Dzieje królewskiego Żyda

    Dzieje królewskiego Żyda

    Edyta Hanszke

    Nowa Trybuna Opolska

    Historię przyjaźni Maxa Pinkusa, twórcy Biblioteki Śląskiej i noblisty Gerharta Hauptmanna odkurzyli z niepamięci uczniowie Zespołu Szkół Zawodowych z Prudnika.

    Naukowa przygoda uczniów z Zespołu Szkół Zawodowych nr 2 z Maxem Pinkusem, rodziną Franklów i Gerhartem Hauptmannem zaczęła się od Grzegorza Pielaka, trenera edukacji europejskiej Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli.
    - Syn, który kiedyś pisał pracę o śląskich noblistach podsunął temat projektu - mówi Krystyna Pielak, opiekunka prudnickich młodych naukowców. W projekcie wzięło udział 14 osób (dobranych, zgodnie z wymogami programu, z różnych klas i środowisk, miejskich i wiejskich). - Pochodzimy ze środowiska, w którym ciężko żyje się ludziom. Wysokie bezrobocie i brak perspektyw na nowe miejsca pracy nie nastraja optymistycznie. Ci, którym udaje się stąd wyrwać nie wracają. Mieszkańcy, także nasze rodziny żyją problemami podstawowych potrzeb. Postanowiliśmy uświadomić prudniczanom, że do małego Prudnika zjeżdżali w przeszłości wielcy ludzie, że po bruku miasta chodzili nobliści, że tutaj żył człowiek, który stworzył słynną Bibliotekę Śląską - pisała młodzież w uzasadnieniu projektu. Rozpoczęli go w czerwcu ubiegłego roku od sprzątania prudnickiego cmentarza żydowskiego. Badali historię "Dziwnej przyjaźni Niemca i Żyda w trudnych czasach". Otrzymali na to grant finansowy z Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji Program "Młodzież" w Warszawie (17 tys. zł). Pracowali przez 10 miesięcy. Pierwszym źródłem informacji o historii "dziwnej przyjaźni" był internet - O Pinkusie nic, o Hauptmannie troszkę więcej, szczególnie na niemieckich stronach - opowiada Marcin Paul. Wiele godzin przesiedzieli w archiwum opolskim i okolicznych bibliotekach. Prawdziwą skarbnicą niepublikowanych informacji o Maxie Pinkusie i jego rodzinie okazał się Arkadiusz Baron, nauczyciel historii w Liceum Ogólnokształcącym w Zawadzkiem. Przez niego nawiązali kontakt z wnukiem Maxa Pinkusa, Johnem Petersem, mieszkańcem Szwajcarii. Na początku czerwca br. podsumowali pracę na sesji zorganizowanej w "Domu Włókniarza". - Opracowaliśmy tablice genealogiczne rodziny Pinkusów i Franklów. Przygotowaliśmy wystawę o przyjaźni Żyda i Niemca w Muzeum Ziemi Prudnickiej. Zorganizowaliśmy konkurs poetycki w mieście, czego efektem jest wydanie tomiku poezji, poświęconej Prudnikowi. Zwróciliśmy się do władz miasta i powiatu o upamiętnienie jakiegoś miejsca w mieście nazwiskiem Franklów i Pinkusów - wymienia Małgosia Diakowska. Planują jeszcze przygotowanie wystawy w domu Hauptmanna w Jagniątkowie i opracowanie strony internetowej. W sierpniu spodziewają się wizyty wnuka Maxa. Najwięcej satysfakcji przyniosło im odkrycie, którego dokonali podczas kwietniowego, studyjnego pobytu w domu Hauptmanna w Jagniątkowie. - Do tej pory źródła historyczne podawały, że Hauptmann i Pinkus spotkali się po raz pierwszy w 1913 roku. W księdze pamiątkowej domu odkryliśmy wpis Pinkusa już z 1902 roku. Cofnęliśmy historię o 11 lat. To niesamowite uczucie - wspomina Ania Łączek.



