Prezydent Wiśniewski chce powiększyć Opole

    Prezydent Wiśniewski chce powiększyć Opole

    Krzysztof Zyzik

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Jeszcze w tym roku mają ruszyć konsultacje w sprawie poszerzenia granic stolicy regionu. Miasto chce przejąć m.in. Brzezie z Elektrownią Opole.
    Arkadiusz Wiśniewski: – Opole się wyludnia, dziś jest nas ledwie 119 tysięcy i ta liczba stale maleje.

    Arkadiusz Wiśniewski: – Opole się wyludnia, dziś jest nas ledwie 119 tysięcy i ta liczba stale maleje.

    Sonda

    Czy do Opola powinny być przyłączone sołectwa z sąsiednich gmin?

    Tak
    46% głosów
    Nie
    52% głosów
    Nie mam zdania
    2% głosów
    Specjalny zespół urzędników, urbanistów, ekonomistów i demografów pod wodzą prezydenta Opola Arkadiusza Wiśniewskiego pracował od kilku miesięcy nad koncepcją rozszerzenia Opola.

    Poparcie dla inicjatywy dała szefowi miasta m.in. doradzająca mu Rada Biznesu i Nauki. Prezydent chce jeszcze w tym roku zgłosić projekt Radzie Miasta Opola, a potem rozpocząć szeroko zakrojone konsultacje społeczne.

    - W każdym z sołectw, które będziemy chcieli zintegrować z Opolem, będę przekonywał mieszkańców do korzyści płynących z bycia obywatelem miasta - mówi nto Arkadiusz Wiśniewski. - Większe i bogatsze Opole to najlepsza gwarancja zachowania samodzielności regionu.

    Decyzję o zmianie granic gmin podejmuje Rada Ministrów. Prezydent chce złożyć stosowny wniosek na wiosnę.

    Wierzę w duże i silne Opole. Nie mogę patrzeć, jak nasze miasto się zwija



    Byłoby lepiej, gdyby Elektrownia Opole służyła Opolu, a przez to całemu regionowi. A nie jednej małej gminie Dobrzeń - mówi prezydent Arkadiusz Wiśniewski w rozmowie z Krzysztofem Zyzikiem

    Panie prezydencie, równy rok od wyborów chce pan ruszyć z wielkim projektem poszerzenia granic miasta. Po co?
    Chcę dać Opolu nowy oddech i szansę na rozwój. Mam świadomość, że to projekt o wymiarze historycznym. Od czterdziestu lat Opole nie zmieniło swoich granic, tymczasem przez wcześniejsze dekady był to proces dość regularny. Jeszcze w XIX wieku Opole wchłonęło Zakrzów, w latach 30. XX wieku – Szczepanowice i Półwieś. Po wojnie, w latach 50. przejęło w całości gminę Wójtowa Wieś i Nową Wieś Królewską. W latach 60. – Groszowice, dekadę później – Gosławice i Grotowice. W latach 50. miasto miało ponad 50 tysięcy mieszkańców. W połowie lat 70. już sto tysięcy, a dwadzieścia lat temu – 130 tys. Od kilku lat ten korzystny trend się odwrócił. Opole się wyludnia, dziś jest nas ledwie 119 tysięcy i ta liczba stale maleje.

    Bo ubywa nas w ogóle. Opolanki rodzą mniej dzieci, ludzie wyjeżdżają za granicę za lepszą pracą.
    Też, ale my dogłębnie zbadaliśmy strukturę tych wyjazdów i okazało się, że gros z nich to migracje pozorne. Główny cel wyjazdów Opolan to ościenne gminy – Komprachcice, Dobrzeń Wielki, Łubniany, Dąbrowa, Turawa, Chrząstowice, Tarnów Opolski.

    Opole rozwijało się przez ostatnie sto lat, teraz się zwija. Nie chcę być prezydentem, który biernie na to patrzy

    Co w tym złego? Jak opolanina stać na domek, to jedzie na spokojne przedmieścia.
    Tak, to absolutnie zrozumiałe, tylko że te sypialnie miasta lokują się już poza Opolem. Jakie to rodzi skutki dla Opola? Mieszkańcy nowych osiedli nadal są związani z naszym miastem. Tu pracują, kształcą dzieci, korzystają z kina, basenu, naszych dróg, ale przestają tu płacić podatki. Tylko w ostatnich czterech latach Opole opuściło w ten sposób ponad 2,5 tysiąca osób. To jak wyludnienie kilku 10-piętrowych bloków. Choć słowo „opuściło” nie jest tu na miejscu. Ci „emigranci” emocjonalnie są nadal z nami, nie integrują się w nowych gminach. Oni tam głównie śpią.

    Wyjechali z Opola, a teraz Opole przyjedzie do nich?
    Chcemy ich z powrotem zintegrować z miastem, niejako dostosować granice Opola do stanu faktycznego. Bo przyzna pan, że sytuacja, w której – przykładowo - osiedle „Medyk” położone tuż pod Wojewódzkim Centrum Medycznym w Opolu należy do gminy Turawa, jest mocno sztuczna.

    Pełna rozmowa z prezydentem Opola Arkadiuszem Wiśniewskim w piątkowym wydaniu "Nowej Trybuny Opolskiej" lub po wykupieniu abonamentu Piano


    Skoro już jesteśmy przy tym przykładzie – jak daleko chciałby pan poszerzyć Opole w stronę Turawy? Domyślam się, że centrum handlowe Turawa Park i teren inwestycyjny Ikei też wchłonęłoby miasto.
    Tereny do obwodnicy północnej z całą pewnością, taka byłaby konsekwencja tej zmiany. Bo popatrzmy: mamy osiedle mieszkaniowe i centrum handlowe przylegające do Opola, dalej rozległe pola, za nimi obwodnicę miasta, za obwodnicą jeszcze las i dopiero potem zwartą zabudowę gminy Turawa. W takim układzie przestrzennym przypisanie do Turawy osiedla „Medyk” czy galerii handlowej jest czysto teoretyczne.

    Skąd pomysł na ekspansję terytorialną Opola?
    Wiele miesięcy temu byłem w Warszawie na konferencji Fundacji im. Roberta Schumana. Wymieniono tam miasta, które najlepiej się rozwijają, gminy innowacyjne. I proszę sobie wyobrazić, że na pierwszym miejscu tego rankingu jest Rzeszów.

    Prowincja, ściana wschodnia…
    … bieda z nędzą, brak pracy i tym podobne stereotypy. A tu proszę: najbardziej innowacyjne polskie miasto. Dlaczego? Głównym motorem rozwoju Rzeszowa okazała się ekspansja terytorialna. To miasto powiększyło swój obszar, umiejętnie zagospodarowało nowych mieszkańców i grunty. Od 2005 roku Rzeszów podwoił powierzchnię. Poszedł w kierunku autostrady i terenów, które można włączać do strefy ekonomicznej. Oni przed 2005 rokiem doszli do ściany, nie mieli już przestrzeni i miejsca na lokowanie dużych inwestycji, na rozwój mieszkalnictwa, terenów rekreacyjnych, ścieżek rowerowych, parków. Miasto się dusiło.

    Opole też się dusi?
    Przestaje mieć zdolność do wykorzystywania swojego potencjału. Patrząc na to, co się dziś w Polsce dzieje, a np. dyskutuje się o zmianie granic województw, silniejsze Opole jest interesem wszystkich mieszkańców regionu. Nie mam złudzeń - tylko poprzez mocną, promieniującą na województwo stolicę uda nam się obronić region. Pamiętajmy, że jesteśmy między Wrocławiem, który jest sześć razy większy od Opola, a aglomeracją śląską, która jest kilkanaście, może kilkadziesiąt razy od nas większa. Opolszczyzna, mimo wielu lat funkcjonowania tu samorządu wojewódzkiego, nie jest zintegrowana. Nysa, Brzeg czy Namysłów ciążą ku Wrocławiowi, wschód województwa patrzy na Katowice. Dlatego Opole musi odzyskać siłę przyciągania inwestorów i nowych mieszkańców. To nie jest tylko moje zdanie, to są twarde rekomendacje opolskich naukowców, którzy nam doradzają. Mandat do prac nad poszerzeniem granic miasta dała nam też Rada Nauki i Biznesu przy prezydencie Opola.

    Czy aby na pewno lekiem na problemy Opola jest statystyczne podpompowanie liczby mieszkańców i przejęcie części podatków?
    Nie, nam zależy przede wszystkim na wartości dodanej, jaka wyniknie z procesu integracji terenów podmiejskich. Jasne, że jeśli w granice Opola włączymy kilka dużych osiedli, które dziś są tuż pod Opolem, to uzyskamy szybki efekt, o którym pan mówi. Ale wartością dodaną będą grunty, które przeznaczymy na nowe osiedla, bo takich nam dziś brakuje. Mam na stole prośbę od dewelopera, który chce w Winowie budować duże osiedle. Tuż na granicy Opola, ale już w gminie Prószków. Chcą, bym im zbudował drogę dojazdową, bo przecież nikt stamtąd nie będzie jeździł do pracy ani do kina w Prószkowie. Dziś, gdybym im tę drogę zbudował, byłbym ostatnim naiwnym. Sam bym przyłożył rękę do wyprowadzenia z Opola kolejnego tysiąca mieszkańców. Ale jeśli Winów, który i tak ciąży ku miastu, znalazłby się w granicach Opola, to proszę bardzo - mogę budować. Bo jeśli ponosić nakłady, to na własny rozwój. A my z roku na rok wydajemy coraz więcej pieniędzy na potrzeby mieszkańców okolicznych gmin, choćby na obwodnicę Czarnowąs czy węzeł na Sobieskiego. Powtarzam: muszę mieć w granicach Opola nowe tereny pod budownictwo, muszę tu sprowadzić młode rodziny z Nysy czy Brzegu, którzy dziś migrują głównie do Wrocławia.

    By tu przyjechali, musi pan im dać przede wszystkim pracę. I to nie za najniższą krajową.
    Zgadza się, dlatego potrzebuję nowych, atrakcyjnych terenów inwestycyjnych. Tu też Opole się dusi, mamy już tylko małe działki. 14-hektarowy teren inwestycyjny, który uzbroiliśmy, został ponad naszymi głowami przekazany siostrom zakonnym, a one windują cenę i blokują rozwój strefy. Brakuje nam dużego terenu z dobrym dojazdem do autostrady. Mercedes, uciekając na Węgry, trafił do podobnego miasta jak Opole – nieco ponad 100-tysięcznego. Ale Węgrzy mieli to, czego nam brakuje - potężny kawał ziemi, autostradę i linię kolejową. Pod Opolem jest taki teren. Leży niewykorzystany w pobliskiej gminie Dąbrowa. Ponad 150 hektarów - wystarczająco, by powstała tam inwestycja w skali Mercedesa.

    Chce pan przejąć ten teren?
    Chciałbym. W interesie regionu, nie tylko Opola. Bo tam od lat nic się nie dzieje. Gmina Dąbrowa jest po prostu zbyt biedna i zbyt mała. Nie mają milionów na uzbrojenie, dokumentację i promocję. Nie mają kontaktów w Warszawie. Nie będą jeździć po świecie, aktywnie poszukując inwestorów. To wszystko przekracza możliwości nie tylko Dąbrowy, ale jakiejkolwiek małej gminy pod miastem. A nas na to stać i byłoby grzechem o to nie zabiegać.

    A może lepiej porozmawiać z wójtem Dąbrowy, ściągnąć tam inwestora w ramach Aglomeracji Opolskiej.
    Świetny pomysł, tylko czy ja mam pieniądze mieszkańców Opola inwestować w Dąbrowie? Nie mogę i nie chcę. To byłyby dziesiątki milionów, których Opole nie może wpuścić w gminę ościenną. Serce mi się kraje, kiedy patrzę na wrocławskie Bielany. Szalenie mi żal, że autostrada poszła tak daleko od Opola. Co możemy zrobić? Autostrady nie przesuniemy, ale możemy do jej węzła przybliżyć Opole. Tak zrobił wspominany Rzeszów i wyszedł na tym świetnie. Gdyby udało nam się nieco poszerzyć Opole w stronę węzła Prądy, teren inwestycyjny między Wrzoskami a Karczowem mógłby się stać magnesem dla biznesu. Promowalibyśmy go poprzez wartość Opola - miasta akademickiego, z duży rynkiem pracy. W Strzelcach Opolskich, które mają dwa węzły autostrady, nie ma już kogo zatrudniać, to jest ziemia pracowniczo wyjałowiona. Wszyscy siedzą w Holandii albo w tych fabrykach, które płacą ludziom poniżej dwóch tysięcy.

    Ale i w Opolu bezrobocie praktycznie nie istnieje…
    Jest niskie, ale i tak jesteśmy największym rynkiem pracy w regionie. Mało tego, wiele osób dziś wyjeżdżających za granicę mogłoby wrócić, gdyby pojawiły się u nas atrakcyjniejsze oferty pracy, co – uważam – jest tylko kwestią czasu. Bo nasi pracownicy w Wielkiej Brytanii, gdyby odjąć koszty utrzymania, zarabiają nie więcej niż trzy-cztery tysiące złotych na rękę. To jest pułap osiągalny za kilka lat w Opolu. Ale musimy się rozwijać, musimy być ekspansywni.

    Jakie konkretnie tereny chce pan w pierwszej kolejności włączyć do Opola?
    Integracja Opola z sołectwami wokół to temat na kilka lat. To proces społeczny i administracyjny. Rozłożymy go na etapy. W pierwszym chcemy iść na północ.

    A konkretnie?
    Chcielibyśmy przyłączyć do miasta kilka sołectw z gminy Dobrzeń Wielki, np. Czarnowąsy czy Brzezie.

    Prezydencie, czy ja dobrze słyszę? Brzezie? To powiedzmy wprost: chodzi o Elektrownię Opole…
    Poważnie rozważamy to, by elektrownia, gigantyczna inwestycja państwowa, docelowo znalazła się na terenie miasta. By z jej podatków można było finansować rozwój stolicy regionu. Uważam, że jako prezydent Opola powinienem stawać na głowie, by tak właśnie było. Bo to jest potrzebne miastu i regionowi.

    Jeśli dobrze liczę, to jakieś sto milionów złotych z podatków. To byłby niewątpliwie pana sukces. Może nawet miałby pan kiedyś w Opolu pomnik. Tyle że w Dobrzeniu Wielkim, a pewnie nie tylko tam, usłyszy pan najpierw: rozbój w biały dzień!
    Rozumiem, że temat Elektrowni Opole będzie budził emocje, ale kto powiedział, że zakład ma być do końca świata związany z gminą Dobrzeń Wielki? Na budowę elektrowni złożyli się wszyscy polscy podatnicy. Dziś łożymy miliardy na jej rozbudowę. Przepraszam, ale to nie urzędnicy gminni z Dobrzenia Wielkiego elektrownię wykreowali. Powtórzę i mówię to z otwartą przyłbicą: uważam, że byłoby lepiej, gdyby elektrownia służyła Opolu, a przez to regionowi, niż tylko małej, wiejskiej gminie.

    Powiedzmy wprost: gmina Dobrzeń Wielki bez elektrowni nie ma racji bytu.
    Nie zgadzam się. W gminie zostałyby m.in. największe miejscowości: Dobrzeń Wielki, Chróścice i Kup. Razem to obszar większy od tego, który chcielibyśmy włączyć do Opola.

    Ale finansowo by leżeli.

    Finansowo by wrócili do poziomu gmin ościennych.

    No właśnie. Gdybym mieszkał w Dobrzeniu Wielkim, po akcji włączenia elektrowni do Opola sam poprosiłbym o przyłączenie całej gminy do miasta…
    Żeby była jasność: niczego nie chcemy i nie możemy robić na siłę. Planujemy prowadzić szeroko zakrojone konsultacje społeczne, chcę przede wszystkim przekonać mieszkańców integrowanych wsi, że będzie to oznaczało dla nich korzyści. Władze ościennych gmin szanuję, będę z nimi rozmawiał, ale jeszcze raz podkreślę – muszę dbać o Opole i o region, który bez rozwijającego się Opola sobie nie poradzi.

    Wójt gminy Dobrzeń Wielki jest w zarządzie Aglomeracji Opolskiej. Jak to pogodzić z faktem, że chce mu pan przejąć pół gminy? Czy po czymś takim można jeszcze współpracować?
    Czekają nas trudne, twarde rozmowy, ale przede wszystkim – podkreślę – chcę rozmawiać z mieszkańcami. Działać dla nich, a nie przeciw nim. Tworząc projekt aglomeracji, zgodziliśmy się, że związki pomiędzy nami powinny być silne, że powinniśmy się przenikać. Dziś już wiem, że ościenne miejscowości powinny być włączone do Opola. Zaś tereny dalej położone powinny współpracować na zasadzie aglomeracji.

    Jakie jeszcze obszary chciałby pan włączyć do Opola?
    Nie chciałbym teraz wymieniać wieś po wsi, bo będziemy ten proces prowadzić spokojnie, szeroko uzasadniając i konsultując go z mieszkańcami.

    To ja wymienię za pana i proszę mnie poprawić, jeśli błądzę: Wrzoski, Sławice, Żelazna, Krzanowice, Wróblin, Winów, Chmielowice…
    Nazwy tych wsi nasuwają się same. Chmielowice to wręcz klasyczna ilustracja tego, o czym mówię. Niegdyś rolnicza, śląska wieś, dziś już bardziej sypialnia Opola, z rosnącymi jedno po drugim osiedlami. Mieszka tam największy w regionie odsetek magistrów, doktorów i profesorów. Chmielowice są statystycznie mądrzejsze od Opola! Wielu tamtejszych mieszkańców już dziś domaga się integracji, bo np. nie pasuje im, że podlegają pod komisariat policji w Niemodlinie, a nie w Opolu, choć ten jest o rzut beretem. Oni chcą miejskiego autobusu za niższą cenę, biletów za złotówkę, do zoo czy na basen i wielu innych bonusów, jakie daje bycie mieszkańcem Opola. Będziemy rozmawiać z mieszkańcami Chmielowic i wszystkich innych wsi, które obejmie nasz plan. Nic nie jest jeszcze zadekretowane, nad każdym obszarem pochylimy się osobno i będziemy przekonywać mieszkańców do integracji z Opolem.

    Jak będzie wyglądać procedura administracyjna poszerzania granic?
    Przygotuję na sesję rady miasta dobrze uzasadniony wniosek o rozpoczęcie procesu powiększania Opola i konsultacje społeczne z tym związane. Pokażę, jakie miejscowości chcielibyśmy włączyć w pierwszej kolejności i uargumentuję to. Radni muszą rzecz jasna wyrazić zgodę na cały ten proces. Jeśli to się stanie, pójdzie też informacja do gmin ościennych. One z kolei będą miały trzy miesiące, żeby przeprowadzić podobne konsultacje u siebie. Po zakończeniu etapu społecznego, mam nadzieję – na wiosnę, złożymy stosowny wniosek do ministra spraw wewnętrznych i administracji.

    Jak będą wyglądały same konsultacje?
    Będę jeździł po wsiach, prawdopodobnie ze specjalnie do tego celu powołanym pełnomocnikiem ds. integracji. Będę przekonywał, że to ma sens - społeczny, przestrzenny, ekonomiczny. Że zmiana granic będzie dobra dla mieszkańców włączonych do Opola. Przedstawię im szeroki pakiet korzyści. Konkrety, nie obietnice.

    Na przykład.
    Będę mówił o remontach dróg, tańszych opłatach, np. za kanalizację. W gminie Dąbrowa mieszkańcy płacą dziś siedem złotych za metr, wójt gminy już prosił mnie, by jego sieć przejął nasz WiK. U mnie mieszkańcy gminy Dąbrowa płaciliby za ścieki tylko trzy złote. Mogę włączonym do Opola wsiom zapewnić czerwone autobusy w taryfie miejskiej, obecność straży miejskiej, modernizację sal sportowych, atrakcyjne szkolenia dla nauczycieli, pakiety szczepień dla dzieci, bilety za złotówkę. To są konkretne korzyści związane z byciem mieszkańcem Opola. Oczywiście ludzie skorzystają na wiele innych sposobów – choćby na cenie ziemi, która już w granicach miasta by podskoczyła.

    Wierzę, że jest pan w stanie „kupić” mieszkańców jednej czy drugiej wsi, ale cała społeczność gminy może na tym stracić. Nie ma pan obaw, że będzie funkcjonował z piętnem polityka, który z pozycji siły rozbija lokalne społeczności?
    Absolutnie nie mam takich obaw. Powtórzę - niczego nie chcę robić na siłę. Będę integrował te obszary, o których wiem, że większość mieszkańców ma mentalne związki z Opolem, a nie ze stolicami ościennych gmin. Nie uważam także, bym był uznany za wroga publicznego w tych gminach. Nawet jeśli stracą one włączone do Opola sołectwa, będą w stanie nadal działać i wypełniać swoje zadania. Bo gminy te, owszem, będą miały nieco uszczuplone wpływy z podatków, ale odejdzie im także wiele kosztów. Wiem, że podolskie samorządy nie zawsze są szczęśliwe z tytułu posiadania tych setek czy tysięcy nowych mieszkańców. Bo w ślad za nimi idą też lawinowe żądania - robienia nowych dróg, oświetlenia, odśnieżania i wiele innych. Małych gmin zwyczajnie na to nie stać.

    Gminy wokół Opola to teren rządów mniejszości niemieckiej. Na bank pojawią się głosy, że osłabiając je, działa pan przeciwko opolskim Niemcom.
    Nie jestem niemcożercą i nie dam się we¬pchnąć w te buty. Jestem otwarty na Niemców, sam zgłaszałem wniosek o honorowe obywatelstwo dla Miroslava Klosego, trochę pod prąd części mojego środowiska. Przypomnę: mniejszość niemiecka w Opolu już jest. Funkcjonuje z powodzeniem w radach dzielnic, mamy też jednego niemieckiego radnego. Po poszerzeniu Opola tych radnych z mniejszości może być więcej. Kto wie, może będą w przyszłości współrządzić miastem?

    Kto ostatecznie podejmuje decyzję o zmianie granic miasta?
    Rada Ministrów.

    Czy opinia mieszkańców, wynik konsultacji społecznych, jest dla rządu wiążący?
    Nie. Jest ważny, ale nie wiążący. Wiem jednak, że rząd nie podejmuje takich decyzji wbrew lokalnym społecznościom. I to jest dobra zasada.

    Jak wyobraża pan sobie Opole po zakończeniu procesu powiększenia?
    Zakładam, że w 2020 roku, kiedy uda nam się dopełnić proces, będziemy mieć budżet Opola na poziomie miliarda złotych, przy dzisiejszych 700 milionach. Opole powinno mieć wtedy około 150 tysięcy mieszkańców. Będą centra przesiadkowe, kolej miejska, MZK będzie kursowało do wszystkich nowo włączonych wsi. Wiem, że to, co proponuję, wywoła kontrowersje. Jestem gotowy na rozmowy, na przekonywanie. Wiem, że ościenne gminy będą miały żal. Tak było też pod Rzeszowem. Ja jednak muszę dbać o Opole – silną stolicę regionu. Tak rozumiem mandat, jaki opolanie mi dokładnie rok temu powierzyli. Opole rosło od momentu lokacji. Przez ostatnie sto lat – dość systematycznie. Nie chcę być prezydentem, który biernie patrzy, jak miasto się zwija.

    Dziękuję za rozmowę.








    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (228)

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się
    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (228) forum.nto.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo