Harry Thürk - niemiecki pisarz z Białej

    Harry Thürk - niemiecki pisarz z Białej

    fot. Krzysztof Strauchmann

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Harry Thürk - archiwalna fotografia pisarza.

    Harry Thürk - archiwalna fotografia pisarza.

    Prudnik dostał prywatny księgozbiór Harry'ego Thürka - 4 tysiące książek. Może wreszcie ktoś wyda po polsku utwory pisarza?
    Harry Thürk - archiwalna fotografia pisarza.

    Harry Thürk - archiwalna fotografia pisarza.

    Prywatna biblioteka zmarłego dwa lata temu pisarza trafiła do Prudnika w sobotę 21 lipca późnym wieczorem. Cały dzień jechała w kartonowych pudłach 5-tonową ciężarówką z Weimaru, gdzie mieszkał Harry Thürk. Na regałach stoją dziesiątki drukowanych po niemiecku wydawnictw o polityce międzynarodowej, o wojnie, trochę beletrystyki. Parę roczników czasopism, kilka książek po angielsku, pojedyncze po polsku.

    - Chcemy te zbiory umieścić w osobnej sali imienia Harry'ego Thürka - mówi Małgorzata Skowronek, dyrektor biblioteki. - Wdowa po pisarzu przekazała nam również część wyposażenia jego gabinetu, meble, maszynę do pisania. Możemy to jednak zrobić dopiero w nowej siedzibie biblioteki, najszybciej za dwa lata.

    Księgozbiór Harry'ego Thürka przywiózł z Weimaru jego przyjaciel Jan - Johann Dolny, 63-letni stoczniowiec, do 1957 roku mieszkaniec Prudnika, a dziś społeczny ambasador miasta. Od 35 lat założyciel i działacz Towarzystwa Polsko-Niemieckiego w Hamburgu.

    - Harry martwił się o książki, które zbierał przez całe swoje życie - opowiada Jan Dolny. - Pytał mnie, czy nie chciałbym ich dostać po jego śmierci, ale musiałem odmówić, bo nie jestem w stanie zmieścić ich u siebie. Poprosił, żebym znalazł jakieś miejsce w Polsce, na ziemi prudnickiej. Każda uczelnia czy biblioteka pewnie by je wzięła z pocałowaniem ręki, ale dla mnie faworytem było nasze wspólne miasto Prudnik. Harry był z tej propozycji bardzo zadowolony.

    Dyr. Skowronek szuka stażysty z dobrą znajomością języka niemieckiego, który mógłby się zająć skatalogowaniem i opisaniem zbiorów. Księgozbiór może być świetną podstawą do napisania niejednej pracy magisterskiej o polityce międzynarodowej, o współżyciu Polaków i Niemców na Ziemiach Zachodnich w trudnym roku 1945 czy choćby o samym Harrym Thürku, bo to u nas pisarz nieznany, choć… swój.

    Lato totalnej traumy

    Urodził się w Białej w 1927 roku. Mając 7 lat, razem z rodzicami przeniósł się na stałe do sąsiedniego Prudnika na Kolejową. Robotnicza dzielnica na skraju miasta. Pod koniec wojny trafił do Wehrmachtu, do korpusu spadochroniarzy "Hermann Goering", walczył m.in. pod Kaliszem.

    Po kapitulacji przedzierał się górami do rodzinnego Prudnika. Trafił do miasta już pod polską administracją, choć z liczną niemiecką ludnością. Mieszkał w prudnickim wydzielonym getcie, gdzie na parę miesięcy skupiono wszystkich Niemców czekających na wysiedlenie. Przeżył głód, przymusową pracę przy porządkowaniu miasta. Poznał Polaków dobrych i złych, mściwych, chciwych. Jego przyjaciel trafił do obozu w Łambinowicach, skąd już nie wrócił.

    Jesienią 1945 roku Thürk uciekł z Prudnika. Tak jak tam trafił, górami przez Czechy. Wylądował w Niemczech Wschodnich. Zaczął pracę fotoreportera i reportera, wyjeżdżał wielokrotnie do Azji obserwować wojny i rewolucje w Laosie, Wietnamie, Chinach. Był członkiem Niemieckiej Socjalistycznej Partii Jedności do 1984 roku, działał w Związku Pisarzy. Zostawił po sobie 60 książek - powieści, reportaży, publikacji historycznych, których łączny nakład przekroczył milion egzemplarzy.

    Jedną z nich, wydaną już po 1990 roku, poświęcił Prudnikowi z roku 1945. Fikcyjny bohater, młody Niemiec, przeżywa w niej to, czego doświadczył autor i co najlepiej wyraził w tytule "Sommer der Toten Traume" - "Lato umarłych snów".

    Na początku lat 90. przyjaciel pisarza Kurt Rippich przywiózł w darze kilka jego książek do biblioteki mniejszości niemieckiej w Białej. Tam odnalazła je Anna Myszyńska, poetka, działaczka kulturalna.

    - Książka o Prudniku zrobiła na mnie wielkie wrażenie - opowiada Anna Muszyńska. - Postanowiłam odszukać autora. W 1994 roku doszło między nami do pierwszego spotkania w Weimarze i długiej rozmowy. Poznałam człowieka niezwykłego. Był szczerze poruszony, że ktoś z Polski, ze Śląska się nim interesuje.

    Anna Myszyńska przeprowadziła z Thürkiem obszerny wywiad, spisany na pięciu długich stronach maszynopisu. Próbowała go opublikować w "Gazecie Śląskiej" (dziś "Schlesiche Wochenblatt"), wydawnictwie mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie, ale redakcja nie była zainteresowana. Fragmenty rozmowy w tłumaczeniu na polski opublikowało dopiero lokalne pismo "Panorama Bialska", a potem "Tygodnik Prudnicki".

    - W połowie lat 90. przywiozłem jakieś dary do domu opieki nad niepełnosprawnymi w Prudniku - wspomina Jan Dolny. - Trafiłem na uroczystość, atmosfera podniosła, oficjele, przemówienia o przyjaźni polsko-niemieckiej. W pewnej chwili podszedł do mnie jakiś pan z mniejszości i konspiracyjnym szeptem mówi: Jeśli chce pan wiedzieć, co z nami robili Polacy, niech pan przeczyta Harry'ego Thürka.

    Dolny opowiada, że długo polował w niemieckich księgarniach na książki pisarza z Prudnika, o którym wcześniej niczego nie słyszał. Kiedy wreszcie je dostał, "Lato umarłych snów" przeczytał w dwa dni. Podając się za starego przyjaciela Thürka, zdobył numer jego telefonu i zadzwonił do Weimaru.

    - Usłyszałem w słuchawce akcent pół śląski, pół saksoński. Żeby jakoś zacząć rozmowę, zacząłem mówić o tym, że sam wychowałem się na Kolejowej w Prudniku i znam miejsca, które on opisał. Tak zaczęła się nasza przyjaźń, trwająca aż do jego śmierci.

    Powieść w poczekalni


    Dyrektor Małgorzata Skowronek z książkami Harry’ego Thürka.
    (fot. fot. Krzysztof Strauchmann)

    W 2001 roku 68 odcinków "Lata umarłych snów" wydrukował "Tygodnik Prudnicki". Pisarz pomagał załatwiać zgodę wydawnictwa na bezpłatny przedruk, tak bardzo chciał zaistnieć przed polskim czytelnikiem.

    - Zabierałam się za tłumaczenie z myślą, że przygotujemy 3-4 odcinki z wyborem tekstu - wspomina Anna Muszyńska. - Powoli czytałam, tłumaczyłam na polski i nagrywałam to na magnetofon. Taśmy trafiły potem do red. Andrzeja Derenia, który nieźle się musiał z nimi namęczyć.

    - Zdecydowaliśmy się na druk, bo to chyba jedyna powieść poświęcona w całości Prudnikowi - mówi Andrzej Dereń, redaktor naczelny "Tygodnika Prudnickiego". - Liczyliśmy na żywy odzew ze strony mieszkańców i tak się stało. Thürk przedstawił punkt widzenia Niemca, który chce zostać w Prudniku. Dzwoniły do nas osoby, które tu wtedy przesiedlono z Kresów Wschodnich, że nie zgadzają się z jakimiś fragmentami. Sporo uwag miał ks. prałat Nabzdyk, który sam pamięta tamte wydarzenia. Najwięcej kontrowersji wzbudził wątek psychopatycznego mordercy - Polaka, który nocami zakrada się do getta zabijać przypadkowych Niemców. Moim zdaniem to może być jednak fikcyjny akcent kryminalny. Mamy przecież do czynienia z powieścią.

    Przyjaciele pisarza zaczęli się starać o polskie wydanie książkowe.
    - Miałam już umówionego profesjonalnego tłumacza z Wrocławia - wspomina Anna Myszyńska. - Chciałam, żeby książka była czytana na antenie Radia Opole. Był już nawet lektor. Ale zmieniły się władze Radia i pomysł upadł.

    Jan Dolny jest przekonany, że ta książka byłaby u nas dobrze przyjęta. Dolny w swoim życiu spotkał i innych Niemców, którzy przeszli przez prudnickie getto. Oni już się nauczyli mówić o tym spokojnie.

    - Niedługo po przyjeździe do Weimaru w 1946 roku Harry Thürk spotkał tam Tadeusza Borowskiego, polskiego poetę - opowiada Anna Myszyńska. - W ogrodzie Goethego opowiadali sobie o przeżyciach wojennych. Borowski o Auschwitz, Thürk o getcie w Prudniku. Polski poeta namawiał go wtedy do spisania tych wspomnień, ale przez długie lata było to niemożliwe.

    Ustrój mu nie odpowiadał

    "Frankfurter Allgemeine Zeitung" opublikował niedawno obszerny tekst o współpracy pisarzy z dawnego NRD ze Stasi, komunistyczną tajną policją. W tekście wymieniono Harry'ego Thürka jako osobę funkcjonującą w ewidencji współpracowników Stasi, choć bez podawania żadnych szczegółów, na czym ta współpraca miała polegać.

    - To mnie specjalnie nie dziwi. Wykonując taki zawód, w takim miejscu jak Azja i w tamtych czasach, musiał być narażony na kontakt ze Stasi - komentuje Małgorzata Skowronek. - Trzeba go jednak oceniać za całość życia i pracy.

    - Dla mnie to nie ma znaczenia - mówi Arnold Hindera, burmistrz Białej. - Wystawiliśmy Harry'emu Thürkowi tablicę pamiątkową na jego ulicy, bo pochodził z Białej i zostawił po sobie imponującą spuściznę. To świadczy o jego talencie i pracy. A jako zagraniczny korespondent był narażony na takie kontakty. Może gdybym dowiedział się, że świadomie szkodził opozycji w byłej NRD, to zmieniłbym zdanie.

    - Były lata, kiedy angażował się w działalność Związku Pisarzy w NRD, ale potem sam doszedł do wniosku, że ten ustrój nie odpowiada jego przekonaniom - wspomina Anna Muszyńska. - Jego książki miały we wschodnich Niemczech problemy z cenzurą, wydawał je w Czechosłowacji, na Węgrzech. Nie znałam go na tyle, żeby mówić cokolwiek o jego ewentualnych związkach ze Stasi. Dla mnie ważna jest jego życiowa dewiza - budowanie porozumienia między ludźmi. Czy to w Prudniku pomiędzy Polakami i Niemcami, czy w Chinach lub Wietnamie.

    - To chyba kolejny przejaw manii prześladowczej, według której wszyscy mieszkańcy byłej NRD byli agentami Stasi - unosi się Jan Dolny. - Nie wierzę w takie podejrzenia, bo potrafię poznać się na ludziach. To był wspaniały człowiek, który w swoim życiu pomógł bardzo wielu innym.

    Ostatnie lata życia Harry Thürk spędził w swoim mieszkaniu pod maską tlenową. Jego płuca nie wytrzymały azjatyckich wypraw, w czasie których docierał nawet na pole walki, w bitwy, gdzie stosowano gazy bojowe. Nawet w łóżku nie opuścił go humor i ciekawość świata. Zawsze chciał wiedzieć, co dzieje się w jego rodzinnych stronach, choć brakło mu sił, żeby je samemu odwiedzić.

    - Dzwoniliśmy do siebie po kilka razy dziennie. Z każdego wyjazdu do Prudnika musiałem mu składać szczegółowe sprawozdanie - opowiada Dolny. - Jakoś po 2 latach naszej znajomości pewnego dnia w jednej chwili zapukał do mnie listonosz i zadzwonił telefon od Harry'ego Thürka. Musiał wiedzieć, że dostałem paczkę, bo niecierpliwie wołał przez słuchawkę: otwórz, otwórz! W środku była butelka świetnego wina, od Harry'ego. A on mówi do mnie: Obok mnie już stoi moja Renate. Ty też weź swoją żonę i wypijcie. Od teraz przechodzimy na "ty".

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Warto zobaczyć

    Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej NTO

    Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej NTO

    Bilety na 4 Nations Cup w Opolu już dostępne

    Bilety na 4 Nations Cup w Opolu już dostępne

    Niepokonani 2018 - niezwykły koncert w gwiazdorskiej obsadzie

    Niepokonani 2018 - niezwykły koncert w gwiazdorskiej obsadzie

    Poznaj laureatów plebiscytu Nauczyciel na Medal

    Poznaj laureatów plebiscytu Nauczyciel na Medal