Upadek producenta afer

Archiwum
Archiwum
Czy ktoś pamięta lądowanie talibów w Klewkach? To dzieło Bogdana G. Jego nazwisko przewija się też w największych aferach III RP. Ten znajomy polityków i biznesmenów został skazany przez prudnicki sąd za kradzież... telewizora.

Bgdan G. przyjechał do Prudnika 18 czerwca 2009 r. Zatrzymał się w hotelu Oaza. Dwie godziny przed przyjazdem zadzwonił do recepcji i dokładnie wypytał o wyposażenie hotelowych pokoi. Dostał pokój, w którym akurat dzień wcześniej zamontowano nowy płaski telewizor LCD. - Wzbudził zaufanie, bo recepcjonistce zostawił rachunek z poprzedniego hotelu, z którego wynikało, że jest pracownikiem jednej ze stacji telewizyjnych. Poprosił, żeby u nas przygotować dla niego podobny rachunek - opowiada Edmund Kurpet, właściciel Oazy.

Nowy gość pokazał też własny dowód osobisty, wykorzystując fakt, że takie samo nazwisko nosi jeden ze znanych dziennikarzy telewizyjnych. Wieczorem zamówił do pokoju spore ilości jedzenia, napojów i papierosów. Następnego dnia rano nie zszedł na śniadanie i personel wysłał do jego pokoju sprzątaczkę. Kobieta zobaczyła, że pokój jest pusty. Brakowało także nowego telewizora i radioodbiornika.

- Akurat mieliśmy wtedy remont i na korytarzach nie było zamontowanych kamer - opowiada Edmund Kurpet. - Mężczyzna wyszedł w nocy, nawet portier go nie zauważył. Pojechałem na policję zgłosić kradzież. Okazało się, że już go szukają w związku z innymi sprawami.

Zawiadomienie na policję złożył prawdziwy dziennikarz, do którego zaczęli się odzywać oszukani hotelarze z całej Polski, od Szczecina po Jelenią Gorę, domagając się wyjaśnień. W sumie Bogdan G. ma obecnie wiele spraw sądowych w całym kraju o hotelowe kradzieże sprzętu i alkoholi, na które jest transportowany pod eskortą z zakładu karnego. Sądy głowią się, jak zorganizować rozprawy, żeby nie wyznaczać tych samych terminów, bo będzie problem.

60 spraw Bogdana G.

Przed Sądem Rejonowym w Prudniku 40-letni Bogdan G. stanął 7 października 2010. Już to było sukcesem, bo oskarżony wcześniej domagał się zmiany sędziego prowadzącego rozprawę, a potem zażądał jej odroczenia, bo do więzienia nie dostarczono mu kopii aktu oskarżenia. W trakcie śledztwa nie chciał rozmawiać z prokuratorem i nie przyznał się do zarzutu. W sądzie był nieco bardziej rozmowny.
- Składając wyjaśnienia, stwierdził, że nigdy nie był w Prudniku - mówi Ewa Kosowska-Korniak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Opolu. - Nie wie, dlaczego został oskarżony o kradzież telewizora z prudnickiego hotelu. Nie wie, kto się pod niego podszył. Powiedział, że ma w sądach około 60 spraw, a oskarżające go prokuratury są dyspozycyjne.

- Widziałem go na własne oczy i jestem pewien, że to on mieszkał u nas w czerwcu 2009 roku - spokojnie dowodzi właściciel prudnickiej Oazy. - Zapamiętałem go dobrze, bo pytał mnie, czy może zaparkować samochód bliżej klatki schodowej. Miał taki stary samochód. Pewnie dlatego, żeby nie nosić daleko ukradzionych rzeczy...

Prudnicki sąd skazał Bogdana G. na 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata i obowiązek zwrotu
poszkodowanemu 1,4 tys. zł. Wyrok nie jest prawomocny. W lutym przyjemność spotkania z Bogdanem G. będzie miał Sąd Okręgowy w Opolu, do którego trafiła jego apelacja.

Uwierzył mu Lepper

Urodzony w 1971 roku w Pruszkowie Bogdan G. stał się sławny na całą Polskę w 2001 roku. 29 listopada 2001 roku Andrzej Lepper, lider Samoobrony, z mównicy sejmowej rzucił pod adresem kilku znanych polityków pytanie: czy to prawda, że przyjęli potężne łapówki od niejakiego pana S.? Potem doszły do tego kolejne, głośne do dziś oskarżenia - że w gospodarstwie rolnym w Klewkach koło Olsztyna prowadzone są eksperymenty na krowach z udziałem śmiercionośnego wąglika, a same Klewki odwiedzają talibowie z Afganistanu. Jako źródło swoich rewelacji w tej sprawie Lepper podał - Bogdana G., który w latach 1999-2001 był kierownikiem dużego gospodarstwa rolnego w Klewkach, należącego do potężnej wtedy firmy InterCommerce. Jej właściciel, Rudolf S., był właśnie tym panem S., który miał wręczać czołowym politykom PO i SLD łapówki w zamian za pomoc w załatwianiu szybkich pozwoleń na budowę hipermarketów. Lepper uwierzył Bogdanowi G., bo ten nawet w czasie późniejszych rozpraw sądowych dowodził z przekonaniem, że widział przekazywanie łapówek politykom.

Rozpętanie afery z talibami i rzekomymi łapówkami stało się dla Bogdana G. sposobem na ucieczkę przed kryminalnymi zarzutami. Bogdan G. poszedł do Leppera, gdy w sądzie już leżał akt oskarżenia go o przywłaszczenie mienia InterCommerce wartego 360 tys. zł. Po wystąpieniu Leppera w Sejmie do Klewek pojechała kontrola sanitarna. Nie wykazała ani wąglika, ani krów chorych na BSE, ale ujawniła przykłady bestialskiego obchodzenia się ze zwierzętami i skierowała do policji wniosek o ściganie.

Udawał nawet Milewicza

Po Bogdanie G. zostały na Mazurach doły z krowami, padłymi nie od wąglika, ale zamęczonymi i zagłodzonymi. Dla G. rozpoczęła się wieloletnia zabawa z wymiarem sprawiedliwości, dziesiątki spraw karnych, apelacji. Mimo to zabierał się za coraz drobniejsze przestępstwa pospolite. A to we Wrocławiu zabrał komuś 40 złotych, podając się za policjanta i strasząc atrapą pistoletu. A to w Warszawie wyniósł z hotelu dwa komputery. A to podrobił podpis warszawskiego sędziego na nakazie wypuszczenia z aresztu syna członka mafii pruszkowskiej. A to podszywał się pod znanego, nieżyjącego już dziennikarza Waldemara Milewicza, posługując się jego legitymacją prasową przy wypisywaniu kredytowych biletów PKP...

Co afera, to Bogdan G.

W 2005 r. Centralne Biuro Śledcze ujawniło wielką aferę korupcyjną w Ministerstwie Finansów. Jego wysocy urzędnicy mieli otrzymać łapówki m.in. od byłego senatora i właściciela Farmutilu Henryka Stokłosy. Kolejnym wielkim biznesmenem, który miał korumpować wysokich urzędników izb skarbowych i ministerstwa w zamian za umorzenia podatkowe przekraczające 10 mln zł miał być Rudolf S., właściciel InterCommerce. Rudolf S. zniknął już wcześniej, w styczniu 2005 roku. Prokuratura w Olsztynie próbowała go wtedy oskarżyć o wyłudzenie w 1999 r. dopłat do przechowywanego zboża oraz wyłudzenie preferencyjnych kredytów. Rok później, w związku ze śledztwem w Ministerstwie Finansów, wystawiono za nim list gończy. S. jest poszukiwany do dziś.

Dziennikarze zaś spekulują, że jego liczne interesy, prowadzone od lat 70., były powiązane ze służbami specjalnymi PRL. S. był także biznesowo związany m.in. z Grzegorzem Żemkiem, znanym z afery FOZZ, oraz Edwardem Mazurem, domniemanym zleceniodawcą zabójstwa gen. Papały. I nagle w całej serii spraw najwyższego kalibru, drobny złodziej Bogdan G. stał się ważnym świadkiem oskarżenia! I to niezbyt chętnie współpracującym.

W lutym 2007 roku G. uciekł z budynku Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga, wyskakując z okna na I piętrze. Miał być przesłuchiwany w sprawie kradzieży dwóch laptopów. Kilkanaście dni później złapali go funkcjonariusze CBŚ. Miał przy sobie m.in. brytyjski paszport, legitymację dziennikarską i studencką. Posadzono go w areszcie na Rakowickiej, m.in. w związku z groźbami karalnymi pod adresem Andrzeja Leppera.

Sądy muszą się spieszyć

Przez trzy dni na tym samym oddziale akurat siedział ekssenator Stokłosa, oskarżony o łapówkarstwo. Kiedy G. wyszedł z więzienia w 2008 r., sam udał się do prokuratury, składając zawiadomienie, że Stokłosa w areszcie namawiał go do składania fałszywych zeznań, aby zdyskredytować głównego świadka oskarżenia przeciwko Stokłosie. Tą sprawą zajmuje się teraz Sąd Rejonowy Praga-Północ, gdzie trafił akt oskarżenia Bogdana G. o zeznawanie nieprawdy. Z podobnym zarzutem wobec Bogdana G. zmaga się od 2003 roku Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście i zaczyna mu się już spieszyć, bo sprawa przedawni się we wrześniu br. A dla Bogdana G. to zasadnicza kwestia jego politycznej wiarygodności. Został bowiem oskarżony o składanie fałszywych zeznań w sądzie, związanych z łapówkami dla polityków i pobytem Afgańczyków w Klewkach. Andrzej Lepper już w 2005 r. został skazany za bezpodstawne pomawianie polityków.

A sprawa jest bardziej skomplikowana, niżby się prześmiewcom wydawało, czego dowodzi m.in. znana dziennikarka telewizyjna Maria Wiernikowska, która zrealizowała reportaż o Klewkach. Pokazała w nim, że faktycznie w mazurskim gospodarstwie Rudolfa S. bywali Afgańczycy, w tym Ahmad Massud, charyzmatyczny przywódca powstania przeciwko Sowietom. A sam S. sześć razy odwiedził Massuda w Afganistanie, gdzie był dzierżawcą kopalni szmaragdów. W Polsce miał tylko sieć sklepów jubilerskich.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

U
UBek
to jest POlska rzecztwistosc dnia dzisiejszego ..sady wydaja wyroki z POlecenia POlicji ktora ma szeroka siec konfidentow chronionych przez prawo ...
s
sygit14
caly polski ,,biznes,,wyszedl ze sluzb ktore rzekomo oddaly wladze polityczna a w rzeczywistosci polskastala sie ubekistanem wskutek braku lustracji jak w czechach a ten gosc mial racje tylko przekaziory zrobily z niego wariata a to ze kukradl telewizor, nie zostal kulczykiem ,krauzem ani czarneckim w biznesie ani solorzem czy walterem lub michniko-szechterem w przekaziorach to probowal inaczej najwazniejsze ze biznes pozostal w rekach tiowarzyszy z wsi i ub
Dodaj ogłoszenie