Uzależnienia od hazardu nie można lekceważyć

Fot.: SXC
Ustawienie maszyny do gry przynosi właścicielowi lokalu od kilkuset do 10 tysięcy złotych miesięcznie. Nic dziwnego, że jednoręcy bandyci mnożą się jak grzyby po deszczu
Ustawienie maszyny do gry przynosi właścicielowi lokalu od kilkuset do 10 tysięcy złotych miesięcznie. Nic dziwnego, że jednoręcy bandyci mnożą się jak grzyby po deszczu fot. sxc
Zaczyna się niewinnie - od kilku wrzuconych monet. Potem przychodzą marzenia o wielkich wygranych, więc rosną stawki, a z nimi najczęściej długi. Skończyć się może nawet tragedią.

Samobójstw wśród uzależnionych od hazardu jest więcej niż wśród alkoholików.

Marcina spotykam we wtorkowy wieczór w niemal pustym pubie MV2000 na opolskim Zaodrzu. Pali papierosa za papierosem, nie odrywa wzroku od migającego kolorowymi obrazkami ekranu automatu i nerwowo naciska klawisze. Na rozmowę nie ma ochoty. Tym bardziej że dziś mu nie idzie. Ile już przegrał - nie chce powiedzieć. Jak długo gra - nie wie.

- Parę godzin, a w ogóle z dziesięć lat. Zaczynałem, jak miałem 14 lat, a dziś mam 24 - mówi w końcu.

Jak maszyna da...

Marcin od samego początku grał tylko na automatach, tzw. jednorękich bandytach. Stawiał od kilkudziesięciu do kilkuset złotych, w zależności od tego, ile akurat miał.

Często wygrywał? - Czasem tak. Bywało, że w tygodniu wygrywałem tyle, że starczyłoby na mały samochód - mówi. - Gorzej, że równie szybko to przegrywałem. Na pewno przez te lata więcej przegrałem, niż wygrałem.
- Z tą maszyną jest jak z babą - raz da, a raz nie... - kwituje siedzący obok nad kuflem piwa mężczyzna w średnim wieku.

Przedstawić się nie chce, bo jak się żona dowie, że grywa... - Nie to, żebym dużo przegrywał, popadł w długi. Gram rzadko i tylko na małych stawkach, za 10-20 złotych - tłumaczy. - A mimo to wygrywam, ostatnio dwa i pół tysiąca złotych. Ale uważam, bo to cholerstwo wciąga.

40-letniego Andrzeja, z którym rozmawiam przy jednym z automatów w barze Fatamorgana, wciągnęło. Dziś chodzi na terapię, jest uzależniony od hazardu. Czemu więc siedzi przy automacie? - Dla zabawy - wzrusza ramionami.
- Postawiłem tylko dwadzieścia złotych. Kiedyś stawiałem sto, dwieście.

Zaczęło się 5 lat temu. Dla zabicia czasu w barze wrzucił kilkadziesiąt złotych. Raz, potem drugi. Z czasem grywał coraz częściej i o coraz więcej. - I wygrywałem
- wspomina. - Był taki miesiąc, że wyciągnąłem z automatów 10 tysięcy. W następnym straciłem wszystko.

Zanim się zorientował, w dwa dni był w stanie przegrać wypłatę.
- Na szczęście jestem kawalerem, więc nie odejmowałem dzieciom od ust - mówi. - Grałem za tyle, ile miałem. Potem najwyżej pożyczałem na życie.

- Mam kolegę, który przez automaty stracił pracę i bardzo się zadłużył - opowiada siedzący obok Jerzy Sekulski. Sam też czasem grywa - raz w tygodniu, raz na dwa tygodnie. - Zazwyczaj przegrywam po 20-30 złotych, ale dwa tygodnie temu się odkułem - chwali się pan Jerzy. - Wygrałem 1200 złotych.

- Łatwo przyszło, łatwo poszło. W dwa dni przegrałem wszystko.

Kobiety lubią jednorękich bandytów

Automatów do gier z dnia na dzień jest coraz więcej. Pojawiają się w salonach gier, pubach, osiedlowych barach, a nawet w hotelach czy restauracjach.

- Na Opolszczyźnie są obecnie w 852 lokalach, a w każdym jest od jednego do czterech takich urządzeń - mówi Tomasz Nowak z opolskiej Izby Celnej, która kontroluje, czy urządzenia są legalne. Jeśli nie - ich właściciele płacą grzywny, od kilkuset do kilku tysięcy złotych. - Szacunkowo można przyjąć, że w całym województwie jest ponad trzy tysiące automatów.

Siedzą przy nich nie tylko panowie. Hazard wciąga też panie, zwłaszcza te po pięćdziesiątce. Pani Jasia jest na rencie, trochę dorabia tu i tam. Ma czterech synów, doczekała już wnuków. Do centrum gier Fair Play na opolskim ZWM-ie przychodzi średnio raz w tygodniu. Uzależniona od automatów wcale nie jest!
- zaznacza na początku.

- Po prostu - jak mam trochę wolnego grosza, to gram - kwituje. - Nigdy za więcej, niż sto, dwieście złotych. Jak mi nie idzie, to odchodzę. Trzeba wiedzieć, kiedy przestać, żeby nie zostać bez grosza.

Automaty polubiła kilka lat temu. Któregoś razu spróbowała, coś wygrała i stwierdziła, że może to być niezły sposób na dorobienie.

- I często wyciągam z nich 300-500 złotych - chwali się. - Za część pieniędzy znów gram, a część daję dzieciom i wnukom.

Pani Jasia dorzuca do automatu kolejne 20 zł i zaczyna następną partyjkę. Nie odrywa wzroku od wirujących figur nawet wtedy, kiedy sięga po papierosa.
- Żeby wygrać, trzeba grać o duże stawki - tłumaczy. - Zysk jest większy, jak zaryzykujesz.

Jakby na potwierdzenie automat gra zwycięską melodyjkę. - No, to dziś mam osiem stówek - cieszy się. - Włożyłam dwie, więc sześć jestem do przodu.

Zagłusza ją huk uderzających o metalowe korytko 5-złotówek. - A wie pani, że w Braksie, barze koło przychodni na ZWM-ie, ktoś wygrał ostatnio osiem tysięcy?

Barman jednego z opolskich pubów, w którym od kilku lat są automaty, wspomina starszą panią, która często wpadała do jego baru.

- Była chyba na emeryturze, bo często przychodziła tuż po otwarciu i potrafiła spędzić w barze cały dzień - opowiada. Chłopak prosi o anonimowość i niewymienianie nazwy lokalu, w którym pracuje, bo szef natychmiast by go zwolnił. - Ta pani od czasu do czasu coś wygrywała. Ale były takie miesiące, że w dwa dni traciła w automacie całą emeryturę. Na życie pożyczała potem od ludzi. Słyszałem, że kiedy o jej długach dowiedział się syn ze Śląska, zabrał ją do siebie i posłał do psychologów.

Automatów coraz więcej

Waldemar potrafił wygrać 10 tysięcy w kilka dni. Miał farta. - Kumple mówili, że mam rękę do maszyn - wspomina. - A ja w to wierzyłem i myślałem, że to początek, że się dopiero rozgrzewam i wielka wygrana przyjdzie wkrótce.

Planował, że część wygrywanych pieniędzy będzie inwestował w rodzinę: zbuduje dom, kupi samochód. Dlatego ciągle próbował i... przegrywał to, co wcześniej wygrał.

Jak brakowało mu pieniędzy, pożyczał. Zwracał, kiedy "się odegrał'. A jak się nie odegrał, to brał kredyt. Miał stałą pracę, więc z zaświadczeniem o zarobkach nie było problemu. W ciągu roku wziął pięć szybkich pożyczek w pięciu różnych bankach, w sumie 60 tysięcy. Kiedy o długach dowiedziała się żona, zabrała dzieci i odeszła.

