Patryk Jaki: W 2018 r. Izraelowi nie chodziło o ustawę o IPN, tylko o to samo co dziś. O pieniądze

Lidia Lemaniak
Fot. Adam Jankowski
Udostępnij:
– W tym samym czasie była procedowana duża ustawa reprywatyzacyjna. Chciano wykorzystać nowelizację ustawy o IPN do tego, aby mówić, że „nam wcale nie chodzi o pieniądze w ustawie reprywatyzacyjnej, tylko nam chodzi o badania naukowe”. A ponieważ ja w imieniu rządu prowadziłem oba projekty, pamiętam wiele spotkań z przedstawicielami Izraela w moim gabinecie i nigdy nie pytali o ustawę o IPN, a zawsze o reprywatyzację, czyli o pieniądze – mówi Patryk Jaki, były wiceminister sprawiedliwości, a obecnie europoseł PiS (Solidarna Polska).

Na pewno doskonale pamięta Pan nowelizację ustawę o IPN z 2018 roku, której był Pan współautorem. Wtedy również mieliśmy konflikt z Izraelem, ale chyba teraz – po podpisaniu przez prezydenta w ubiegłą sobotę nowelizacji KPA – politycy rządu Izraela przekroczyli wszelkie granice, jeśli chodzi o słowa, jakie padły z ich ust.

Nie usłyszałem tym razem niczego, czego bym nie usłyszał w 2018 roku. Różnica polega na tym, że polscy politycy wyciągnęli wnioski i zrozumieli, że wtedy, kiedy było wiadomo, iż mamy rację, a mimo to przepraszali - tylko przegrali. Nikt nie docenił tych gestów, a agresorzy wobec Polski byli jeszcze bardziej bezczelni. Na ogół jest tak, że jeśli damy komuś palec to chce całą rękę. Przypomnę, o co chodziło w nowelizacji ustawy o IPN – chcieliśmy wpisać w Kodeks karny zapis mówiący o tym, że nie wolno pomawiać narodu polskiego o zbrodnie, których nie dokonał. Wskazywaliśmy wówczas, że taki zapis obowiązuje w Kodeksach karnych większości krajów europejskich. Co więcej – przepis ten był niemal bliźniaczy do tego, który obowiązuje w Izraelu.

Z tego, co Pan mówi, można wprost wywnioskować, iż uważa Pan, że w 2018 roku poszliśmy na zbyt duże ustępstwa względem Izraela?

W 2018 roku polscy politycy sami zgodzili się na to, żeby nasz kraj mógł być traktowany gorzej niż inne państwa – one mogą mieć takie zapisy, a my nie. Zobaczyli, że mimo tego, iż zrobili ustępstwo, to w zamian dostali tzw. ustawę 447, kolejne pomówienia i artykułu prasowe o rzekomo polskich zbrodniach podczas II wojny światowej. Powinna być to nauczka dla całej klasy politycznej. Kiedy Izrael czy inne państwa widzą, że w Polsce znajdują wielu chętnych, aby pomawiać własny kraj - to będą z tego korzystali, bo przecież nikt nie chce silnej Polski. Wszyscy rozumieją, że naród świadomy, mający poczucie dumy i silnej wspólnoty wynikającej między innymi z kody kulturowego ukształtowanego przez historię, jest trudny do pokonania. Tym bardziej, że przecież wtedy nie chodziło o ustawę o IPN, tylko o to samo co dziś. O Pieniądze. W tym samym czasie była procedowana duża ustawa reprywatyzacyjna. Chciano wykorzystać nowelizację ustawy o IPN do tego, aby mówić, że „nam wcale nie chodzi o pieniądze w ustawie reprywatyzacyjnej, tylko nam chodzi o badania naukowe”. A ponieważ ja w imieniu rządu prowadziłem oba projekty, pamiętam wiele spotkań z przedstawicielami Izraela w moim gabinecie i nigdy nie pytali o ustawę o IPN, a zawsze o reprywatyzację, czyli o pieniądze.

Trzy lata temu nowelizacja ustawy o IPN wywołała także kryzys z USA. Teraz – jak donoszą media – Waszyngton odmówił podpisania z Izraelem wspólnego oświadczenia potępiającego Polskę za przyjęcie ustawy reprywatyzacyjnej.

Może to wynikać z dwóch kwestii. Po pierwsze – USA miały już rozeznanie, że tym razem nie odpuścimy, a w 2018 roku miały przeświadczenie, że naszą polską łódką można chwiać, bo naszych argumentów historycznych nie bronią nawet polskie elity. Dzisiaj zauważyli, że już tak nie będzie, ponieważ zostały wyciągnięte wnioski. Po drugie – słabość dzisiejszych Stanów Zjednoczonych. Po tym, co dzieje się w Afganistanie, trudno używać argumentów o lojalności czy bezpiecznej przyszłości, którą można powierzyć USA. Rząd, który powstał w Afganistanie był bardzo proamerykański, nigdy nie miał problemów takich jak reprywatyzacja czy TVN, a i tak został zostawiony na lodzie. USA rozumieją też, że będą potrzebować Polski, żeby – z tego, co słyszymy – pomogła z imigrantami z Afganistanu. Tym razem koniunktura polityczna jest dla nas lepsza, a do tego polscy politycy wyciągnęli wnioski. To jest też dla nas nauczka, że jeżeli my wiemy, że nasz kraj ma rację, to nie trzeba się z niczego wycofywać i przepraszać, że żyjemy. Akurat jeśli chodzi o II wojnę światową Polacy – jako naród – w porównaniu do wielu innych, nie mają się czego wstydzić. Wprost przeciwnie. Mamy być z czego dumni. I za każdym razem kiedy będzie prowadzona akcja posadzenia Polski na ławie oskarżonych zamiast Niemiec za zbrodnie wojenne, by wyłudzić od nas pieniądze - trzeba głośno mówić - nie ma mowy!

Jesteśmy jednym z najbardziej proizraelskich krajów. Izrael miał w Polsce wielkiego sojusznika, zwłaszcza na arenie międzynarodowej, w tym w Unii Europejskiej. A można odnieść wrażenie, że przy okazji nowelizacji KPA staliśmy się znów jakimś „chłopcem do bicia” dla tego kraju.

To wynika z lat zaniedbań polskich elit po 1989 roku i z tego, że wygrywała u nas polityka związana z pedagogiką wstydu. Towarem eksportowym niestety nie było bohaterstwo Polaków podczas II wojny światowej, a np. Jedwabne. Do tego, być może, była bardzo nieprzemyślana polityka wycieczek izraelskich, podczas których nie pokazywano wystarczająco mocno kontekstu i prawdy o Polakach, którzy narażali życie ratując Żydów. To wszystko sprawiło, że w Izraelu wychowano pokolenia, w których – realnie – duża grupa jest polonofobiczna. W związku z tym w Izraelu są politycy, którzy grają na tej nucie, mając przy tym pełną świadomość, jaka jest prawda. Chociaż, akurat w przypadku szefa izraelskiego MSZ, wygląda to na analfabetyzm historyczny. Jeśli Izrael nas tak atakuje, to Polska powinna rozważyć mówienie o tym, jaką ten kraj ma legitymację moralną do tego, żeby kogokolwiek szczególnie dziś pouczać. Cały świat widzi dzisiaj, co Izrael robi wobec Palestyńczyków, a Polska jest jednym z nielicznych krajów, który stoi po stronie Izraela.

Długo zajmował się Pan sprawą reprywatyzacji, kierował Pan komisją weryfikacyjną. Co nowelizacja KPA zmieni w tzw. dzikiej reprywatyzacji z punktu widzenia lokatorów?

Nowelizacja kończy dużą część reprywatyzacji, dlatego że – mówiąc w dużym skrócie – sprawia, że pewna kategoria spraw jest z mocy prawa wygaszana automatycznie, a cały sporny majątek przechodzi w konsekwencji na skarb państwa, czyli do naszego wspólnego portfela. Niestety, nie zamyka to całego problemu reprywatyzacji, który zamykałaby tzw. duża ustawa reprywatyzacyjna. Teraz duża część nieruchomości nie będzie przedmiotem roszczeń i lokatorzy będą mogli czuć się bezpiecznie. Dodatkowo, np. w Warszawie w wielu miejscach nie dało się prowadzić inwestycji ze względu na niepewną przyszłość niektórych gruntów. Dzisiaj się to zmieni. Jest to ogromny prezent dla samorządu Warszawy, który dzięki temu dostanie dużego „kopa inwestycyjnego”. Mam nadzieję, że prędzej czy później zostanie uchwalona tzw. duża ustawa reprywatyzacyjna, która zakończy całkowite temat dzikiej reprywatyzacji nie tylko w Warszawie, ale również w całej Polsce.

Czy po nowelizacji KPA działalność mafii reprywatyzacyjnych zostanie jeszcze bardziej ukrócona?

Ich działalność już jest ukrócona. W tej chwili ogromna część tych ludzi już ma zarzuty prokuratorskie, część akty oskarżenia, znaczna część przebywa lub przebywała w aresztach. Pod tym względem jest o niebo lepiej niż było. Jedynym sojusznikiem tych ludzi są w tej chwili samorządy PO i sądy administracyjne, ale nowelizacja KPA sprawi, że takich spraw w tych sądach w ogóle nie będzie, ponieważ kończą się one z mocy prawa. Ominiemy więc czynnik sprzyjający reprywatyzacji, czyli sądy administracyjne i samorząd Warszawy. To jedna z najważniejszych ustaw tej kadencji. I dlatego należą się szczególnie podziękowania wszystkim, którzy byli zaangażowani w tę sprawie. Od środowisk lokatorskich, po polityków lewicy, przez cały zespół Komisji Weryfikacyjnej, gdzie te wszystkie przepisy powstawały, po wiceministra sprawiedliwości Sebastiana Kaletę, który strzelił ostatnią, kluczową bramkę.

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Materiał oryginalny: Patryk Jaki: W 2018 r. Izraelowi nie chodziło o ustawę o IPN, tylko o to samo co dziś. O pieniądze - Polska Times

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
Temida
O walce o pieniądze to Patryk wie wiele. Złożył hatakumbę w tej intencji razem ze swoim rabladorem :).
G
Gość
Panie Jaki, swietna manipulacja na dosc zenujaco niskim poziomie, na ale co z tego jak najwazniejsze ze ludzie sie na nia lapia.
G
Gość
jaki dobrze wie o co chodzi [orbaźliwe],bo jemu chodzi dokłądnie o to samo ,o koryto
T
T.
Co to za żenada. Jaki w NTO?! Co za upadek...
Dodaj ogłoszenie