My z Covidowego. Pracownicy szpitala w Kędzierzynie-Koźlu o kulisach pracy. Dr Skubis: dla rodziny najgorszy jest brak kontaktu z chorym

Radosław Dimitrow
Radosław Dimitrow
- Najgorsza była II fala - przyznaje dr Stanisław Skubis. - Pacjenci krążyli między szpitalami. Mieliśmy pacjentów ze świętokrzyskiego, dolnośląskiego, śląskiego, małopolskiego…
- Najgorsza była II fala - przyznaje dr Stanisław Skubis. - Pacjenci krążyli między szpitalami. Mieliśmy pacjentów ze świętokrzyskiego, dolnośląskiego, śląskiego, małopolskiego… myzcovidowego.pl
Jak wygląda praca w szpitalu covidowym? Z czym wiąże się walka o życie i zdrowie chorych? Jakie emocje temu towarzyszą i czy pracownicy szpitala boją się koronawirusa? O tym wszystkim opowiada personel szpitala w Kędzierzynie-Koźlu w serii wywiadów pt. "My z covidowego".

Dr Stanisław Skubis od 5 lat pracuje na oddziale wewnętrznym szpitala w Kędzierzynie-Koźlu. Od roku 2020, jako kierownik oddziału covidowego – wielospecjalistycznego dla pacjentów zarażonych SARS-CoV-2

Dr Stanisław Skubis:

- Na początku każdy się bał o siebie, o rodzinę. Refleksja dopiero przyszła po kilku dniach funkcjonowania, w momencie gdy pojawili się pierwsi pacjenci.

Jakie są zagrożenia? Co nas może czekać? Do pierwszych dni – poniedziałku, wtorku – tak naprawdę nikt sobie nie zdawał sprawy z tego, jak to będzie wyglądało.

Po kilku dniach zaczęliśmy się organizować, planować wszystko, układać sobie pracę. Były dwa takie trudne momenty.
Pierwszy moment to właśnie dni przygotowania do otwarcia szpitala. Nie mieliśmy żadnego wsparcia merytorycznego. Dostaliśmy decyzję o przekształceniu, natomiast nie mieliśmy nikogo, od kogo mogliśmy się uczyć. Musieliśmy do wszystkiego dochodzić sami.

Drugi taki moment, to była druga fala epidemii. Napór pacjentów był tak duży, że przestawaliśmy sobie dawać radę. Brakowało miejsc, brakowało czasu, brakowało personelu… Było bardzo trudno. To było funkcjonowanie z dnia na dzień.

Powiem o najgorszym okresie: październik i listopad. Mieliśmy oddział liczący 120 łóżek, podlegający pod jeden zespół. Oddział podzielony był na 4 odcinki. Mieliśmy jeden zespół lekarski i cztery zespoły pielęgniarskie na poszczególnych odcinkach.

Musieliśmy się rotować w tym jednym zespole liczącym czasem 10, czasem 9, czasem 11 osób. Pracy było bardzo dużo. To była praca na granicy możliwości. Od 8 godzin, tak jak normalnie się pracuje, do 12 godzin. Plus dyżury. Licząc czas pracy wychodziło powyżej 300 godzin miesięcznie spędzanych w szpitalu.

Druga fala się różniła od pierwszej. W drugiej fali trafiali pacjenci w stanie ciężkim. Trafiali pacjenci z licznymi dodatkowymi schorzeniami. Tych zakażeń było nieproporcjonalnie dużo w porównaniu z pierwszym okresem. Oni nie wymagali tylko leczenia stricte covidowego, natomiast wymagali leczenia wielospecjalistycznego wszystkich pozostałych schorzeń.

Służba zdrowia stała się niewydolna. Oddziały ogólnie dostępne specjalistyczne w dużej mierze przestały funkcjonować. Brakowało miejsc i wszyscy pacjenci, nawet podejrzani, byli kierowani do nas. Nie da się tego opisać. Maksymalnie mieliśmy 117 pacjentów pod opieką, łącznie z pacjentami podłączonymi do respiratora.

Pacjenci krążyli między szpitalami. Mieliśmy pacjentów ze świętokrzyskiego, dolnośląskiego, śląskiego, małopolskiego…

Młodzi ludzie, w pełni sprawni, aktywni zawodowo i nagle z dnia na dzień wali im się życie. Ciężki przebieg choroby.

Wychodzą ze szpitala, natomiast pozostają osobami niepełnosprawnymi. Pacjenci również zdrowi, w różnym wieku, aktywni, i nagle gwałtownie zachorują i choroba źle się kończy. Zupełnie niespodziewana sprawa.

Nikt nie spodziewa się, że nie wrócą ze szpitala. Dla rodziny to jest szok. Tu nawet nie chodzi o samego pacjenta, ale o rodzinę.

Brak możliwości komunikacji rodzin z pacjentami, którzy trafiają do szpitala często nie mając ze sobą telefonu komórkowego, nie mają jak porozmawiać z rodziną.

Zaopatrzyliśmy się w takie telefony. Czasami włączaliśmy video rozmowy, łączyliśmy się z rodzinami, bo to był jedyny sposób, żeby mieli kontakt. Panie pielęgniarki robiły zdjęcia. Takich pożegnań było kilkanaście, kilkadziesiąt…

Relacja doktora Stanisława Skubisa jest częścią projektu "My z covidowego".

To multimedialny projekt realizowany przez dziennikarkę Agnieszkę Pospiszyl i fotografa Adama Liszkę w celu pokazania wymiaru pracy osób zaangażowanych w walkę z pandemią COVID-19 w Samodzielnym Publicznym Zespole Opieki Zdrowotnej w Kędzierzynie-Koźlu.

Projekt ma służyć poprawie zaufania społecznego do pracowników służby zdrowia, pokazania konieczności partycypacji i odpowiedzialności społecznej za pracowników i cały sektor ochrony zdrowia.

Szczepionka Johnson&Jonshon w Polsce wcześniej niż zakładano

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie