Józef Sebesta: - Nie zwijamy flagi Opolszczyzny

archiwumZaktualizowano 
Józef Sebesta
Rozmowa z Józefem Sebestą, marszałkiem województwa opolskiego.

- Panie marszałku, Ruch Autonomii Śląska walczy o rozbiór województwa. Pan jednak twierdzi, że największym zagrożeniem dla regionu jesteśmy my sami.
- Bo nie przypuszczam, aby RAŚ miał aż takie wpływy, żeby Warszawa kierowała się jego wizją rozwoju Śląska.

- RAŚ współrządzi województwem śląskim. Szef Ruchu, Jerzy Gorzelik, jest wicemarszałkiem regionu, rządzi z Platformą. Ostatni spis powszechny poważnie wzmocnił autonomistów. Nie da się zupełnie ich bagatelizować.
- Oni są mocni lokalnie, natomiast nie mają i nie będą mieć żadnego wpływu na politykę państwa. Dlatego dla mnie pan Gorzelik i jego ludzie nie są partnerami do poważnych rozmów. Natomiast z pełną troską traktuję zagrożenia wewnętrzne. Jeśli nie podejmiemy w regionie - z poparciem centrali - zdecydowanych działań związanych z zatrzymaniem procesu wyludniania się, to zderzymy się za jakieś 10 lat z pytaniem, czy tak mało liczebne województwo ma szanse funkcjonować samodzielnie.

- Dla Brukseli sens utrzymywania regionów, które liczą poniżej miliona mieszkańców, jest co najmniej dyskusyjny. My już mamy poniżej miliona zameldowanych, a realnie mieszkających jeszcze mniej - poniżej 900 tysięcy.
- I ta czerwona lampka nam się świeci. Jeśli nie wdrożymy planu, który przygotowałem wraz z grupą ekspertów, dalsze funkcjonowanie województwa może stanąć już za kilka lat pod znakiem zapytania.

- To zanim porozmawiamy o tym planie, wytłumaczmy ludziom, po co przeciętnemu opolaninowi to województwo. Bo pojawiają się głosy, że to głównie walka urzędników o stołki.
- Z punktu widzenia mieszkańca regionu istotna jest jakość życia w danej miejscowości, w gminie. Przeciętnego opolanina nie interesuje pozycja regionu. Czy ma on milion czy pięć milionów ludzi. I musimy w takich kategoriach to rozpatrywać - czy konkretne opolskie gminy zyskałyby czy straciły na likwidacji województwa. Otóż bez cienia wątpliwości stwierdzam, że by straciły. W regionach dolnośląskim i śląskim, gdzie trafiłyby po podziale opolskie gminy, jest silne ssanie ze strony aglomeracji - Wrocławia i Katowic. Te centra się dynamicznie rozwijają, ale proszę pojechać do Raciborza, Częstochowy, Jeleniej Góry czy Wałbrzycha - czy oni są dowartościowani w swoich wielkich regionach. Tymczasem my na Opolszczyźnie robimy wszystko, by realizować politykę tzw. zrównoważonego rozwoju, czyli zasypywania podziałów, choćby historycznych, w rozwoju opolskich gmin.

- I wychodzi na to, że wszystkim dajemy za mało, bo mamy za mały potencjał, za mało podatków ściągamy...
- Proszę wierzyć, bardzo intensywnie pracujemy na rzecz przyciągania nowych inwestycji. Tylko jeden przykład: w ciągu ostatnich czterech lat z 240 hektarów specjalnych stref ekonomicznych zrobiło się 930 hektarów. Zdynamizowaliśmy Opolskie Centrum Rozwoju Gospodarczego, które kilka lat temu wy, dziennikarze, bardzo krytykowaliście. Dziś te oceny są już inne, nawet "Financial Times" nas chwalił. Bardzo dobrze o naszym przygotowaniu mówi Państwowa Agencja Inwestycji Zagranicznych. Ja im nawet tłumaczę w Warszawie: wy nas tak wysoko nie oceniajcie, tylko nam wreszcie dajcie te inwestycje.

- Ano właśnie! My często wchodzimy do elitarnego grona kandydatów do przyjęcia inwestycji, tych 2-3 najlepszych w kraju lokalizacji, ale potem w finale nic z tego nie wychodzi . Pan zresztą wylał niedawno ten żal w obecności wicepremiera Pawlaka. Przyznał pan, że ze strony ministra gospodarki Opolszczyzna ma za małe wsparcie.
- Tak do tej pory było. Bo jak w Polsce decyduje się o inwestycji? Najpierw każdy inwestor sprawdza grunt, jego cenę i uzbrojenie, rynek pracy, komunikację. Kiedy oferty są porównywalne, czeka na dodatkowy, koronny argument, tzw. pomoc inwestycyjną. To, jaka lokalizacja dostanie tę pomoc, zależy już od ministra gospodarki lub - w przypadku największych inwestycji - od rządu. I tu był za słaby lobbing polityczny na rzecz Opolszczyzny. Ale są już chyba pierwsze efekty naszych ostatnich działań, w tym mojego publicznego poirytowania. Na drugi dzień po wystąpieniu przy wicepremierze Pawlaku miałem w tej sprawie telefon z PAIZ, potem spotkanie. Usłyszeliśmy, że na 23 projekty aktualnie rozpatrywane w Polsce, osiem jest poważnie rozważanych w województwie opolskim. Jestem przekonany, a będzie to można zweryfikować jeszcze w tym roku, że ostrożnie licząc, 2 lub 3 z tych inwestycji trafią do nas.

- Jakie to inwestycje?
- Poważne - branża samochodowa i maszynowa. Największa z nich to 500 milionów euro, dwa tysiące miejsc pracy. I mamy tym razem mocne wsparcie centrali. Ten moment musiał kiedyś nastąpić, że inwestorzy docenią Opolszczyznę. Dziś Wrocław i aglomeracja śląska, które przez ostatnie kilkanaście lat dynamicznie się rozwijały, są już mocno nasycone, brakuje tam miejsca pod inwestycje, w związku z czym ceny są tam absurdalnie wysokie. My jesteśmy konkurencyjni, bo tani i bardzo dobrze skomunikowani dzięki autostradzie. Za chwilę Opolszczyzna będzie na tym korzystać.

- Również Opole? Dziś stolica regionu nie jest centrum procesów gospodarczych. W ostatnich latach prężniej rozwijały się zachodnie i wschodnie gminy.
- Opole było przez lata zaciśnięte. Nie miało dobrych terenów inwestycyjnych. Trochę tak jak Brzeg, pod którego bramami lokują się poważne inwestycje, a miasto nie ma na to wpływu, bo ziemia należy do innej gminy. Ostatnie trzy lata są już dla Opola lepsze. Mamy tereny, są pierwsze inwestycje, jest plan powołania aglomeracji opolskiej z ościennymi gminami, sięgającymi nawet Krapkowic. To absolutnie konieczny kierunek. Jeśli mamy wygrywać, musimy mieć mocną aglomerację, która pociągnie resztę regionu. Ale pamiętajmy, że jako region musimy też wspierać podnamysłowską, czy podgłubczycką gminę.

- To, co pan mówi, jest może poprawne politycznie, ale czy zawsze skuteczne? Pewnych procesów, np. wyludniania terenów poza ośrodkami przemysłowymi, nie zatrzymamy - to się też nie udaje na Zachodzie. O tym mówił w wywiadzie dla nto wojewoda. Jego zdaniem, niektóre tereny trzeba w sposób kontrolowany "zwijać", przystosowywać do depopulacji. I walczyć o to, żeby ludzie spod Namysłowa emigrowali do aglomeracji opolskiej, a nie do Wrocławia czy na Zachód.
- Okej, ale nie można poprzestać na racjonalizacji zwijania się, bo to oznacza poddanie się. W piłce nożnej są dwa podstawowe style gry: defensywny, czyli murowanie bramki, i ofensywny. My musimy połączyć jedno z drugim. Dlatego chcę wspierać też mniejsze ośrodki, ale z głową. Chcę pomagać małym przedsiębiorstwom, wspierać tworzenie nowych podmiotów opartych na przychodach z rolnictwa i przetwórstwa. Szereg peryferyjnych opolskich gmin w tym kierunku poszło i osiągnęło dobre rezultaty. Natomiast procesy związane z przechodzeniem ludzi ze wsi do miast nie zakończyły się. Na obszarach wiejskich żyje 48 proc. Opolan, a z działalności rolniczej utrzymuje się raptem 15 procent. Tego się nie da pogodzić i tu migracje jeszcze będą. I zgadzam się - oby to były emigracje wewnętrzne.

