Ogrodnictwo Lędziny. Lokalny dostawca warzyw, owoców i przetworów. Smaki lata jak z babcinego ogródka to dziś rzadkość

Akcja specjalna Kupuj lokalnie

Wideo

Zobacz galerię (14 zdjęć)
Truskawki pachnące słońcem, kuszące słodyczą maliny czy jędrne jeżyny wielu Opolanom kojarzą się z beztroskim dzieciństwem i wakacjami na wsi. Coraz trudniej je kupić, bo wielu plantatorów – by zwiększyć zbiory – podrasowuje swoje uprawy chemią.

- Klienci patrzą na mnie czasem podejrzliwie i pytają czy nasze truskawki były pryskane. Ja zjadam je codziennie i to prosto z krzaczków. Podaję je też dzieciom. Gdyby były napędzane podejrzaną chemią na pewno bym tego nie robił – mówi Teodor Wojtasik, który w Lędzinach pod Opolem prowadzi rodzinny biznes.

Ogrodnictwo Lędziny to dziś prężnie działająca firma, dostarczająca nie tylko owoce i warzywa, ale również przetwory. W stworzeniu biznesu trochę pomógł przypadek.

- Wymyśliliśmy z kolegą, że na giełdzie w Berlinie będziemy handlować owocami i warzywami. Towar w Polsce był znacznie tańszy niż na Zachodzie, więc wyglądało na to, że można nieźle zarobić. To było na krótko przed naszym wejściem do Unii Europejskiej – wspomina Teodor Wojtasik. - Pierwsza dostawa poszła świetnie, a później zaczęły się schody. Towar, który kupiliśmy od rolnika był już gorszej jakości. Gdy zasugerowaliśmy, żeby zacząć pakować truskawki w mniejsze łubianki – ten stwierdził, że zawsze tak było i tak zostanie. Chcieliśmy truskawki segregowane, bo tego oczekiwał niemiecki klient, a on robił oczy jak pięć złotych, co my mu wydziwiamy.

Wtedy pojawił się pomysł, by wziąć sprawy w swoje ręce i zacząć produkować towar inny niż ten, do którego przywykł polski klient. Wojtasikowie kupili pole w Lędzinach pod Opolem i postanowili, że zostaną ekspertami od uprawy truskawek. Metodą prób i błędów dochodzili do tego, jak wyprodukować owoc smaczny, a do tego ładny jak z obrazka.

– Założenie było takie, że to będzie truskawka na eksport – wspomina Aleksandra Jagiełło-Wojtasik, która wraz z mężem prowadzi rodzinny biznes. – Pierwszymi owocami handlowaliśmy przy drodze i one zeszły na pniu. Stale się uczyliśmy, ale uznaliśmy, że priorytetem nie będzie dla nas ilość, tylko smak.

O eksporcie szybko musieli zapomnieć, bo towar na miejscu rozchodził się w takim tempie, że nie nadążali go zbierać. Po kilku sezonach otworzyli w Lędzinach małą budkę, z charakterystyczną truskawką na dachu. Szybko okazało się, że klienci chcą więcej i więcej…

- Mówili, że skoro przyjeżdżają po truskawki, to chętnie wzięliby też inne owoce czy warzywa na obiad – wspomina Aleksandra Jagiełło-Wojtasik. – Wyszliśmy naprzeciw tym oczekiwaniom, ale klienci nadal mieli niedosyt. Mówili, że skoro już kupili truskawki, to chcieliby od razu śmietanę do nich, dzieciom przydałyby się lody, a panom, którzy często przyjeżdżali na rowerach, przychodził smak na złocisty trunek. Nie było wyjścia, musieliśmy otworzyć sklep.

Dziś sprzedają w nim m.in. własne przetwory: soki, dżemy (głównie truskawkowe i malinowe), naturalne syropy, a nawet chipsy jabłkowe. Z warzyw są np. ogórki w kilku rodzajach czy buraczki. – Korzystamy z własnych receptur, takich jakie znamy ze spiżarni naszych babć i mam. Klienci często mówią, że przypominają im one smaki dzieciństwa – mówią właściciele.

Ich produktem flagowym są jednak owoce, głównie truskawki. Dzięki foliowym tunelom oraz zastosowaniu odpowiednich odmian sezon u nich zaczyna się pod koniec kwietnia i trwa czasami nawet do grudnia.

Dodaj ogłoszenie