- Potem wniosła o rozwód i alimenty, a sąd siadł mi na pensję. Nie byłem w stanie spłacać wszystkich rat - wspomina Waldemar.

Przez kilka kolejnych tygodni próbował się odkuć, oczywiście na automatach. Pożyczał, gdzie się dało. Długi rosły z dnia na dzień. A szczęście nie wracało. Zrobiło się nerwowo, kiedy wierzyciele zaczęli się upominać. Czara się przelała, gdy zwolniono go z pracy. Wtedy Waldemar się złamał. Za namową kolegi poszedł na terapię.

To było prawie dwa lata temu. Dziś znów pracuje, a puby z jednorękimi bandytami omija szerokim łukiem. - Jeszcze czasem mam ssanie, żeby zagrać - mówi. - Jak alkoholik, który ma ochotę wypić szklankę wódki. Dlatego wolę nie ryzykować.

- Właściciele lokali chętnie wstawiają automaty, bo mają prowizję od zysków. Miesięcznie dostają od kilkuset do nawet 10 tysięcy złotych tylko za to, że taki automat u nich stoi - mówi człowiek "z branży".

- Standardowo maszyny są ustawiane na 90 procent wygranych, czyli 90 procent wrzuconych pieniędzy powinno wrócić do grających. Pozostałymi 10 procentami dzieli się właściciel lokalu i właściciel automatu, a 180 euro miesięcznie od każdej maszyny kasuje państwo, naliczając podatek.

Biznes się kręci, a psychologowie i terapeuci alarmują, że uzależnionych od hazardu jest coraz więcej.

- Jeśli chodzi o Polskę, szacunkowo mówi się o kilkuset tysiącach osób - mówi Jacek Sędkowski, psycholog ds. uzależnień.

W przypadku tych najbardziej dostępnych urządzeń, czyli automatów, zazwyczaj zaczyna się od zabawy, 10-20 złotych wrzuconych, by spróbować, jak pójdzie.

- Czy od tych kilku złotych można się uzależnić? Nie. Ale mogą być początkiem nałogu - stwierdza Sędkowski.

Gra o wszystko

Z czasem to, co miało być zabawą, przekształca się bowiem w obsesję, konieczność, najważniejszą sprawę w życiu. Wygrana powoduje euforię, daje poczucie mocy i nadzieję, że szczęście już gracza nie opuści. Hazardziści często fantazjują wtedy o swoich wielkich wygranych. Snują wizję, co zrobią z pieniędzmi, planują wyjazdy, podróże, zakupy, inwestycje. Powtarzają sobie, że grają nie tylko dla siebie, ale też dla bliskich.

Przegrana powoduje złość, frustrację, spadek samooceny. Ale gracz, zamiast się wycofać, chce odzyskać stratę, odegrać się. Ceną są często kolejne przegrane, coraz większe długi, konflikty z otoczeniem.

Specjaliści alarmują - uzależnienia od hazardu nie można lekceważyć, bo może ono mieć tragiczne skutki.

- Może prowadzić nawet do śmierci - ostrzega Marzena Wojtczak-Słowikowska.
- Samobójstw wśród hazardzistów jest więcej niż wśród alkoholików. Stres spowodowany długami, w związku z tym często i kłopotami z rodziną, a nawet prawem, bywa nie do zniesienia.

To hazardowe długi miały pchnąć opolskiego strażnika miejskiego Janusza K. do napadów na banki, zakłady bukmacherskie i sklepy, którymi w 2008 roku żyło Opole. Na początku rozpoczętego niedawno procesu przyznał się do wszystkich 11 (w tym 4 usiłowań).

- Emocjonalne uzależnienie od gier, ryzyka, obstawiania bywa tak silne, że liczy się tylko to, by mieć na to pieniądze - stwierdza Marzena Wojtczak-Słowikowska. - W związku z tym jedni wchodzą w konflikt z prawem, a inni zaciągają kolejne kredyty. Tak robił jeden z moich pacjentów. Nie mógł ich spłacić, więc uciekł przed bankami za granicę.

Zdaniem specjalistów uzależniać mogą nie tylko ruletka, karty czy automaty, ale też konkursy audiotele, totolotek, wszelkiej maści loterie i zdrapki czy esemesy wysyłane na numery, z których przychodzą wiadomości o rychłej wygranej.

- Pewnie dlatego osób przyjmowanych na terapię mamy coraz więcej - mówi Marzena Wojtczak-Słowikowska, kierownik oddziału terapii w Ośrodku Leczenia Odwykowego w Woskowicach Małych. - Miesięcznie trafiają do nas średnio 3-4 osoby z całego kraju. Z Opolszczyzny w ostatnim czasie była jedna.

Hazard nie wybiera

Od gier uzależniają się mężczyźni i kobiety, młodsi i starsi.
Serwisant automatów z Opola wspomina starszą panią, mieszkankę jednej z podopolskich wsi, która w automacie stojącym w barze jej syna zrujnowała i jego, i siebie.

- Najpierw wrzucała swoją emeryturę i to, co zarobiła, stojąc czasem za barem. Potem grała za pieniądze trafiające do kasy fiskalnej. Jak syn się zorientował, co się dzieje, długi były nie do udźwignięcia - opowiada serwisant automatów z Opola.

- Leczyłem kiedyś 18-latka, który obstawiał w zakładach bukmacherskich - opowiada Jacek Sędkowski. - Zaczynał, kiedy miał 16 lat. Stał się nałogowcem w kilka miesięcy. Gdy brakowało mu pieniędzy, potrafił wynieść do lombardu nowy komputer rodzeństwa czy ukraść biżuterię matki. Rodzice zainstalowali w końcu w domu sejf.

Nim skończył osiemnastkę, pozadłużał się tak, że warszawscy gangsterzy, by go postraszyć, przewieźli go dwa razy w bagażniku. A i tak na terapię nie przyszedł z własnej woli - przyprowadzili go rodzice. Przeszedł sześciotygodniową kurację w ośrodku, ale nie miał silnej woli. Słyszałem, że kilka miesięcy później wrócił do nałogu.

Bo wyjść jest równie trudno jak z uzależnienia od alkoholu czy narkotyków. Potrzebna jest kilkutygodniowa terapia w ośrodku, a potem spotkania w grupach wsparcia. W Opolu grupa Anonimowych Hazardzistów spotyka się w każdą sobotę w domu katechetycznym przy kościele Piotra i Pawła przy placu Mickiewicza.
Jak dużo czasu trzeba, by wyjść z nałogu?

- Tak naprawdę nie wychodzi się nigdy, nie ma później bezpiecznego grania "dla zabawy" - stwierdza Jacek Sędkowski. - A na terapię, która pozwoli panować nad własnym życiem, jednym trzeba kilku miesięcy, a innym 2-3 lat.

Dlatego warto zwracać uwagę na bliskich, którzy próbują grać. Jeśli coraz więcej czasu spędzają w barze, częściej mają kłopoty finansowe, pożyczają pieniądze, kłamią - to powinny być dla nas sygnały ostrzegawcze. - Osoby uzależnione często są też spięte, drażliwe, miewają huśtawki nastrojów - podpowiada Marzena Wojtczak-Słowikowska.

Potem pojawiają się wyrzuty sumienia, depresja, poczucie bezradności.
Na koniec przychodzi czas odcinania się od bliskich. Poczucie beznadziei sprawia, że pojawiają się myśli samobójcze, a presja wierzycieli popycha czasem do przestępstw.

Specjaliści nazywają to fazą utraty nadziei - czwartym i ostatnim etapem rozwoju uzależnienia. Twierdzą, że pozostają wtedy tylko cztery wyjścia: ucieczka w alkohol i leki, więzienie, śmierć - samobójcza albo z rąk wierzycieli - albo zwrócenie się o pomoc.

Wideo

Komentarze 43

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Sara

No tak, uzależnienie - myślimy, że mamy nad nim kontrolę, tymczasem nałóg nas pożera i odbiera nam kontrolę nad sytuacją. Ja już od trzech miesięcy chodzę na spotkania do Psychologgii. Na szczęście trafiłam na sympatycznego terapeutę, który nie ocenia. Sprawił, że poczułam w sobie siłę, żeby wreszcie coś zmienić. Do tej pory tylko "rozumiałam", że jest źle, że nie mam kontroli, że tak nie można. Teraz działam.

P
Paulina

Osobę uzależnioną należy spokojnie i cierpliwie przekonać, aby poddała się terapii w profesjonalnym ośrodku. Tylko to jest skutecznym sposobem. W mojej rodzinie również był taki przypadek. Radek był hazardzistą i wszyscy próbowali różnych metod, żeby mu pomóc... jednak bezskutecznie bo on zawsze do tego wracał. Nie potrafił bez tego żyć. W końcu rodzice zdecydowali się wysłać go na leczenie do Ośrodka Terapii Wiosenna, co powinno mieć miejsce na samym początku... Otrzymał tam fachową pomoc, wsparcie, ciepło, zajęcia, tak aby nie myśleć o nałogu. Dobrze dobrana terapia i odpowiednie podejście do pacjenta potrafią zdziałać cuda. W takie miejsce powinien trafić każdy uzależniony i uzyskać fachową pomoc..

M
Monika

Osobę uzależnioną należy spokojnie i cierpliwie przekonać, aby poddała się terapii w profesjonalnym ośrodku. Tylko to skutecznie i bez powikłań jest skutecznym sposobem. W mojej rodzinie również był taki przypadek. Radek, mój kuzyn był uzależniony od hazardu i wszyscy próbowali różnych metod... jednak on zawsze znalazł sposób aby wyjść z domu i zagrać. Nie potrafił bez tego żyć. W końcu rodzice zdecydowali się wysłać go na leczenie do Ośrodka Terapii Nefo. Otrzymał tam fachową pomoc, wsparcie, ciepło, zajęcia, tak aby nie myśleć o uzależnieniu. Dobrze dobrana terapia i odpowiednie podejście do pacjenta potrafią zdziałać cuda. Ośrodek Nefo to miejsce, do którego powinien trafić każdy uzależniony...

P
Patrycja

Żadnego uzależnienia nie można lekceważyć... Trzeba jak najszybciej poddać się leczeniu, bo nie wiadomo do jakiego stanu może się taka osoba doprowadzić. W przypadku mojego brata wybraliśmy Ośrodek Terapii Nefo, który w swojej ofercie ma rozbudowaną formę leczenia różnych uzależnień. Miejsce wyjątkowe pod każdym względem. Grzesiek jest teraz odmienioną osobą, bez uzależnienia, z planem na przyszłość. To wszystko dzięki terapii w Nefo. Polecamy każdej uzależnionej osobie...

G
Grzegorz

W moim przypadku bardzo cieżko było zebrać się na leczenie ale w końcu udało się. Wybrałem wspólnie z bliskimi Ośrodek Terapii Lewin i nie mogę powiedzieć ani jednego złego słowa. Każdy pacjent traktowany jest tam indywidualnie. Opieka jest na bardzo wysokim poziomie, wspaniali terapeuci. Dzięki temu wszystkiemu dziś jestem czysty, bez nałogu... Z całego serca polecam Ośrodek Lewin.

W
Wojtek

Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem w uzależnieniu jest terapia. Sam byłem na takiej terapii w Ośrodku Nefo. Leczenie tam całkowicie odmieniło moje życie... Nauczyłem się mieć silną wolę i nie poddawać się. Fantastycznie wyszkoleni terapeuci pomogli mi przejść przez tę trudną drogę. Jestem im niezmiernie wdzięczny i będę polecał Ośrodek Nefo wszystkim uzależnionym...

 

L
Lota

Najgorsze jest to, że w głębi serca człowiek wierzy, że wygra. Przecież słyszałam, że ktoś tydzień temu w innym barze wygrał 10 tysięcy. I to są przecież prawdziwe historie z tym, że wygrane pieniądze rzeczywiście przegramy jutro. Ale wiara w wygraną jest silniejsza niż lęk przed przegraną. Wiemy jak to się skończy, ale nie potrafimy przerwać. 

 

Ja zawsze wiedziałam, że pieniądze się mnie nie trzymają. Nie tylko dlatego, że lubiłam grać, ale po prostu lubiłam wydawać pieniądze i nawet, gdy na chwile wkładałam je na konto oszczędnościowe, to gdy brakło mi na przyjemności, bez mrugnięcia okiem wydawałam pieniądze, o których wiedziałam, że będą mi potrzebne póxniej na podstawowe opłaty. Próbowałam wcześniej płacić za mieszkania i rachunki, żeby nie zostawały mi żadne na bezsensowne wydatki. Potem otwierasz kartę kredytową, bierzesz pożyczkę, chwilówkę. I grasz, grasz, grasz...

 

Ja obudziłam się z niewielkim długiem, bo około 5 tysięcy. Naprawdę mało, ale przecież wiedziałam, że nie potrafię przestać i że zaraz będzie 10 tys., ale mnie to nie zmartwi, bo przecież z takich długów, da się wyjść. Spanikowałam i zdecydowałam się iść na terapię. Nie mogłam skorzystać z pomocy żadnego ośrodka zamkniętego. Przecież trzeba pracować. Nie można zniknąć ze świata na pół roku czy więcej. Najlepsza przyjaciółka pomogła mi zrobić research wśród terapeutów i poradni i wybrałyśmy Psychologgię. Głównie kierując się komentarzami na temat tego ośrodka, ale już teraz wiem, że były prawdziwe. Mój terapeuta jest świetny i pomaga mi panować nad swoim pociągiem do gry. Wszystkim wam radzę ruszyć po pomoc, póki jeszcze nie jest za późno i da się łatwo wyjść z długów.

L
Lota

Najgorsze jest to, że w głębi serca człowiek wierzy, że wygra. Przecież słyszałam, że ktoś tydzień temu w innym barze wygrał 10 tysięcy. I to są przecież prawdziwe historie z tym, że wygrane pieniądze rzeczywiście przegramy jutro. Ale wiara w wygraną jest silniejsza niż lęk przed przegraną. Wiemy jak to się skończy, ale nie potrafimy przerwać. 

 

Ja zawsze wiedziałam, że pieniądze się mnie nie trzymają. Nie tylko dlatego, że lubiłam grać, ale po prostu lubiłam wydawać pieniądze i nawet, gdy na chwile wkładałam je na konto oszczędnościowe, to gdy brakło mi na przyjemności, bez mrugnięcia okiem wydawałam pieniądze, o których wiedziałam, że będą mi potrzebne póxniej na podstawowe opłaty. Próbowałam wcześniej płacić za mieszkania i rachunki, żeby nie zostawały mi żadne na bezsensowne wydatki. Potem otwierasz kartę kredytową, bierzesz pożyczkę, chwilówkę. I grasz, grasz, grasz...

 

Ja obudziłam się z niewielkim długiem, bo około 5 tysięcy. Naprawdę mało, ale przecież wiedziałam, że nie potrafię przestać i że zaraz będzie 10 tys., ale mnie to nie zmartwi, bo przecież z takich długów, da się wyjść. Spanikowałam i zdecydowałam się iść na terapię. Nie mogłam skorzystać z pomocy żadnego ośrodka zamkniętego. Przecież trzeba pracować. Nie można zniknąć ze świata na pół roku czy więcej. Najlepsza przyjaciółka pomogła mi zrobić research wśród terapeutów i poradni i wybrałyśmy Psychologgię. Głównie kierując się komentarzami na temat tego ośrodka, ale już teraz wiem, że były prawdziwe. Mój terapeuta jest świetny i pomaga mi panować nad swoim pociągiem do gry. Wszystkim wam radzę ruszyć po pomoc, póki jeszcze nie jest za późno i da się łatwo wyjść z długów.

r
rank

Trzeba walczyć o siebie i swoje zdrowie. Na Rankingu Ośrodków Terapii (osrodkiterapii.pl) znajdziecie oferty ośrodków z całej Polski wraz z opiniami pacjentów na ich temat. To pomaga w podjęciu decyzji. 

J
Jola

Mój szwagier miał problemy z hazardem i alkoholem. Na szczęście w pore trafił na leczenie uzależnień do CMP w Krakowie i powoli z tego wychodzi. Niestety utrata pracy i chęć szybkiego zarobku wpędzają ludzi w takie bagno 

T
Telma

Przenigdy nie spodziewałam się, że zostanę hazardzistką. Sądziłam, że to spotyka głównie mężczyzn, że jest to wręcz niemożliwe, że nigdy mnie to nie dotknie... Stało się inaczej, jak każde uzależnienie "zaatakowało" znienacka... Trafiłam na odwyk do Ośrodka Tratwa w Wiśle, gdzie mi pomogli. Długo to trwało, ciężko było się podnieść, ale w końcu dokonała się we mnie jakaś zmiana. Nie chcę więcej grać. Wygrałam z nałogiem.

K
Katii

Tylko i wyłącznie leczenie uzależenienia, chociaż fakt, wiele osób hazard po prostu bagatelizuje. Najlepiej leczyć w ośrodku lub spotkania z terapeutą. Bardzo dobre są płatne ośrodki, oczywiście nie wszystkie, ale warto się zdecydować na ośrodek takiego typu. Możemy liczyć na wykwalifowaną kadrę, a nierzadko na siłownię, sale na zajęcia artystyczne (osrodek-leczenia-uzaleznien.pl). Warunki są nieporównywalnie lepsze, atmosfera też inna. Niby trochę za ośrodek zapłacimy, ale i tak mniej, niż wyniosą długi z hazardu.

A
Aza

Żadnego uzależnienia od hazardu nie można lekceważyć, nie tylko te związane z hazardem. Każde uzależnienie jest wyniszczające.

A
Anna

Bardzo często hazard ma podłoże w niekontrolowanym braniu pożyczek jak twierdzą psychologowie. Nie bez znaczenia jest też mit iż pożyczka podnosi samopoczucie. Jest to tylko pewien środek łatania dziury budżetowej na pewien moment nim człowiek podniesie się z dołka. Jeżeli ktoś pożycza online to warto wcześniej przeczytać poradnik zanim pożyczysz na stronie Twoja Pożyczka w sieci może to ustrzeże przed zbytnim zadłużaniem. Pożyczka i owszem czasem pomoże ale ie zawsze i za każdą cenę.

K
Kazik

Przez lata borykałem się z uzależnieniem od hazardu. Zaczęło się od zwykłych zakładów sportowych. Obstawiałem wynik meczów, wierząc, że uda mi się w ten sposób nieco dorobić do pensji. Skończyło się na tym, że zacząłem chodzić do pobliskiego kasyna. Może jakbym poszedł i przegrał, to by się tak nie skończyło. Ale kilka pierwszych razy, wygrywałem, niemałe pieniądze. Myślałem, że gra w kasynie to prościzna, że stanę się dzięki temu bogaty. Teraz wiem, że miałem zwyczajnego fuksa. Dobra passa się skończyła, zacząłem przegrywać i popadłem w długi. Wracałem do wierząc, że znowu zacznę od tak wygrywać, jak kiedyś. Uzależniłem się i potrzebowałem pomocy. Byłem u wielu specjalistów i dopiero w Ośrodku Terapii Uzależnień Wsparcie udało mi się wygrać z nałogiem.

Dodaj ogłoszenie