- Panie marszałku, na początku roku zaapelowaliśmy w nto o stworzenie paktu dla rodziny. W ostatnich tygodniach prowadzimy wraz z głównymi opolskimi mediami akcję społeczną na rzecz wspierania rodziny i dzietności. I pańskie działania idą w tym kierunku. W marcu przedstawił pan projekt utworzenia na terenie województwa specjalnej strefy demograficznej. Co pan postuluje?
- Projekt składa się z czterech pakietów: socjalno-prokreacyjnego, edukacyjnego, pakietu "praca i bezpieczna rodzina" oraz "zachód słońca". Opowiem o najważniejszych pomysłach. Chcemy m.in. większej ochrony kobiety: młoda matka powinna mieć po urlopie macierzyńskim zagwarantowany powrót do pracy na to samo stanowisko. W sprawie żłobków i przedszkoli będziemy zabiegać o gwarantowany przez państwo standard. Dziś państwo zajmuje się tym w sposób symboliczny, resztę powierza samorządom, które są w lepszej lub gorszej kondycji. My chcemy, by w bogatym Dobrzeniu Wielkim i biednym Świerczowie rodzice wychowujący dzieci mieli takie samo wsparcie. To nie jest fantazja, w wielu krajach na Zachodzie żłobki i przedszkola są za darmo.

- Bo te państwa traktują wsparcie rodziny jako inwestycję. U nas dochodziło do takich patologii, że aby zdobyć miejsce w publicznym przedszkolu, pary brały fikcyjne rozwody…
- Pamiętam, tak było nawet w Opolu. No więc o czym my mówimy! Nasze państwo musi to nastawienie do rodziny zmienić. Kolejnym ważnym elementem programu jest dostosowanie uczelni do potrzeb rynku pracy.

- Przepraszam, ale o tym gadamy już długie lata i niewiele z tego wynika.
- Może właśnie dlatego, że głównie gadaliśmy? Może zainteresowanym brakowało tego poczucia powagi sytuacji? Jeśli z tych 11 tysięcy opolan, którzy co roku uzyskują wyższe wykształcenie, aż 70 procent nie może znaleźć pracy, to mamy po prostu dramat edukacyjny. Bo ci młodzi albo pójdą do hipermarketu, albo od razu stąd wyjadą. A jeśli pójdą do hipermarketu, to i tak w końcu wyjadą, bo będą tam sfrustrowani.

- Z drugiej strony, opolskie firmy narzekają, że nie mają fachowców, że brakuje tu wykwalifikowanych robotników.
- I to jest dopiero problem. Na Opolszczyźnie wypuszczamy co roku wspomniane już 11 tysięcy absolwentów wyższych uczelni i tylko 5,6 tysiąca absolwentów szkół zawodowych i technicznych. Tymczasem potrzeby rynku są dokładnie odwrotne. Opolskie firmy potrzebują głównie fachowców, a dopiero w dalszej kolejności wyższego wykształcenia. Państwo zdusiło kiedyś szkoły zawodowe i techniczne, trzeba to teraz odbudować.

- Głównym powodem wyjazdów z regionu jest brak dobrej pracy. Czy projekt strefy demograficznej się do tego odnosi?
- Tak, zabiegamy o rozwiązanie, zgodnie z którym przy porównywalnych ofertach lokalizacji inwestycji rząd będzie wspierał pomocą publiczną te z terenu specjalnej strefy. Bo przede wszystkim brakuje nam nowych inwestycji. Modernizujący się przemysł ogranicza miejsca pracy, dlatego wciąż nam potrzeba nowych firm. Jeśli one tu wejdą, będziemy powoli ściągać z zagranicy te 115 tysięcy Opolan, którzy tam pracują. Musimy mieć świadomość, że katastrofalny wskaźnik demograficzny Opolszczyzny, gorszy niż w innych polskich regionach, wynika w największym stopniu z tej zarobkowej emigracji. Jeśli młodzi małżonkowie widzą się raz na dwa tygodnie, to trudno odpowiedzialnie planować powiększanie rodziny. Dlatego musimy im dać pracę na miejscu.

- Za dwa tysiące jej nie wezmą.
- Płace będą u nas rosły, choć oczywiście długo nie będziemy ich mogli porównać z płacami na Zachodzie. Ale spokojnie, większość socjologów szacuje, że aby podjąć decyzję o powrocie do kraju na stałe, trzeba mieć pensję na poziomie ok. 60 procent pensji zachodniej. Bo to ciągłe jeżdżenie, to życie na dwa domy też przecież kosztuje. I komfort życia na walizkach jest znacznie gorszy.

- Tymczasem najatrakcyjniejsze miejsca pracy tworzą na Opolszczyźnie urzędy. Młodzi Opolanie mówią wprost, że ten rynek jest zabetonowany, że trzeba mieć ciotkę w Platformie, wujka w PSL lub kuzyna w mniejszości, żeby dostać dobrą robotę w urzędzie…
- Rozumiem, że młodzi, którzy odbili się od urzędu, bo dany konkurs czy nabór nie był transparentny, czują się sfrustrowani. Nie będę udawał, że nie wiem, iż w rozmaitych miejscach występują całe sieci powiązań, a im mniejsza miejscowość, tym te powiązania są mocniejsze. Jednak w urzędzie marszałkowskim wprowadziłem dwuetapowe nabory. Najpierw testy, z często zmienianymi pytaniami, potem rozmowy kwalifikacyjne. Liczba chętnych w tych naborach jest świetnym barometrem sytuacji gospodarczej. Bo był już okres, kiedy brakowało chętnych na niektóre stanowiska i były nabory, gdzie na jedno miejsce było tych chętnych kilkudziesięciu. Gdybyśmy mieli normalny rynek pracy, to proszę mi wierzyć - dla młodego człowieka bycie urzędnikiem nie byłoby marzeniem. To jest w ogóle kiepski pomysł, żeby rozpoczynać karierę zawodową od bycia urzędnikiem. Ja długie lata byłem w biznesie i to jest lepszy start - z biznesu powinno się przechodzić do samorządu. Niestety, w sytuacji "bryndzy" na rynku pracy młodzi marzą o stabilnej pracy urzędnika.

- A propos stabilności. Mówią o pańskim urzędzie, że trudno z niego wylecieć. Że niezależnie od efektów pracy chroni pan pracowników, nawet z opozycji. Że pan się zapracowuje, o wielu rzeczach decyduje osobiście, bo nie pan ma szerokiej i zgranej ekipy.
- To niesprawiedliwa ocena. Po pierwsze: jestem przeciwnikiem upolityczniania stanowisk z każdym nowym rozdaniem. Jestem zwolennikiem kompetencji. Nie przeprowadziłem kadrowej rewolucji, bo miotła polityczna "zamiatająca do spodu" nie jest dobrym rozwiązaniem. Z każdą taką rewolucją wprowadza się do urzędu ludzi, którzy muszą się wszystkiego uczyć, co trwa nawet dłużej niż rok. Mam w urzędzie kadrę zróżnicowaną. Pracuje tu wielu młodych, np. w funduszach unijnych. Jeśli osoba zarządzająca departamentem nie daje sobie rady lub za słabo się angażuje, to wbrew złośliwym opiniom jest jednak zmieniana. Niedawno zwolniłem dyrektora z SLD, u którego takiego zaangażowania nie widziałem. Ale to była kwestia oceny jego pracy, a nie przynależności partyjnej. Posiedzenia zarządu też bywają gorące, bo u mnie trzeba wiedzieć, o czym się mówi. Zapewniam, że nie jestem aż tak zapracowany, by nie mieć czasu na rozliczanie swoich pracowników.

- Wróćmy do planu specjalnej strefy demograficznej. Z całego programu najbardziej podoba mi się możliwość wspólnego opodatkowania z dziećmi. Takie "twarde" rozwiązanie jest głównym powodem sukcesu demograficznego Francji. Jest to jednocześnie punkt, który - obawiam się - czyni z projektu koncert życzeń. Przecież nie da się w jednym czy drugim regionie wprowadzić odrębnego systemu podatkowego.
- Powołuję zespół prawników, którzy to przeanalizują. Gdyby wyszło, że temat jest niekonstytucyjny, będziemy promować zmianę systemu podatkowego na poziomie całego kraju. Mam świadomość, że nie wszystkie punkty projektu specjalnych stref demograficznych da się zrealizować od razu. Dla nas jednak ważną sprawą jest też efekt świadomościowy. Chcemy, by w głowie decydentów utrwaliło się, że jest problem demografii i trzeba coś z tym robić.

- Życzeniowość programu, niski poziom realności - to są główne zarzuty opozycji. SLD, które teoretycznie powinno wychwalać pana projekt, jako wrażliwy społecznie, już pyta: a skąd kasa na to wszystko?
- Musi w to wejść państwo i muszą wejść samorządy. Ale możemy też wesprzeć plan pieniędzmi z Brukseli, w szczególności z Kapitału Ludzkiego. W okresie budżetowym 2014-2020 Unia planuje specjalne fundusze, które będą przeznaczone na rozwiązywanie największych systemowych problemów regionów. Sondowałem już, że na nasz projekt moglibyśmy dostać w Brukseli wsparcie rzędu 140 milionów euro. Ale z poziomu kraju mogłyby to być znacznie większe pieniądze. Rozmawiałem już na ten temat w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego i w Komisji Europejskiej.

- Po latach wspierania unijną kasą dentystów, właścicieli domów weselnych, organizacji szkoleń potrzebnych głównie szkolącym - to byłoby coś!
- Pan przejaskrawia, ale oczywiście pewnych patologii w wydawaniu unijnych pieniędzy nie dało się uniknąć. Ja się nie raz na to zżymałem, bo niewiele mogłem zrobić. Szczególnie w Kapitale Ludzkim, w którym było największe pole do nadużyć, np. w dziedzinie szkoleń. Myśmy na to zwracali uwagę, wy pisaliście o tym w nto. I proszę mi wierzyć, że wielokrotnie sygnalizowaliśmy do Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, że reguły są nieszczelne, że dochodzi do nadużyć. Od ubiegłego roku ministerstwo niektóre procedury zaostrzyło. Będziemy to nadal krytycznie analizować. I robić wszystko, by z unijnych pieniędzy wspierać rozwój regionu, a eliminować cwaniaków. Miejmy jednak świadomość, że patologie w wykorzystywaniu unijnych pieniędzy to margines. W zdecydowanej większości te środki świetnie pracują dla regionu i tworzą nowe miejsca pracy.

- Co dalej z programem specjalnej strefy demograficznej.
- W tych dniach mam serię spotkań z ekspertami, do prac nad projektem angażujemy m.in. prof. Janusza Czapińskiego z Uniwersytetu Warszawskiego i prof. Andrzeja Sadowskiego z Centrum im. Adama Smitha. Wesprze nas też minister Irena Wóycicka z kancelarii prezydenta Komorowskiego oraz grono znanych opolan. Jednocześnie przygotowujemy projekt uchwały Sejmiku Województwa Opolskiego w tej sprawie. W sierpniu chcielibyśmy to uchwalić. Potem planujemy zorganizować w Warszawie wyjazdowe posiedzenie komisji polityki regionalnej Sejmiku, z udziałem premiera Donalda Tuska. No i cały czas rozmawiamy o finansowaniu projektu.

- Panie marszałku, rozwiązania, o które pan walczy, są regionowi potrzebne. O wsparcie rodziny i dzietności od miesięcy apelujemy w nto, ostatnio w koalicji z Radiem Opole, Radiem Plus, TVP Opole i "Gazetą Wyborczą". Ale nie mamy gwarancji, czy pański projekt nie pozostanie na papierze. Zatem co, jeśli strefa nie przejdzie? Czy jest plan B?
- Będziemy robić tyle, ile lokalnie od nas zależy - od opolskiego samorządu, firm, uczelni. Najważniejsze i tak są inwestycje i nowe miejsca pracy. A tu mamy powody do optymizmu. Mamy też analizy, które mówią, że negatywny trend wyjazdów z regionu już w najbliższych latach będzie słabnąć. Przy wszystkich naszych problemach proszę też pamiętać, że w badaniach prof. Janusza Czapińskiego mierzących poziom zadowolenia z życia, od lat jesteśmy na pierwszych miejscach. Opolanie są szczęśliwsi niż mieszkańcy województwa śląskiego czy dolnośląskiego. Więc nie jest tak źle, jak niektórzy narzekają. Ja w Opolszczyznę wierzę.

Wideo

polecane: Flesz: Czy grozi nam katastrofa klimatyczna?

Materiał oryginalny: Józef Sebesta: - Nie zwijamy flagi Opolszczyzny - Nowa Trybuna Opolska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 16

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
b
były mieszkaniec opolskieg

A w ogóle kiedykolwiek została ona rozwinięta? Naprawdę pora skończyć tę fikcję i misia na koszt podatnika- to województwo nie jest do niczego potrzebne nikomu (oprócz jego administratorów).

To nie ma i nigdy nie miało sensu i czas przestać udawać i dokonać podziału pomiędzy Wrocław i Katowice

zgłoś
g
gość

Czas pokazał, że to dalej sensu żadnego nie ma, pamiętam jak ziomal Buzek mówił, że miało być 12 a te z koniecznoiści dodatkowe będą na próbę. Otóż próba nie może trwać wiecznie - Opolskie nic nie miogę razem z Lubuskim jest do odstrzału i żadnych sentymentów, bo to są same koszty stołki i nic więcej.

zgłoś
g
gość

To właśnie z powodu istnienia takiego Opolskiego, prawie 400 powiatów zdecydowano się skok na pieniążki z OFE i nikomu w głowie żadne oszczędzanie i redukcja struktury administracyjnej. Z cyklu jest kasa do przeżarcia, a jak się skończy to coś się wymyśli.

zgłoś
Z
ZR

> kurna co za szczyzna < - pisze kulturalnie ~frank zappa~, znawca języka polskiego, który robi ohydne błędy ortograficzne!
A za nim następny intelektualista ze Stalinogrodu odkrywa, że >Opolszczyzna to jakiś rusyzyzm<... Oczywiście, że >Opolszczyzna< to poprawna polszczyzna!

zgłoś
g
gość

"Nie zwijamy flagi" - Tak to prawda, bo nigdy nie została rozwinięta, a te puste frazesy "opolskie kwitnące" "opolskie tutaj zostaję" to można sobie wsadzić

zgłoś
i
inka
Frank Zappa ma rację interpelując w sprawie pojęcia " Opolszczyzna ". Określenie to nie jest tożsame z nazwą " Ślask Opolski ", ponieważ okolice Brzegu i Namysłowa nie są częścią Śląska Opolskiego a bezsprzecznie można je zaliczyć do Opolszczyzny. Przypominam, że Śląsk Opolski jest jednym z siedmiu regionów Górnego Śląska, zaś wspomniane okolice Brzegu i Namysłowa wchodzą w skład Dolnego Śląska. Może jest to trochę zagmatwane, lecz godne zapamiętania - dla dziennikarzy również...

Ruszyłeś sedno sprawy. Okolice Namysłowa i Brzegu i Grodkowa, Nysy należą do woj. opolskiego . Nie należą jednak do Górnego Śląska ale należą do Dolnego Śląska. Wiadomo, że woj. opolskie powstało w latach 50 tych XX w z części Górnego i z części Dolnego Śląska a dla większego uszczegółowienia obszar ten został nazwany Śląskiem Opolskim względnie Opolszczyzną. Oczywiście nie są to nazwy historyczne ale dotyczą obecnego obszaru woj. opolskiego. I nawet gdy województwo nasze przestanie istnieć to w świadomości ludzi pozostaną wspomniane nazwy.
zgłoś
Ś
Ślazak
Kotuś !
Nie podoba ci się nazwa Opolszczyzna. A mnie nie podoba się, że piszesz dziwne słowo "ochydnego" - co to znaczy ?.
Opolszczyzna to skrót od pojęcia Województwo Opolskie lub Śląsk Opolski a słowo "ochyda" - co to?

Frank Zappa ma rację interpelując w sprawie pojęcia " Opolszczyzna ". Określenie to nie jest tożsame z nazwą " Ślask Opolski ", ponieważ okolice Brzegu i Namysłowa nie są częścią Śląska Opolskiego a bezsprzecznie można je zaliczyć do Opolszczyzny. Przypominam, że Śląsk Opolski jest jednym z siedmiu regionów Górnego Śląska, zaś wspomniane okolice Brzegu i Namysłowa wchodzą w skład Dolnego Śląska. Może jest to trochę zagmatwane, lecz godne zapamiętania - dla dziennikarzy również...
zgłoś
i
inka
Opolszczyzna ,Opolszczyzna ,Opolszczyzna.... kurna co za szczyzna ,czy tu Rosja albo Ukraina jest ? Skończ panie Sebesta z uzywaniem tego ochydnego słowa !

Kotuś !
Nie podoba ci się nazwa Opolszczyzna. A mnie nie podoba się, że piszesz dziwne słowo "ochydnego" - co to znaczy ?.
Opolszczyzna to skrót od pojęcia Województwo Opolskie lub Śląsk Opolski a słowo "ochyda" - co to?
zgłoś
u
uBolek

Panie Josefie Z. z Bielefeld! Przypuszczam, że Pana aktywnośc na forum NTO zostanie doceniona przez władze samorządowe województwa opolskiego i miasta Opola i ma Pan szanse zostać ich społecznym doradcą. Co Pan na to? P.S. Pana niekonwencjonalne poglądy budzą mój podziw...Upór i wytrwałość w ich głoszeniu również...

zgłoś
A
Aleg

"NIE ZWIJAJMY OPOLSZCZYZNY" gdyż część białych kołnierzyków z opolskiego ratusza zostało by rozliczonych za swoje uparte pomysły np.niszczenie pięknych zabytków przez budowanie nowoczesnych molochów psując urokliwą architekturę tego miejsca no i w końcu --nasze słynne przetargi na owe "budowle"!!

zgłoś
R
Roman

Prosze przeprowadzić referendum w woj.opolskim to tą flage można już zwijac.

zgłoś
J
Jan Czech

Opolszczyzna to jakiś rusyzyzm pisze się Śląsk Opolski albo jeżeli mowa o województwie to opolskie.

zgłoś
s
svatopluk

A jak za kilka lat stwierdzimy że się nie udało. To co wtedy? Obecni politycy będą na komfortowej i "zasłużonej" emeryturze. Opolskie zostanie w centrali przydzielone i rozdzielone i nic nie będzie miało w tej sprawie do powiedzenia. A dzisiaj jest jeszcze szansa na zjednoczenie na "swoich warunkach".

p.s. kto zna flagę "opolszczyzny"?

zgłoś
F
Frank Zappa

Opolszczyzna ,Opolszczyzna ,Opolszczyzna.... kurna co za szczyzna ,czy tu Rosja albo Ukraina jest ? Skończ panie Sebesta z uzywaniem tego ochydnego słowa !

zgłoś
j
josef zawila

Szanowny Panie Sebesta,
jak dotad nic nie zrobiliscie oprocz chwalenia sie !!!
Nie tylko Urzad Wojewodzki ale tez Urzad Marszalkowski, nie mowiac juz o prezydencie miasta, ktory jest nieudolny i trzyma sie kurczowo, aby te kase miec.
Nie dziwie sie, bo z czegos trzeba w koncu zyc...
Co dotyczy wojewodztwa opolskiego to ja mam doskonala orientacje i jako stary
znajomy Pana znajomych...moge calkowicie stwierdzic, ze zanosi sie na likwidacje
tego urzedowania. Sama Opolszczyzna moze przeciez bez Was wszystkich spokojnie funkcjonowac. Poza tym nie jestescie w stanie zatrzymac wyludnienia- ja jestem
przedstawicielem i po polsku w gwarze : wyjechanym. Dlaczego ? Bo wtedy nie bylo
nawet mleka dla dziecka i rano trzeba bylo wstac o 3-ciej do kolejki. Mialem ich troje, wiec Pan nie jest temu winnym, ale teraz jest Pan wspolwinnym i nie da sie
tego wogole wymazac...Wojewodztwo Opolskie kosztuje tak samo jak inne stanowiska
w kazdym wojewodztwie- z tym, ze liczba ludnosci jest niejednokrotnie dwa razy wieksza niz obecnie ma woj.opolskie. Miasta, wsie pozostana i jesli Wasza administracja bedzie zlikwidowana w calosci na szczeblu wojewodzkim to sam Pan umie policzyc ile to jest zaoszczedzonych pieniedzy. Zreszta sprawa ta jest nie
tylko moja zasluga bo ja wyjechalem juz 30 lat temu, ale jak Pan widzi to mlodzi
ludzie robia to caly czas i nic nie jestescie w stanie zrobic. To nie tylko dotyczy Niemiec, ale nawet angielsko - jezycznych panstw. To rowniez bedzie w
powazny sposob procentowac w stosunku do takiego panstwa jak USA kiedy zniosa wizy. Wielu ludzi z wojewodztwa opolskiego wyjedzie do USA na stale.
Musicie o tym wiedziec i dla dobra Opolszczyzny pomoc w likwidacji samej
administracji urzedowej. To jest podobna dzialalnosc jak w Afganistanie - kiedy
trzeba opuscic panstwo i nauczyc ich samoistnienia. Wladze lokalne same beda
umialy wszystko prowadzic, ale tam trzeba rowniez polowe pracownikow zwolnic...
W Niemczech jest to rozwiazane zupelnie inaczej - podobnie jak sprawa Kosciola
i jakos wszystko sprawnie funkcjonuje. Ja juz do Pana raz napisalem bezposredni e-mail, ale Pan uwaza, ze moje obserwacje sa bledne. Wlasnie, ze nie, bo jak Pan widzi zmniejsza sie ilosc dzieci, jest niz demograficzny i takie bledne inwestycje jak gimnazjum w Kolonowskiem bedzie jeszcze kiedys istnialo jako miejsce
wystepow artystycznych zespolow, imprezy sportowe oraz KOLO GOSPODYN WIEJSKICH.
Takie "miasto" jak Kolonowskie jest tworzone administracyjnie rowniez jako wielkie nieporozumienie. Moje Fosowskie zlikwidowaliscie z mapy i jak moze byc w Polsce
logicznie skoro takie cos ma miejsce...Zreszta niech Pan pojedzie na wizytacje
stacji Fosowskie to sie Pan od razu przewroci. Prosze to zrobic bez uprzedzenia,
a warto. Powinniscie byc patriotami lokalnymi i wreszcie cos zrobic dla Ojczyzny.
lacze pozdrowienia niedzielne- byly nauczyciel Polski Ludowej w Opolu
Josef Zawila

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3