Malutki Bartek czeka na Waszą pomoc

Redakcja
Leczenie chłopca można wesprzeć wpłacając pieniądze na konto Opolskiego Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom z Zespołem Downa.
Leczenie chłopca można wesprzeć wpłacając pieniądze na konto Opolskiego Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom z Zespołem Downa. Sławomir Mielnik
Chory na Zespół Downa chłopiec cudem przeżył sepsę, ale lekarze musieli mu amputować rączki i nóżki. Teraz potrzebuje protez.

- Lekarze powiedzieli, że to najgorsza odmiana sepsy. Stan dziecka był krytyczny. Kazali nam przygotować się na najgorsze, bo tylko 1% chorych przeżywa - mówi przez łzy Jolanta Kurhofer, mama chłopca.

Ale zaraz na jej twarzy pojawia się uśmiech. Bo przecież chłopiec żyje, a to dla Kurhoferów jest najważniejsze.

- Kiedy tuż po porodzie lekarze powiedzieli mi, że Bartuś prawdopodobnie ma Zespół Downa, świat posypał mi się na głowę. Wcześniej widziałam takie dzieci, ale tylko w telewizji, a tu nagle dotknęło to naszego synka. Bałam się, że dzieci będą go wytykały palcami, że będzie cierpiał - wspomina pani Jolanta. Wtedy nie wiedziała jeszcze, że to dopiero początek okrucieństw, jakie dla jej synka przygotował los.

Lekarze ostrzegali rodziców, że chłopiec może mieć problemy z odpornością. - Ale do lata mały był okazem zdrowia. Właściwie nawet kataru nigdy złapał - wspomina mama.

Tego, że stanie się nieszczęście nic nie zapowiadało.

- W lipcu wybraliśmy się z mężem na wesele. Bartuś był z nami. Bawił się, a przy tym rozbawiał wszystkich dookoła - wspomina mama. - Następnego dnia poszłam z nim na spacer. Mały nie wyglądał na chorego, ale zaniepokoiło mnie to, że bardzo szybko oddycha. Dotknęłam jego czoła i się przeraziłam, bo było okropnie rozpalone - opowiada.

Kobieta zadzwoniła do lekarza, ale ten zalecił, żeby podała dziecku czopek i obserwowała. Po lekarstwie temperatura faktycznie spadła, ale w nocy stan Bartusia mocno się pogorszył.

- Mały zwymiotował, zaczęłam go przebierać, ale on nawet nie otworzył oczu. Leciał mi przez ręce, jakby był nieprzytomny - wspomina.

Rodzice w nocy zawieźli chłopca do szpitala. Lekarze natychmiast kazali podać mu tlen, reanimowali go.

- Przeraziłam się, bo początkowo myślałam, że wyżynają mu się ząbki i stąd ta gorączka. Później niewiele już pamiętam, bo na przemian płakałam i modliłam się, żeby przeżył - opowiada. Modlili się też mieszkańcy Jełowej, w której mieszkają Kurhoferowie.

Rano rodzice dowiedzieli się, że dziecko ma sepsę. - Lekarz powiedział, że jego stan jest krytyczny, że przestaje pracować wątroba, płuca, nerki i Bartuś może w każdej chwili umrzeć. Później na jego malutkim ciałku zaczęły pojawiać się czarne plamy. Ktoś kto tego nie widział, nie jest sobie w stanie tego wyobrazić - relacjonuje.

Mijały dni, a stan chłopca się nie poprawiał. Nóżki i rączki zaczęły robić się czarne, a na nich pojawiały się wypełnione wodą pęcherze. - Lekarze tłumaczyli, że to krew nie dochodzi do kończyn i wdaje się w nie martwica. Kiedy oglądałam pokłute ciałko synka, z którego wychodziły dziesiątki rurek, myślałam, że mi serce z bólu pęknie - opowiada mama chłopca.

W końcu lekarze zdecydowali, że trzeba amputować obie rączki i obie nóżki. Nie obiecywali, że dziecko wyzdrowieje, ale tylko amputacja dawała szansę, na to, że chłopiec przeżyje.

- Mały po tej operacji faktycznie zaczął wracać wśród żywych. Lekarze nie mogli wyjść z podziwu, że pokonał śmiertelną chorobę - opowiada pani Jolanta.

Teraz rodzice walczą o to, żeby Bartuś, na tyle, na ile to możliwe, mógł żyć normalnie.

- Chcemy kupić specjalistyczny fotelik, w którym mógłby siedzieć. Zamiast rączek i nóżek ma krótkie kikutki, więc bez stabilizatora nie ma się jak oprzeć i cały czas się przewraca - opowiada pani Jolanta. Taki fotelik kosztuje 4 tys. złotych, a dla nas to majątek - mówi.

Na tym wydatki się nie kończą.

Aby blizny szybciej się goiły rodzice kupują specjalną maść. - 5 gramów kosztuje 160 zł, a my na tydzień zużywamy 60 gramów - opowiadają.

Rodzice marzą o protezach dla synka, ale to też ogromny wydatek.

- Zestaw protez rąk i nóg kosztuje 25 tys. złotych, ale zanim dziecko skończy 3 rok życia trzeba je co pół roku wymieniać - tłumaczy mama chłopca. - Zależy nam na tym, żeby uczyć Bartka samodzielności, żeby nie był zależny od innych, dlatego zrobimy wszystko, aby zebrać te pieniądze - zapewniają rodzice. - Synek jest taki cudowny. Cały czas chciałby, żeby go tulić i pieścić. Kiedy po tym wszystkim co przeszedł uśmiecha się do mnie to serce mi mięknie - mówi wzruszona pani Jolanta.

Leczenie chłopca można wesprzeć wpłacając pieniądze na konto Opolskiego Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom z Zespołem Downa, pod opieką którego jest Bartuś: 96 1020 3668 0000 5602 0331 4960 z dopiskiem “Dla Bartka".

W akcję pomocy chłopcu oprócz NTO, włączyły się również inne opolskie media: Gazeta Wyborcza, Radio Opole oraz TVP Opole.

Wideo

Komentarze 26

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Chciałbym nawiązac do sytuacji na stacji PKP w Opolu. Jak bumerang powraca temat bezpańskich psów i ich cuchnących kup. Wychodząc z pociągu (od strony peronu z Częstochowy) zostałem zaatakowany. Pieski wbiegały do składu zrobiły kupe i uciekły.Nie mówiąc o zasranym peronie dworcu z pijanymi menelami i agresywnymi psami i kotami.Nie mówiąc o dworcu głównym gdzie sika i sra gdzie popadnie bez wstydu lokalna penerka.Wieczorami dzieją się tam dantejskie sceny bijatyki i agresywne zwierzęda.Toż to woła o pomste do nieba.Gdzie są służby porządkowe i SOK ? Widocznie śpią po kątach.Ludzie uciekają żeby nie dostać w morde albo zostać pogryzionym. Grupki młodych podpitych cweli grozi czym popadnie:nożami pałkami itp. To jest OPOLE albo raczej POLE po nawożeniu obornika pytam się ???? A może Straż Leśna jest tam potrzebna albo Wojsko najlepiej G.R.O.M. Zrobić odstrzał i raz na zawsze będzie spokój.

B
Basia

Witajcie
jestem matką Olenki i Zuzi z zespołem Downa. Ola urodziła się w maju i przeszliśmy prawdziwe piekło ale dzięki modlitwie i wsparciu wielu osób Ola wyzdrowiała i nie doszło po sepsie do amputacji kończyn. Proszę wszystkich o wsparcie dla Batrusia sama postararam się pomóc jak tylko będę mogła. A Wam drodzy Rodzice życzę wytrwałości, wiary i uśmiechu. Dzieci z zespołem są cudowne wymagają tylko więcej cierpliwości. Moja starsza Córeczka ma 7 lat a Oleńka 3 miesiace odałabym życie za Nie.
Natomiast wszystkich, którzy to czytają proszę o wsparcie dla Bartusia,to są olbrzymie koszty i liczy się każdy grosik.
dziekuje
pozdrawiam

G
Gość
Ta pani ma 50lat.Dobrze wiedziała że urodzi dziecko z downem,bo w tym wieku robi się badania genetyczne w czasie ciąży.Można legalnie je usunąć.Jeśli tego nie zrobiła i urodziła to jej sprawa i niech se radzi sama.Ja też ze względu na wiek byłam do tego przygotowana lecz natura zdecydowała za mnie i poroniłam.

Psa bym Ci pod opiekę nie oddał.....
M
Miłosz

wielki szacunek dla rodziców ze sie nie poddaja. To najwazniejsze .Pozdrawiam

A
Artur

Najwazniejsza jest miłosc - Te dzieci musza wiedziec ze sa kochane i maja oparcie w nas (równiez rodzice tych dzieci ) a oczywiscie pieniadze tez wiec pomuszmy niech kazdy wysle chociaz 10zł a powstanie wielka kwota (zobaczycie) A ci co pisza o Bogu to (wyznania sa rózne ) a my i tak jestesmy tacy sami . Pamietajmy ze kiedys nas tez moze to spotkac (oby nie) .A ludzi którzy moga jest wielu - tylko trzeba to nagłosnic .Pozdrawiam

a
aldona
Ta pani ma 50lat.Dobrze wiedziała że urodzi dziecko z downem,bo w tym wieku robi się badania genetyczne w czasie ciąży.Można legalnie je usunąć.Jeśli tego nie zrobiła i urodziła to jej sprawa i niech se radzi sama.Ja też ze względu na wiek byłam do tego przygotowana lecz natura zdecydowała za mnie i poroniłam.

Wstydz sie kobieto,jak mozesz takie glupoty wypisywac.
K
Krzysztof

A ja nie mógłbym modlić się do takiego boga, który chyba jest sadystą. Jeżeli sprawia mu radość krzywdzenie najbezbronniejszych istotek to nie chce mieć z tym czymś nic do czynienia. Ale bardzo się cieszę, że Bartuś ma tak kochających rodziców i widać, że dziecko jest szczęśliwe z nimi. Miejmy nadzieję, że starczy im sił żeby zmierzyć się z tak wielkim wyzwaniem. Mam rocznego synka i wiem ile czasu, cierpliwości i poświecenia wymaga zajmowanie się małym smykiem. I wiecie co, nie trać my czasu na pisanie tych komentarzy i zróbmy coś co pomoże temu dziecku cieszyć się każdym dniem. Ja dziś wpłacam "parę złotych". Zróbcie to samo już teraz, bo za parę lat pewnie nie będzie już takiego rozgłosu medialnego, a rodzice będą potrzebowali wciąż pomocy finansowej.

K
Krysia
Ta pani ma 50lat.Dobrze wiedziała że urodzi dziecko z downem,bo w tym wieku robi się badania genetyczne w czasie ciąży.Można legalnie je usunąć.Jeśli tego nie zrobiła i urodziła to jej sprawa i niech se radzi sama.Ja też ze względu na wiek byłam do tego przygotowana lecz natura zdecydowała za mnie i poroniłam.

Człowieku,pamiętaj że słowo może zabić.Twoje słowa ranią.
O
Olcia

Ludzie zastanówcie sie zanim coś napiszecie, nic nie wiecie na ten temat a wielce się tu afiszujecie! Skąd wiecie ile ta kobieta ma lat?? Czy nie robiła badań genetycznych?? Nie wiecie...a słowa ranią bardziej niż czyny. Nie życzę nikomu takiej tragedii!

M
Monika

Jestem bardzo jaka to maść kosztuje aż tyle .... i to na blizny ?

g
gosc
Ta pani ma 50lat.Dobrze wiedziała że urodzi dziecko z downem,bo w tym wieku robi się badania genetyczne w czasie ciąży.Można legalnie je usunąć.Jeśli tego nie zrobiła i urodziła to jej sprawa i niech se radzi sama.Ja też ze względu na wiek byłam do tego przygotowana lecz natura zdecydowała za mnie i poroniłam.

100% racji
t
też matka

Mamo Bartusia, jest Pani prawdziwą matką, taką co kocha i gotowa jest wszystko dla swojego dziecka zrobić... Nie wiedzą co mówią Ci, którzy w życiu tragedii nie przeżyli... Życzę Pani i Bartusiowi siły, szczęśliwych chwil i wsparcia dobrych ludzi,których pomimo wszystko nadal jest więcej niż tych złośliwych, zgorzkniałych, niemyślących, a może po prostu nieszczęśliwych. Jestem całym sercem z Wami.
Mój młodszy synuś też urodził się z Zespołem Downa i kocham go całym sercem tak samo jak moje zdrowe dziecko, a może nawet ciut mocniej,a na pewno inaczej...
Pozdrawiam serdecznie.

c
czytelniczka
Ta pani ma 50lat.Dobrze wiedziała że urodzi dziecko z downem,bo w tym wieku robi się badania genetyczne w czasie ciąży.Można legalnie je usunąć.Jeśli tego nie zrobiła i urodziła to jej sprawa i niech se radzi sama.Ja też ze względu na wiek byłam do tego przygotowana lecz natura zdecydowała za mnie i poroniłam.

Ty krowo taka katoliczka z ciebie,ja nie znam tej rodziny Kurhofer,bo mieszkam w Niemczech,pochodze jednak z jelowej,ale podziwiam ich,wiedza jak kochac dzieci,to sa prawdziwi rodzice-a ty napewno przyjmujesz fagasow i potem usuwasz kolejne ciaze-idiotko,a do kosciola napewno pierwsza-wstyd.Pani KURHOFER to matka prawdziwa,serdeczna i kochajaca-zycze jejszczescia calego swiata,a ty idz sie znow wyskrobaj
J
Jaska

Co to za wredny Jelowski babsztyl napisal? idz lepiej gnój przerzucac durna babo,zamiast takie bezmyslne komentarze pisac. Oni nie prosza o pieniadze na leczenie zespolu Downa tylko na masc i protezy i chwala im za to ze kochaja i walcza o Bartusia.

m
matka
Ta pani ma 50lat.Dobrze wiedziała że urodzi dziecko z downem,bo w tym wieku robi się badania genetyczne w czasie ciąży.Można legalnie je usunąć.Jeśli tego nie zrobiła i urodziła to jej sprawa i niech se radzi sama.Ja też ze względu na wiek byłam do tego przygotowana lecz natura zdecydowała za mnie i poroniłam.

Kobieto, to dobrze, że to dzieciątko nie przyszło na świat, bo nie zasłużyłaś na nie! Chwała mamie Bartka, że urodziła małego, zapewne mając świadomość, że dziecko może być niepełnosprawne. Te dzieci są takie same jak zdrowe, jednak bardziej kochane, dobre i niewinne. To jest życie i nikt nie ma prawa oprócz Boga kończyć je, kiedy tylko pojawią się trudności. A my, ludzie jesteśmy gorsi od zwierząt, bo świadomie zabijamy dla własnej wygody! Bartuś jest darem, jest kochany i upragniony przez rodziców. Chwała im za odwagę! Tyle pieniędzy wydajemy na pierdoły, rzeczy nieważne i często szybko wyrzucane! Gdyby każdy co miesiąc wydał 1 złotych na chore i potrzebujące dzieci, zebrałaby się z tego ogromna suma! Przecież trzeba tak niewiele, aby zyskać tak wiele
Dodaj ogłoszenie