Polskie firmy transportowe są liderem w Unii Europejskiej. Przewożą 28,5 proc. wszystkich ładunków na jej terenie. Ale są zagrożenia

Akcja specjalna

Wideo

Zobacz galerię (176 zdjęć)
Rozmowa z Józefem Stelmachowskim, prezesem Opolskiego Zrzeszenia Przewoźników Drogowych o kondycji polskiej i opolskiej branży transportowej.

- W jakiej kondycji jest polska i opolska branża transportowa świadcząca przewozy międzynarodowe?

- Transport międzynarodowy przez ostatnie lata, a szczególnie od momentu, kiedy znaleźliśmy się w Unii Europejskiej, rozwijał się bardzo dynamicznie. Powiem szczerze, to jest bezprecedensowe zjawisko, jeśli chodzi o wzrosty przewożonych towarów, zdobywanie nowych rynków, czy powiększanie floty. Na dziś, polski transport międzynarodowy jest liderem w Unii Europejskiej. Przewozimy bowiem 28,5 procent wszystkich ładunków na jej terenie.

- Jakie zagrożenia czekają w najbliższym czasie na polską branżę transportową?
- Jest ich kilka. Po pierwsze pakiet mobilności, nad którym pracują instytucje unijne. Chodzi m.in. o wzmożone kontrole przewoźników, próby wprowadzenia polskim firmom rozwiązań płacowych obowiązujących w Unii Europejskiej, czy próby ograniczenia kabotażu. Kolejne zagrożenie dotyczy czasu pracy kierowców a więc wymusza się na nas obowiązkowy wypoczynek poza kabiną. W tym ostatnim nie ma nic zdrożnego, pod warunkiem, że są ku temu odpowiednie warunki. Chodzi np. o wystarczającą liczbę parkingów strzeżonych, na których towar zostawiony w naczepach będzie bezpieczny, czy o wystarczająca liczbę hoteli. Kolejnym elementem tej układanki jest Brexit, który stał się już faktem. W tym roku transport do Wielkiej Brytanii będzie realizowany jeszcze w oparciu o stare zasady, które funkcjonowały do tej pory, ale jak będzie w przyszłości, tego nie wie nikt.

- Kolejne zagrożenia?
- Ostatnio pojawiła się dosyć agresywna konkurencja ze strony firm ze Wschodu, które chcą wygospodarować dla siebie jak najwięcej miejsca na rynku międzynarodowych przewozów towarowych. Na tym mogą ucierpieć nasi przewoźnicy.

- Kierowca ciężarówki to jeden z najbardziej poszukiwanych obecnie przez pracodawców zawodów, który wiąże się też ze sporymi zarobkami. Na rynku wciąż ich jednak brakuje. Dlaczego?
- Do 1986 roku na poziomie edukacji zawodowej było prowadzone szkolenie na kierunku kierowca-mechanik. Niestety zwód ten został wykreślony z listy profesji do nauczania. Ludzie, którzy w owym czasie dostali uprawnienia, w naturalny sposób znikają z rynku pracy, przechodząc na emerytury. To nawarstwiało się przez tyle lat, że dziś braki kadrowe nadrabia się zatrudnianiem cudzoziemców. I powiem zupełnie odpowiedzialnie, że dobrze, że ci cudzoziemcy są, że mamy możliwość ich zatrudnienia i nie będę się teraz tutaj rozwodził, jakie są problemy z otrzymaniem wszystkich zezwoleń. Nasz transport korzysta z cudzoziemców, bo musi, bo potrzebuje ich, bo chce ich.

- To już dziesiąte spotkanie w programie „Ciężka jazda”. Jak pana zdaniem udało się przybliżyć czytelnikom nto i portalu nto.pl problematykę transportową?
- Uważam, że osiągnęliśmy cel, którym było pokazanie, jak funkcjonuje polska branża transportowa w całej jej złożoności, od strony organizacji firmy, od strony organizacji przewozów, czy od strony udziału poszczególnych grup zatrudnionych w takim przedsiębiorstwie. A trzeba zaznaczyć, że to bardzo złożona branża. Bo to nie tylko kierowcy, ale i mechanicy przygotowujący pojazdy, dyspozytorzy, którzy organizują pracę, menadżerowie, który załatwiają kontrakty, pracownicy centrów logistycznych i ci biurowi. Wszyscy ludzie zatrudnieni w tych firmach mają wielki udział w budowaniu siły polskiego transportu międzynarodowego. Bardzo dziękuję, że mieliśmy okazję pokazania tego wszystkiego.

Partnerem cyklu "Ciężka jazda" jest Opolskie Zrzeszenie Przewoźników Drogowych

Dodaj ogłoszenie