Na początku były problemy

    Na początku były problemy

    Justyna Janus jjanus@nto.pl

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Ślubowanie to ostatni krok do normalnego, szkolnego życia.

    Ślubowanie to ostatni krok do normalnego, szkolnego życia.

    Przed nimi trzy lata nauki. Uczniowie klas pierwszych nie mogą liczyć na żadną taryfę ulgową.
    Ślubowanie to ostatni krok do normalnego, szkolnego życia.

    Ślubowanie to ostatni krok do normalnego, szkolnego życia.

    SONDA
    Jakie powinny być lata spędzone w szkole średniej? - zapytaliśmy uczniów klas pierwszych z II LO

    Jakub Kaczmarek z I h:
    - Wybierając tę szkołę i profil europejski, mniej więcej wiedziałem, co chcę robić w przyszłości. Mam nadzieję, że za trzy lata będę gotowy do tego, żeby rozpocząć studia w tym kierunku. Wiadomo, że szkoła to nie tylko nauka. Liczę na ciekawe imprezy. Mam nadzieję trafić na interesujących ludzi.

    Magda Mielczarek z I f:
    - Nie mam zielonego pojęcia, co chcę robić w przyszłości. Mam nadzieję, że szkoła mi podpowie. Liczę na nauczycieli, którzy będą w stanie odkryć moje dobre strony. W tej chwili jest to matematyka, ale cały czas szukam czegoś dla siebie. Za trzy lata chciałabym powiedzieć, że to było to.

    Grzegorz Niedoba z I d:
    - Wszyscy mówią, że przyjaźnie nawiązane w liceum trwają całe życie. Chcę to sprawdzić. To duża szkoła, można tu spotkać wielu ciekawych ludzi. Ważne jest również to, żeby po jej skończeniu dostać się na dobre studia. Pierwszy miesiąc nie był łatwy, ale jest coraz lepiej. Chciałbym móc wspominać udane wycieczki klasowe i ludzi z klasy.



    Wczoraj w II Liceum Ogólnokształcącym 360 uczniów klas pierwszych złożyło uroczyste ślubowanie. Tym samym skończył się ich czas adaptacji w szkole, a zaczęła normalna praca.
    - Przez pierwsze tygodnie uczniowie na lekcjach nie byli pytani. To był czas na to, żeby mogli poznać szkołę i jej zwyczaje. Teraz okres ochronny się skończył i żaden z nich nie będzie mógł liczyć na taryfę ulgową. Wręcz przeciwnie. Nauczyciele będą się im pilnie przyglądać - mówi Piotr Szafors, wicedyrektor szkoły.

    Każdego dnia, przed pierwszym dzwonkiem, na korytarzu kłębi się kolorowy tłum uczniów. Jedni stoją pod klasami w oczekiwaniu na nauczyciela, inni wymieniają się spostrzeżeniami z minionego wieczoru. Ktoś głośno obwieszcza termin następnej imprezy, inny przypomina o zbliżającym się sprawdzianie. Jest głośno, kolorowo i jak mówią pierwszaki - bezpiecznie.
    - Ta szkoła to był mój świadomy wybór. Przyszedłem tu nie tylko ze względu na wysoki poziom nauki, ale również z uwagi na panującą w szkolę atmosferę. Wszyscy starają się być dla siebie mili. Nie ma złych spojrzeń i szeptów za plecami - mówi Bartłomiej Karcz z I B.
    W niepamięć odeszły czasy, kiedy pierwszak w szkole był "kotem". Ze szkolnego krajobrazu zniknęli przestraszeni i nieśmiali uczniowie w idealnie wyprasowanym mundurku z tarczą na rękawie.
    - W szkolę pracuję już trzydzieści lat, mam więc za sobą niejedną pierwszą klasę. Teraz uczniowie, którzy przychodzą do szkoły, są odważniejsi. Zmieniły się również stosunki na linii uczeń - nauczyciel. Dzisiaj są one bardziej partnerskie. Zmniejszył się dystans pomiędzy uczniem a jego profesorem - mówi Danuta Róg, wychowawca klasy I.

    Teraz "pierwszak" to młody człowiek, który pewnie czuje się w szkole, bez problemu wtapia się w jej atmosferę, wie czego chce i zdaje sobie sprawę ze swoich możliwości i umiejętności.
    - Nie było żadnego problemu z aklimatyzacją. To duża szkoła, w której każdy z nas miał jakiegoś znajomego. To właśnie oni wprowadzali nas w tajniki życia szkoły. Szybko się dopasowaliśmy - mówi Bartłomiej Karcz z I B.
    Na początku były problemy. Pierwszaki biegały po szkole w poszukiwaniu klas, mylili profesorów z uczniami, nie potrafili odczytywać planów lekcji. Bardzo często w takich przypadkach z pomocą przychodzili starsi koledzy. Kiedyś to było nie dopomyślenia - pierwszak był kotem, niewartym uwagi.
    - Określenie "kot" słyszę tylko od swoich znajomych i to tylko w formie żartu. W szkole nie ma o tym mowy. Każdy zresztą kiedyś był pierwszoklasistą i wie, że najgorszy jest pierwszy miesiąc - mówi Iwona Bednarska z I e.

    Słowo "kot" wykreślono ze szkolnego słownika nie tylko przez sympatię do uczniów klas pierwszych. Dzisiaj w tłumie uczniów bardzo trudno wyłowić tego, który właśnie rozpoczął naukę.
    - Każdego roku pojawiają się nowi. Bardzo często dziewczyny w pierwszej klasie wyglądają jak studentki, a niektóre profesorki jak uczennice. Bardzo łatwo się pomylić, więc lepiej nie ryzykować - mówi uczeń klasy IV.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Warto zobaczyć

    Wiedza o samorządzie w pigułce

    Wiedza o samorządzie w pigułce

    Mistrzowie tańca irlandzkiego po raz pierwszy w Opolu!

    Mistrzowie tańca irlandzkiego po raz pierwszy w Opolu!

    Zapraszamy na jeździecki Hubertus 2018

    Zapraszamy na jeździecki Hubertus 2018

    Wideo