    Prudnicki kirkut liczy ponad sto grobów.
    Piaskowce, granity i marmury zostały zdewastowane przez korzenie drzew i ludzi, którzy rozszabrowali cenniejsze elementy nagrobków. Najokazalszy pomnik na cmentarzu, ozdobiony kolumnami, należy do Samuela Frankla, założyciela prudnickiej fabryki tekstylnej, dzisiejszego "Froteksu". Nieopodal spoczywa też małżeństwo Pinkusów, spadkobierców Frankla.
    Na starym granicie widnieje napis: Max Pinkus, królewski radca handlowy, ur. 3.12.1857, zm. 19.06.1934.
    - Urodziłem się w bogatej rodzinie żydowskiej. Mój ojciec był bardzo pracowitym i godnym zaufania człowiekiem. Dlatego jego pryncypał, Samuel Frankel dał mu za żonę swoją córkę Auguste - mógłby powiedzieć młody Pinkus, jeden z bohaterów historii, której śladami podążała grupa uczniów z ZSZ nr 2 w Prudniku.

    Kto w Prudniku pamięta o Franklach i Pinkusach, oprócz pasjonatów historii lokalnej? Anna Łączek, absolwentka trzeciej klasy prudnickiego liceum:
    - Przejrzałam foldery turystyczne i wydawnictwa "Froteksu". Nie znalazłam w nich wzmianki o żadnej z tych rodzin - opowiada.
    Grzegorz Święch uzupełnia:
    - Przeprowadziliśmy wśród młodzieży ankietę. Ze 189 osób tylko 14 skojarzyło nazwisko Maxa Pinkusa i to nie zawsze trafnie. Pozostali nigdy o nim nie słyszeli. Znajomość nazwiska Hauptmanna była niewiele lepsza. A przecież kilkanaście budynków w tym mieście, m.in. siedziba naszej szkoły, to spadek po założycielach fabryki - mówi.
    Historię rodu prudnickich Pinkusów najlepiej zna nauczyciel historii Liceum Ogólnokształcącego w Zawadzkiem.
    - Korzenie tego rodu sięgają wielkopolskiego Leszna, gdzie żył protoplasta Joseph Pinkus, który przeprowadził się do Nysy. Był on pradziadkiem Maxa Pinkusa, którego ojciec nosił również imię Joseph. Ojciec Maxa przybył do Prudnika w 1843 roku i zatrudnił się w powstającej właśnie firmie Samuela Frankla - wyjaśniał podczas sesji naukowej, zorganizowanej na początku czerwca, przez prudnicką grupę.
    - Szybko zdobył sobie uznanie pryncypała i ten w 1856 roku oddał mu za żonę swoją córkę Auguste. W 1862 roku Frankel wysłał Josepha i swoich dwóch synów na zachód na naukę w tamtejszych fabrykach. Po zakończeniu podróży zostali wspólnikami Samuela. W ten sposób te dwa rody stały się właścicielami największej w mieście i okolicy fabryki tekstylnej - uzupełniał. W firmie ojca Pinkus przeszedł wszystkie szczeble kariery zawodowej. Kierowaniem zajmował się do 1925 roku, kiedy w wieku 68 lat przekazał ją starszemu synowi, Hansowi. Na mocy ustaw norymberskich firma została odebrana żydowskim właścicielom w 1936 roku.
    Franklowie i Pinkusowie zapisali się w historii miasta na stałe. W szkole przyzakładowej firmy "Samuel Frankel" mieści się dziś Zespół Szkół Zawodowych nr 2, w pałacykach liceum medyczne i "Dom Włókniarza" (na parterze wchodzących wita fontanna upamiętniająca żonę Samuela Frankla). Z ich pieniędzy powstał budynek stacji kolejowej, łaźnia z krytą pływalnią i dom starców dla mężczyzn.
    - Max i jego żona Hedwig zbudowali szpital, przeznaczony w pierwszej kolejności dla robotników fabryki. Sami go utrzymywali przez 15 lat, potem przekazali go miastu. Pinkus stworzył fundusz emerytalny dla robotników i fundował stypendia dla uczniów gimnazjum - opowiada Małgosia Diakowska.

    Najsłynniejszy dorobek Maxa Pinkusa to tak zwana "Biblioteka Śląska" (mieściła się w willi przy ulicy Nyskiej). Pierwsze tomy trafiły do jego domu przez przypadek - ładnie oprawione w świńską skórę, miały służyć jako ozdoba gabinetu fabrykanta. Ozdoba widać bardzo spodobała się Maxowi, skoro biblioteka rozrosła się do 25 tysięcy woluminów. Zbiór podzielony był na dwie części. Pierwsza dotyczyła historii, kultury i geologii Śląska (najstarsze dokumenty pochodziły z XV wieku). Druga obejmowała literaturę piękną Śląska.
    - Jestem prostym fabrykantem sukna, który w wolnych godzinach kolekcjonuje i studiuje książki autorstwa ludzi z najbliższej okolicy, Ślązaków - mówił o sobie Pinkus. Jego przyjaciel - noblista Gerhart Hauptmann - nazywał bibliotekę świątynią, a Maxa jej magiem. Dwa lata po śmierci Maxa spadkobierca zbiorów, syn Klaus Pinkus sprzedał je państwu niemieckiemu, prawdopodobnie został do tego zmuszony. Z Wrocławia wywieziono je za granicę, a po wojnie ich nie odnaleziono. Dziś nieliczne egzemplarze z tego dorobku znajdują się w bibliotece Uniwersytetu Wrocławskiego i Instytutu Śląskiego w Katowicach.

