Życie w sieci

Tomasz Kapica
Tomasz Kapica
Michał Korbański z Opola założył stronę, na której stolicę województwa można poznać w sposób fotograficzny.
Michał Korbański z Opola założył stronę, na której stolicę województwa można poznać w sposób fotograficzny. Sławomir Mielnik
Dzięki niemu Opolanie odnajdują stare znajomości, rozwiązują wspólnie problemy, popularyzują historię albo po prostu utrzymują kontakt z bliskimi. Facebook. Tu wszystko dzieje się w realu.

Miała piękne, kręcone włosy. Ubierała kolorowe sukienki, w których wyglądała jak "dzieci kwiaty". Przez całe dni chodziła uśmiechnięta. Była taka młoda i beztroska. No i umiała grać w pingponga. Agnieszka od razu wpadła mu w oko.

- Wygrała turniej w tego pingponga i została zwycięzcą całej kolonii - z nostalgią o wydarzeniach sprzed 20 lat opowiada Marek, handlowiec ze Zdzieszowic.

Markowi bardzo zaimponowało, że dziewczyna ograła wszystkich chłopców przy stole. Dlatego był w siódmym niebie, gdy pewnego popołudnia zaproponowała mu spacer. Ach, co to był za spacer. Największym przeżyciem była jednak dyskoteka na koniec kolonii. Kiedy inni nieśmiali koledzy podpierali ściany, on tańczył z Agnieszką "Senza unza donna" Zucchero. Didżej Miłosz z pokoju obok na specjalne życzenie Marka musiał to puszczać 7 razy.

Adres miał być w liściku

Kiedy wracali autobusem z kolonii, siedzieli obok siebie, trzymając się za ręce. Wcześniej umówili się, że przed rozstaniem on da jej adres w miłosnym liściku, a ona już w domu odpisze mu pocztą.

Aga wysiadała w Gliwicach, on miał jechać dalej, do Zdzieszowic. Po dziewczynę przyjechali samochodem jej rodzice. Marek wyszedł z autobusu, by ją jeszcze raz przytulić. Chwilę później duży fiat z przyklejoną do szyby Agnieszką zniknął za zakrętem. Marek pomachał jej z autobusu. - Agnieszka!!! - wrzasnął po chwili. - Adres!!! Zapomniałem ci dać adres!!!

Co z tego, że zapamiętał jej nazwisko, skoro nie wiedział, czy ona mieszka w ogóle w tych cholernych Gliwicach. Przez 15 lat Agnieszka siedziała mu gdzieś z tyłu głowy. Kiedy pojawił się pierwszy portal społecznościowy Nasza Klasa próbował ją odnaleźć, ale bez skutku. Nic dziwnego, Agnieszka wyjechała z rodzicami do Niemiec jeszcze przed liceum, dlatego nie miała konta na NK. Aż wreszcie pojawił Facebook.

Kiedyś Marka tchnęło, żeby wpisać w wyszukiwarkę jej imię i nazwisko. - Wyskoczyło z 10 kobiet tak samo się nazywających. Nie wiedziałem, czy wśród nich może być ona - opowiada Marek.

Pewnego wieczoru zatrzymał się jednak na jednym z profili. Jego uwagę przykuły kręcone włosy. I sukienka w kwiaty. I uśmiech na twarzy. To była ona...

- Rozmawialiśmy z godzinę na czacie - kontynuuje Marek. - Mówiła, że ma babcię w Gliwicach i jak tu przyjedzie następnym razem, to na pewno da mi znać i pójdziemy na kawę. Co prawda od tego czasu minęło już sporo czasu, a ona nie tylko nie przyjeżdża, ale i rzadko pisze. Ale może wreszcie się spotkamy. A najważniejsze, że w ogóle się odnaleźliśmy.

Zniknął w realu, wypłynął w wirtualu

Bo jedną z największych zalet Facebooka jest to, że pomaga odnaleźć nawet tych, po których ślad zaginął. Choćby to było kilkadziesiąt lat temu. Była zima 1980 roku. Pan Piotr, mieszkaniec Zabrza, wyszedł z domu, nie mówiąc rodzinie ani słowa. Przepadł, jak kamień w wodę. Był oficjalnie poszukiwany przez ponad 30 lat.

- Przełom nieoczekiwanie nastąpił w chwili, kiedy wygasły nadzieje na pozytywne zakończenie - podkreśla Marek Wypych z Komendy Miejskiej Policji w Zabrzu.

Policjanci, wykorzystując standardową już procedurę, wpisali imię i nazwisko mężczyzny do wyszukiwarki Facebooka. Ku ich zdziwieniu na ekranie wyskoczył im człowiek, który przypominał tego z bazy poszukiwanych. Zabrzańscy funkcjonariusze poprosili o pomoc kolegów z Interpolu.

Okazało się, że to faktycznie zaginiony 33 lata temu mężczyzna. Wyszło na jaw, że mieszka w niemieckim mieście Brema. Ta historia skończyła się jednak bez happy endu, ponieważ mężczyzna powiedział policjantom, że nie chce mieć z żoną nic wspólnego i nadal nie ma zamiaru wracać do Polski.

W imię ojca

Z pierwszą żoną życie nie ułożyło się także Rafałowi Wołoszynowi z Kędzierzyna-Koźla. Skutkiem, a nie jak się później okazało przyczyną rodzinnego konfliktu było oskarżenie go o seksualne wykorzystywanie syna.

- To był wyjątkowo silny cios wymierzony we mnie - opowiada mężczyzna. - Byłem niewinny, ale nie wiedziałem, czy będę w stanie dowieść swojej niewinności. Szczególnie, że temat pedofilii był w ostatnim czasie bardzo mocno eksploatowany przez media. Bałem się, że trafię do więzienia.

Psycholog, który badał dziecko, na szczęście wykluczył, by ktokolwiek, a w szczególności ojciec, mógł mu zrobić taką krzywdę. Konsekwencją fałszywego oskarżenia była jednak długa przerwa w widywaniu syna.

Pan Rafał chciał pomóc innym mężczyznom, którzy mogliby się znaleźć w podobnej jak on sytuacji. Zaangażował się w Konfederację Stowarzyszeń Ojcowskich w Polsce, która prowadzi stronę dzielnytata.pl. Bardzo aktywnie działa na Facebooku. - Dla wielu ojców, którzy znajdą się w tak trudnej sytuacji jak ja, to właśnie ten portal może być pierwszym miejscem, gdzie uzyskają pomoc - tłumaczy pan Rafał.

Na "fejsie" ojcowie założyli grupę dyskusyjną, w której wspierają się nawzajem, udzielają porad i omawiają strategię działania na niwie ogólnopolskiej. Chcą m.in. wprowadzenia tzw. opieki naprzemiennej. Chodzi o to, aby w przypadku rozwodu dziecko mogło przebywać tyle samo czasu z ojcem, co z matką. - Sądy najczęściej przyznają prawo do opieki matce, także wtedy, gdy ojciec nie ponosi winy za rodzinne kłopoty - opowiada Rafał Wołoszyn.

Facebook, który jest ich podstawowym narzędziem pracy, stał się także orężem do walki dla tych, którzy chcą im pokrzyżować plany. Okazało się bowiem, że do zamkniętej grupy podstępem dostają się byłe żony mężczyzn walczących o prawa do opieki nad dziećmi. Podszywają się pod innych rzekomo poszkodowanych ojców.
- Bywało, że w ten sposób nawiązywały znajomości i wyciągały podstępnie informacje, które potem miały być wykorzystywane w sądzie rozstrzygającym rodzinne spory - opowiada Rafał Wołoszyn.
Panowie wzmogli czujność i ustawili "dodatkowe straże", aby do zamkniętej facebookowej grupy nie dostawali się w przyszłości ci, którzy chcą im zaszkodzić. Na razie im się udaje.

"Mistrzuniu fejsa"

Michał Korbański z Opola jest sztukatorem. Od 10 lat zajmuje się renowacją zabytków. Znajomi mówią na niego "mistrzuniu fejsa", jak zdrobniale mówi się o Facebooku. To on współtworzy na tym portalu stronę "Zdjęcia Opola", która w ciągu miesiąca (istnieje od 6 stycznia) zdobyła 3 tysiące fanów.

Prowadzi też witrynę "Skarby III Rzeszy" dotyczącą historii Gór Sowich i kompleksu Riese. Tę drugą polubiło już 8250 osób z całej Europy.

Dlaczego wszystko, za co się zabiera, zdobywa rzeszę czytelników, których zainteresowanie mierzone jest tysiącami lajków?

- Opolanie lubią historię, a my dajemy im historyczne zdjęcia w jednym miejscu, które często są uaktualniane - tłumaczy pan Michał.

Można na nich zobaczyć stary widok z Zaodrza na Ostrówek, "opolską Bramę Brandenburską", migawki sprzed 100 lat z Rynku i setki innych. Bywa, że zdjęcia pojawiają się tam co kilka minut. Strona żyje głównie dlatego, że do jej współtworzenia zostali zaproszeni sami mieszkańcy, którzy mogą przesyłać swoje obrazy, które znaleźli w starych albumach albo gdzieś na strychu.

- Prowadzimy ją społecznie, można do nas wysyłać zdjęcia na email zdjeciaopola@gmail.com - podkreśla Michał Korbański. - Nie ograniczamy się tylko do Facebooka. Już 20 marca w Miejskiej Bibliotece Publicznej organizujemy wystawę starych fotografii Opola.

Babskie sprawy

Joanna Gubiec wyjechała za pracą do Niemiec. Najbardziej żal jej było rozstać się z najbliższymi i przyjaciółmi. Mówi, że tylko dzięki Facebookowi może być cały czas blisko nich.

- Za pomocą niego kontaktuję się z moją przyjaciółką minimum raz dziennie, jeśli ona nie siedzi wówczas przy komputerze - to zostawiam jej prywatną wiadomość. Musimy być cały czas w kontakcie - uśmiecha się pani Joanna. - Wiem, że kiedy tylko się zaloguje, od razu ją odczyta. Dyskutujemy, zwierzamy się sobie, w świecie wirtualnym opowiadamy o starych historiach ze świata realnego . To dla mnie najlepsza droga kontaktu i z niecierpliwością czekam każdego ranka na nowe informacje z jej strony.

Pani Joanna współtworzy tam grupę wsparcia, gdzie dzieli się z przyjaciółkami wynikami w odchudzaniu i ćwiczeniach. To mobilizuje ich do uzyskiwania jeszcze lepszych rezultatów.

- Mamy też grupę "babskich spraw", na której radzimy sobie w różnych sprawach dotyczących życia z facetami, wychowywania dzieci i prowadzenia domu - tłumaczy Joanna Gubiec. - Niespełna trzy miesiące temu założyłam też grupę "Co dziś ugotować?". To jest miejsce dla moich kulinarnych pasji, gdzie wymieniamy się przepisami, wrzucamy fotki dań i potraw, doradzamy sobie, oceniamy różne produkty spożywcze.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie