Pasjonaci z Kluczborka szukają śladów bohaterów spod Monte Cassino. Na Opolszczyźnie jest ich wielu

Milena Zatylna
Milena Zatylna
Na nekropoliach w województwie opolskim pochowanych jest wielu weteranów drugiej wojny światowej. Są wśród nich też uczestnicy bitwy pod Monte Cassino. Pasjonaci z Kluczborka Leszek Krzyżanowski (na zdjęciu z lewej) oraz Damian Miś wyszukują mogiły weteranów, by ocalić je od zapomnienia.
Na nekropoliach w województwie opolskim pochowanych jest wielu weteranów drugiej wojny światowej. Są wśród nich też uczestnicy bitwy pod Monte Cassino. Pasjonaci z Kluczborka Leszek Krzyżanowski (na zdjęciu z lewej) oraz Damian Miś wyszukują mogiły weteranów, by ocalić je od zapomnienia. Milena Zatylna
Niedawno minęła 80. rocznica bitwy pod Monte Cassino. Na tamtejszym polskim cmentarzu odbyły się jubileuszowe uroczystości. Ale bohaterowie walk o wzgórze z benedyktyńskim klasztorem na szczycie spoczywają nie tylko we włoskiej ziemi. Ich mogiły rozsiane są po całym świecie. Co najmniej 200 uczestników słynnej bitwy leży na opolskich nekropoliach. Tylko mało kto o tym wie. Pasjonaci z Kluczborka starają się przywrócić pamięć o zmarłych bohaterach.

Dwieście, a może i więcej

- Te dwie setki grobów bohaterów spod Monte Cassino, to taka wstępna liczba, bo na pewno jest ich dużo więcej – mówi Damian Miś z Kluczborka, który w poszukiwaniu mogił osób walczących o wolną Polskę jest niestrudzony. Temu zajęciu poświęca mnóstwo czasu i trzeba przyznać, że jest niezwykle skuteczny. Odwiedza nie tylko cmentarze, ale także przeczesuje wszelkie dostępne archiwa, by wydobywać żołnierskie biogramy z niebytu i zapomnienia. Często zdobytymi informacjami zaskakuje nawet rodziny bohaterów.

Ale niestety sporo mogił żołnierzy generała Władysława Andersa zniknęło bezpowrotnie. Czasy peerelu nie sprzyjały tym, którzy szlak bojowy przeszli w szeregach 2. Korpusu Polskiego. Lepiej było nie ujawniać swoich wojennych doświadczeń, by nie narazić się na szykany ze strony ubecji.

A kiedy już można było, wielu Andersiaków albo nie doczekało tej chwili, albo nie dzieliło się swoimi przeżyciami stwierdzając, że już nie warto, bo kto tyle lat po wojnie chciałby o tym słuchać?

Zaniedbane groby, o których zapomnieli nawet bliscy, administracje cmentarzy likwidowały. W wielu miejscach dzieje się tak nadal. Kto mógł się domyśleć, że w tej często skromnej mogile z najtańszego lastriko, z wytartymi przez czas i deszcz napisami, spoczywa prawdziwy bohater?

Aby powstrzymać ten proceder Damian Miś połączył siły z innym kluczborskim pasjonatem historii i wojskowości, Leszkiem Krzyżanowskim. Prowadzą kwerendy na opolskich nekropoliach, by zebrać jak najwięcej informacji o spoczywających tam bohaterach. Jeśli zaś mogiły są zaniedbane, odnawiają je, by ratować przed likwidacją.

- Na naszym kluczborskim cmentarzu można by utworzyć co najmniej trzy ścieżki edukacyjne poświęcone pochowanym tam osobom. Teraz skupiamy się na żołnierzach Andersach, właśnie z racji tegorocznego jubileuszu – tłumaczy Leszek Krzyżanowski.

Spod Monte Cassino do… Kluczborka, Wołczyna, Opola

Pasjonat zintensyfikował swoje działania po powrocie z Monte Cassino, gdzie był z grupą rekonstrukcyjną złożoną z harcerzy Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej z Kluczborka, Bydgoszczy, Wilna i Manchesteru.

- To był pomysł mój i kolei z Bydgoszczy. Parę lat pracowaliśmy nad tym, aby na 80. rocznicę bitwy zgromadzić mundury i repliki broni na wzór tych, które były używane przez Armię Andersa. Udało się. Stworzyliśmy szwadron honorowy, w którym byli harcerze przebrani za żołnierzy generała Andersa, ale w barwach 12. Pułku Ułanów Podolskich i ja tą grupą dowodziłem. Oprócz tego mieliśmy też junaków i Pestki (czyli Pomocniczą Służbę Kobiet).

Gromada młodych ludzi w mundurach wzbudzała ogromne zainteresowanie Włochów.

- A kiedy na mundurach dostrzegali napis „Poland”, zainteresowanie zmieniało się w niekłamaną sympatię, bo żołnierze Andersa zostali bardzo dobrze zapamiętani w miejscowościach wokół Monte Cassino – opowiada Leszek Krzyżanowski. – Przede wszystkim miejscowi mówią o nich, że byli dżentelmenami, ludźmi wielkiej kultury, ale także bardzo empatyczni, pełni współczucia, bo na przykład z włoskimi cywilami, którzy biedowali z powodu wojny, dzielili się choćby swoim jedzeniem. To nie są wspomnienia wyczytane w książkach, ale słyszałem je od Włochów z Cassino, Piedimonte San Germano czy Acquafondata.

Rekonstrukcyjny szwadron w czasie pobytu we Włoszech nie tylko brał udział w oficjalnych uroczystościach, ale także miał okazję dokładnie poznać miejsce dawnej bitwy.

- Chodziliśmy tam w naszych oryginalnych mundurach i teren oraz pogoda mocno nas wypróbowały. Wcale nie było tak łatwo. A przecież poruszaliśmy się w warunkach zgoła innych niż żołnierze przed 80-laty. Niemal komfortowych. Nie musieliśmy walczyć, nie musieliśmy się ukrywać, nie musieliśmy drżeć o nasze życie. Stąd jeszcze większy podziw dla tych, którzy tam się bili – relacjonuje Leszek Krzyżanowski. – Dlatego te rocznicowe działania postanowiłem przenieść na nasze podwórko, by przypomnieć o tych niezwykłych bohaterach spod Monte Cassino, którzy niegdyś żyli wśród nas, w Kluczborku, Wołczynie, Byczynie, Opolu i innych opolskich miejscowościach.

To bohaterowie z krwi i kości

I trzeba przyznać na podstawie życiorysów odtworzonych przez pasjonatów, że użyte określenie „bohater” naprawdę nie jest przesadą.

Taki na przykład Tadeusz Lewicki w 1939 roku nie miał jeszcze 18 lat, gdy jako ochotnik zgłosił się, by bronić ojczyzny. Został aresztowany przez NKWD. Pół roku spędził w pojedynczej celi, czekając na rozstrzelanie. Uniknął kary śmierci, ale został zesłany do obozu w okolice Archangielska. Tam pracował przy wycince lasu w bardzo trudnych warunkach – przy temperaturze sięgającej -60 stopni C i głodowych racjach żywnościowych.

Na szczęście objęła go amnestia na mocy układu Sikorski-Majski i trafił do Armii Andersa, z którą przeszedł cały szlak bojowy. Po wojnie wrócił do Polski, ale przez długi czas nękało go UB aż do tego stopnia, że nawet nie mógł znaleźć pracy i był na utrzymaniu żony.

Zmarł w 1993 roku. Pochowany jest w Kluczborku.

Również w Kluczborku spoczywa Władysław Pentoś. Wstąpił do wojska w 1942 roku, podając fałszywy rok urodzenia, bo był za młody, aby służyć w armii. Jego ojciec, Adam, został zamordowany w Miednoje.

Władysław m.in. walczył pod Monte Cassino, gdzie został ranny. Za bohaterstwo otrzymał kilka medali i gwiazd brytyjskich.
Z kolei w Opolu pochowany jest nie byle kto, bo generał Jan Lachowicz. W kampanii wrześniowej dostał się do niewoli radzieckiej. Trafił do kopalni torfu w obwodzie sumskim, a następnie do obozu w Kozielsku. Od 1940 roku był osadzony w obozie NKWD w Griazowcu. Na mocy układu Sikorski-Majski odzyskał wolność, po czym wstąpił do Armii Andersa.

Po zakończeniu wojny nie zdecydował się na powrót do Polski. Został w Wielkiej Brytanii. Od 1954 do 1968 roku (z przerwami) był w rządzie RP na uchodźstwie przy prezydencie Auguście Zaleskim.

Zmarł w 1973 roku. Zgodnie z ostatnim życzeniem jego prochy zostały przewiezione do Polski. Przemycił je jeden z pracowników polskiej ambasady.

- Gdyby ktoś się dowiedział, ten człowiek mógł za to słono zapłacić. Ponieważ były to czasu peerelu, nie był możliwy pochówek prochów wysokiego oficera Armii Andersa, byłego członka rządu na obczyźnie, z należnymi mu honorami. Ale przynajmniej ostatnie życzenia generała zostało spełnione – mówi Damian Miś. -Najpierw spoczął on na cmentarzu w Smardach Górnych. A po ok. 30 latach jego prochy zostały przeniesione na cmentarz komunalny w Opolu i pochowane z honorami.

Ale bohaterowie Armii Andersa to nie tylko panowie. Jedną z kobiet służących w 2. Korpusie Polskim była Marianna Baldy, matka księdza prałata Stefana Baldego, proboszcza parafii katedralnej w Opolu.

Do wojska trafiła z Sybiru. A że z wykształcenia była kucharką (kończyła szkoły m.in. w Zakopanem), robiła to, co najlepiej umiała, czyli gotowała. W prowadzonej przez nią w Palestynie kuchni wojskowej stołowało się około 2 tysiące osób. Natomiast w bitwie pod Monte Cassino brała udział jako sanitariuszka (jako jedna z zaledwie 750 sióstr na cały korpus).

Pani Marianna zmarła w 2002 roku i została pochowana w Kluczborku, gdzie osiedliła się po wojnie.

By pamięć o nich nie zginęła

- Te przykładowo wymienione osoby mają groby zadbane i widać, że ktoś je odwiedza. Ale niedawno na przykład odkryliśmy na cmentarzu grób Szczepana Głowackiego. To nie tylko żołnierz Andersa, ale także powstaniec wielkopolski. Dwa lata przed śmiercią wrócił z Londynu do Kluczborka, bo chciał być pochowany w polskiej ziemi – mówią pasjonaci. – Nie jesteśmy w stanie sami odnowić jego mogiły, bo tu nie chodzi tylko o odświeżenie liter czy umycie płyty, ale o wymianę całego nagrobka. Będziemy chcieli zdobyć fundusze na ten cel.

Jak tłumaczy Damian Miś, mogiły uczestników walk o niepodległość podlegają prawnej ochronie i nie można ich zlikwidować. Co więcej, państwo ma obowiązek o nie dbać.

- IPN prowadzi akcję „Znajdź bohatera”. Wystarczy zgłosić tam konkretną zmarłą osobę, a po weryfikacji jej grób jest oznaczany specjalną biało-czerwoną tabliczką z napisem „Grób Weterana” – mówi pasjonat. – Taki grób jest chroniony na mocy przepisów.

Pan Damian w ramach tej akcji oznaczył już dziesiątki nagrobków.

- Ale sporo jest jeszcze do zrobienia. Dlatego jeśli ktoś ma wiedzę, że taka osoba była w rodzinie albo, że leży na cmentarzu, a grobem nikt się nie zajmuje, to prosimy o informację – mówią Damian Miś i Leszek Krzyżanowski. – Zrobimy wszystko, aby groby naszych bohaterów nie uległy zniszczeniu.

Na cmentarzu w Kluczborku pochowanych jest wielu weteranów drugiej wojny światowej. Wśród nich są także uczestnicy bitwy pod Monte Cassino.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Euro 2024: STUDIO-EURO ODC-3 PRZED MECZEM POLSKA - AUSTRIA

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na nto.pl Nowa Trybuna Opolska