    Nie wiadomo dokładnie, kiedy Gerhart Hauptmann (dramaturg - noblista z 1912 r.) spotkał się z Maxem Pinkusem po raz pierwszy. Źródła historyczne wymieniają datę 1913 roku, na Jahrhundertfeier we Wrocławiu. Młodzi naukowcy z ZSZ nr 2 z Prudnika w księdze gości pisarza w Jagniątkowie odkryli wpis Pinkusa z 1902 roku.
    - Poczuliśmy smak odkrycia naukowego i to było wielkie przeżycie - mówi Ania Łączek.
    Pinkus miał wielu przyjaciół wśród literatów. W Prudniku bywali członkowie Górnośląskiego Związku Pisarzy, studenci i profesorowie Uniwersytetu Wrocławskiego. Hauptmann gościł w mieście w 1922 roku, w tym samym, w którym ukazała się bibliografia noblisty, napisana przez Pinkusa i Wiktora Ludwiga.
    Jednak historia tej znajomości jest szczególna, głównie ze względu na jej zakończenie. Max Pinkus zmarł w czerwcu 1934 roku na zawał serca w swojej bibliotece. Rok wcześniej, w styczniu, Hitler został kanclerzem Rzeszy. Pinkus pisał wówczas w liście do znajomych: "Nie oczekuję niczego dobrego od przyszłości, ale cokolwiek mnie spotka, nic mnie nie może wyprowadzić z równowagi" - w liście do jednego ze znajomych. Równocześnie podkreślał, że woli rządy jednostki, niż mas.
    - Nie zdawał sobie chyba sprawy z tego, kim jest Hitler - mówi Arkadiusz Baron.
    Być może, że przyjaźń z Żydem zaważyła na tym, że nacjonalista Hauptmann, popierający politykę rządu niemieckiego jeszcze w latach 30., nie mógł wystawiać i publikować swoich niektórych sztuk. Mimo tego razem z żoną i niemieckim pisarzem Jorgiem Breuerem wziął udział w pogrzebie żydowskiego przedsiębiorcy. Byli chyba jedynymi Aryjczykami stojącymi nad trumną.
    W opisie uroczystości pogrzebowych Pinkusa czytamy: "Na przedwieczerz dnia pogrzebu śmiertelne szczątki bez żadnego rozgłosu zostały przewiezione do kostnicy na cmentarzu żydowskim, a w tym czasie mała grupa żałobników spożywała kolację w domu zmarłego". Zarząd miasta, który kilka lat wcześniej (w 1927 roku) nadał Pinkusowi tytuł honorowego obywatela, nie zwrócił uwagi na jego śmierć. Firma S. Frankel opublikowała klepsydrę dopiero dzień po pogrzebie.

    Gerhart Hauptmann widział pogrzeb podobnie:
    - Nie podano do wiadomości informacji o śmierci królewskiego Żyda, ponieważ w obecnych okolicznościach miasto, które mu nieskończenie wiele zawdzięcza, nie mogłoby wziąć udziału w jego pogrzebie. Naturalnie miasto od burmistrza do prostego mieszczanina wie, że on był inny. Panuje jednak ogólne odwrócenie głowy.
    Pinkus wpisał się nie tylko w pamięć Hauptmanna, ale i w jego dzieła. Dwukrotnie był pierwowzorem postaci literackich - w "Czarnej masce" jako Lowela Perla, a w "Przed zachodem słońca" jako Matthiasa Clausena. Aktor grający w 1932 roku na berlińskiej premierze rolę Clausena występował w masce o rysach twarzy Pinkusa. (Sam fabrykant był na tej premierze). Jeszcze jedno dzieło Hauptmanna związane jest z Pinkusem, a właściwie z jego śmiercią i pogrzebem - "Ciemności", wydane po raz pierwszy w 1947 roku w Ameryce.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo