Tak wyglądało Opole zaraz po wojnie w 1945 roku. Kiedy polskie władze przybyły do miasta, zastały zgliszcza

Mirosław Dragon
Mirosław Dragon
Nie wszyscy Polacy od razu otrzymywali przydziały na opuszczone przez Niemców mieszkania czy domy. Tuż obok stacji Opole Wschodnie znajdował się obóz dla przesiedleńców.
Nie wszyscy Polacy od razu otrzymywali przydziały na opuszczone przez Niemców mieszkania czy domy. Tuż obok stacji Opole Wschodnie znajdował się obóz dla przesiedleńców. Archiwum
Do opuszczonego przez Niemców ówczesnego Oppeln 24 marca 1945 roku przyjechali przedstawiciele polskich władz. Zobaczyli płonące i zrujnowane miasto. Musiało minąć wiele lat, zanim z powojennych zgliszczy odbudowano piękne Opole.

Według wojennych planów Niemców Opole miało być jednym z miast - twierdz. Festung Oppeln miał bronić się przed Armią Czerwoną. Niemieckie miasto Oppeln było stolicą rejencji opolskiej, miastem garnizonowym pełnym koszar wojskowych, a do tego a do tego ważnym węzłem komunikacyjnym.

Festung Oppeln nie broniło się jednak prawie wcale.

W styczniu 1945 roku Armia Czerwona zdobyła Opole. Prawobrzeżną część miasta Niemcy oddali niemal bez walki.

16 stycznia 1945 r. zarządzono wielką ewakuację miasta. Przed Armią Czerwoną uciekło około 50 tysięcy osób.

Dopiero 24 marca 1945 r. do Opola przyjechali przedstawiciele polskich władz. Zobaczyli płonące i zrujnowane miasto.

- Przedstawiciele polskich władz przybyli w marcu, jednak pierwsi kolejarze oraz zwykli szabrownicy pojawili się znacznie wcześniej - opowiada Artur Janowski, znawca historii Opola i wieloletni dziennikarz „Nowej Trybuny Opolskiej”. - Pierwszymi problemami do rozwiązania była nieczynna elektrownia, gazownia i wodociągi. Miasto nie miało żadnych mostów przez Odrę, bo wycofujący się Niemcy je wysadzili.

Strażacy pojawili się w Opolu dopiero w kwietniu 1945 r. Do tego czasu łuna pożaru nad centrum była powszechnym widokiem w Opolu. Budynki podpalali nie tylko Rosjanie, ale także szabrownicy, aby ukryć fakt kradzieży.

Wypalone kamieniczki na opolskim rynku odbudowano je dopiero w latach 50. Na archiwalnych zdjęciach widzimy opolski rynek z pozostałościami fundamentu, na którym stał pomnik Fryderyka Wielkiego. Pomnik zdemontowano w 1945 roku. Potem ślad po nim zaginął.

- W mieście były polskie władze, ale rządziła także komendantura Armii Czerwonej i tak miało pozostać jeszcze przez wiele miesięcy - mówi Artur Janowski.

Na ulicy Krakowskiej, czyli głównym miejskim deptaku, zwłoki leżące na ulicy czy w opustoszałych mieszkaniach były często spotykane.

Na Zaodrzu zniszczony przez Niemców został most Stulecia, obecnie w tym miejscu stoi most Piastowski.

- Na pewno Opole nie było tak zniszczone jak Wrocław, ale trudno było znaleźć mieszkania z całymi drzwiami, oknami, czy muszlami klozetowymi - wspominał Bolesław Grocholski, który w Opolu pojawił się w późną wiosną.

W kwietniu 1945 r. miasto, w którym zostało zaledwie kilkuset mieszkańców, zaczęło się powoli zaludniać. Nadal jednak było w nim niebezpiecznie, ulice patrolowali uzbrojeni żołnierze, a w nocy w Opolu słychać było strzały.

W 1945 roku Opole stało się wielką stacją przeładunkową.

Pomiędzy kwietniem a sierpniem do miasta przybyło aż 170 zorganizowanych transportów kolejowych z 50 tysiącami osób.

- W całym kraju prowadzono akcję propagandową zachęcającą do osiedlania się na tzw. Ziemiach Odzyskanych, do Opola przyjeżdżali również zdemobilizowani żołnierze i ludzie, którzy z jakichś względów chcieli w nowym miejscu rozpocząć nowe życie, np. byli członkowie antykomunistycznego podziemia - opowiada Artur Janowski.

W sumie pomiędzy 1945 a 1950 rokiem w Opolu osiedliło się ponad 34 tysiące osób, a najwięcej - bo aż pięć tysięcy - przyjechało ze Lwowa. Ponad dwa tysiące przesiedleńców pochodziło ze Stanisławowa, blisko 1400 nowych opolan przybyło z Łucka, 858 ze Stryja, a ponad 800 ze Zbaraża.

W 1945 roku niemieckie Oppeln stało się polskim Opolem.

W dawnym niemieckim Oppeln demontowano niemieckie pomniki, ściągano szyldy sklepowe, zmieniano także nazwy ulic.

Nie wszyscy Polacy od razu otrzymywali przydziały na opuszczone przez Niemców mieszkania czy domy. Tuż obok stacji Opole Wschodnie znajdował się obóz dla przesiedleńców.

- W barakach ludzie mieszkali z kurami, a podczas sprzątania pomieszczeń unosił się taki kurz, że trudno było coś zobaczyć wyraźnie - opisywał to miejsce dr Jerzy Świtała, pierwszy lekarz miasta po wojnie.

Dopiero w 1946 roku sytuacja w obozie obok stacji Opole Wschodnie znacząco się poprawiła.

od 7 lat
Wideo

Jak głosujemy w II turze wyborów samorządowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na nto.pl Nowa Trybuna Opolska