Romowie mają dryg do matmy

Tomasz Gdula
Inga Mirga to jedna z zaledwie dziesięciu w Polsce romskich asystentek szkolnych. Dzięki jej poświęceniu coraz częściej mali Cyganie kontynuują naukę.
Rząd wydaje krocie, by zachęcić cygańskie dzieci do nauki. Coraz więcej romskich uczniów chodzi na lekcje. Nikt nie wie, ilu nadal omija szkołę z daleka.

Romska edukacja w liczbach

Romska edukacja w liczbach

W 2007 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przekazało na Opolszczyznę 600 tys. zł na edukację i integrację mniejszości romskiej. W skali kraju wydatki na ten cel wyniosły trzy miliony zł. W roku 2007 obowiązkiem nauki było objętych 2936 oficjalnie zarejestrowanych dzieci romskich, a do szkół faktycznie uczęszczało 2543. Jeszcze w roku 2005 na 3424 dzieci do szkół chodziło tylko 2767 - wynika z danych MSWiA.

Wśród starszych Cyganów nieumiejętność czytania i pisania jest wciąż zjawiskiem powszechnym. U młodszych sytuacja wygląda nieco lepiej - łatwiej znaleźć osoby znające przynajmniej litery. Tylko kobiety wciąż mają utrudniony dostęp do nauki.
Wszystko dlatego, że Romowie bardzo szybko zakładają rodziny. Ta wielowiekowa tradycja powoduje, że dziewczynki przerywają naukę nawet w wieku 10-11 lat, gdy zostają "żonami". Wiele dziewczynek w ogóle nie chodzi do szkół - rodzice ich tam nie posyłają w obawie przed porwaniem. Małym Cygankom zagrażają ich ziomkowie, gdyż porwanie to wciąż praktykowana forma pojęcia panny za żonę.
Mimo tych wszystkich trudności o romskie dzieci w klasach łatwiej niż kiedyś.

Żywiciele z tornistrami
- Coraz więcej tych dzieci podejmuje naukę i trzeba się z tego cieszyć - potwierdza Danuta Pustelnik, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Kędzierzynie-Koźlu. Placówka mieści się w rejonie zamieszkanym przez najbiedniejszych Cyganów. Do "jedynki" uczęszcza obecnie siedemnaścioro romskich dzieci. Jednym z nich jest piątoklasista Rafał Kwiek, chłopiec zdolny i uczynny, skory do pomocy rówieśnikom. Do tej samej szkoły chodzi także młodszy brat Rafała, Alwaro. Obaj lubią się uczyć.
Alwaro i Rafał mimo młodego wieku są w pewnym sensie żywicielami swoich rodzin.

Wszystko dlatego, że realizowanie obowiązku szkolnego przez dzieci jest dla romskich rodziców warunkiem otrzymania zasiłków z pomocy społecznej. A to jedyne źródło utrzymania wielu rodzin. Można powiedzieć, że państwo płaci Cyganom za naukę, więc im biedniejsza rodzina, tym regularniej dzieci chodzą do szkoły.

Wśród rodzin zamożniejszych lub mających jakiekolwiek źródło utrzymania pęd do wiedzy jest znacznie słabszy. I na pewno nie wszystkie dzieci chodzą do szkół. Wystarczy zestawić liczby: tysiącosobowa społeczność romska posyła do wszystkich szkół Kędzierzyna-Koźla zaledwie 52 dzieci. Wszystkie są starannie policzone - na to prawo pozwala, gdyż szkoły otrzymują za edukację małych Romów wyższą subwencję oświatową. Mówiąc prościej: państwo więcej płaci za nauczanie Romów niż Polaków. To prawo każdej mniejszości narodowej, a Romowie są mniejszością.

Rodziców nauka nic nie kosztuje, gdyż dzieci Cyganów dostają na koszt podatników podręczniki, przybory szkolne, a nawet ubezpieczenie od nieszczęśliwych wypadków.

Matematyka to ich mocna strona
- Na zajęcia chodzą praktycznie wszystkie zameldowane w mieście romskie maluchy - zapewnia Małgorzata Jagiełło, kierownik wydziału oświaty Urzędu Miasta w Kędzierzynie-Koźlu. - Ale liczby dają do myślenia. Widocznie jest grupa Romów niezameldowanych - przyznaje.
- W naszym rejonie wszystkie dzieci chodzą do szkoły - przekonuje Inga Mirga, jedna z dziesięciu w Polsce romskich asystentek edukacyjnych, pracująca w PSP nr 1.

- Poza dwojgiem dzieci, które są w oficjalnym spisie, ale wyjechały wraz z rodzicami nie wiadomo dokąd - uściśla szkolny pedagog Urszula Strzelczyk-Raduli.
Zdaniem nauczycieli, dzieci z romskich rodzin uczą się chętnie, lecz mają spore trudności. Np. dlatego, że polski to dla nich język obcy, a na pomoc niepiśmiennych rodziców przy odrabianiu lekcji raczej nie mogą liczyć.
- Za to szczególne predyspozycje romscy uczniowie mają do matematyki i nauka tego przedmiotu sprawia im najmniej kłopotu - zapewnia nauczycielka Ewa Brzezińska-Zdyb.

Zmarnowany prezent
W wyrównywaniu edukacyjnych szans miała pomóc otwarta w grudniu 2005 z wielką pompą cygańska świetlica "Romani". Miała integrować tę mniejszość z resztą społeczeństwa, prowadzić działalność kulturalną i pomagać romskim dzieciom w nadrabianiu zaległości w nauce. Pieniądze na powstanie świetlicy dały władze, a w otwarciu placówki uczestniczył m.in. abp Alfons Nossol i ówczesna wojewoda Elżbieta Rutkowska.
- Niestety, prawie nic się w tym miejscu nie dzieje. Może od wielkiego dzwonu tak, ale na co dzień świetlica jest bardzo często zamknięta - mówi przedsiębiorca prowadzący swój biznes przy ul. Grunwaldzkiej, niedaleko "Romani".
Rafał Kwiek przekonuje, że świetlica działa.

Inga Mirga to jedna z zaledwie dziesięciu w Polsce romskich asystentek szkolnych. Dzięki jej poświęceniu coraz częściej mali Cyganie kontynuują naukę.

- Jak ciocia, która ma z nami zajęcia, nie ma akurat żadnego załatwiania spraw. Bo jak ma, to nie możemy iść do świetlicy, jest zamknięte - tłumaczy. - W sobotę ciocia ma załatwianie, ale we wtorek nie będzie miała.

Sfinansowana przez podatników świetlica jest trochę zmarnowanym prezentem - choćby dlatego, że nie pracuje tam żaden pedagog, a na zajęcia wyrównawcze romskie dzieci chodzą do innej pobliskiej świetlicy, do "Brzdąca".
Prowadzeniem świetlicy "Romani" zajmuje się Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Romów w Rzeczpospolitej Polskiej z siedzibą w Kędzierzynie-Koźlu. Pozornie to kopia TSKN-u założonego na Opolszczyźnie przez Niemców. Pozornie, bo wiele wskazuje, że organizacja swą aktywność koncentruje raczej na zdobywaniu publicznych pieniędzy.

Po wpisaniu w wyszukiwarkę internetową nazwy organizacji, nie pojawia się żadna oficjalna strona. Po głębszych poszukiwaniach szczątkowe dane można znaleźć w spisie organizacji pożytku publicznego. Adres: Grunwaldzka 27, czyli świetlica. Telefon, adres www czy e-mail - nieznane. Jest tylko nr KRS - niezbędny do pozyskiwania od darczyńców 1 procenta podatku dochodowego.
Prezesem TSKN-u jest Jan Korzeniowski, kozielski Rom. Deklaruje się jako zwolennik pełnej integracji swoich ziomków ze społeczeństwem. Ale, gdy przychodzi co do czego...

- Nasza tradycja mówi wyraźnie, że każdy odpowiada za siebie - odpowiedział Korzeniowski kilka lat temu na propozycję wyboru spośród Romów przedstawiciela, który byłby łącznikiem między społecznością cygańską a radami zamieszkiwanych przez nią osiedli. Z upływem lat nic się nie zmieniło. Lider Romów stroni także od mediów. Reporterowi nto nie udało się z nim skontaktować, mimo wielu prób.

Pokonać stereotypy
- Najważniejsze, że poziom wykształcenia Romów powolutku, ale jednak rośnie - podkreśla kierownik Małgorzata Jagiełło. - To dowodzi, że warto realizować programy, wspomagające ich edukację.

Z całą pewnością warto, bo tylko wyraźna zmiana poziomu wykształcenia tej społeczności może uśmiercić negatywne stereotypy na jej temat.
Obecnie w Kędzierzynie-Koźlu mieszkają Cyganie dwóch szczepów - Polska Roma i Bergitka. Łącznie jest ich ok. tysiąca - taką liczbę przyjmują w swych szacunkach władze miasta. Nikt nie wie, ilu z nich to analfabeci.
Takie jak poniższy obrazki wciąż zdarzają się jednak nadal często i one najskuteczniej utrwalają negatywny obraz romskiej edukacji i społeczności.
- Zatrzymałem kiedyś Cygana, bez prawa jazdy prowadził mercedesa. Spotykaliśmy się już wcześniej i za każdym razem dostawał mandat 500 zł, bo taka jest stawka. Tym razem, zamiast zapłacić, zaczął lamentować, że ma ciężkie warunki rodzinne i nie stać go na słoną karę - mówi policjant z drogówki. - Popatrzyłem na niego i mówię: skoro tak, to napisz mi oświadczenie, że masz trudną sytuację. Cygan się zmieszał i natychmiast znalazł w kieszeni 500 zł.

Nikt dotąd nie udowodnił, że Romowie kupują sobie dokumenty uprawniające do prowadzenia samochodów, ale pytanie, w jaki sposób ludzie nie potrafiący czytać rozwiązują egzaminacyjne testy, nurtuje wielu w Kędzierzynie-Koźlu.
Opowieści o podpisujących się trzema krzyżykami Romach prowadzących wypasione fury wciąż łatwo usłyszeć w Koźlu, gdzie mieszkają zamożniejsi Cyganie ze szczepu Polska Roma.

- Mercedes i BMW to ich ulubione marki. Nie jeżdżą nowymi samochodami, ale za to takimi, które rzucają się w oczy: dużymi, na szerokich gumach - mówi Janusz ze Starego Miasta. Z Romami łączą go interesy. - Chłopaki mają zmysł do biznesu, umieją liczyć. Tylko z czytaniem u nich kiepsko. Może się to zmieni.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie