Fritz Bauer. Prokurator całej prawdy

    Fritz Bauer. Prokurator całej prawdy

    Krzysztof Ogiolda

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Fritz Bauer.

    Fritz Bauer.

    Zrehabilitował Stauffenberga i innych zamachowców z 20 lipca 1944 r. Doprowadził do procesu oprawców z Auschwitz. Fritz Bauer uświadomił Niemcom, że działanie na rozkaz Hitlera nie może ich usprawiedliwiać.
    Fritz Bauer.

    Fritz Bauer.

    Prokurator Hesji Fritz Bauer wyprzedził swoją epokę. Już na przełomie lat 40. i 50., kiedy większość Niemców w najlepszym razie odpychała od siebie sprawę odpowiedzialności za zbrodnie III Rzeszy, zasłaniając się spełnianiem obowiązku lub działaniem na rozkaz, on domagał się rozliczenia sprawców.

    Niemcy były potworem

    Dziś jest postacią nieco zapomnianą. Z tej niepamięci wydobyła go Ilona Ziok, niemiecka reżyserka rodem z Gliwic. Jej film "Fritz Bauer - śmierć na raty" odbił się głośnym echem na Festiwalu Filmowym w Berlinie.

    Był pokazywany w kilkudziesięciu niemieckich miastach i został zakupiony m.in. do Rosji. W Polsce nie doczekał się jeszcze telewizyjnej premiery. Niedawno był pokazywany w Opolu z inicjatywy Związku Młodzieży Mniejszości Niemieckiej.

    - Najważniejszym osiągnięciem Bauera była przeprowadzona w 1952 roku rehabilitacja Stauffenberga i innych sprawców zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 roku - uważa Ilona Ziok. - Do tej chwili Niemcy pod rządami Hitlera uchodziły wciąż za państwo prawa. Bauer jako pierwszy miał odwagę powiedzieć głośno, że tamte Niemcy działały bezprawnie, były potworem. Wtedy, 7 lat po wojnie, nikt poza nim tak tam nie mówił.

    Bauer przeprowadził tę rehabilitację pośrednio, wytaczając proces o zniesławienie zamachowców z 20 lipca i innych ofiar nazizmu Ottonowi Ernstowi Remerowi, wysokiemu działaczowi Socjalistycznej Partii Rzeszy (zarząd tego powstałego w 1949 roku ugrupowania tworzyli dawni działacze NSDAP).

    Wyrok trzech miesięcy więzienia, jaki sąd w Brunszwiku wymierzył Remerowi, był symboliczny. Ale Bauerowi nie o karę chodziło. Był do tego stopnia nastawiony na rehabilitację zamachowców, że w mowie oskarżycielskiej zapomniał o nią zawnioskować.

    - Zamachowcom zarzucano - dodaje Ilona Ziok, że przecież wcześniej wszyscy oni złożyli przysięgę wierności Führerowi, zatem próbując odebrać mu życie, stali się zdrajcami ojczyzny. Bauer na podstawie różnych kultur i systemów prawnych, łącznie ze starogermańskim - na który tak chętnie powoływali się naziści - uzasadnił prawo do popełnienia mordu na tyranie.

    Dowodził, że pomysłodawcy Operacji Walkiria właśnie z tego prawa wolnego obywatela do zabicia władcy, jeśli ten rządzi z pogwałceniem ogólnie przyjętych norm, skorzystali. W moim przekonaniu dopiero od tego wyroku rozpoczęła się w Niemczech demokracja.

    Zaczęłam grzebać

    Ilona Ziok wyjechała z Gliwic jako dziecko, w latach 60. Do szkoły podstawowej została przez rodziców posłana już w Anglii.

    - Mój ojciec naprawdę działał w opozycji przeciw Hitlerowi - mówi pani Ilona. - Podkreślam to naprawdę, bo dziś wszyscy chętnie się przyznają do przodków antyfaszystów. Ojciec nie wierzył, że Niemcy się zmienią i dlatego posłał mnie do szkoły za granicę. Dopiero maturę zdałam we Frankfurcie.

    Sztuki filmowej Ilona Ziok uczyła się w Moskwie i w Nowym Jorku. Jej dziełem jest m.in. film "Książę i towarzysz" o szlachcicu z grupy Stauffenberga von Hardenbergu i komuniście Fritzu Perlitzu, którzy spotkali się w obozie koncentracyjnym.

    - Od córki Hardenberga dowiedziałam się, co ich środowisko zawdzięcza Bauerowi - opowiada. - Uświadomiłam sobie, że nic o nim nie wiem, a przecież on działał w bliskim mi Frankfurcie. Zaczęłam więc grzebać w archiwach.

    Nie wszystkie odważne posunięcia Bauera kończyły się sukcesem. Nie udało się usunięcie Hansa Globkego z prestiżowego stanowiska sekretarza stanu w Urzędzie Kanclerskim rządu Konrada Adenauera. Ów Globke był m.in. autorem komentarza do ustaw norymberskich odbierających prawa Żydom. Mimo protestów części opinii publicznej Globke pracował jako prawa ręka kanclerza aż do przejścia na emeryturę w roku 1963.

    - Nie potrafimy sobie dzisiaj wyobrazić - mówi jeden z bohaterów filmu o Bauerze - że bliskim współpracownikiem kanclerz Angeli Merkel mógłby być ktoś, kto uzasadniał prawo strzelania do uciekinierów usiłujących przeskoczyć przez mur berliński. I to pokazuje, jak zmieniły się Niemcy od wczesnych lat 60. do dziś.

    Wśród największych osiągnięć Bauera w odsłanianiu mechanizmów nazizmu i udziału w nim Niemców wymienia się zwykle powiadomienie izraelskiego wywiadu o miejscu pobytu w Argentynie Adolfa Eichmanna. Jak dowiadujemy się w filmie, Fritz Bauer miał się o nim dowiedzieć od mieszkającego w Brazylii polskiego Żyda, byłego więźnia Sobiboru.

    Informacja Bauera o tyle nie okazała się decydująca dla schwytania głównego organizatora Holocaustu, że Mossad zwyczajnie nie uwierzył, że człowiek, który miał możliwość obłowić się na majątku swoich ofiar, mieszka jako Ricardo Clement na przedmieściu Buenos Aires w ruderze bez bieżącej wody.

    Akcję porwania Eichmanna do Izraela przeprowadzono dopiero po potwierdzeniu tej informacji - Mossad pilnie strzeże tajemnicy, przez kogo. Symptomatyczne jest przede wszystkim to, iż Fritz Bauer ze swoją ekskluzywną wiadomością udaje się do izraelskiego wywiadu, a nie do niemieckiego aparatu sprawiedliwości.

    Isser Harel - wieloletni szef służb specjalnych Izraela, dyrektor Służby Bezpieczeństwa Szin Bet, szef Mossadu, mówi w filmie wprost, że Bauer do powiadomienia izraelskiego wywiadu przyznał się jedynie premierowi Hesji. Do niemieckiego aparatu sprawiedliwości w latach 50. nie miał zaufania. Obawiał się, że zatrudnieni w nim dawni funkcjonariusze państwa nazistowskiego ostrzegą Eichmanna i ułatwią mu dalszą ucieczkę przed sprawiedliwością. Eichmann został ostatecznie zatrzymany w 1960 roku i przetransportowany do Jerozolimy, tu osądzony i w maju 1962 powieszony.

    Dlaczego to robili

    Fritz Bauer z pewnością co do istoty nazizmu nie miał złudzeń. Urodził się w zamożnej rodzinie niemieckich Żydów w Stuttgarcie w 1903 roku. Z dumą podkreślał, że był uczniem tego samego gimnazjum co Stauffenberg. Studiował - prawo, ekonomię i teologię ewangelicką - m.in. w Monachium i z bliska oglądał początki działalności Hitlera.

    W 1939 roku należał do ostatnich osób, którym udało się wydostać z Niemiec do Danii. Po jej zajęciu przez nazistów w 1943 przeniósł się do Szwecji. Do Niemiec ściągnął go - obaj panowie znali się i współpracowali już w latach 30. - przewodniczący SPD Kurt Schumacher, wieloletni więzień obozów koncentracyjnych.

    W filmie Ilony Ziok można zobaczyć fragmenty wykładu, jaki Fritz Bauer wygłasza do niewielkiej grupy studentów. Wyjaśnia im między innymi, dlaczego tak wielu Niemców czynnie angażowało się w nazizm. - Jedni byli nazistami z przekonania - mówi - i była to całkiem spora grupa. Na kolejnych wywarło wpływ autorytarne wychowanie. Na ludzi nauczonych milczeć, kiedy mówi ojciec.

    Dla tych, co pamiętają, jakim poważnym wykroczeniem było to, że podczas obiadu lewa ręka znalazła się na stole, a nie przy boku, rozkaz, obowiązek łatwo mógł się stać treścią życia. Trzecią grupę zwolenników Hitlera stanowili zwyczajni oportuniści, którym wygodnie było iść z tłumem, przynajmniej tak długo jak wrony kraczą. A także ci, którymi powodował strach. On też jest ludzkim uczuciem.

    Do najistotniejszych osiągnięć Bauera należy doprowadzenie do tzw. procesu oświęcimskiego. W latach 1963-1965 we Frankfurcie nad Menem sądzono 24 funkcjonariuszy obozowych, głównie z "drugiego szeregu".

    Najwyższe wyroki - dożywocie plus 15 lat więzienia - otrzymali funkcjonariusz gestapo Wilhelm Boger, odpowiedzialny m.in. za zapobieganie ucieczkom z obozu, słynny z okrutnego przesłuchiwania więźniów, oraz Josef Klehr, sanitariusz SS zabijający ofiary zastrzykami fenolu i ochotnik do selekcji do gazu na obozowej rampie.

    - Ten proces pokazujący winę Niemców był potrzebny - podkreślał Fritz Bauer - by podobne wydarzenia nigdy już się nie powtórzyły i by stało się czymś oczywistym, że nowe Niemcy, nowa Republika Federalna jest gotowa bronić ludzkiej godności. Do świadomości ludzi musi dotrzeć, że nikt nie musi wykonywać rozkazów, które prowadzą do przestępstwa.

    Obraz Ilony Ziok podejmuje temat odpowiedzialności nie tylko wysokich funkcjonariuszy, ale ówczesnego społeczeństwa. - Możemy się spierać - mówi jeden z bohaterów filmu - czy w obozach zginęło 6 czy 7 milionów Żydów.

    Ale oni wszyscy byli właścicielami domów, fabryk, samochodów, ziemi itp. Ilukolwiek by ich było, z całą pewnością wszyscy zostali przed śmiercią obrabowani. Ich domy warte sto tysięcy marek ktoś kupował za dwa tysiące. Ktoś nabywał działki za 10 procent wartości. Śmierć właścicieli stawała się w pewnym sensie koniecznym dopełnieniem tego rabunku.

    Komu Bauer przeszkadzał

    Poruszający sumienia Bauer nie był - mówiąc najdelikatniej - popularny. Środowisko prawnicze starało się go ignorować. Odbierał za to dziesiątki telefonów z pogróżkami i wyzwiskami, wśród których zdrajca narodu należał do lżejszych. Po procesie oświęcimskim prokuratorowi wypominano jego żydowskie pochodzenie.

    Wykłady chłonęli natomiast studenci starający się zrozumieć mechanizm, który doprowadził pokolenie ich ojców i dziadków do zbrodni. Fritz Bauer przemawia w salach wykładowych politechnik i uniwersytetów. Ta generacja przejmie się odpowiedzialnością za zbrodnie nazizmu. Z tej odpowiedzialności powstaną wkrótce takie inicjatywy jak Znaki Pokuty, Maximilian Kolbe Werk i wiele innych.

    - Bauer miał ledwo garstkę przyjaciół - mówi Ilona Ziok. - Większość zarzucała mu, że kala własne gniazdo. Ze słowną agresją spotykał się od samego powrotu do Niemiec. Wokół jego śmierci narosło wiele pytań i wątpliwości. Znaleziono go martwego w wannie wypełnionej wodą 1 lipca 1968 roku.

    - Jednoznacznie dziś już nie rozstrzygniemy, dlaczego zmarł - dodaje reżyserka. - Czy popełnił samobójstwo, a może został zabity? Pytań jest mnóstwo. Był znany z tego, że nie pił alkoholu, nawet wina, ale wtedy miał we krwi alkohol. Ponieważ brał także tabletki nasenne, początkowo ogłoszono, że zmarł na zawał.

    Potem okazało się, że w jego organizmie znaleziono ślady tlenku węgla. Prawdopodobnie pochodził z piecyka, który podgrzewał wodę do kąpieli. Nie rozstrzygam, że Fritz Bauer został zamordowany.

    Nie ma na to dowodów. Tym bardziej że po śmierci nie przeprowadzono szczegółowej sekcji i dochodzenia. Czy zatrucie było wypadkiem? Wątpliwości pozostają. Gdyby chciał popełnić samobójstwo, prawdopodobnie nie wybrałby takiego sposobu.

    Był znany z wielkiej wstydliwości. Unikał rozbierania się przed obcymi. Jest mało prawdopodobne, że świadomie ułożył się przed śmiercią nago w wannie, wiedząc, że takim go znajdą. Więc może ktoś włożył do wanny jego martwe ciało? Nie wiemy.

    Ilona Ziok podkreśla, że za hipotezą naturalnej śmierci prokuratora opowiadał się m.in. Instytut Fritza Bauera. Po pokazaniu filmu jego sądy stały się dużo mniej kategoryczne.

    - Osób, które mogły ucieszyć się z jego śmierci, było naprawdę dużo. Kolejnym zamiarem Bauera było zajęcie się sędziami, którzy orzekali w imieniu III Rzeszy. Nie zdążył tych planów zrealizować. A niemieckie prawo w tym samym czasie tak zostało zmienione, że osądzenie ludzi, którzy nie zabili kogoś bezpośrednio, własnymi rękami, stało się praktycznie niemożliwe.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się
    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.nto.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo