Bałtyk pełen broni chemicznej

    Bałtyk pełen broni chemicznej

    Iwona Kłopocka

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Na dnie Bałtyku roi się od takich wraków.

    Na dnie Bałtyku roi się od takich wraków.

    Gazociąg Północny, który połączy Rosję i Niemcy, nie jest w stanie ominąć miejsc zatopienia pojemników ze śmiertelną trucizną.
    Na dnie Bałtyku roi się od takich wraków.

    Na dnie Bałtyku roi się od takich wraków.

    W styczniu 1997 roku załoga kutra rybackiego WLA 206 wyłowiła blisko 5-kilogramową brunatną bryłę, przypominającą glinę. Zaplątała się w sieci - zaledwie 30 mil od Władysławowa. Nieświadomi zagrożenia rybacy doznali ciężkich, opornie gojących się oparzeń. Nie mieli pojęcia, że trafili na iperyt - "pamiątkę" z ostatniej wojny. To ostatni tak poważny wypadek na polskich wodach.

    Wcześniej było ich dwadzieścia cztery: wyłowione bomby, wyrzucone na plaże beczki z ciekłą trucizną, skażone plaże w Dziwnowie, Kołobrzegu, Mrzeżynie, kilkudziesięciu poparzonych rybaków.

    Do największej tragedii doszło latem 1955 roku w Darłówku. Fale wyrzuciły na plażę przeżarty rdzą pojemnik, z którego wylewała się brązowoczarna ciecz. Opodal bawili się koloniści. Pierwsze objawy skażenia iperytem siarkowym wystąpiły już po półgodzinie. Poparzonych zostało 102 dzieci, czworo straciło wzrok.

    Podobne wypadki zdarzały się w Niemczech, Danii i Szwecji. Według oficjalnych notowań niemieccy rybacy w latach 1957-91 kilkanaście razy wyłowili amunicję chemiczną, głównie z iperytem siarkowym. Duńczykom całkiem niedawno trafił się obfity w niebezpieczne połowy rok, gdy z sieci wydobyto ponad sto sztuk amunicji. W 1990 roku w okolicach Królewca zatruciu i poparzeniom III stopnia uległo kilkanaście osób, które wzięły znalezione na plaży bryłki iperytu za... bursztyn.

    Trucizna pogrzebana na dnie

    Po zakończeniu II wojny światowej, od 1945 do 1948 roku w czterech strefach okupacyjnych Niemiec znaleziono 296 tysięcy ton amunicji chemicznej. To miała być hitlerowska wunderwaffe. O jej skuteczności przekonano się już podczas I wojny światowej, gdy na skutek działania środków toksycznych zginęło 100 tysięcy ludzi, a 1,2 mln zachorowało.

    Zwycięskie armie, chcąc szybko pozbyć się problemu, postanowiły hitlerowską broń zatopić. Początkowo planowano zrobić to w rejonie Wysp Owczych na Atlantyku. Operacja była jednak kosztowna i wymagała ogromnej liczby jednostek transportowych. Ostatecznie śmiercionośną chemię postanowiono pogrzebać na dnie Bałtyku. Ocenia się, że trafiło do niego od 42 do 69 tysięcy ton amunicji chemicznej - w kontenerach, bombach, pociskach, granatach i minach.

    Bałtyk jest morzem stosunkowo płytkim. Niemieccy marynarze pływający na łodziach podwodnych nazywali go "płytkim talerzem z kluskami". Przeciętna głębokość wynosi zaledwie 52,3 metra. Największa głębia - Landsort - to 459 metrów.

    Alianci za najbezpieczniejsze miejsce do zatopienia ładunków z BST (bojowe środki trujące) uznali Basen Bornholmu i Głębię Gotlandzką, a także rejon latarni morskiej Maesekaer na zachód od Szwecji. 130 tysięcy ton chemicznej amunicji zatopiono także w cieśninach duńskich.

    Na dno poszły pojemniki zawierające iperyt siarkowy (gaz musztardowy), adamsyt, fosgen, tabun, clark I i clark II, sole cyjanowe, kwas pruski. Tylko na wschód od Bornholmu, na obszarze 2,8 tys. km kwadratowych wrzucono do wody około 40 tysięcy ton amunicji gazowej.

    O ile wojska zachodnie robiły to dosyć precyzyjnie, trzymając się planów, to Rosjanie topili broń chemiczną gdzie popadło. Dosłownie - bo nie mogąc np. w sztormowej pogodzie dopłynąć do wyznaczonych miejsc, zrzucali broń "na trasie". Na dodatek wyrzucali amunicję w drewnianych skrzyniach, które potem jakiś czas dryfowały, dopóki nie opadły na dno.

    - Nic dziwnego, że takie ładunki znajdowano nawet na plażach Szwecji - mówi kmdr Tadeusz Kasperek z Akademii Marynarki Wojennej.

    Śmiercionośne ładunki topiono też w niewielkiej odległości od Dziwnowa, Kołobrzegu, Darłowa i Helu. Stosunkowo niedawno Rosjanie przyznali się, że do tego celu użyli także Głębi Gdańskiej. To dlatego w 1954 roku na plaży w Jastarni znalazła się beczka z iperytem siarkowym.

    Tykająca bomba ekologiczna


    W których częściach Bałtyku leży najwięcej niebezpieczny substancji?

    Kilka lat temu generał Sulikow, rosyjski specjalista od broni chemicznej, stwierdził, że amunicja chemiczna zatopiona w Bałtyku może spowodować katastrofę ekologiczną większą niż ta, którą wywołał wybuch reaktora w Czarnobylu.

    W 2002 roku autorzy raportu Komisji Helsińskiej uznali jednak, że wpływ zatopionych środków chemicznych na środowisko morskie Bałtyku jest niewielki, a zagrożenia dla wybrzeży nie ma. Również badania szwedzkie wykazały, że gaz musztardowy nie stanowi zagrożenia dla zooplanktonu. Uznano także, że trucizna powinna pozostać na dnie, bo większe szkody mogłoby spowodować jej wydobywanie i unieszkodliwianie.

    Za większe niebezpieczeństwo uznano zanieczyszczanie środowiska morskiego Bałtyku przez działalność gospodarczą państw położonych nad jego brzegami.

    Komisja zaleciła jednocześnie prowadzenie badań stanu amunicji, przede wszystkim badanie stężenia iperytu i arsenu. Oba powodują nowotwory. Zwiększona zachorowalność na raka wśród szwedzkich rybaków jest dawno stwierdzonym faktem. W Polsce Trójmiasto i Szczecin to czarne miejsca na mapie nowotworowej kraju. Nie wiadomo jednak, czy ma to związek z iperytem, który kryje morska głębia.

    - Stanu zatopionej amunicji nie bada się - mówi kmdr Tadeusz Kasperek. - Nikt nie prowadzi monitoringu. Ale możemy się z dużym prawdopodobieństwem domyślać, jaki jest stan pojemników. W najlepszym razie są one w połowie skorodowane.

    To wersja optymistyczna. Stalowe korpusy pocisków opierają się działaniu morskiej wody przez 50-60 lat. Ten czas właśnie mija. Specjaliści z rosyjskiego stowarzyszenia "Oceanotechnika" obliczyli, że pojemniki zaczną pękać w 2010 roku.

    Niemieccy badacze oceniają, że pojemniki z trucizną są zniszczone w 75-90 procentach. Gdyby do morza wyciekła jednocześnie tylko jedna szósta ich zawartości, życie w Bałtyku przestałoby istnieć. Symulacje i obliczenia mówią jednak, że środki trujące mogą się wydzielać z amunicji nawet przez trzysta lat. Jeśli się ich nie ruszy.

    Dokładna skala zagrożenia jest nieprzewidywalna także z innego względu. Wiadomo, jakie skutki wywołuje zatopiona trucizna. Co jednak powstaje z niej pod wpływem działania morskiej wody - do końca nie jest znane. Dowiodły tego badania bryły iperytu wyłowionej przez rybaków z Władysławowa.

    - Ta bryła nie składała się już tylko z substacji zatopionej, czyli z iperytu, ale także z produktów jego przemiany - mówił na posiedzeniu senackiej Komisji Ochrony Środowiska prof. Zygfryd Witkiewicz z Wojskowej Akademii Technicznej. - Wytworzyły się w niej związki chemiczne, które mogą być bardziej toksyczne od samego iperytu. My zidentyfikowaliśmy dwie substancje dotychczas nie opisane w literaturze.

    Jest jeszcze inny problem. Na dnie Bałtyku spoczywa kilka tysięcy wraków. Nikt do końca nie wie, co jest w ich środku. A mogą to być znacznie większe bomby, niż dotąd znajdowane.

    W 2003 roku Instytut Morski prowadził badania w Zatoce Gdańskiej na wyznaczonym poligonie o powierzchni 2 na 2 km. - Znaleźliśmy tam ponad trzysta obiektów o wymiarach większych niż 1 metr - mówił Krzysztof Szefler, kierownik zakładu oceanografii operacyjnej w Instytucie Morskim w Gdańsku.

    Wielka rura między bombami

    Tylko w lutym tego roku, w trakcie prac przygotowawczych do budowy Gazociągu Północnego, na dnie Zatoki Fińskiej zaleziono co najmniej 10 min morskich i kilkadziesiąt "nie rozpoznanych obiektów wybuchowych". Jedna mina zawiera od 250 do 500 kg materiału wybuchowego. Zdaniem komandora Kari Aapro z fińskiego ministerstwa obrony, w tym rejonie leżą jeszcze tysiące min.

    Wielka rura, którą ma być przesyłany gaz z Rosji do Niemiec, pobiegnie dwiema nitkami po dnie Bałtyku na długości prawie 1200 kilometrów - od zatoki Portowaja w rejonie Petersburga do Greifswaldu w pobliżu granicy niemiecko-polskiej. Pas budowy będzie miał szerokość dwóch kilometrów. Czy uda się ominąć niebezpieczne miejsca?

    - Absolutnie nie! - stanowczo twierdzi kmdr Tadeusz Kasperek. - Pierwotnie rurociąg miał biec na wschód i południe od Bornholmu, czyli dokładnie przez rejon zatopienia BST. Teraz mówi się o zmianie przebiegu - na północny zachód od Bornholmu - ale tam również są zatopione statki z amunicją chemiczną. Poza tym trzeba pamiętać, że rejon zatopienia to rejon przypuszczalny. Bojowe środki trujące zostały rozwleczone na bardzo dużym obszarze. W razie uszkodzenia pojemników w trakcie budowy rurociągu mogą one przedostać się do wody, ryb, a przez to znaleźć się na naszych talerzach.

    Dopóki chemiczna śmierć leży spokojnie na dnie, często zagrzebana w mule, przykryta osadami, to zarówno korodowanie pojemników, jak i rozpuszczanie uwolnionych środków następuje powoli, a stężenie trucizny nie jest szkodliwe. Gdyby doszło do większej katastrofy, zatrucie wody miałoby w Bałtyku długotrwałe skutki, bo nasze morze jest... mało ruchliwe. Woda w nim wymienia się średnio raz na 30 lat.

    - W Bałtyku woda stoi - mówi prof. Grażyna Kowalewska, szefowa pracowni chemicznych zanieczyszczeń morza z sopockiego Instytutu Oceanologii PAN. - W Hiszpanii poziom wody zmienia się do 4,5 metra w ciągu doby. U nas zaledwie o 1 centymetr. Gdyby stało się coś złego, skutki byłyby trudne do przewidzenia.

    Na Głębi Bornholmskiej wyławiano już flądry z owrzodzeniami na skórze, charakterystycznymi dla działania iperytu.
    - Dlatego nie jem fląder - mówi kmdr Kasperek - i radziłbym wszystkim zwrócić uwagę na konsupcję ryb, gdy ruszy budowa gazociągu. I potem w trakcie jego eksploatacji też.

    8 lipca tego roku Parlament Europejski ogromną większością głosów przyjął krytyczny raport, którego sprawozdawcą był Marcin Libicki z PiS, o wpływie Gazociągu Północnego na środowisko Bałtyku. W raporcie posłowie apelują, by budowa gazociągu była w pełni zgodna z prawodawstwem UE w zakresie oceny oddziaływania na środowisko naturalne oraz z postanowieniami wszystkich międzynarodowych konwencji. Domagają się dokładnych badań, monitorowania realizacji projektu, a nawet rozważenia innych możliwych tras przebiegu gazociągu.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (7)

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się
    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (7) forum.nto.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo