Upadłe pomniki

Artur  Janowski
Artur Janowski
Figura cesarza Wilhelma I stała na obecnym placu Wolności od września 1891 roku. Na bocznych ścianach cokołu znajdowała się lista poległych żołnierzy z Opola i okolic. Przed wejściem Rosjan "Kaisera” prawdopodobnie zdjęto z cokołu i ślad po nim zaginął.
Figura cesarza Wilhelma I stała na obecnym placu Wolności od września 1891 roku. Na bocznych ścianach cokołu znajdowała się lista poległych żołnierzy z Opola i okolic. Przed wejściem Rosjan "Kaisera” prawdopodobnie zdjęto z cokołu i ślad po nim zaginął. Zbiory autora
Przedwojenne Opole było pełne pomników upamiętniających niemieckich wodzów, władców i zwykłych ludzi. Do naszych czasów zachowało się ich zaledwie kilka i często tylko dlatego, że nie ma na nich żadnych napisów.

Pierwsze pomniki zniszczono już w styczniu 1945 roku, po zdobyciu miasta przez Armię Czerwoną. Gdy dwa miesiące później w Opolu pojawili się przedstawiciele polskich władz, nic już nie mogło uratować pomników dawnych bohaterów, zwłaszcza że to właśnie one miały świadczyć o niemieckiej historii grodu.

Na znanym zdjęciu z 1945 roku przedstawiającym skrzyżowanie ulic Marii Konopnickiej i Książąt Opolskich widać potężną figurę żołnierza w hełmie, zrzuconą z nieistniejącego już cokołu.

- Na fotografii pokazano pomnik upamiętniający żołnierzy 23. rezerwowego pułku piechoty - opowiada dr Maciej Borkowski z Instytutu Śląskiego, badający historię przedwojennych pomników. - Odsłonięto go 16 września 1928 roku, a przedstawiał nagiego, zmęczonego żołnierza wspartego na dłoni, który, jak pisano w relacji z tamtych czasów, zbiera siły, aby bronić ojczyzny. Co ciekawe, uroczystość odsłonięcia była wstępem do rozpoczynającej się dzień później wizyty w Opolu Paula von Hindenburga.

Prezydent Niemiec przyjechał do stolicy dawnej rejencji pociągiem i musiał minąć kolejny pomnik, o którym dziś niewielu opolan pamięta. Obok dworca, a naprzeciwko gmachu poczty 20 sierpnia 1911 roku odsłonięto obelisk Ottona von Bismarcka.

Pomnik miał kształt stożkowatego walca wysokiego na trzy i pół metra, na środku kolumny umieszczono popiersie "Żelaznego Kanclerza", słynącego z polityki germanizacyjnej. Nic więc dziwnego, że w 1945 roku pomnik musiał zniknąć, choć nie zniknął całkowicie.
- Pozostała po nim charakterystyczna balustrada, która dawniej była biała - opowiada dr Maciej Borkowski.

Dla nowych władz miasta nie do przyjęcia był także pomnik Fryderyka II Wielkiego na Rynku, który stał pomiędzy arkadami a dawną kawiarnią Melba. Monument miał długą historię, bo statuę wyrzeźbił w 1862 roku Eduard Uhlenhuth, a cynkowy odlew stanął najpierw w parku w Przydrożu Małym koło Korfantowa, a do Opola trafił w 1891 roku i prezentowano go w nieistniejącym gmachu rejencji (obecnie plac Wolności). W 1933 r. pocięto pomnik w Gliwicach i wykonano nowy odlew ze spiżu i tym razem posadowiono go na Rynku.

Stał tam do kwietnia 1945 roku, gdy z cokołu zrzucili go rosyjscy żołnierze. Do tej pory są opolanie, którzy wierzą, że czerwonoarmiści wrzucili figurę "Fryca" do Młynówki.
Legendę kilka lat temu próbowano sprawdzić profesjonalnym wykrywaczem metali, gdy pogłębiano Młynówkę. Niczego nie znaleziono.

Jeszcze bardziej zagadkowo wygląda historia pomnika cesarza Wilhelma I, który stał od września 1891 roku na obecnym placu Wolności, obok budynku rejencji.

- Pomnik przedstawiał cesarza w mundurze i pickelhaubie, a na bocznych ścianach monumentu umieszczono listę niemieckich żołnierzy poległych w wojnach XIX wieku - opisuje dr Maciej Borkowski. - Nie ma żadnych relacji, że ten pomnik zniszczono w 1945 roku, dotarłem natomiast do człowieka, który mieszkał w czasie wojny w Opolu i pamiętał, jak pomnik jeszcze przed wejściem Rosjan zniknął. Najprawdopodobniej zabrano go do oczyszczenia i renowacji, a potem już na miejsce nie wrócił. Nie wiemy, co się później z nim stało.

Dziś nikt nie jest w stanie policzyć, ile pomników i głazów pamiątkowych usunięto po wojnie z Opola. Te, które pozostały, od dawna nie mają niemieckich napisów lub też nie kojarzą się z niemieckim militaryzmem.

- Dobrym przykładem jest tutaj pomnik ku czci poległych pocztowców, stojący przy ulicy Korfantego, a przykładem na pomnik bez napisów jest obelisk upamiętniający żołnierzy 63. pułku piechoty zbudowany pomiędzy budynkami na skrzyżowaniu ulicy Plebiscytowej i Ozimskiej - mówi dr Maciej Borkowski. - Czasem pojawiają się głosy, aby przywrócić mu zamurowane od dawna niemieckie napisy. Uważam, że lepiej tego nie robić. Pamiętajmy, że m.in. ich brak pozwolił dziełu Thomasa Myrtka przetrwać czas burzenia niemieckich pomników.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie