrybutów spopularyzował także amerykański karykaturzysta Thomas Nast. W styczniu 1881 opublikował ilustrację, na której św. Mikołaj rozdaje prezenty żołnierzom biorącym udział w wojnie secesyjnej. Było to prawdopodobnie pierwsze przedstawienie świętego z charakterystyczną czapą zamiast mitry.

Święty noszący to imię urodził się w 270 roku w Patarze, w Azji Mniejszej Po śmierci jego ciało pochowano - a wcześniej prawdopodobnie je wykradziono - w Bari. W tej samej bazylice, w której ma grób królowa Bona.

Był jedynym, długo oczekiwanym i gorąco wymodlonym dzieckiem bogatych rodziców. Kiedy ci zmarli z powodu zarazy, prawdopodobnie około 300 roku, zostawili synowi pokaźny majątek.

Od owego majątku rozpoczyna się jedna z najbardziej znanych i sympatycznych historii w życiu świętego. Otóż pewien zacny, ale niezamożny mieszkaniec Patary miał trzy córki. Brakowało mu pieniędzy na posag, co w tamtym czasie i miejscu groziło dziewczynom nie tylko przymusowym staropanieństwem. Mogło się też skończyć ich degradacją do roli prostytutek. Gdyby nie Mikołaj.

Pewnej nocy wrzucił on przez okno domu owej rodziny mieszek z monetami albo, jak chcą inne wersje tej opowieści, owinięte w tkaninę grudki złota. Wkrótce pierwsza z córek wyszła za mąż. Niedługo potem Mikołaj powtórzył swój gest i kolejny raz w domu biednych sąsiadów odbyło się wesele. Za trzecim razem obdarowany ojciec postanowił przyłapać dobroczyńcę. Kiedy rozpoznał Mikołaja rzucającego sakiewkę po raz trzeci, ten kazał mu stanowczo milczeć o swoim udziale w całej sprawie.
W obyczaju śladem tamtej historii jest związany do dziś z postacią św. Mikołaja element tajemnicy i niespodzianki, która powinna towarzyszyć upominkom dawanym 6 grudnia, zwłaszcza dzieciom. W ikonografii często można spotkać biskupa Mikołaja w mitrze na głowie i z pastorałem w jednej, a trzema sakiewkami lub trzema złotymi kulami w drugiej ręce.
Nie zawsze się dziś pamięta, że Mikołaj był biskupem w niezbyt odległej od Patary Myrze (w sąsiedztwie jego ruin znajduje się dziś tureckie miasto Demre).

Jeśli wierzyć biografiom świętego - pierwsza z nich powstała gdzieś między VIII a IX wiekiem w Konstantynopolu - i pobożnym legendom, z biskupstwem Mikołaja związana jest następująca anegdota. Kiedy zmarł poprzedni biskup Myry - prawdopodobnie był nim zresztą wujek Mikołaja - temu ostatniemu nawet do głowy nie przychodziło, że mógłby go zastąpić. Procedura mianowania nowego biskupa wyglądała trochę inaczej niż dziś. Nie było nuncjatur w naszym rozumieniu ani zwyczaju przedstawiania papieżowi listy potencjalnych kandydatów, aby on dokonał ostatecznego wyboru.

Kto pierwszy - ten biskup

Nowego pasterza wybierali przedstawiciele danej metropolii kościelnej, przede wszystkim biskupi. Tym razem nie byli jednak w stanie zdecydować się zgodnie na żadnego kandydata. Kiedy procedura się przedłużała, jeden z biskupów miał sen, że najlepszym będzie ten, który następnego dnia rano przyjdzie pierwszy do kościoła. Zgromadzenie uznało sugestię za znak Boży i już chwilę po północy czekało w kościele na kandydata. Okazał się nim gorliwy i pobożny Mikołaj.
Jako biskup miał się troszczyć o potrzeby materialne swoich diecezjan, zwłaszcza najbiedniejszych.

Według kościelnej tradycji, jak wielu chrześcijan w jego czasach nie uniknął prześladowania. Za panowania cesarza Dioklecjana miał trafić do więzienia, być torturowanym i biczowanym za swoją wiarę. Ostateczną wolność miał mu przynieść dopiero edykt mediolański Konstantyna I Wielkiego, który nadawał chrześcijanom prawo do legalnego funkcjonowania na równi z wyznawcami innych religii. Ten sam cesarz zwołał w 325 roku Sobór w Nicei. Mikołaj, biskup Myry, był, jak się uważa, jednym z 318 jego uczestników. Brał więc udział m.in. w uchwaleniu zasady, iż Wielkanoc obchodzi się w Kościele zawsze w pierwszą niedzielę po żydowskim święcie Paschy, czyli po pierwszej wiosennej pełni. Ostro polemizował z Ariuszem - wyznawcą poglądu, że Chrystus Syn Boży nie posiada pełni bóstwa, na równi z Ojcem. Mikołaj podobno spoliczkował Ariusza podczas sporu i trafił za to na jakiś czas do aresztu.

Ciekawsze od tych strzępów biografii są chyba związane z działalnością Mikołaja biskupa cuda. Musiało ich być sporo, skoro Kościół prawosławny do dziś nazywa tego świętego chętnie Mikołajem Cudotwórcą. Taki właśnie tytuł - po włosku i po rosyjsku - został umieszczony na pomniku św. Mikołaja stojącym przed bazyliką w Bari.

Jeden z cudów uczynił Mikołaja patronem żeglarzy i podróżników. Kiedy płynącemu obok wybrzeży Lycji statkowi groziła katastrofa z powodu sztormu, marynarze - jako ostatniej deski ratunku - spróbowali modlitwy o ocalenie. Podobno wtedy objawił się biskup Mikołaj i poradził, jak mają poprzestawiać ładunek, by statek uniknął najgorszego.

Biskup zatroszczył się o swoich diecezjan, gdy w okolicy zapanował głód. Przez port w Myrze płynęły statki ze zbożem do cesarskich spichlerzy. Mikołaj namawiał ich kapitanów, by choć małą część ładunku zostawili mu z myślą o potrzebujących. Ustępowali natarczywej prośbie biskupa. Jakież było ich zdziwienie, gdy po przybyciu na miejsce okazywało się, że zboża w ładowniach wcale nie ubyło.

Biskup Mikołaj zmarł między 345 a 352 rokiem. Rok nie jest pewny, ale co do daty dziennej nie ma wątpliwości - 6 grudnia. Jak na tamte czasy dożył niezwykle sędziwego wieku - przekroczył 70 lat. Jego kult szybko się rozwijał. Już w VI wieku cesarz zbudował w Konstantynopolu potężną bazylikę noszącą jego imię. Z czasem było świątyń z nim związanych coraz więcej - na Zachodzie i na Wschodzie. Dziś tylko w Polsce jest on patronem ponad 300 kościołów.

Bona u góry, Mikołaj na dole

Jego szczątki trafiły ponad 900 lat temu do Bari we Włoszech. Podupadające miasto chciało podnieść swój prestiż, sprowadzając ciało wielkiego świętego. Nie ono jedno. Podobne zamiary miały także Wenecja i Genua. Ale wysłannicy z Bari byli najszybsi. Być może dostali zgodę miejscowych władz na zabranie relikwii, by uchronić je przed zbezczeszczeniem przez tureckich muzułmanów. Ale równie prawdopodobne jest, że szczątki świętego wykradziono, korzystając z tego, że strzegło ich ledwo czterech zakonników.

Do Bari relikwie przypłynęły 9 maja 1087 roku. Początkowo przechowywano je w niewielkim kościele św. Eustracjusza. Dwa lata później w obecności papieża ciało złożono w gotowej już krypcie bazyliki. Swój dzisiejszy kształt ten romański kościół zyskał w 1197 roku. Odwiedzają go katolicy i prawosławni.

Bo też św. Mikołaj żył na długo przed schizmą wschodnią i podziałem chrześcijaństwa i jest czczony i na Zachodzie, i na Wschodzie.

Także dzisiaj nie dziwią nikogo rosyjskie napisy pod eksponatami w bazylice, ani śpiewny wschodni język słyszany tu często w sklepie z pamiątkami. Przecież dla wielu religijnych Rosjan św. Mikołaj jest kimś na kształt św. Piotra, który pomaga dostać się do nieba. Dawniej w ręce zmarłych wkładano listy do św. Mikołaja, polecając ich jego opiece.
A w bazylice na górze nikt nie przejdzie obojętnie obok wielkiej, około 2-metrowej figury świętego - w złotej szacie i z pastorałem w ręku.

Polacy obecni w Bari zwykle nie omijają też - w tym samym kościele - grobowca królowej Bony z tutejszego rodu Sforzów ufundowanego przez jej córkę, Annę Jagiellonkę. Nad sarkofagiem umieściła ona figurę klęczącej królowej - między św. biskupem Stanisławem - patronem Polski - i św. Mikołajem - patronem miasta.

Tłumy pielgrzymów z całego świata przyjeżdżają do miasta 9 maja - gdy figurę świętego obwozi się uroczyście po ulicach Bari, a także 6 grudnia. wtedy na pierwszą poranną mszę przychodzą najliczniej dziewczyny na wydaniu. Zgodnie z miejscową tradycją ta, która tego dnia trzy razy obejdzie dookoła jedną z kolumn w krypcie, w najbliższym roku wyjdzie za mąż.

Ikona św. Mikołaja autorstwa Aleksandra Pietrowa (1294).
Ikona św. Mikołaja autorstwa Aleksandra Pietrowa (1294). Wikipedia

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

kup najtaniej

OnePlus

OnePlus 10T 5G 16/256GB Czarny

3 381,33 zł

kup najtaniej

Apple

Apple iPhone 12 Pro 128GB Grafitowy Graphite

4 149,00 zł

kup najtaniej

Xiaomi

Xiaomi 12 5G 8/128GB Szary

2 499,00 zł

kup najtaniej

Apple

Apple iPhone 13 Pro Max 128GB Mocny Grafit

5 569,00 zł

kup najtaniej

Apple

Apple iPhone 13 Mini 128GB Alpejska zieleń

3 290,00 zł

kup najtaniej

Motorola

Motorola G62 4/128GB Szary

895,00 zł
Materiały promocyjne partnera

Nocna bitwa nad Dnieprem. Batalion Terror stoczył bój z Rosjanami

Materiał oryginalny: Barbara i Mikołaj. Tych grudniowych świętych znamy głównie z pobożnej legendy - Plus Nowa Trybuna Opolska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na nto.pl Nowa Trybuna Opolska
Dodaj ogłoszenie