My z Covidowego. Pracownicy szpitala w Kędzierzynie-Koźlu o kulisach pracy. Weronika Gancarz: Babcie mówiły mi „ściągnij ten kombinezon”

Radosław Dimitrow
Radosław Dimitrow
myzcovidowego.pl
Od ponad roku społeczność Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Kędzierzynie-Koźlu codziennie walczy z koronawirusem. Dzięki wspólnemu wysiłkowi są w stanie sprawić, że kolejny pacjent będzie mógł złapać oddech, że młoda matka przytuli swoje dziecko, a dziadek zobaczy wnuki.

Weronika Gancarz. W zawodzie pielęgniarki od 28 lat. Od sierpnia 2020 pracuje w kędzierzyńsko-kozielskim szpitalu jako oddziałowa zarządzająca pielęgniarkami na oddziale chirurgii ogólnej.

Jest jedną z pracownic, które zdecydowały się opowiedzieć o trudach codziennej pracy w szpitalu, który leczy osoby zakażone koronawirusem.

Weronika Gancarz:

Początki były trudne. Samo to, że był covid. Wszyscy wystraszeni, nasze rodziny przerażone pytały, jak będziemy pracować w takim szpitalu.

My przerażone, bo też nie wiedziałyśmy, jak to będzie wyglądało. Potem dostałyśmy część środków ochrony i były rożne szkolenia, pokazy, jak ubierać, rozbierać, żeby nie zakażać siebie, nie zakażać pacjentów, ale jednocześnie żeby ci pacjenci mieli opiekę.

Bałyśmy się na pewno na początku bardzo. Widzieliśmy (w mediach - przyp. red.) zdjęcia tych zwłok, wywożone trumny – to było straszne...

Nasz zawód – pielęgniarki – sprowadza się do tego, by pomóc pacjentowi, być blisko, pogłaskać, przytulić, popatrzeć… Pacjent ma w nas oparcie, a tu nagle zaczęłyśmy się ubierać jak te mumie, bałwany! Gogle zaparowane, pacjent widziany jakby przez mgłę. Te trzy pary rękawiczek i jak tu zrobić coś przy pacjencie?! To było naprawdę straszne.

Na nasz oddział od razu dojechało 12 czy 13 pacjentów z domu opieki z Jakubowic. To był taki nawał. Przyjechali wszyscy naraz.

Z izby od razu przekazywani na nasz oddział. Myśmy ich odbierały i kładły do łóżek. Jeden pacjent wjeżdżał za drugim. To nie było tak, że przyjechał jeden a za dwie, trzy godziny następny. Oni wjeżdżali i kładło się ich po kolei na sale. Pacjenci, którzy mieli swoje choroby współistniejące – schizofrenia, demencja starcza.

Zagubieni, sami w tej swojej chorobie, a oprócz tego jeszcze ten covid. Oni patrzyli na nas przerażonymi oczami.

Niektóre babcie mówiły: Czemu pani tego nie ściągnie, ja pani nie widzę, jak pani nie ściągnie tej maski, to nie będę z panią rozmawiać. My przerażone i oni przerażeni…

Nasze rodziny, dzieci, mężowie pytali: Jak to będzie? Nie ukrywam, że miałam w rodzinie duże wsparcie. To mi pomogło przejść przez to wszystko. Tłumaczyłam im, że to jest mój zawód. Jestem pielęgniarką i dla mnie priorytetem było, żeby tym ludziom tutaj pomóc. Oczywiście nie narażać siebie, dlatego nasze bezpieczeństwo było priorytetem.

Nauczyłyśmy się tego ubierania, przebierania, rozbierania. Kombinowałyśmy. Jedna drugiej podpowiadała jak lepiej, żeby siebie chronić. I pacjentów.

Przywieziony był taki pacjent z domu opieki gdzieś spod Żywca. Był z chorobą nowotworową. To jego pamiętam. Byłam na dyżurze nocnym. Przyjęłyśmy go. Był z dusznością, bardzo cierpiący, schorowany pacjent. Wcale nie stary, miał około 60 lat. On mówi: Siostro to już będzie chyba koniec… Przerażony był tym wszystkim. Ja mu mówię: Nie będzie tak źle!

Wszystkich ich starałyśmy się podnosić na duchu, ale gdzieś tam w środku same nie wiedziałyśmy, jak to się skończy. Co któryś przyjeżdżał, to duszność coraz większa. Media mówiły o tym różne rzeczy. Nikt nie wiedział jak to będzie dalej funkcjonować. Jeszcze na początku nie było na tyle tych środków ochrony. Był strach. Strach wielki w oczach. Co dalej? Jak dalej?

Mimo tego pacjenci potrafili się uśmiechnąć. Myśmy to widziały. Widziałyśmy to przez te gogle, przez te przyłbice. Ale widziałyśmy w tych pacjentach przede wszystkich strach. Strach w oczach. Musiałyśmy im dać to poczucie bezpieczeństwa. My jesteśmy od tego. My też się w środku bałyśmy, ale trzeba było to przełamać i otworzyć się dla tych pacjentów, żeby czuli się bezpiecznie. Dla nas pacjent to najwyższe dobro. I tak to zostaje. Do końca.

Relacja Weroniki Gancarz jest częścią projektu "My z covidowego".

To multimedialny projekt realizowany przez dziennikarkę Agnieszkę Pospiszyl i fotografa Adama Liszkę w celu pokazania wymiaru pracy osób zaangażowanych w walkę z pandemią COVID-19 w Samodzielnym Publicznym Zespole Opieki Zdrowotnej w Kędzierzynie-Koźlu.

Projekt ma służyć poprawie zaufania społecznego do pracowników służby zdrowia, pokazania konieczności partycypacji i odpowiedzialności społecznej za pracowników i cały sektor ochrony zdrowia.

Czy będą szybkie testy dla maturzystów?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Mar

Przyjdź na o. zakaźny w Opolu i zobacz jak zapieprza

Dodaj ogłoszenie